Miesiąc: grudzień 2023

Przedstawianie Boga w obrazach jest wykluczone. Jan Kalwin

Pismo bierze pod uwagę ułomność i prymitywizm ludzkiego rozumu, więc wypowiada się wprost, kiedy pragnie odróżnić Boga prawdziwego od bogów zmyślonych. Czyni tak nie po to, żeby pochwalać rozmaite pomysły filozofów, ale żeby podkreślić ich niedorzeczność i pokazać, że wszystkie te spekulacje są pozbawione sensu. Tym sposobem Bóg jest wyróżniony, a wszelkie bóstwa wymyślone na świecie zostają wykluczone i dowiadujemy się, że wszystko, co ludzie wytworzyli w swoich umysłach powinno być unicestwione, ponieważ jedynie Bóg może wystawiać świadectwo o sobie samym.

Ale ponieważ na całym świecie rozpowszechniła się głupia i szkodliwa praktyka obrazowego przedstawiania Boga – w drewnie, w kamieniu, w złocie, srebrze i wszelkich ziemskich materiałach – musimy przyjąć do wiadomości, że ilekroć Bóg jest przedstawiany w ten sposób, tylekroć Jego chwała jest przewrotnie takim bałwochwalstwem pomniejszana. Toteż Bóg, który – jak powiada Prawo – sam jeden jest Panem i tylko Jemu należy oddawać cześć, poucza nas, jaką służbę pochwala, a jaką odrzuca: „Nie będziesz czynił sobie żadnego rzeźbionego posągu ani żadnej podobizny” (Wj 20:4). Aby okiełznać ludzkie zuchwalstwo i zapobiec przedstawianiu Go pod jakąkolwiek widzialną postacią, wylicza krótko różne zabobony od najdawniejszych czasów służące fałszowaniu prawdy.

Wiemy, że Persowie adorowali Słońce i z gwiazd, które ich ślepy rozum widział na niebie, zrobili sobie bogów. W Egipcie bogami były wszelkie ziemskie zwierzęta, a nawet cebula i pory. Grecy uważali się za mądrzejszych i bardziej powściągliwych, adorując Boga pod ludzkimi postaciami. Ale Bóg, potępiając obrazy, nie porównuje ich między sobą jako lepsze czy gorsze, lecz odrzuca wszystkie bez wyjątku podobizny, posągi i inne figury stworzone przez bałwochwalców po to, aby się doń zbliżyć.

Łatwo pojąć powody takiego zakazu. Napisano bowiem: „I PAN przemówił do was spośród ognia. Usłyszeliście dźwięk słów, lecz nie widzieliście żadnej postaci, tylko głos usłyszeliście” (Pwt 4:12) oraz „Strzeżcie więc pilnie swoich dusz, gdyż nie widzieliście żadnej postaci w dniu, w którym PAN przemówił do was na Horebie (…) abyście się nie zepsuli i nie czynili sobie rzeźbionego posągu” (Pwt 4:15-16). W ten sposób Bóg przemawia przeciwko wszelkim figurom i pokazuje, że ci, którzy przedstawiają Go w widzialnej formie, w istocie odwracają się od Niego. Co do proroków, wystarczy jeden, Izajasz, dowodzący mocniej od innych, jak cierpi boski majestat, kiedy bezcielesny Bóg staje się podobny do cielesnej materii, kiedy Bóg niewidzialny otrzymuje widzialną postać i kiedy próbuje się Go upodobnić (Jego, będącego Duchem) do martwego przedmiotu; kiedy On, który wypełnia wszystko swoją nieskończoną istotą, staje się kawałkiem kamienia, drewna czy złota (Iz 40:18 i dalsze; 45,9, 41:7,29, 4:60). A oto, co na ten temat mówi św.Paweł: „Będąc więc z rodu Boga, nie powinniśmy sądzić, że Bóstwo jest podobne do złota, srebra lub kamienia, misternie wyrzeźbionych według wyobrażenia ludzkiego” (Dz 17:29).

Możemy z tego wywnioskować, że wszystkie posągi i obrazy wykute i namalowane dla przedstawienia Boga wcale Mu się nie podobają, gdyż godzą w Jego majestat. I nie należy się dziwić, że Duch Święty przemawia z nieba jasno i wyraźnie, zmuszając biednych bałwochwalców na ziemi do okazania skruchy. Skarga Seneki, przytaczana przez św. Augustyna, wyraża to jasno. Ubolewa on mianowicie, że świętym, nieśmiertelnym i nietykalnym bogom poświęca się byle jakie, bezwartościowe materiały; że nadaje im się postać ludzką bądź zwierzęcą wedle własnej wyobraźni; że wreszcie czyni się ich jednocześnie mężczyzną i kobietą w rozmaitych materiałach, aby na koniec nazywać ich „bogami”.

Artykuł pochodzi z treści książki Podstawy Religii Chrześcijańskiej

Św. Paweł vs. św. Jakub. R.C. Sproul

Zasadnicza obiekcja Rzymu wobec protestanckiego poglądu na usprawiedliwienie opierała się na nauce apostoła Jakuba. W swoim liście św. Jakub pisze: „Czyż Abraham, praojciec nasz, nie został usprawiedliwiony z uczynków, gdy ofiarował na ołtarzu Izaaka, syna swego? […] I wypełniło się Pismo, które mówi: I uwierzył Abraham Abraham Bogu i poczytane mu to zostało ku usprawiedliwieniu, i nazwany został przyjacielem Boga. Widzicie, że człowiek bywa usprawiedliwiony z uczynków, a nie jedynie z wiary” (Jk 2:21, 23-24 BW). Na pierwszy rzut oka wygląda na to, że według św. Jakuba uczynki mają swój udział w usprawiedliwieniu. Jak rozumieć ten fragment?

Gdy badacze rozważają różnicę pomiędzy nauczaniem św. Pawła w Liście do Rzymian 3:4-5 a nauką św. Jakuba w drugim rozdziale, patrzą na nie w różny sposób. Niektórzy twierdzą, że List św. Jakuba został napisany przed Listem do Rzymian i jednym z celów Pawła przy pisaniu Listu do Rzymian było skorygowanie błędu Jakuba z jego listu. Według innych List do Rzymian napisano wcześniej, zaś częścią zamysłu św. Jakuba była korekta błędnego nauczania apostoła Pawła, Według jesszcze innych nie ma znaczenia, kto napisał swój list jako pierwszy – to po prostu dowód na różne teologie funkcjonujące w I wieku oraz brak jednolitego poglądu na usprawiedliwienie w Nowym Testamencie. Ci jednak, którzy wierzą, że Biblia jest Słowem Bożym, a zarówno List do Rzymian, jak i List św. Jakuba są natchnione przez Ducha Świętego, nie mogą się tak łatwo wywinąć. Stawiają bowiem czoło trudnemu zadaniu pogodzenia nauki tych dwóch ksiąg. Byłoby łatwiej, gdyby Jakub i Paweł używali dwóch różnych greckich słów na usprawiedliwienie. Obaj jednak używają tego samego: dikaioo.

Byłoby łatwiej, gdyby apostołowie Jakub i Paweł posługiwali się przykładem dwóch różnych patriarchów. Obaj jednak korzystają z przykładu tego samego: Abrahama. Im głębiej przyglądamy się problemowi, tym gorzej wygląda sytuacja – te dwa fragmenty wydają się nie do pogodzenia.

Analizując oba, musimy mieć w pamięci dwie bardzo ważne kwestie. Po pierwsze, choć oba fragmenty odnoszą się do Abrahama, to św. Paweł przywołuje wydarzenie z życia Abrahama, które jest zapisane w 15. Rozdziale Księgi Rodzaju (na długo przed tym, gdy Abraham miał ofiarować swojego syna Izaaka na ołtarzu). Zatem w 15. rozdziale Księgi Rodzaju i rozdziałach następnych

Abraham pozostaje już w stanie usprawiedliwienia. Święty Jakub z kolei odwołuje się konkretnie do posłuszeństwa Abrahama wyrażonego gotowością do poświęcenia lzaaka, opisaną w rozdziale

22. Księgi Rodzaju. Gdy zatem św. Jakub mówi o usprawiedliwieniu Abrahama, odwołuje się przede wszystkim do wydarzeń opisanych w 22. rozdziale Księgi Rodzaju. Święty Paweł tymczasem

szczególnie skupia się na kwestii usprawiedliwienia Abrahama za darmo, bez wykonywania jakiegokolwiek działania z jego strony. Rzeczywiste rozwiązanie tych trudności następuje wtedy, gdy zapytamy, czy św. Paweł i św. Jakub zadają to samo pytanie. Święty Jakub pyta: Cóż pomoże, bracia moi, jeśliby ktoś twierdził, że wierzy, a nie spełniałby uczynków? Czyż taka wiara może go zbawić? Gdyby brat lub siostra nie mieli się w co ubrać i brakło im codziennego chleba, a ktoś z was im powie: ldźcie w pokoju, ogrzejcie się i nasyćcie – a nie da im tego, co jest konieczne do życia, to cóż to pomoże? Tak też wiara nie przejawiająca się w czynach jest sama w sobie” (Jk 2:14-17, BP).

Pytanie św. Jakuba brzmi: „Jeśli ktoś mówi, że ma wiarę, ale nie ma uczynków, aby potwierdzić swoje wyznanie wiary, to czy taki rodzaj wiary go zbawi?”. Odpowiedź jest jedna: oczywiście, że nie. Luter głosił: Jesteśmy usprawiedliwieni z samej wiary, ale nie z wiary, która jest sama”. Jeśli wiara, którą wyznajemy, jest naga, bez dowodu w postaci uczynków, wówczas nie jest to wiara zbawiająca, ale, jak mówił Jakub, wiara „martwa”. Wiara żywa ukazuje natomiast swoją żywotność w okazywaniu posłuszeństwa. Uczynki posłuszeństwa nie przyczyniają się w niczym do naszego usprawiedliwienia, ale jeśli ich nie ma, to ten brak potwierdza, że usprawiedliwienie nie nastąpiło. Święty Jakub napisał: „Lecz powie ktoś: Ty masz wiarę, ja zaś mam uczynki. – Pokaż mi twoją wiarę bez uczynków, a ja z uczynków moich pokażę ci wiarę” (Jk 2:18, BP). Widzimy, że św. Jakub ma tu na względzie przejawy wiary. Komu mamy okazać naszą wiarę? Czy Bóg musi widzieć nasze uczynki, aby przekonać się o autentyczności naszego wyznania wiary? Oczywiście, że nie. Bóg wiedział, że Abraham posiadł zbawiającą wiarę – już w 15. rozdziale Księgi Rodzaju – na długo przed tym, nim okazał się gotów poświęcić Izaaka. Święty Paweł skupia się zaś na tym, że Bóg uznał Abrahama za sprawiedliwego, gdy obecna w nim była autentyczna wiara. Inni ludzie nie mogą jednak dostrzec tego, co jest w naszych sercach dopóty, dopóki my tego nie pokażemy. Jeśli powiem, że mam wiarę, to jak mogę zademonstrować prawdziwość wyznania inaczej niż poprzez posłuszeństwo, poprzez uczynki? Gdy św. Jakub używa terminu „usprawiedliwienie”, mówi o usprawiedliwieniu przed ludźmi człowieka twierdzącego, że ma wiarę. Sam Jezus używał tego terminu w podobny sposób, gdy mówił: „A usprawiedliwiona została mądrość przez wszystkie dzieci swoje” (Łk 7:35, BW). Co to znaczy? Z pewnością Pan nie miał na myśli, że mądrość zostaje przeniesiona w stan łaski poprzez posiadanie dzieci, lecz to, że mądrość różnych działań może ujawniać się w owocach, które te działania przynoszą. Święty Jakub mówi więc o okazywaniu lub manifestowaniu prawdziwej wiary. Gdy pyta: „Czyż praojciec nasz Abraham nie dzięki uczynkom został usprawiedliwiony, złożywszy syna Izaaka na ołtarzu ofiarnym?” (Jk 2:21, BP), nie chodzi mu o to, że Abraham został przeniesiony w stan łaski dzięki ofiarowaniu Izaaka, natomiast głosi, że uczynkiem tym Abraham dowiódł autentyczności swego stwierdzenia, że posiada wiarę, bądź je zademonstrował. Święty Paweł używa terminu „usprawiedliwiony” w najwyższym teologicznym sensie: mówiąc o człowieku, który został uczyniony sprawiedliwym przed Bogiem. Zajmuje się więc usprawiedliwieniem w sensie naszego ostatecznego pojednania ze sprawiedliwym i świętym Bogiem. Napisał List do Rzymian głównie po to, aby wyjaśnić, w jaki sposób można osiągnąć zbawienie. Skupił się więc na wskazaniu, że usprawiedliwienie nie przychodzi dzięki uczynkom Prawa, ale dzięki wierze, niezależnie od uczynków; że jesteśmy usprawiedliwieni nie przez naszą własną sprawiedliwość, ale przez sprawiedliwość Chrystusa. Jeśli więc dokładnie przyjrzymy się tym fragmentom i dostrzeżemy, że odpowiadają one na różne pytania, wtedy trudności w ich zrozumieniu znikną.

Ten artykuł pochodzi z książki Czy jesteśmy razem?

Prawdziwa świętość. Paul Washer

Tak wiele mówimy o konieczności bycia radykalnymi chrześcijanami. Radykalni chrześcijanie to nie ludzie, którzy skaczą na koncertach. Radykalni chrześcijanie to nie ci, którzy tylko noszą koszulki z chrześcijańskimi napisami. Radykalnymi chrześcijanami są ludzie, którzy przynoszą owoc Ducha Świętego. To ci, którzy szanują i czczą swoich rodziców, nawet jeśli ci postępują źle. To ludzie, którzy nie ubierają się nieprzyzwoicie, aby obnażać swoje ciała. Jeśli twoje ubranie jest ramą dla twojego oblicza, Bóg znajduje w nim upodobanie. Jeżeli zaś jest ono ramą dla twojego ciała i jest nieprzyzwoite, to Bóg nienawidzi tego, co robisz. Mówię o prawdziwym chrześcijaństwie! Dużo czasu spędziłem w dżunglach. Zamarzałem w Andach. Widziałem, jak ludzie umierają. Widziałem małego chłopca pięciokrotnie postrzelonego w brzuch i porzuconego na chodniku tylko dlatego, że powiedział: Strasznie się boję, ale nie mogę zaprzeć się Jezusa Chrystusa. Proszę, nie zabijajcie mnie, ale ja się Go nie wyrzeknę”. Ten chłopiec umarł w kałuży krwi. A ty uważasz się za radykalnego chrześcijanina, ponieważ przyjechałeś na konferencję! Mówię o prawdziwej świętości. Mówię o prawdziwej pobożności. Czego potrzeba, aby Bóg poruszył się pośród nas? Potrzeba tego, abyśmy wszyscy uświadomili sobie swój grzech; abyśmy padli na twarze i zaczęli płakać, ponieważ oglądamy rzeczy, których Bóg nienawidzi, ubieramy się w sposób, którego Bóg nienawidzi, wyglądamy jak świat i pachniemy jak świat. Potrzeba, abyśmy zaczęli opłakiwać rzeczy, które zasmucają Boga. Musimy płakać nad tym, że brak nam świadomości własnej grzeszności, nad płytką znajomością Jego Słowa. Choć wierzymy, że Pismo Święte jest nieomylnym Słowem Bożym, wszystko czego nauczamy to niebiblijne ilustracje, anegdoty, a także nic nieznaczące fantazyjne historyjki. Niechaj Pan oświeci nas, abyśmy odwrócili się od swoich grzechów, wyrzekli się rzeczy, w których nie ma On upodobania, przylgnęli do Niego, rozsmakowali się w Nim i kochali Go! Modlę się, aby Bóg wzbudził dzisiaj misjonarzy. Nie chcę, abyś miał wszystko to, czego być może inni ci życzą. Twoi rodzice mogą pragnąć, żebyś miał zapewnione bezpieczeństwo, wykupioną polisę ubezpieczeniową i ładny dom. Chcą, byś miał dobre samochody i cieszył się szacunkiem. Ja chcę dla ciebie tego samego, czego pragnę dla mojego syna aby pewnego dnia, podniósłszy duchowy sztandar Jezusa Chrystusa, głosił Słowo Boże i ustawił ten sztandar na wzgórzu, na którym nikt przed nim jeszcze go nie ustawił. Chcę, aby wyznał: „Jezus Chrystus jest Panem”, nawet jeśli będzie go to kosztowało życie. A co, jeśli powie mi to samo, co będąc młodym człowiekiem powiedziałem sam? „Jadę w góry. Jadę do dżungli”. Słysząc to, ludzie mnie przestrzegali: „Nie możesz tam jechać. Zwariowałeś. To jest wojna. Zginiesz”. Jeśli mój syn, gdy dorośnie, spakuje swój plecak i postanowi tam pojechać, będę się za niego modlił i powiem mu: „Ruszaj! Niech Bóg będzie z tobą, mój synu, a jeśli umrzesz, zobaczę cię w chwale i uczczę twoją śmierć”.

Artykuł pochodzi z treści książki Ciasna brama, wąska droga

Współczujący Arcykapłan. John Piper

Chrystus stał się naszym kapłanem przez złożenie ofiary z samego siebie na krzyżu (Hbr 9:26). On jest naszym pośrednikiem między nami a Bogiem. Jego posłuszeństwo i cierpienie były tak doskonałe, że Bóg nie odrzucił tej ofiary. Dlatego, jeśli przychodzimy do Boga przez Niego, Bóg również nas nie odrzuci. Jednak jest jeszcze lepiej. Przed pójściem na krzyż przez trzydzieści lat Chrystus był kuszony tak, jak kuszony jest każdy człowiek. To prawda, że nigdy nie zgrzeszył. Jednak mądrzy ludzie wskazali, że oznacza to, że jego pokusy były silniejsze, a nie słabsze niż nasze. Jeśli ktoś poddaje się pokusie, nigdy nie osiąga ona najpełniejszego najdłuższego ataku. Kapitulujemy, podczas gdy presja wciąż narasta. Jednak Jezus nigdy tego nie zrobił. Wytrzymał więc całą presję do końca i nigdy się nie poddał. Wie, co to znaczy być kuszonym z całą siłą. Całe życie w pokusach, które osiągnęły punkt kulminacyjny w nadzwyczajnych cierpieniach i porzuceniu, dało Jezusowi niezrównaną zdolność współczucia kuszonym i cierpiącym ludziom. Nikt nigdy nie cierpiał więcej, niż On. Nikt nigdy nie zniósł więcej złego traktowania. I nikt nigdy nie zasługiwał na to mniej ani nie miał większego prawa do obrony. Jednak apostoł Piotr powiedział: „Który grzechu nie popełnił, a w jego ustach nie znaleziono podstępu; który, gdy my złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, ale powierzył sprawę temu, który sądzi sprawiedliwie” (1P 2:22-23).

Dlatego Biblia mówi, że potrafi „współczuć naszym słabościom” (Hbr 4:15). To jest niesamowite. Zmartwychwstały Syn Boży w niebie, po prawicy Boga, mający wszelką władzę nad wszechświatem, czuje to, co my czujemy, gdy przychodzimy do Niego w smutku lub bólu, albo gdy jesteśmy zapędzeni w kozi róg obietnicami grzesznej przyjemności. Dlaczego to jest tak ważne? W Biblii mamy odpowiedź, przez pokazanie zależności między współczuciem Jezusa, a naszą ufnością w modlitwie. Jest napisane, że skoro potrafi „współczuć naszym słabościom (…) [to powinniśmy przystąpić] z ufnością do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej chwili” (Hbr 4:15-16). Najwyraźniej chodzi o coś takiego: Możemy czuć się niemile widziani w obecności Boga, jeśli przyjdziemy do Niego, walcząc z grzechem. Tak bardzo odczuwamy Bożą czystość i doskonałość, że wszystko wokół nas wydaje się nieodpowiednie w Jego obecności. Jednak pamiętamy, że Jezus jest „współczujący”. On nie jest przeciwko nam, ale współczuje nam. Ta świadomość współczucia Chrystusa dodaje nam odwagi. On zna nasz płacz. Posmakował naszej walki. Nakazuje nam przyjść z ufnością, kiedy poczujemy naszą potrzebę. Przypomnijmy więc sobie starą piosenkę Johna Newtona:

Przychodząc przed króla oblicze,

Powinieneś wielkie prości ze sobą przynosić;

Bo Jego łaska i moc są tak liczne,

Że nikt nigdy nie może o zbyt wiele prosić.

Artykuł pochodzi z treści książki Dlaczego Jezus umarł?

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Bóg udoskonala to, w co zaopatruje. Bryan Chapell

Usprawiedliwienie z łaski jest wspaniałe, ale na nim Boży plan się nie kończy. Jezus Chrystus nie tylko ocala nas przed grzechami przeszłości, lecz także zapewnia nam wieczność z Nim. Właśnie dlatego Jezus powiedział, że każdy, kto wierzy w Niego, nie zginie, ale będzie miał życie wieczne (zob. J 3:16). Zbawienie, które oferuje Bóg, nie przypomina ratunku z pazurów tygrysa jednego dnia, aby kolejnego trafić do dżungli. Ewangelia to także Boże sposoby zapewniania nam duchowego bezpieczeństwa na wieki.

Zjednoczenie z Chrystusem

Bóg nie tylko kocha nas tak mocno jak Jezusa, ale Boża łaska czyni nas Jego dziećmi. „Patrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi. Dlatego świat nas nie zna, bo jego nie zna” (1 J 3:1). Jak jednak ktokolwiek z nas może stać się dzieckiem Boga, skoro narodził się fizycznie jako dziecko swych rodziców? Zostaliśmy usynowieni przez naszego Niebiańskiego Ojca (Ef 1:5-6). Ta odpowiedź ukazuje nam potężne implikacje łaski.

Jak działa ów proces usynowienia? Opisaliśmy już jego istotę: chodzi o położenie ufności w Chrystusie co do naszego duchowego życia z Bogiem. Czynimy to, mówiąc, że potrzebujemy tego, by Jezus nas uświęcił, wyznając nasz grzech i to, że nasze myśli, słowa i czyny nie wystarczają, by pojednać nas z Bogiem. Wówczas Bóg, wyłącznie z łaski, usprawiedliwia nas i stajemy się w Jego oczach prawi i umiłowani tak samo jak Jezus.

Nie omówiliśmy jeszcze wszystkich konsekwencji pełnej duchowej zależności. Skoro duchowe życie z Bogiem nie jest wynikiem naszych starań, zatem z ludzkiej perspektywy można nas właściwie uznać za martwych. Może się to wydawać dziwne, ale Ewangelia potwierdza słuszność tego wniosku. Co więcej, ta śmierć otwiera tak naprawdę drzwi do nowego życia w Bożej rodzinie.

Zjednoczeni ze śmiercią Chrystusa

Apostoł Paweł dochodzi do wniosku, że człowiek nie może zrobić nic, co usprawiedliwiłoby go przed świętym Bogiem, po czym dodaje: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany: żyję, ale już nie ja” (Ga 2:20). Może brzmi to strasznie, ale to oczywista konkluzja odnośnie do tego, co to znaczy stanąć przed Bogiem dzięki ofierze Jezusa, a nie własnej świętobliwości. Naszą nadzieją jest nie to, co sami robimy, ale co uczynił Jezus. Nasz duchowy status – nasza tożsamość – jest przesiąknięty tą prawdą.

Zjednoczenie ze śmiercią Chrystusa może brzmieć strasznie, ale jest tak naprawdę czymś dobrym. Jeśli do krzyża została przybita cała prawda o nas, oznacza to, że nasze grzechy, wady i zaniedbania też się tam znalazły. Ponieważ na krzyż trafiło wszystko, co mogło nas duchowo oddzielić od Boga, On może nas przyciągnąć blisko Siebie. Co nam jednak przyjdzie z takiej intymności, skoro jesteśmy duchowo martwi? Św. Paweł odpowiada na to pytanie, przypominając nam, że nasze duchowe życie – nasza tożsamość przed Bogiem – wypływa teraz z innego źródła.

Zjednoczeni z życiem Chrystusa

Zostajemy złączeni nie tylko ze śmiercią, lecz także z życiem Chrystusa. „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany: żyję, ale już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2:20, podkr. Aut.), pisze św. Paweł. Nie tylko zapewnia on o nowym życiu w Chrystusie, ale porusza też kluczowy aspekt Ewangelii, dotąd przez nas niewspomniany – zmartwychwstanie.

Cierpiąc na krzyżu, Jezus uchylił karę, która została nałożona na ludzkość, gdy pierwszy raz zboczyła ona z Bożych dróg. Bóg ostrzegł Adama, że w przypadku nieposłuszeństwa – umrze (Rdz 2:17). Grzech Adama zerwał intymną więź życia łączącą serce człowieka ze świętym Bogiem. Bóg odpowiedział, wskrzeszając Jezusa z martwych mocą Ducha Świętego, aby wykazać, że ofiara Chrystusa usunęła skutki grzechu pierworodnego (Rz 8:11; 1 Kor 15:15-20).

Życie Jezusa po śmierci dowodzi prawdziwości danej nam przez Boga obietnicy zgładzenia grzechu oraz życia wiecznego. Grzech nie kończy naszej relacji z Bogiem, podobnie jak nie kończy jej kres naszego ziemskiego życia. Gdy zawodzi nasze śmiertelne ciało, nasz duch na zawsze trwa w bliskości z Panem. Nadejdzie też dzień, w którym Bóg wskrzesi nasze ciała – jak to uczynił z Jezusem – abyśmy w ciele i w duchu zostali na nowo złączeni z Jezusem. Ale tą dobrą nowiną zajmiemy się trochę później.

Na ten moment ważne jest, by zdać sobie sprawę, że dzięki powstaniu Jezusa z martwych duch każdego wierzącego już teraz jest złączony z Chrystusem. Choć Chrystus umarł, znowu żyje. Żyje w nas, w duchowym zjednoczeniu z naszym duchem. Nie zapominajmy, że apostoł Paweł mówi: „żyje we mnie Chrystus”. Skoro można nas właściwie uznać za martwych (ponieważ żaden nasz uczynek nie zapewni nam uznania w oczach Boga) i skoro Jezus żyje w nas (ponieważ Jego Duch złączony jest z naszym duchem), tożsamość Jezusa staje się naszą tożsamością. Wszystko, co można powiedzieć o Nim – Jego mądrość, świętość i prawość – zajmuje miejsce naszej głupoty, grzechu i buntu (1 Kor 1:31). Apostoł słusznie raduje się tym, że Chrystus jest naszym życiem (Kol 3:4) oraz że „dla mnie bowiem życie to Chrystus” (Flp 1:21). Dzięki naszemu duchowemu zjednoczeniu z Chrystusem wszystko, co nas hańbi, umarło, a nam przynależy wszystko, co oddaje Mu cześć.

Artykuł pochodzi z treści książki: Ewangelia w Centrum

Domniemana wybiórczość przykazań starotestamentalnych. Sam Allberry

Świni, która choć ma rozdzielone kopyto i racice, ale nie przeżuwa – będzie dla was nieczysta (Kpł 11:7)

Nie będziesz nosił szaty utkanej z wełny razem z lnem (Pwt 22:11)

Nie będziesz obcował z mężczyzną jak z kobietą. Jest to obrzydliwość (Kpł 18:22).

Wydaje się, że chrześcijanom sprzeciwiającym się homoseksualizmowi, a jednocześnie ignorującym wiele innych zasad biblijnych dotyczących choćby posiłków czy ubrań, brakuje konsekwencji. To z pozoru mocny argument. Na obiad zjadłem wieprzowinę, a teraz piszę te słowa ubrany w podkoszulek z mieszanych włókien – jedno i drugie było zakazane ludowi Bożemu w Starym Testamencie.

Problem z tym zarzutem jest taki, że opiera się na założeniu, jakoby chrześcijanie mieli to samo podejście do każdego fragmentu starotestamentowego prawa. Tymczasem właściwe chrześcijańskie spojrzenie na Stary Testament jest nieco bardziej zróżnicowane.

Stary Testament nie jest jednolity. Nie składa się z ciągu równorzędnych instrukcji i przepisów. Ma konkretny kształt, którego kontury, emfazy i kwestie priorytetowe zostały nakreślone i wypełnione przez samego Jezusa. Powiedział on:

„Nie sądźcie że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków: Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić” (Mt 5:17).

Jezus nie przyszedł znieść prawa – przeżytku minionej ery – nie przyszedł go narzucić ani nadzorować jego egzekwowania. Nie przyszedł też wypełnić części jego przepisów, przesiać ich przez sito i okazjonalnie wyłowić parą szczypiec przykazanie, które może mieć dla nas wciąż jakiś sens. To, co Jezus przyszedł uczynić z prawem – przyszedł czynić z jego całością. Gdy przyglądamy się życiu Jezusa i Jego posłudze, staje się jasne, że poszczególne elementy prawa wypełnia On na różne sposoby.

Jezus położył kres rytualnej czystości i przepisom dotyczącym pokarmów. Ogłosił, że wszystkie pokarmy są czyste (Mk 7:19, podkreślone ponownie w Dz 10:9-16). Dotykał trędowatych i martwych zwłok, a nie uczyniło Go to nieczystym. Swoje ciało nazwał prawdziwą świątynią, a Swoją śmierć – ostateczną ofiarą za grzechy (J 2:21; Ek 22:19-20). Jego śmierć utorowała nam drogę do Boga, dezaktualizując starotestamentowe przepisy dotyczące świątyni i obowiązującego w niej systemu ofiarniczego. Jezus odmienił lud Boży. W Starym Testamencie był on tożsamy z narodem-państwem. W Nowym Testamencie tworzy go Kościół powszechny, obejmujący liczne lokalne zgromadzenia rozsiane po całym świecie, podlegające prawom ustanowionym przez świeckie rządy. Stąd też starotestamentowe prawa regulujące zasady życia społecznego ludu Bożego (np. domagające się kary śmierci za grzechy ciężkie) nie odnoszą się w równym stopniu do współczesnych wierzących. Wiodąc bezgrzeszne życie, Jezus w pełni zaspokoił moralne wymagania prawa. Jednoczymy się z Nim, „aby sprawiedliwość prawa wypełniła się w nas”, gdy żyjemy w mocy Jego Ducha (Rz 8:4). W ten sposób jesteśmy w stanie prowadzić przepełnione miłością życie. To właśnie ku niemu kierowało człowieka całe moralne prawo Starego Testamentu (Rz 13:8). Aby w pełni wyjaśnić, czym jest pełne miłości życie, Nowy Testament na nowo podaje wiele moralnych przykazań starotestamentowych, w tym te dotyczące etyki seksualnej. Zgrabnie podsumowuje to Timothy Keller, chrześcijański pastor i autor:

Krótko mówiąc, przyjście Chrystusa zmieniło sposób sprawowania kultu, ale nie to, jak żyjemy. Prawo moralne kreśli obraz charakteru samego Boga – Jego integralność, miłość i wierność. Zatem wszystko, co Stary Testament ma do powiedzenia na temat miłości bliźniego, troski o ubogich, hojnego dysponowania własnym majątkiem, relacji społecznych i oddania rodzinie, wciąż obowiązuje. Nowy Testament podtrzymuje zakaz zabijania, cudzołóstwa i całą starotestamentową etykę seksualną – oznajmia je powtórnie (Mt 5:27-30; 1 Kor 6:9-20; 1 Tm 1:8-11). Skoro Nowy Testament potwierdza przykazanie, to pozostaje ono w mocy także dziś.

Nie wszystkie starotestamentowe teksty honorujemy w ten sposób. Wzorujemy się na Jezusie. Nie przestrzegamy przepisów starotestamentowego prawa z powodu tego, co – jak mówił sam Jezus -dokonało się przez Jego śmierć. Gdybyśmy to robili, podważalibyśmy dzieło, którego dokonał na krzyżu. A zatem nauczanie z zakresu etyki seksualnej, powtórzone w Nowym Testamencie, pozostaje wciąż wiążące dla chrześcijan.

Artykuł pochodzi z treści książki Czy Bóg jest homofobem