Kategoria: Aktualności

Znaczenie Zmartwychwstania – Kevin DeYoung

Wydarzenia, które miały miejsce…

Nie ma w historii ludzkości wydarzenia ważniejszego niż zmartwychwstanie Syna Bożego. Niech nie umknął naszej uwadze te dwa słowa: historia ludzkości. Chrześcijaństwo to religia historyczna. Głosimy i wierzymy w konkretne wydarzenia, które rzeczywiście miały miejsce – co jest jasne i zrozumiałe dla każdego, może poza szaleńcami oraz badaczami Nowego Testamentu. Wielkanocy nie świętujemy, dlatego że Jezus wciąż żyje dzięki nauce, którą głosił, ani dlatego że ożywa w każdym ze swych naśladowców. Wielkanoc to święto mającego boską naturę Galillejczyka, którego serce na nowo zaczęło tłoczyć krew, płuca – pobierać powietrze, a synapsy w mózgu – przenosić informacje. 

,,Cóż takiego w trzy dni zmieniło grupę w duchowych zdobywców świata?” – zapytał kiedyś J. Grescham Machen. – ,,Nie było to wspomnienie życia Jezusa. Nie była to inspiracja płynąca z dawnej znajomości z Nim. Było to przesłanie: On zmartwychwstał. Tylko to świadectwo dało żyjącego Zbawiciela uczniom i może dać Go także nam dzisiaj”.  Jeśli historyczny Jezus to nie ten sam, który umarł za nasze grzechy, został pogrzebany i powstał z martwych do życia, wówczas jest nieudacznikiem i oszustem i nie należy Mu się nasza cześć. 

Istotny problem

Pisanie historii na nowo przeszkadza nielicznym, tymczasem prawdziwym problemem większości wiernych jest ignorancja w kwestii implikacji zmartwychwstania. Większość z nas potrafi zaśpiewać triumfalnie Christ The Lord Is Risen (Chrystus Pan zmartwychwstał) bez konieczności przymykania uszu na to, co śpiewamy, i tłumaczenia sobie tekstu za pomocą matafor, co jeszcze nie znaczy, że próbujemy zgłębić, z jakiej przyczyny jest to dla nas dobra nowina. Zazwyczaj zadowalamy się faktem, że Jezus żyje – bo przecież jak najbardziej na miejscu jest to, żeby ,,porządny człowiek” nie tkwił w grobie. 

Za ignorancję tę odpowiadają, po części, kaznodzieje, którzy za punkt honoru wzięli sobie obronę zmartwychwstania przed atakami sceptyków i krytykantów, przez co przestali właściwie rozbudzać w wiernych radość z dobrodziejstw, jakie otrzymaliśmy dzięki naszemu niegdyś martwemu, a dziś żyjącemu Panu. W odpowiedzi na pytanie 45 znajdziemy trzy zwięzłe przyczyny, dla których zmartwychwstanie Syna Bożego to dla wierzącego dobra nowina.

Sam krzyż nie wystarczy?

Po pierwsze, powstając z martwych, Jezus Chrystus zatriumfował nad śmiercią, dzięki czemu możemy mieć udział w prawości, którą zdobył dla nas przez śmierć. Pierwszy List do Koryntian 15 mówi wprost, że jeśli Jezus nie został wskrzeszony ,,daremna jest nasza wiara” i ,,nadal jesteście w waszych grzechach” (w. 17). Dlaczego sam krzyż nie wystarczy do przebaczenia grzechów? Dlaczego konieczne jest zmartwychwstanie? Ponieważ to ono jest zwycięstwem – nad grzechem, śmiercią i Szatanem. Powstanie Jezusa z martwych świadczy nie tylko o tym, że jest On Synem Bożym (Rz 1:4), ale i o tym, że Bóg przyjął złożoną przez Niego ofiarę. Gdyby nie został wskrzeszony, wiedzielibyśmy, że dzieło zbawcze jeszcze się nie dokonało. 

I na odwrót – Jego wskrzeszenie oznacza zaspokojenie wymagań Bożej sprawiedliwości. Kara została wymierzona, zasługa Chrystusa okazała się godna, dług spłacony, śmierć pokonana, a grzech przebłagany. 

Jak działa karne zastępstwo?

Wyobraźmy sobie rodzinę, która ma sześcioro synów. Pewnego dnia pięciu z nich wymyka się cichaczem z pokoju, jedzie rowerami do najbliższego sklepu, kradnie trochę sztucznych ogni i – po powrocie do domu – odpala je na podwórku. Jako urwisy i narwańcy nie zastanawiają się nad tym, że rodzice przecież są w domu. Dlatego nie mija chwila, a matka i ojciec wybiegają na zewnątrz, a chłopcy – cóż, są w tarapatach.

I właśnie wtedy ich najstarszy brat, który odrabiał w swoim pokoju zadanie z matematyki, staje w ich obronie i prosi, aby rodzice ukarali nie ich, a jego – mimo że nie brał udziału w wybrykach. Mama z tatą każą mu iść do pokoju, zaznaczając, że choć to jego pięciu braci – a nie on – ponosi w tej sytuacji winę, to on zapłaci za ich występek i wysłuży im przebaczenie, pozostając w ramach kary w swoim pokoju. 

Przez cały ten czas, gdy brat siedzi zamknięty w czterech ścianach, pięciu braci niekoniecznie ma poczucie, że już zostali oczyszczeni z winy za swoje wykroczenie. Wiedzą, że dopóki nie otworzą się drzwi i dopóki ich starszy brat nie wyjdzie z pokoju, wymierzanie kary trwa, i przez cały ten czas nie mają pewności, że ta cała zamiana miejsc w ogóle zadziała. Ale w chwili, w której starszy brat odzyskuje ,,wolność”, mogą już odetchnąć z ulgą, wiedząc, że kara została wymierzona, a rodzice uznali sprawę za zamkniętą. Pusty pokój to świadectwo zaspokojenia wymagań rodzicielskiej sprawiedliwości. 

Zmartwychwstanie to znak, że śmierć Jezusa była wystarczająca – aby przebłagać za nasz grzech, aby pojednać nas z Bogiem, aby przedstawić nas jako świętych przed Bogiem. Chrystus zwyciężył, pokonując grzech, śmierć i Szatana – tę właśnie nowinę głosi pusty grób. Zmartwychwstanie to znak, że Chrystus okazał się prawy w oczach Ojca, a my dzięki wierze otrzymaliśmy udział w Jego prawości.

Zmartwychwstanie do nowego życia

Po drugie, mocą Chrystusa my także zmartwychwstaliśmy do nowego życia. Nadzieja nowego życia nie jest wizją odległej przyszłości, a teraźniejszością. Dziesiątki razy pada w Nowym Testamencie określenie ,,w Chrystusie”. Jest to odwołanie do pełnego chwały zjednoczenia wierzących z Chrystusem przez wiarę. Umarliśmy wraz z Nim i wraz z Nim powstaliśmy do nowego życia (Rz 6:5-11; Ef 2:5). Najlepsze wciąż jednak przed nami. 

Poręczenie przyszłej chwały

Trzecim dobrodziejstwem ze zmartwychwstania Chrystusa jest to, że stanowi ono poręczenie naszego przyszłego powstania w chwale. Jego wskrzeszenie było pierwszym plonem żniw zmartwychwstania, które wciąż jest przed nami (1 Kor 15:23). Netrudno sobie wyobrazić kobiety – podobne do tych, które, biegnąc, niosły apostołom nowinę o pustym grobie i otym, że Jezus nie pozostał w objęciach śmierci – wracające z pola z dobrą wiadomością ,,Właśnie zebrałyśmy pierwsze kolby dojrzałej kukurydzy! Już wkrótce żniwa.” Święta Wielkanocne potwierdzają, że otrzymamy nowe ciała. Nikt dokładnie nie wie, w jaki sposób Bóg zbierze z ziemi i z wody cząsteczki, które niegdyś tworzyły nasze ciało. Pewne jest to, że scali nas na nowo – tak, że pozostaniemy sobą, ale w nowszym i lepszym wydaniu. Dlatego też ,,jako Zbawcy wyczekujemy Pana Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała” (Flp 3:20-21). 

Fragment pochodzi z książki Niemalże zapomniana Dobra Nowina.


100 Sentencji Jana Kalwina

Streszczenie czterech ksiąg Podstaw Religii Chrześcijańskiej w 100 cytatach.

Księga I

O poznaniu Boga

1. Na niemal całą naszą wiedzę, w ostatecznym rozrachunku zasługującą na to, by ją uznać za prawdziwą i pełną, składają się dwie części: poznanie Boga oraz poznanie nas samych. (ICR I 1:1)

2. Jest rzeczą pewną, że człowiek nigdy nie pozna samego siebie, dopóki nie odda się kontemplowaniu oblicza Boga, od patrzenia na Niego przechodząc do spojrzenia na siebie.  (ICR I 1:2)

3. Jest rzeczą jasną, że poznajemy Boga nie wtedy, kiedy stwierdzamy, że zapewne gdzieś jakiś Bóg istnieje, ale wówczas, kiedy pojmiemy to, co powinniśmy o Nim pojąć, to, co służy Jego chwale, krótko mówiąc to, co stosowne i właściwe. (ICR I 2:1)

4. Poczucie boskości tak głęboko tkwi w ludzkim umyśle, że nie sposób go wymazać. Przekonanie o istnieniu Boga zaszczepione w nas zostało tak głęboko, że przenika aż do szpiku kości. (ICR I 3:3)

5. Najwyższym szczęściem i celem życia jest poznawanie Boga (ICR I 5:1)

6. Piękne lampy gmachu świata świecą nadaremnie, by ukazać nam chwałę Boga, skoro otaczają nas promieniami ze wszystkich stron i nie potrafią wskazać właściwej drogi (ICR I 5:13)

7. Choć więc Bogu nie brakuje świadków, kiedy przez swoje dobrodziejstwa zachęca łagodnie ludzi, by Go poznawali, oni wolą podążać własną drogą, czyli tkwić w śmiertelnych błędach. (ICR I 5:13)

O Piśmie Świętym

8. Ludzie starzy, z załzawionymi i niedowidzącymi oczami, patrzący w piękną księgę o wyraźnych nawet literach, widzą pismo, lecz z trudem mogą odczytać dwa kolejne słowa. Ale wystarczy dać im okulary, a czytanie przyjdzie im z łatwością. W podobny sposób Pismo daje nam wiedzę o Bogu, która inaczej byłaby pogmatwana i niezrozumiała. (ICR I 6:1)

9. Dla oświecenia i nauki prawdziwej religii potrzebna jest najpierw prawda Boża i nikt nie może mieć choćby przedsmaku zdrowej doktryny traktującej o Bogu, dopóki nie znajdzie się w szkole Pisma Świętego. (ICR  I 6:2) 

10. Niech wystarczy nam wiedza, że nie ma innej prawdziwej wiary, jak tylko ta, którą Duch Święty utwierdza w naszych sercach. (ICR I 7:5)

11. Jakiż jest bowiem początek prawdziwej wiedzy, jeśli nie rychłe, szczere i gorliwe przyjęcie Słowa Bożego? (ICR I 7:5)

O czci wobec Boga oraz o Opatrzności.

12. Ludzki umysł tworzył nieustannie i od zawsze jakieś bożyszcza.  (ICR I 11:8)

13. Poznanie Boga nie polega na chłodnej spekulacji, lecz wymaga oddania się Mu na służbę. (ICR I 12:1)

14. Bóg jest zawsze pozbawiany czci, a Jego służba znieprawiana, ilekroć ujmuje Mu się choćby cząstkę Jego boskości, Jemu tylko przynależnej. (ICR I 12:1)

15. Wszak ludzkie pojmowanie całkiem naturalnie stawia na pierwszym miejscu samego Boga, potem Jego Mądrość, a następnie Jego Moc, pozwalającą realizować to, co postanowił. Dlatego powiedziane jest, że Syn tylko od Ojca pochodzi, a Duch Święty od Ojca i Syna. (ICR I 13:18)

16. Wszelka siła, działanie i ruch stworzeń nie wynikają same z siebie, ale z tego, że Pan Bóg swym tajemnym wyrokiem rządzi wszystkim i nie dzieje się nic, czego On nie postanawia rozmyślnie, wedle własnej woli. (ICR I 16:3) 

17. Nie tylko niebo, ziemia i wszystkie nieczułe stworzenia podlegają rządom Jego opatrzności, lecz także wszystkie plany i przedsięwzięcia ludzi, których prowadzi On do wyznaczonego celu. (ICR I 16:8)

18. Pan Bóg ma zawsze rację, postanawiając czynić to, co czyni. (ICR I 17:1)

19. Kiedy niesprawiedliwie doświadczamy zła ze strony ludzi, zapomnijmy o ich niegodziwości, która może tylko rozbudzić w nas gniew i popchnąć do zemsty. Pamiętajmy, aby wznieść się do Boga i mieć przekonanie, że to za sprawą Jego przenikliwych i słusznych postanowień wszystko to, co nasi wrogowie podejmują przeciwko nam, jest dozwolone, a nawet nakazane. (ICR I 17:8)

Księga II

O grzeszności człowieka

20. Otóż poznanie nas samych polega przede wszystkim na rozważaniu tego, co zostało nam dane w chwili stworzenia i jak wspaniałomyślny jest wobec nas Pan Bóg, wciąż okazując swą dobrą wolę. (ICR II 1:1)

21. Ktokolwiek słucha podobnych nauk, schlebiających naszym własnym możliwościom, nie pogłębi wcale wiedzy o sobie, lecz popadnie w jeszcze większą ignorancję. (ICR II 1:2)

22. Pan Bóg uświęca dzieci wierzących ze względu na ich rodziców, ale nie wynika to z ich natury, tylko z Bożej łaski. (ICR II 1:7)

23. Nie ma żadnego ryzyka, że człowiek ukorzy się zanadto, kiedy pojmie, że musi odzyskać w Bogu to, czego mu brak (ICR II 2:10)

24. Tam gdzie brak pragnienia, by głosić chwałę Boga, brak również elementarnej prawości. (ICR II 3:4)

O Prawie Bożym

25. Prawo jest niczym zwierciadło, w którym dostrzegamy najpierw naszą słabość, potem grzech z niej płynący, a wreszcie nieszczęście wynikające z jednego i drugiego. (ICR II 7:7)

26. Powszechnie wiadomo, że kiedy potępiamy zepsucie, to jednocześnie chwalimy cnotę. Ale my domagamy się czegoś więcej, niż na ogół rozumieją ludzie, kiedy tak myślą. Albowiem dla nich cnota odwrotna od zepsucia to tylko powstrzymanie się przed zepsuciem. My zaś idziemy dalej i twierdzimy, że cnota to uczynki odwrotne niż zło. (ICR II 8:9)

27. Pan Bóg daje nam pierwsze przykazanie: ,,Nie będziesz miał innych bogów przede mną”. Jego celem jest pokazanie, że sam Bóg pragnie stać najwyżej i mieć pełnię władzy nad swym ludem. (ICR II 8:16)

28. Cel [drugiego] przykazania to nauka, że Bóg chce, aby należne Mu hołdy nie były profanowane jakimiś zabobonnymi praktykami. (ICR II 8:17)

29. Cel [trzeciego] przykazania to uzmysłowienie nam, że Bóg chce, aby majestat Jego imienia był dla nas święty i nietykalny. (ICR II 8:22)

30. Celem [czwartego] przykazania jest nakłonienie nas, abyśmy obumarłszy dla naszych własnych odczuć i zajęć, rozmyślali nad Królestwem Bożym, a rozmyślanie to przebiegało w sposób, który nam Pan Bóg wskazał. (ICR II 8:28)

31. Cel [piątego] przykazania, to wymóg zachowania porządku ustalonego przez Boga i przestrzegania hierarchii, jaką ustanowił. (ICR II 8:35)

32. [Szóste] przykazanie ma na celu uzmysłowić nam, że skoro Pan Bóg zgromadził i połączył ze sobą ludzi w związek, to ocalanie i ochranianie wszystkich stanowi nakaz obowiązujący każdego. (ICR II 8:39)

33. Cel [siódmego] przykazania jest następujący: Bóg kocha czystość i niewinność, dlatego też musimy się wystrzegać wszelkiej nieprzyzwoitości.(ICR II 8:41)

34. Celem [ósmego] przykazania jest, aby każdemu oddawać to, co doń przynależy. Streszcza się to w zakazie przywłaszczania sobie cudzych dóbr, wraz z jednoczesnym nakazem starannej ochrony dóbr własnych. (ICR II 8:45) 

35. Bóg będący prawdą nienawidzi kłamstwa, dlatego przykazanie [dziewiąte] ma na celu zachęcenie nas do wierności prawdzie bez obłudy. (ICR II:47)

36. Oto cel [dziesiątego] przykazania: ponieważ Pan Bóg pragnie, aby naszą duszą kierowało i wypełniało ją uczucie miłosierdzia, przeto musimy usunąć z serca wszelkie pożądanie, które mu się sprzeciwia. (ICR II 8:49)

O Przymierzu i Pośredniku

37. Słowo ,,Ewangelia” zawiera w sobie wszystkie dowody miłosierdzia i ojcowskiej dobroci, jakie kiedykolwiek otrzymaliśmy od Boga. Ale słowo to odnosi się w szczególności do głoszenia łaski, którą mamy w Jezusie Chrystusie. (ICR II 9:2)

38. Wszyscy, których Pan Bóg postanowił przysposobić i uznać za swój lud od początku świata, zostali z Nim połączeni więzami tej samej wiary co nasza. (ICR II 10:1)

39. Któż mógł wygrać ze śmiercią, jeśli nie Życie? On miał zwyciężyć grzech, a któż inny mógł tego dokonać, jeśli nie Sprawiedliwość? On miał pokonać potęgi tego świata, a któż mógłby odnieść takie zwycięstwo, jeśli nie Ten, którego moc była ponad wszystko? A gdzież jest życie, sprawiedliwość i potęga niebios, jeżeli nie w Bogu? (ICR II 12:3)

40. Pan Jezus ukazując się, przyjął postać Adama, przybrał jego imię i zajął jego miejsce. Aby okazać posłuszeństwo Ojcu, oddał swoje ciało pod Jego sprawiedliwy osąd i odcierpiał przez nas zasłużoną karę w ciele, w którym grzech został popełniony. (ICR II 12:3)

41. Jeśli chcemy mieć pewność, że Bóg nas kocha i jest nam życzliwy, powinniśmy skierować oczy na Jezusa Chrystusa i na Nim się zatrzymać. (ICR II 16:3)

42. Jezus Chrystus walczył przeciw potędze diabła, przeciw okropieństwu śmierci i piekielnym cierpieniom, pokonał je i zwyciężył. Zwyciężył po to, abyśmy umierając, nie obawiali się już więcej tego, co nasz Król pokonał i unicestwił. (ICR II 16:12)

Księga III

O wierze

43. Dopóki nie należymy do Chrystusa i jesteśmy z Nim rozdzieleni, dopóty wszystko, co On uczynił lub wycierpiał dla zbawienia rodzaju ludzkiego, jest bezużyteczne i nie ma znaczenia. (ICR III 1:1)

44. Duch Święty jest jakby więzią, którą Syn Boży łączy nas ze sobą skutecznie. (ICR III 1:1)

45. Wiara to znajomość dobrej woli Boga wobec nas i przekonanie o jej prawdziwości. (ICR III 2:12)

46. Na tym właśnie polega główny aspekt wiary: nie powinniśmy myśleć, że obietnice miłosierdzia składane nam przez Pana Boga są prawdziwe tylko ogólnie, a nie wobec nas. Musimy je brać do serca, a wtedy będą nasze. (ICR III 2:16)

47. Rzecz to doprawdy niezwykła, że wiara potrafi wspierać serca wierzących pośród tak wielkich i ciężkich rozterek! Jest niczym gałąź palmowa, która ugina się pod ciężarem, ale natychmiast prostuje się ku górze, kiedy ciężar znika. (ICR III 2:17)

48. Ten, kto zmaga się ze swoją słabością, kto stara się w strapieniu zachować wiarę, a nawet ją pogłębić, już odniósł znaczną część zwycięstwa. (ICR III 2:17)

49. Wierni zaś, choćby byli przytłoczeni wielkim brzemieniem i ledwo żywi, nadal ufają i odważnie pokonują trudności, bez względu na ponoszoną cenę. (ICR III 2:17)

50. Niewiara nie rani śmiertelnie, a jedynie nęka i zadaje rany możliwe do wyleczenia. (ICR III 2:21)

O życiu chrześcijańskim

51. Ilekroć jest mowa o łączności z Bogiem, musimy pamiętać, że tym łącznikiem jest świętość. Ale to nie znaczy, że dopiero osiągnąwszy świętość, łączymy się z Panem Bogiem! Musimy to uczynić wcześniej, aby mógł przelewać na nas swoją świętość i prowadzić tam, dokąd nas wzywa. (ICR III 6:2)

52. Pismo podkreśla, że tak jak Pan Bóg pojednał się z nami przez Jezusa Chrystusa, tak i my powinniśmy kierować się tym przykładem. Niechże ci, którzy tylko filozofom przyznają prawo do zajmowania się kwestiami etycznymi, pokażą mi w ich księgach równie dobrą metodę jak ta, którą przytoczyłem. (ICR III 6:3)

53. Ponieważ nie należymy do samych siebie, nasz rozum i wola nie panują nad naszymi decyzjami i wyborami. Nie należymy do siebie i nie nam decydować o tym, co dobre dla naszego ciała. (ICR III 7:1)

54. Obowiązkiem chrześcijanina jest postawa pokazująca, że pamięta o Bogu przez całe życie. Ten, kto dostrzega Boga we wszystkich uczynkach, z łatwością odwiedzie umysł od wszelkich próżnych rozważań. (ICR III 7:2)

55. Ci, których Pan Bóg uczynił swymi dziećmi, muszą się przygotować na życie trudne, ciężkie, pełne mozołu i różnorakich nieszczęść, gdyż Ojciec niebieski postanowił tak właśnie doświadczać i wystawiać na próbę swoje sługi. (ICR III 8:1)

56. Na tym właśnie polega wytrwałość, kiedy wierzący odczuwa wprawdzie gorycz cierpienia, ale powstrzymywana wędzidłem Bożej bojaźni nie przekształca się ona w gniew ani rozczarowanie. (ICR III 8:8)

57. Gdybyśmy potępiali wszelkie łzy, to jakże mielibyśmy oceniać Pana Jezusa, który ,,w śmiertelnym zmaganiu jeszcze gorliwiej się modlił, a jego pot był jak krople krwi spadające na ziemię”? (ICR III 8:9)

58. Pismo wychwala świętych za odwagę wówczas, kiedy pomimo straszliwych cierpień nie upadają na duchu, gdy pełni goryczy odczuwają zarazem duchową radość, gdy dławi ich wielka trwoga, a mimo to radują się, znajdując pociechę w Bogu. (ICR III 8:10) 

O powściągliwości

59. Naturalne przymioty każdej rzeczy pokazują, jak mamy się nią cieszyć, w jakim celu i do jakiego stopnia. Jakże możemy przypuszczać, że Pan Bóg obdarzył kwiaty tak rzucającą się w oczy urodą nie po to, aby wolno było nam się nią cieszyć? Że nadał im piękne zapachy, wcale nie chcąc, aby człowiek się nimi delektował? (ICR III 10:2)

60. Pamiętajmy, że wszystkie nasze dobra zostały stworzone po to, abyśmy poznali ich Twórcę i wysławiali Jego hojność, składając Mu dziękczynienie. (ICR III 10:3)

61. Wielu tak się delektuje złotem, marmurem i obrazami, że sami stają się jak kamień lub metal; podobni do swoich idoli. (ICR III 10:3

62. Nauczmy się brzemię biedy znosić równie cierpliwie i ze spokojem w sercu, jak miarkować korzystanie z dostatku. (ICR III 10:4)

63. Niechaj zatem wierzący dbają o likwidowanie rzeczy zbędnych i wszelkiego ostentacyjnego nadmiaru, niech zrezygnują z niepowściągliwości, iżby to, co ma być dla nich pomocą, nie stało się przeszkodą. (ICR III 10:4)

64. Prawie zawsze człowiek, który nie potrafi znosić biedy, nie będzie także umiał odnaleźć się należycie w dostatku. (ICR III 10:5)

65. Jeśli nie będziemy zawsze przestrzegać zasad swego powołania, wówczas w rozmaitych aspektach naszego życia zabraknie harmonii. Natomiast każdy, kto zmierza do słusznego celu, taką harmonię osiągnie. Nie odważy się żądać więcej, niż dopuszcza jego powołanie. (ICR III 10:6)

66. Nie ma tak pogardzanego i niskiego zajęcia, które nie błyszczałoby przed Bogiem i nie było wysoko cenione pod warunkiem, że w ten sposób wypełniamy swoje powołanie. (ICR III 10:6)

O usprawiedliwieniu przez wiarę

67. Każdy może sobie dyskutować po szkolarsku o tym, w jaki sposób uczynki usprawiedliwiają człowieka; ale gdy przyjdzie stanąć przed obliczem Boga, wszystko to straci sens, bo rzecz będzie wówczas potraktowana poważnie, a nie lekkomyślnie. (ICR III 12:1). 

68. Po prawdzie, nasza dusza wygląda tak samo wobec Boga jak nasze ciało wobec nieba. Kiedy człowiek rozgląda się wokół siebie, wydaje mu się, że ma dobry i mocny wzrok. Ale kiedy zwróci oczy ku słońcu, wówczas oślepia go ten blask i pojmuje, że wzrok ma słaby, nadający się tylko do oglądania rzeczy przyziemnych. (ICR III 12:2)

69. Zastanawiając się, w jaki sposób nasze sumienie może znaleźć radość i spokój w obliczu Boga, nie znajdziemy nic innego, jak tylko ofiarowane nam darmo usprawiedliwienie z Bożej łaski. (ICR III 13:2)

O modlitwie

70. Modlitwa to sposób na uzyskanie dostępu do bogactw, które mamy w Bogu. (ICR III 20:2)

71. Oczy Boga czuwają, żeby prowadzić ślepców w potrzebie, ale chce On także słyszeć w zamian nasze skargi, by jeszcze lepiej okazywać nam miłość. (ICR III 20:3)

72. Bóg zapewnia, że będzie z uwagą wysłuchiwał naszych modlitw, a nawet się nimi delektował niczym wonną ofiarą, kiedy mu przedłożymy nasze brzemiona i troski. (ICR III 20:14)

O predestynacji

73. Jeśli więc wszystko zależy od boskiego wyboru, jeśli zbawienie otrzymujemy tylko dzięki hojności Boga, to oznacza, że każdy, kto próbuje podważyć tę naukę, jest niewdzięcznikiem, bo zaciemnia coś, co powinno lśnić pełnym blaskiem i niszczy źródło pokory. (ICR III 21:1)

74. Ten, kto doktrynę przeznaczenia traktuje z odrazą, obmawia i wprost krytykuje Boga, jak gdyby zdarzyło Mu się niechcący ogłosić coś, co może tylko zaszkodzić Kościołowi. (ICR III 21:4)

75. Usynowienie wszystkich potomków Abrahama stało się jakby widzialnym znakiem większego i doskonalszego dobra, darowanego tylko prawdziwym wybrańcom. (ICR III 21:7)

76. Pan Bóg może więc obdarzyć łaską, kogo chce, ponieważ jest miłosierny, ale też nie dawać jej wszystkim, ponieważ jest Sędzią sprawiedliwym. A dając niektórym coś, na co nie zasłużyli, dowodzi, że Jego łaska jest darmowa, zaś nie dając jej wszystkim, pokazuje, na co wszyscy zasługują. (ICR III 23:11)

77. Chrystus jest bowiem jak zwierciadło, w którym odbija się nasze wybranie, i tam też ujrzymy je niezawodnie. (ICR III 24:5)

Księga IV

O Kościele

78. Kościół nazywany jest katolickim albo powszechnym dlatego, że nie sposób podzielić go na części bez rozrywania Jezusa Chrystusa, a to wszak niemożliwe. Wybrańcy Boży są bowiem tak złączeni z Chrystusem i tak od Niego zależni, jak poszczególne części ludzkiego ciała są zależne od głowy. (ICR IV 1:2)

79. Wszędzie, gdzie Słowo Boże jest uczciwie głoszone i wysłuchiwane, gdzie udziela się sakramentów i gdzie ,,kamieniem węgielnym jest sam Jezus Chrystus”, tam bez wątpienia jest Kościół i niezawodnie spełnia się Jego obietnica: ,,Gdzie bowiem dwaj albo trzej są zgromadzeni w moje imię, tam jestem pośród nich”. (ICR IV 1:9)

80. W każdej epoce od początku świata, Pan Bóg miał i mieć będzie swój Kościół. (ICR IV 1:17)

Przeciwko prymatowi Rzymu

81. A skoro świątynia, która wydawała się przeznaczona na wieczne mieszkanie Boga, mogła być przez Niego opuszczona i stać się świeckim gmachem, nie należy sobie wyobrażać, że Pan Bóg jest aż tak przywiązany do miejsc, do osób i ceremoniałów, że czuje się w obowiązku pozostawać z tymi, którzy tylko zachowują pozory i sami siebie nazywają Kościołem. (ICR IV 2:3)

82. Odstępcy, którym dowiedziono zdradę, powinni być pozbawieni wszelkich zaszczytów. Chyba że chcemy przyznać miano i autorytet Kościoła jakiejś synagodze, równie obłudnej i niegodziwej jak ta z czasów Jezusa Chrystusa, pod pretekstem, że Kajfasz był następcą wielu dobrych kapłanów, których sukcesja przetrwała od Aarona. (ICR IV 2:3)

83. Najgorszą rzeczą dla Kościoła jest opieranie go na ciągłości osób i zapominanie o prawdziwej nauce… Nic zatem nie da tym fantastom przemalowywanie swojej synagogi na Kościół!  (ICR IV 2:3)

84. Zalecana przez Boga jedność Kościoła to wspólnota nauki i miłości w Jezusie Chrystusie… wszelki układ zawarty poza Słowem Bożym to zmowa niewierzących, a nie porozumienie wiernych. (ICR IV 2:5)

85. Gdybyśmy nawet zgodzili się z nimi we wszystkim, co dotąd powiedziano, nic by im to nie dało. Zaprzeczamy bowiem, że jest w ogóle w Rzymie jakiś Kościół zdolny do przyjęcia tego, co Bóg dał św. Piotrowi, i że jest tam jakiś biskup zdolny do korzystania z owego przywileju. (ICR IV 7:23)

86. Chcą mieć najwyższego prałata nad całym światem? To niech pokażą, że istnieje tam prawdziwy biskup! (ICR IV 7:23)

87. Czy można uważać za biskupa kogoś, kto nawet palcem nie tyka tego, co stanowi sedno biskupiej służby? (ICR IV 7:23)

O sakramentach

88. Sakrament to zewnętrzny znak, którym Bóg w naszym sumieniu pieczętuje obietnice dobrej woli wobec nas i umacnia słabość naszej wiary, a my ze swej strony zaświadczamy wobec Niego, aniołów i ludzi, że to On jest naszym Bogiem. (ICR IV 14:1) 

89. Jeśli więc nie chcemy, żeby sakrament nie był tylko pustym znakiem, musimy poprzez wiarę szukać Bożego Słowa, które się w nim zawiera. Im człowiek usilniej będzie się przez sakramenty łączył z Chrystusem, tym większą przyniosą mu korzyść. (ICR IV 14:15)

O chrzcie

90. Bóg zesłał chrzest niczym oficjalny list z podpisem i pieczęcią, jako bezspordne zaświadzenie, że wszystkie grzechy zostały nam odpuszczone, zatarte i zapomniane raz na zawsze, że nigdy już do nich nie powróci ani ich nie wypomni. Jest bowiem wolą Boga, aby wszyscy, którzy uwierzą zostali ochrzczeni na odpuszczenie grzechów. (ICR IV 15:1)

91. Ilekroć zdarza nam się popełnić grzech, musimy wracać pamięcią do chrztu i utwierdzać się w przekonaniu, iż wszystkie grzechy zostały nam odpuszczone. Choćby nam się zdawało, że nasz chrzest należy do przeszłości, to żadne późniejsze grzechy nie mogą go unieważnić. (ICR IV 15:3)

92. Trzeba zatem pamiętać, że zostaliśmy ochrzczeni ku umartwieniu ciała, które się w nas rozpoczyna od chrztu i trwa przez wszystkie dni tego żywota, aż się dopełni z chwilą odejścia do Boga. (ICR IV 15:11)

93. Kiedy Pan Bóg wzywa lud Judei do pokuty, nie wymaga od tych, których obrzezały niegodne ręce świętokradców i którzy przez pewien czas żyli bezbożnie, aby się dali ponownie obrzezać. Żąda od nich po prostu nawrócenia w sercu. (ICR 15:17)

94. Małe dzieci poczęte przez chrześcijańskich rodziców są nie po to chrzczone, żeby się dopiero stały dziećmi Bożymi – jak gdyby wcześniej były obce Kościołowi. Chrzest ich stanowi uroczysty znak, że już zostały do Kościoła przyjęte i że do niego należą. (ICR IV 15:22)

O Wieczerzy Pańskiej

95. Tak jak jedzenie chleba, a nie tylko oglądanie go, karmi ciało, tak samo dusza musi prawdziwie uczestniczyć w Chrystusie i karmić się Nim na życie wieczne. (ICR IV 17:5)

96. Nasza dusza żywi się ciałem i krwią Jezusa Chrystusa tak samo, jak chleb i wino utrzymują przy życiu nasze ciało. (ICR IV 17:9)

97. Znaczenie polega na obietnicach zawartych w znaku. Materią albo istotą nazywam Jezusa Chrystusa zmarłego i zmartwychwstałego. A efekt w moim rozumieniu to odkupienie, sprawiedliwość, życie wieczne i wszystkie dobrodziejstwa, którymi obsypuje nas Chrystus.(ICR IV 17:11)

98. W Eucharystii Jezus Chrystus jest prawdziwie rozdawany pod postacią chleba i wina, stanowiących Jego ciało i krew, którymi uzyskał sprawiedliwość dla naszego zbawienia. Uważam, że dzieje się tak po pierwsze po to, abyśmy stanowili z Nim jedno ciało, a po drugie, abyśmy jako część Jego istoty odczuwali także Jego moc i korzystali ze wszystkich Jego dobrodziejstw. (ICR IV 17:11)

99. To nie Arystoteles, ale Duch Święty naucza, że po zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa Jego ciało trwa niezmienione i jest w niebie, gdzie pozostanie aż po dzień ostateczny. (ICR 17:26)

100. Nie można przyjąć Jezusa Chrystusa bez wiary, tak jak nie ma sposobu, żeby ziarno wykiełkowało w płomieniach. (ICR IV 17:33)

Znaczenie słów ,,Wierzę w Kościół” – Jan Kalwin

Kościół czy kościołowi?

Słowa wyznania wiary ,,Wierzę w Kościół” odnoszą się nie tylko do Kościoła widzialnego, o którym teraz mamy mówić, ale też do wszystkich wybrańców Bożych, także tych, którzy już pomarli. Słowo wierzyć występuje tu dlatego, że często bardzo trudno odróżnić na pierwszy rzut oka dzieci Boże od tych, którzy nie należą do tego, co święte, to jest profanów. Odróżnić święte owieczki od dzikich zwierząt.

Zauważmy, że zwrot ,,Wierzę w Kościół” zastąpił, nie wiedzieć czemu, wcześniejszy, bez przyimka, Wierzę Kościołowi. Przyznaję, że to dziś forma bardziej rozpowszechniona i niegdyś też popierana, choćby w credo nicejsko-konstantynopolitańskim. Jednak wielu dawnych Ojców bez oporu pisało ,,Wierzę Kościołowi” zamiast ,,Wierzę w Kościół„. Na przykład św. Augustyn, a także autor traktatu o Symbolu zwany Cyprianem nie tylko tak piszą, ale twierdzą, że dodawanie przyimka jest niesłuszne. Wyjaśniają swój punkt widzenia nawet całkiem logicznie: mówimy, że wierzymy w Boga, ponieważ oddajemy Mu się całym sercem jako jedynemu, prawdziwemu Bogu i tylko na nim polegamy. A tego samego nie można powiedzieć o Kościele, o odpuszczeniu grzechów ani o zmartwychwstaniu ciał. Nie chcę się tu spierać o słowa, ale ogólnie lepiej zawsze wyrażać się jasno i nie używać dwuznacznych określeń, wywołujących zbędne nieporozumienia. 

Katolickość kościoła

Pamiętajmy wreszcie, że diabeł robi, co tylko może, by zniszczyć łaskę Chrystusową, że wszyscy wrogowie Boga zmawiają się i dążą do tego zaciekle. Ale to przecież łaska niezniszczalna, bo krew Chrystusa nie będzie zmarnowana i musi przynieść owoce. Trzeba więc brać pod uwagę Boży wybór i wewnętrzne powołanie, skoro Pan zna tych, którzy należą do Niego i mając taką pieczęć, różnią się od potępionych, jak mówi św. Paweł (2 Tm 2:19).

Ale ponieważ wiernych jest zaledwie garstka, wzgardzona pośród rzeszy ludzi niczym kilka ziaren w słomie na klepisku, Panu Bogu trzeba zostawić przywilej rozpoznawania swojego Kościoła, którego fundamentem jest Jego odwieczny wybór.

Nie wystarczy nam sama myśl, że Bóg ma swoich wybrańców; musimy jeszcze zrozumieć, że jedność Kościoła polega na przekonaniu, że przystaliśmy do niego prawdziwie. Nie możemy mieć bowiem żadnej nadziei na przyszłe dziedzictwo, jeśli nie połączymy się z innymi członkami pod wodzą Głowy, którą jest Chrystus.

Kościół nazywany jest ,,katolickim” albo ,,powszechnym” dlatego, że nie sposób podzielić go na części bez rozrywania Jezusa Chrystusa, a to wszak niemożliwe. Wybrańcy Boży są bowiem tak złączeni z Chrystusem i tak od Niego zależni, jak poszczególne części ludzkiego ciała są zależne od głowy.

Wszyscy oni stanowią jedność, żyją tą samą wiarą, nadzieją i miłością z Ducha Bożego, są powołani nie tylko do tego samego dziedzictwa, lecz także do uczestniczenia w chwale Boga i Jezusa Chrystusa.

Choć wszędzie dookoła widać straszne spustoszenia, jak gdyby już nic nie zostało z Kościoła, bądźmy pewni, że śmierć Chrystusa wydaje owoce i że Bóg cudownym sposobem zachowuje Kościół jakby w ukryciu, o czym usłyszał Eliasz: ,,Zachowałem sobie w Izraelu siedem tysięcy, których kolana nie zginały się przed Baalem” (1 Krl 19:18).

Obcowanie świętych

Słowa Symbolu Apostolskiego o świętych obcowaniu odnoszą się także po części do Kościoła widzialnego, aby każdy z nas wiedział, jak podtrzymywać braterskie więzi ze wszystkimi dziećmi Bożymi, jak szanować należną Kościołowi władzę i w ogóle jak postępować jako owieczki tego samego stada. W tym celu właśnie dodano ,,communio sanctorum„. Słowa te, choć pomijane przez dawnych Ojców, nie powinny być lekceważone, ponieważ doskonale wyrażają to, czym jest Kościół. Mówią jak gdyby, że święci pozostają w takim związku z Chrystusem, iż przekazują sobie wzajemnie dary otrzymane od Boga.

Jednak ta wspólnota nie likwiduje różnorodności łask, gdyż widzimy, że Duch Święty rozdaje swe dary na rozmaite sposoby. Zachowane także być muszą porządek społeczny i prawo każdego do swojej własności, aby ludzie mogli żyć w pokoju i aby każdy był panem tego, co posiada.

Tę wspólnotę należy rozumieć tak, jak ją opisał św. Łukasz, gdzie ,,mnóstwo wierzących miało jedno serce i jedną duszę” (Dz 4:32). Także św. Paweł nakłania Efezjan do jedności, mówiąc: ,,Jedno jest ciało i jeden Duch, jak też zostaliście powołani w jednej nadziei waszego powołania” (Ef 4:4).

Nie może być bowiem tak, żeby ludzi głęboko przekonanych o tym, że Bóg jest ich wspólnym Ojcem, a Chrystus ich wspólną Głową, nie łączyła braterska miłość, rodząca wspólnotę ku wzajemnej korzyści. 

Korzyści z wiary w Kościół

Trzeba i warto wiedzieć, jakie korzyści czerpiemy z wiary w Kościół i z przekonania, że doń należymy. Oto na czym opieramy niezachwianą pewność zbawienia, choćby cały świat zachwiał się w posadach:

  • Po pierwsze, fundamentem naszego zbawienia jest wybór Boga, tak pewny jak Jego wieczna opatrzność;
  • Po wtóre, gwarantuje je Chrystus, niepodzielny i niedopuszczający, by wierni oddalili się od Niego lub byli rozdarci między sobą;
  • Ponadto, trwając w Kościele, jesteśmy pewni, że znamy prawdę;
  • Jest w końcu obietnica, że ,,na górze Syjon będzie wybawienie”, że Bóg będzie zawsze w Jerozolimie i nigdy jej nie opuści (Jl 2:32; Ab 1:17; Ps 46:4-5). A komunia z Kościołem ma moc zapewniającą nam wspólnotę z Bogiem. 

,,Komunia” świętych

Już samo słowo ,,komunia” stanowi wielką pociechę: wiemy wprawdzie, że wszystkie łaski, którymi Bóg obdarza swoich członków, należą do nas, lecz on umacnia jeszcze naszą nadzieję. A prócz tego dla zachowania jedności z tym Kościołem wcale nie musimy widzieć go na własne oczy ani dotykać własną ręką. Raczej potrzebna jest wiara, że istnieje w nas, nawet bardziej jako niewidzialny niż wówczas, gdy go wyraźnie widzimy.

Ta wiara jest równie wartościowa, kiedy uznaje Kościół, którego rozum nie potrafi ogarnąć. Nie mamy nakazu odróżniania wybranych od potępionych (to nie należy do nas, tylko do Boga), ale musimy mieć w sercu przekonanie, że do szczególnego dziedzictwa Bożego są wyznaczeni wszyscy, których miłosierdzie Boga Ojca i moc Ducha Świętego doprowadziły do uczestnicwa w Chrystusie, i o ile jesteśmy pośród nich, jesteśmy dziedzicami tej łaski. 

Fragment pochodzi z książki Podstawy religii chrześcijańskiej. Tom III (Księga 4) – Jan Kalwin





Dobra Nowina o Najwyższym kapłanie – Michael Kruger

Ziemscy kapłani

Hbr 9-6-10 skupia się na ziemskich kapłanach, poprzez których ludzie oddawali cześć Bogu. Zwykli kapłani spędzali mnóstwo czasu w części zewnętrznej, ,,pełniąc służbę Bożą” (w. 6) – czyli składając ofiary, pilnując, by lampa nie zgasła i by chleb był na miejscu. Robili to ,,regularnie”. Słowem, które lepiej tłumaczy to greckie sformułowanie – diapantos – jest ,,powtarzalnie”. To znaczy, że robili to  samo wciąż na nowo.  

Musieli tak postępować, ponieważ problem grzechu nigdy nie był rozwiązany. Później, w wersecie 9, czytamy, dlaczego te ofiary nie rozwiązywały problemu grzechu: ,,składano w nim dary i ofiary, które nie mogły uczynić doskonałym w sumieniu tego, który pełnił służbę Bożą”. Wszystko było tylko tymczasowe: ,,przepisy cielesne nałożone aż do czasu naprawy” (w. 10). Wskazywało na przyszłość, na czas Nowego Przymierza – gdy nadejdzie jeden człowiek, który będzie w stanie rozwiązać problem winy. Do opisu działalności zwykłych kapłanów nasz autor dodaje, że ,,tylko sam najwyższy kapłan” mógł wejść do wewnętrznej komnaty, ,,raz w roku […] i to nie bez krwi” (w. 7). 

Arcykapłan był numerem jeden. Był głównym przedstawicielem ludu. Był, tym, który mógł wejść do Miejsca Najświętszego. Ale i to było obwarowane ograniczeniami. Mógł tam wejść tylko raz w roku, żeby złożyć ofiary za ludzi i za siebie – i musiał to robić bardzo ostrożnie.

Wyobraź sobie…

…Że jesteś arcykapłanem i za chwilę masz wejść za zasłonę. Pomyślałbyś: Jak minął mój tydzień? Jak bardzo byłem posłuszny? Jak bardzo jestem święty? Czy ta ofiara wystarczy, by oczyścić mnie z grzechu? Nawet arcykapłan był ziemskim człowiekiem. Nadal był ograniczony. Dlatego i on wchodził tam z trwogą.

To wszystko mówi nam, że nie możesz tak po prostu wejść do Bożej obecności w swoim obecnym, grzesznym stanie. Potrzebujesz kogoś, kto rozwiąże ten problem. Rozdział 16 Księgi Kapłańskiej daje nam instrukcje dotyczące tego dorocznego wydarzenia, gdy arcykapłan mógł wejść do Miejsca Najświętszego. Nazywało się ono Dniem Przebłagania. To tutaj najwyraźniej widzimy potem. Bóg mówi Mojżeszowi o Aaronie, pierwszym kapłanie: ,,Powiedz swojemu bratu Aaronowi, żeby nie wchodził w każdym czasie do Miejsca Najświętszego poza zasłonę przed przebłągalnią, która jest na Arce, aby nie umarł” (w. 2).

Nawet Aaron, brat Mojżesza, nie mógł tam wejść bez strachu przed śmiercią. Dzień Przebłagania był po to, żeby pozwolić mu tam wejść w celu złożenia ofiar w imieniu ludu Izraela; mógł to jednak zrobić dopiero po dokonaniu szeregu rytuałów (Kpł 16:3-14). 

Różnica między Starym i Nowym Przymierzem

Nasz autor komentuje w Hbr 9:8: ,,W ten sposób Duch Święty pokazuje, że została objawiona droga do Miejsca Najświętszego”. Skoro dla ziemskiego kapłana tak trudne było wejście do ziemskiej świątyni, to o ile trudniejsze będzie dla zwykłego grzesznika wejście do prawdziwej sali tronowej Boga? Pod Starym Przymierzem to było niemożliwe. 

Całą różnicę pomiędzy Starym a Nowym Przymierzem można podsumować dwoma słowami: ,,jeszcze nie”. Czy masz pełny przystęp do świętego Boga? W Starym Testamencie odpowiedź brzmi ,,jeszcze nie”. To nie mogło mieć miejsca, ,,dopóki jeszcze stał pierwszy przybytek”.  Innymi słowy, dopóki porządek Starego Przymierza – z jego ziemską świątynią – nadal obowiązywał, droga pozostawała zamknięta. 

Implikacja jednak jest taka, że nadchodził czas, gdy Bóg miał otworzyć drzwi na oścież i umożliwić ludziom wejście do swojej obecności. ,,Tamten czas” (w. 9) ograniczeń miał się zakończyć, a nadejść miał nowy wiek przystępu 

Warto w tym miejscu zajrzeć ponownie do Hbr 4:16: ,,Przystąpmy więc z ufnością do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej chwili”. ,,Tron łaski” jest w greckim języku odpowiednikiem ,,przebłagalni” – miejsca na Arce Przymierza, w którym spoczywała Boża obecność. Cóż za kontrast pomiędzy tymi dwoma przymierzami. Teraz, dzięki Jezusowi, możesz wejść do Bożej obecności z ufnością. Nie musisz się już zastanawiać, czy złożona ofiara jest wystarczająca. Nie musisz już wątpić, czy będziesz mile widziany. W Chrystusie mamy pewność, że zostaniemy przyjęci. 

Fragment pochodzi z książki List do hebrajczyków. Ewangelicki komentarz do Pisma Świętego.



Powód 26: Jezus umarł aby zostać wiecznym arcykapłanem – John Piper

Teksty

Hbr 7:23-27 A wprawdzie tamtych kapłanów było wielu, gdyż śmierć nie pozwoliła im trwać na zawsze. (24) Ten zaś, ponieważ trwa na wieki, ma kapłaństwo nieprzemijające. Dlatego też całkowicie może zbawić tych, którzy przez niego przychodzą do Boga, bo zawsze żyje, aby wstawiać się za nimi. Takiego to przystało nam mieć najwyższego kapłana: świętego, niewinnego, nieskalanego, oddzielonego od grzeszników i wywyższonego ponad niebiosa; Który nie musi codziennie, jak tamci najwyżsi kapłani, składać ofiar najpierw za własne grzechy, a potem za grzechy ludu. Uczynił to bowiem raz, ofiarując samego siebie.

Hbr 9:24-26 Chrystus bowiem wszedł nie do świątyni zbudowanej ręką, która była odbiciem prawdziwej, ale do samego nieba, aby teraz stawać dla nas przed obliczem Boga; I nie po to, żeby często ofiarować samego siebie jak najwyższy kapłan, który wchodzi co roku do Miejsca Najświętszego z cudzą krwią; Bo inaczej musiałby cierpieć wiele razy od początku świata. Lecz teraz na końcu wieków pojawił się raz dla zgładzenia grzechu przez ofiarowanie samego siebie.

Hbr 10:11-12 A każdy kapłan staje codziennie do wykonywania służby Bożej, wiele razy składając te same ofiary, które nigdy nie mogą zgładzić grzechów. (12) Lecz ten, gdy złożył jedną ofiarę za grzechy na zawsze, zasiadł po prawicy Boga;

Raz na zawsze

Jednym z najwspanialszych zwrotów chrześcijańskiej prawdy jest ,,raz na zawsze”. Pochodzi on od jednego greckiego słowa (ephapax) i oznacza ,,raz na zawsze”. Oznacza to, że wydarzyło się coś, co było decydujące. Ten czyn osiągnął tak wiele, że nigdy nie trzeba go powtarzać. Wszelkie próby jego powtórzenia zdyskredytowałyby osiągnięcie, które miało miejsce właśnie ,,raz na zawsze”.

To była ponura rzeczywistość, że kapłani w Izraelu każdego roku musieli składać ofiary ze zwierząt za własne grzechy i grzechy ludzi. Nie chodzi mi o to, że nie było przebaczenia. Bóg ustanowił te ofiary dla ulżenia swojemu ludowi. Zgrzeszyli i potrzebowali zastępczej ofiary, która miała ponieść karę. To było aktem miłosierdzia, że Bóg przyjął posługę grzesznych kapłanów i zwierząt jako zastępczych ofiar.

Niekończące się ofiary

Jednak była tego też ciemna strona. Trzeba było to robić w kółko. Biblia mówi: ,,Przez te ofiary każdego roku odbywa się przypomnienie grzechów” (Hbr 10:3). Ludzie wiedzieli, że kiedy położą ręce na głowie byka, aby przenieść swoje grzechy na zwierzę, wszystko będzie musiało zostać zrobione powtórnie. Żadne zwierzę nie mogło wystarczyć, by cierpieć za ludzkie grzechy. Grzeszni kapłani musieli składać ofiary za własne grzechy. Śmiertelni kapłani musieli zostać zastąpieni. Byki i kozy nie miały życia moralnego i nie mogły znieść winy człowieka. ,,Niemożliwe jest bowiem, aby krew wołów i kozłów gładziła grzechy” (Hbr 10:4). 

Jednak wokół tej ciemności kapłańskiej niewystarczalności była iskierka nadziei. Jeśli Bóg dopuszczał te niewystarczające rzeczy, musi to oznaczać, że pewnego dnia wyśle sługę odpowiedniego do dopełnienia tego, czego ci kapłani nie byli w stanie wykonać – do zgładzenia grzechu na zawsze.

Zakończona ofiara

Tym sługą jest Jezus Chrystus. Stał się On ostatnim kapłanem i ostatnią ofiarą. Jest bez grzechu, więc nie składa za siebie ofiar. Jest nieśmiertelny, więc nigdy nie trzeba Go zastępować. Jest człowiekiem, więc mógł ponieść grzechy ludzkie. Dlatego nie składa ofiar za siebie, ale złożył samego siebie jako ostateczną ofiarę. Nigdy nie będzie potrzeby kolejnej ofiary. Między nami a Bogiem jest jeden pośrednik. Jeden kapłan. Nie potrzebujemy innego. O, jak szczęśliwi są ci, którzy zbliżają się do Boga przez samego Chrystusa. 

Fragment pochodzi z książki Dlaczego Jezus umarł?

Znoszenie siebie nawzajem – John Owen

Zasada 7 

Wzajemnie znoście swoje ułomności, słabości, niedomagania i wady w pokorze, cierpliwości i litości, oraz pomagajcie potrzebującym.

Teksty biblijne

Ef 4:32 – Bądźcie dla siebie nawzajem życzliwi, miłosierni, przebaczając sobie, jak i wam Bóg przebaczył w Chrystusie. 

Mt 18:21-22 – Wtedy Piotr podszedł do niego i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć mojemu bratu, gdy zgrzeszy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy? I odpowiedział mu Jezus: Nie mówię ci, że aż siedem razy, ale aż siedemdziesiąt siedem razy. 

Mk 11:25-26 – A gdy stoicie, modląć się, przebaczcie, jeśli macie coś przeciwko komuś, aby i wasz Ojciec, który jest w niebie, przebaczył wam wasze przewinienia. Bo jeśli wy nie przebaczycie, to i wasz Ojciec, który jest w niebie, nie przebaczy wam waszych przewinień.

Rz 14:13 – A tak już nie osądzajmy jedni drugich, ale raczej uważajcie na to, aby nie dawać bratu powodu do potknięcia się lub upadku.

Rz 15:1-2 – A tak my, którzy jesteśmy mocni, powinniśmy znosić słabości słabych, a ne szukać tego, co nam się podoba. Dlatego każdy z nas niech szuka tego, co podoba się bliźniemu, dla dobra, ku zbudowaniu. 

1 kor 13:4-7 – Miłość jest cierpliwa, jest życzliwa,

Wyjaśnienie

,,Chwałą Boga jest sprawę taić” (Prz 25:2). Niezasłużone przebaczenie jest istotą Ewangelii, doskonałym dziełem Boga (Iz 55) i danym nam wzorem do naśladowania (Mt 18:23-35). Dopóki jesteśmy obleczeni w ciało, czynimy wszystko niedoskonale; wolność od uchybień jest w rzeczy samej owocem chwały: widzimy niewyraźnie, jak w zwierciadle, i poznajemy cząstkowo (1 Kor 13:12). Wszyscy w wielu sprawach upadamy (Jk 3:2), a kto wie jak często się to dzieje. znoszenie wzajemnych uchybień, wybaczanie przewinień i wspieranie w słabościach przypomina nam o naszej własnej ułomności. Są to zaledwie drobne monety wobec wielkich sum, które zostały nam umorzone. Kto sam jest bez winy, niech rzuca kamieniami w innych (J 8:7). 

Niektórzy ludzie cieszą się z uchybień innych; są złośliwi, a ich grzeszna radość jest większym przewinieniem niż ułomności ich braci. Innych złoszczą słabości i niedomagania; są dumni i zarozumiali, biorąc pod uwagę, że sami też są w ciele. Są tacy, którzy lubują się w żywieniu urazy za słabości; nie zasługują na to, by znaleźć miłosierdzie w tym samym. Jeśli chodzi o urazy, kto może znieść ,,aż siedem razy” (Mt 18:21-22)? Piotr uważał, że to wiele. Są ludzie, którzy bardziej skupiają się na zemście niż na wybaczeniu. Inni udają, że wybaczają, ukrywając szorstkie serce za gładką twarzą. 

Traktuj innych tak, jak Bóg traktuje ciebie

W żadnej z tych dróg nie ma Chrystusa ani rozkoszowania się Ewangelią. Pokora, cierpliwość, wyrozumiałość i przebaczenie; ukrywanie, przykrywanie, usuwanie przestępstw – to naśladowanie Chrystusa. Widzisz, jak twój brat upada? Współczuj mu. Czy trwa w swoim upadku? Żarliwie módl się za niego i napominaj go. Jeśli jesteś na niego rozgniewany lub zirytowany, cieszysz się jego upadkiem lub się od niego odsuwasz, to wspierasz go w złu, zamiast mu pomagać. 

Wyobraź sobie, co by było, gdyby twój Bóg gniewał się na ciebie za każdym razem, gdy Go do tego pobudzasz. Kiedy twój brat grzeszy przeciwko tobie, wstrzymaj swoje serce, aż nie uzyskasz prawdziwego obrazu cierpliwości i wyrozumiałości Boga wobec ciebie, a następnie rozważ skierowane do ciebie Jego przykazanie, abyś szedł i czynił podobnie. Przyobleczmy się zatem, we wszelką życzliwość, serdeczność i szczere współczucie wobec siebie nawzajem, jak przystoi świętym. Niech naszymi życiowymi przewodnikami i towarzyszami będą litość, a nie zazdrość: miłosierdzie, a nie złośliwość; cierpliwość, a nie zaciekłość; Chrystus, a ni ciało; łaska, a nie natura; [przebaczenie, a nie złość lub zemsta.

Motywacje

1. Nieskończone Boże miłosierdzie, cierpliwość, wyrozumiałość, powściągliwość i niezasłużona łaska, oszczędzające nas, wybaczające, okazujące litość i znoszące nas w niezliczonych codziennych, cogodzinnych uchybieniach, pobudzających Go do gniewu – a zwłaszcza fakt, że wszystko to zostało nam postawione za wzór do naśladowania zgodnie z naszą miarą (Mt 18:23-35). 

2. Codzienna dobroć i niezmordowana, niezmienna miłość Pana Jezusa Chrystusa do nas; nie przestaje On się za nami wstawiać pomimo naszych ciągłych odstępstw )1J 2:1-2). 

3. Świadomość, że nasze własne serca potrzebują cierpliwości, wyrozumiałości i przebaczenia ze strony innych (Kzn 7:20-22).

4. Surowość nakazu i gróźb towarzyszących naszemu nieposłuszeństwu.

5. Wielka chwała Ewangelii rozprzestrzeniająca sę, gdy bracia postępują zgodnie z tą zasadą.

Treść zaczerpnięta z książki Życie we wspólnocie. Zasady biblijne.



Ostatnie chwile dwóch łotrów, ku przestrodze – J.C. Ryle

Co stało się z drugim z ukrzyżowanych łotrów?

Dlaczego nie odwrócił się od swych grzechów i nie wezwał Pana? Dlaczego pozostał zatwardziały i nie żałował za swe nieprawości? Dlaczego nie został zbawiony? Daremnie próbowalibyśmy odpowiedzieć na te pytania. Zadowolmy się faktami, które podaje nam Pismo Święte, i zobaczmy, czego nas uczą. 

Nie mamy żadnego prawa twierdzić, że łotr ten był gorszym człowiekiem od swego towarzysza: nic tego nie dowodzi. Obaj ewidentnie byli ludźmi nieprawymi; obaj otrzymali słuszną zapłatę za swe czyny; obaj wisieli obok naszego Pana Jezusa Chrystusa; obaj słyszeli, jak modli się za swych oprawców, obaj widzieli, jak cierpliwie znosi cierpienie. 

Jednak gdy jeden żałował, to drugi trwał w swej zatwardziałości; gdy jeden zaczął się modlić, to drugi nadal złorzeczył; gdy jeden nawrócił się w ostatniej chwili, to drugi zmarł tak, jak żył – jako zły człowiek. Gdy jeden został wzięty do raju, to drugi poszedł do swego własnego miejsca – do miejsca diabła i jego aniołów.

Wszystko to zostało spisane dla nas ku przestrodze.

Odnajdujemy tu zarówno ostrzeżenie, jak i pocieszenie i jest to ostrzeżenie bardzo poważne. Historia ta dowodzi jednoznacznie, że choć niektórzy mogą żałować i nawrócić się na łożu śmierci, to nie wynika z tego, że wszyscy tak uczynią. Czas śmierci nie zawsze jest czasem zbawienia.

Opowieść ta pokazuje wyraźnie, że dwóch ludzi może mieć tę samą sposobność ocalenia swej duszy, może znajdować się w tej samej sytuacji, widzieć i słyszeć to samo tylko jeden z nich skorzysta ze sposobności, będzie żałować za grzechy, uwierzy i będzie zbawiony.

Amimo to Pokazuje ona przede wszystkim, że pokuta i wiara są darem Boga i nie leżą w ludzkiej mocy; że jeśli ktoś chlubi się, że może pokutować w wybranym przez siebie czasie, wybrać swą własną porę, szukać Pana wtedy, kiedy mu się podoba i, jak skruszony łotr, dostąpić zbawienia w ostatniej chwili – to może się srodze rozczarować.

Treść książki zaczerpnięta została z nadchodzącej książki: Świętość – J.C. Ryle.

Czy seks jest korzeniem grzechu seksualnego?

Grzech Dawida

Grzech Dawida wobec Batszeby jest pouczający na wielu poziomach. To był obrzydliwy, podły grzech. Dawid ,,zgwałcił” Batszebę. Śmiałe oskarżenie jest uzasadnione tekstem biblijnym.

W Psalmie 51 czytamy o późniejszej skrusze i szczerej pokucie Dawida. Zgwałcił zamężną Batszebę, która zaszła z nim w ciążę i próbowal to wszystko zatuszować, mordując jej męża, Uriasza. Ale cudzołóstwo i morderstwo nie sa wspomniane w Psalmie. 

,,W psalmie tym nie ma ani słowa o seksie ani o morderstwie, ani o kłamstwie. A wszystko zaczęło się od seksu. A może jednak?”. 

Zygmunt Freud wyobrażał sobie, że wszystkie nasze problemy są zakorzenione w problemach seksualnych, ale ,,Biblia nie widzi tego w ten sposób”. W przeciwieństwie do myśli Freuda, nadużywanie pięknego Bożego daru, jakim jest seks, stanowi ,,objaw choroby, a nie chorobę samą w sobie”. Dawid błaga więc Boga: ,,Przywróć mi radość Twojego zbawienia” (Ps 51:12). Brak tej radości był przyczyną niegodziwego zachowania Dawida. I dzisiaj także wielu może powiedzieć:

,,Kiedy ta radość zanika, wchodzę na strony pornograficzne. Kiedy ta radość zanika, zaczynam szukać rozrywki w okolicznych barach. Kiedy ta radość zanika, nachodzi mnie chrapka na inną kobietę.”

Tak więc ,,każdy grzech widoczny na zewnątrz jest symptomem braku” radości w Bogu. Dawid wie, jak walczyć z pożądaniem za pomocą wyższych przyjemności.

Nie mam żadnego problemu z różnymi sposobami na otaczanie mężczyzn i kobiet ochroną przed grzechem seksualnym. W rzeczywistości uważam, że to bardzo dobry pomysł. Nie jest to jednak główny cel. Jeśli nieustannie będziesz toczyć bitwę w tym obszarze, nigdy nie dotrzesz do sedna. Korzeniem tej sprawy jest odnowione serce – radość i zadowolenie płynące ze świadomości, że skruszone przez Boga kości On sam uzdrowił radością naszego zbawienia. 

W jaki sposób życie seksualne mówi o zdrowiu naszej duszy?

Apostoł Paweł, w pierwszym rozdziale Listu do Rzymian, łączy ze sobą dysfunkcje seksualne z – występującą u grzesznika – dysfunkcją relacji z Bogiem. Wskazuje on na cztery aspekty: 

1. Grzesznicy zamieniają chwałę Bożą na chwałę bożków, ,,dlatego też Bóg wydał ich nieczystości przez pożądliwości ich serc (…)” (Rz 1:23-24).

2. Grzesznicy zostali wydani na pastwę seksualnej pożądliwości, ponieważ ,,zamienili prawdę Bożą w kłamstwo i czcili stworzenie, i służyli raczej jemu niż Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki” (Rz 1:24-25). Zatem ,,przyczyną pożądliwości i nieczystości oraz hańbienia ciała jest przyjęcie kłamstwa na temat Boga”. Niesłusznie wierzymy, że ,,przyjemności seksualne są dla nas czymś bardziej wartościowym niż sam Bóg. Zamieniliśmy Go na kłamstwo, a Bóg wydał nas na pastwę tego, co wybraliśmy”. 

3. Grzesznicy zamienili Boga na kłamstwo, dlatego Bóg wydał ich na pastwę hańbiących, grzesznych namiętności (zob. Rz 1:25-26). ,,To już trzeci raz, gdy apostoł pisze, że powodem, dla którego Bóg pozwala nam pogrążyć się w postępowaniu hańbiącym nasze dobre, dane nam przez Boga pragnienia, jest fakt, iż zamieniliśmy, przehandlowaliśmy Boga. Zamieniliśmy Jego prawdę i Jego chwałę na inne rzeczy, choć nie są one dla nas lepsze”.

4. ,,A skoro im się nie spodobało zachowanie poznania Boga, wydał ich Bóg na pastwę wypaczonego umysłu, aby robili to, co nie wypada” (Rz 1:28).

Problemy seksualne to nie kwestia ignorancji, a preferencji – zamiłowania do życia bez Boga. Dysfunkcje seksualne są zakorzenione w tej postawie:

Nie chcę Cię w mojej głowie. Nie chcę Cię w moim sercu. Nie chcę, abyś był niezwykle cenny. Nie chcę mieć w swoim życiu Boga, który ma najwyższą wartość. Po prostu nie chcę. 

Grzesznicy nie chcą Boga

Dlatego Bóg wydaje ich na pastwę tego, co czynią, a czego nie wypada czynić (zob. Rz 1:28). Tak więc ,,nie da siętego wyrazić jaśniej – jest to wielokrotnie powtórzone”. Główna przyczyna wypaczeń seksualnych – ,,homoseksualnych i heteroseksualnych” – leży w tej zamianie. ,,Boże, nie chcę Cię tutaj”. Kiedy Bóg nie jest na właściwym miejscu, wszystko inne pójdzie źle. Nowe pragnienia zapobiegają cudzołóstwu. Nowe namiętności napędzają nasze święte postępowanie. 

A jeśli próbujesz odwrócić tę zasadę, mijasz się z zasadą chrześcijaństwa. Jestem chrześcijańskim hedonistą z powodów teologicznych. Zależy mi na uczuciach ludzi – ich sercach, emocjach, uczuciach – ponieważ wszystkie nasze zachowania z tego wynikają. Może być kilka zachowań, które praktykujesz dzięki sile woli wbrew swoim namiętnościom. Bardzo niewiele. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent tego, co robisz, płynie z zasady, że ,,z obfitości serca usta mówią”, a ręce poruszają się i żyjesz (zob. Mt 12:34). 

Trzy kroki

Tak więc dążenie do seksualnej świętości w małżeństwie posiada na ,,posiadaniu nowych namiętności”. Dlatego też nie wolno nam ulegać namiętnościom naszego starego człowieka, tego sprzed nawrócenia (zob. 1P 1:14). Apostoł Piotr zachęca do świętości i czystości nie tylko poprzez oczekiwanie i wymaganie jej. Czyni to, objawiając nam chwałę Ewangelii (zob. 1P 1:1-12). Najpierw mówi:

Czy widzisz nadzieję, którą masz? Czy widzisz dziedzictwo? Czy widzisz, że jest ono niezniszczalne i niepokalane? Czy widzisz, jak Bóg ciędla niego zachowuje? Czy widzisz, jak przeprowadza cięprzez ogień, aby podnieść jego wartość, być mógł trzymać chwałę, cześć i uznanie? Czy widzisz to? Czy masz już teraz to poznanie? Jeśli tak, to masz nowe pragnienia. Te stare nie będąjuż tobą rządzić. Dlatego twoje postępowanie będzie święte. Swiętość to trzy kroki.

Krok 1. Zobacz świat takim, jaki jest naprawdę; zobacz wieczność i dostrzeżwartość swojej wiecznej nadziei.

Krok 2. ,,Poczuj nowe pragnienia”.

Krok 3. Okaż posłuszeństwo. ,,To jest chrześciaństwo”.

Treść zaczerpnięta z książki: Nieocenzurowany przewodnik po związkach, małżeństwie i rodzicielstwie



Ona doprowadzi cię do śmierci – Jackie Hill Perry

Telewizor chodził głośno

Trzeźwość nie była mile widziana. W poprzedni wieczór razem z moją dziewczyną wypaliłyśmy tygodniowy zapas zioła. Wskutek naszej impulsywności dziś nie było dymka, więc nic nie rozpraszało mojej uwagi. Leżąc na łóżku, trzymałam w lewej ręce telefon. Prawy bok zatopiłam w wygrzanym materacu, prawą ręką przyciskałam do ucha poduszkę. Myśli budziły się w przerwach między reklamami, nie mając mi nic szczególnego do powiedzenia:

– Na którą ja w ogóle mam jutro do pracy?

– Muszę zadzwonić do kumpeli, żeby mnie podwiozła.

– Ciekawe, jak się ma jej mama.

-Moja pewnie wciąż się wścieka, że przyszłam do domu upalona

– Gdzie jest pilot? Ciekawe, co leci na innych kanałach.

Ona doprowadzi cię do śmierci.

W jednej chwili usiadłam, jakbym zobaczyła ducha albo poczuła czyjś dotyk na plecach. Myśl nie była słyszalna, ale na tyle wyraźna, żeby zagłuszyć całą resztę. Wszystkie konwersacje w mojej głowie ucichły, a serce zrobiło się ciężkie jak kamień. Nie miałam pojęcia, skąd się wzięło to zdanie. Nie byłam w stanie wskazać jego źródła.

– Może to diabeł?

– Nieee, gdyby to był on, chyba nie dałabym się przekonać.

– Może to tylko ja?

– Niemożliwe, to nie mogłam być ja.

– Ale skoro usłyszałam to w głowie, to muszę być ja.

– No, ale przecież nie wymyśliłam tego… to raczej przyszło do mnie.

– A może to Bóg?

Tylko Bóg mógł coś takiego powiedzieć

Stwierdziłam, że tylko Bóg mógł coś takiego powiedzieć. To było jak czerwona syrena, On próbował mnie ostrzec. Ostrzec przed śmiercią. Śmiercią, najwyraźniej nieodległą, z powodu osoby, którą kocham. Kochałam kobietę, najwyraźniej na zabój. Czy On to powiedział, bo dawał mi wybór? Chciał, żebym wybrała to, co da mi życie? On był życiem, a przynajmniej tak kiedyś powiedział jeden kaznodzieja. Jeśli rzeczywiście nim był, to czy chce, żebym wybrała Jego? Taki wybór będzie oznaczał, że muszę się z nią rozstać. To niesprawiedliwe. W moim wyobrażeniu wybranie Boga było tożsame z wybraniem heteroseksualizmu – święty nakaz. Tak jak trzeźwość dla nawróconego alkoholika, pomyślałam. Kto chciałby tak żyć? W imię Boże wejść w relację z mężczyzną? Teraz wiem coś, o czym wtedy nie miałam pojęcia. 

Bóg nie wzywał mnie do relacji heteroseksualnej, wzywał mnie do relacji ze Sobą. Decyzja o odrzuceniu grzechu i uchwyceniu się świętości nie była tym samym co heteroseksualizm. W oparciu o moje wcześniejsze rozumienie Boga, ukształtowane na podstawie wypowiedzi tych niewielu chrześcijan, których spotkałam, wybranie Boga w sposób nieunikniony oznaczało wybranie mężczyzn. Wydawało mi się więc, że nawet jeśli polubiłabym ich bardziej tylko po to, żeby bez udziału Boga wykorzenić z siebie homoseksualizm, to właśnie najbardziej by Mu się podobało. Sądziłam, że On widzi we mnie w pierwszej kolejności żonę, a dopiero w drugiej – Swoją uczennicę.

Tyle że Bóg to nie duchowny z Las Vegas czy niecierpliwa matka, zdeterminowana, aby podsunąć mi jakiegoś faceta, który „uleczy” mnie z homoseksualizmu. Bóg to Bóg. Pragnący mojego serca – w całości; Bóg, któremu zależy na tym, aby je odnowić. Bóg oddany zmienianiu mojego serca tak, by było podobne Jemu. W procesie stawania się świętą, tak jak On jest święty (1 P 1:15-16, dop. red.), nie miałam zostać w cudowny sposób przemieniona w kobietę obojętną na kobiece wdzięki – ale w kobietę, która nade wszystko kocha Boga. 

Obojętnie, czy doszłoby kiedykolwiek do mojego małżeństwa, czy byłabym powołana do życia w pojedynkę, sam, własnymi rękami, chciał zagwarantować, żebym w obu wypadkach żyła dla Niego. (Ku mojemu zaskoczeniu kilka lat później wyszłam za mąż. Jednak wtedy Bóg wzywał mnie nie o tego, abym zakochała się w mężczyźnie czy żyła, udając, że nie odczuwam pociągu do kobiet. Wzywał mnie, abym kochała Go z całego serca, całej duszy i całego umysłu, Mt 22:36-37).

Nie mogę powiedzieć, że żyję

Myśl o śmierci była tak namacalna, że natychmiast wywróciła moje myślenie do góry nogami. Bóg nagle wszedł w mój świat, czyniąc jeden zdecydowany krok, a ja obserwowałam, jak cała moja rzeczywistość zamienia się w proch, wzbija w górę i opada, właściwie w jednej chwili. Sumienie dawało świadectwo prawdzie, której nie mogłam już dłużej zaprzeczać. Traciłabym tylko czas. Czas, który – wiedziałam – nie należał do mnie. Czułam, że śmierć jest bliżej niż moja własna skóra. 

Kiedyś w naszym kościele kaznodzieja powiedział – do wtóru pełnego dramatyzmu akompaniamentu – że zapłatą za grzech jest śmierć. Przypomniawszy to sobie, zaczęłam się zastanawiać: ,,Czy ja czasem nie jestem martwa już od dawna?”. Całe życie nic, tylko grzeszę. Nie mogę powiedzieć, że żyję – co najwyżej oddycham. Bóg chciał, żebym zdała sobie z tego sprawę, nim ustanie i mój oddech. Wiedziałam, że On ma bardzo konkretne oczekiwania: rozstanie z dziewczyną, choć przyszły mi do głowy też inne rzeczy. Co jeszcze kochałam, co mogło doprowadzić mnie do śmierci? – zastanawiałam się. Musiało być więcej katów, z których zrobiłam swoich kochanków.

Gdy tak rozmyślałam, do głowy przychodziły mi kolejne grzechy. Człowiek z łatwością przypomina je sobie, gdy wie, że już został skazany. Miałam wrażenie, że niczym konfetti opadają na mnie z góry pycha, nieczystość, pornografia, kłamstwo, brak szacunku do autorytetów i homoseksualizm (te bardziej oczywiste spośród moich grzechów). Ubierały się krzykliwie. Wszystkie miały wspólny korzeń – jeden organiczny grzech, który wyrósł, rozkrzewił się i wydał owoce pozostałych, pełne nowych ziaren. Niewiara: ten grzech stał się szubienicą, na której zawisłam, winna zarzucanych mi czynów. 

Czy Bóg nie jest miłością?

Tamtego wieczoru nie zmieniłam kanału. Telewizor nadal szumiał, ale nie zwróciłam na to uwagi, bo coś surrealistycznego stało się z moim pokojem. Nie rozpoznawałam go. Nie wiem w sumie, jak nazwać tamten moment. Nikt nigdy nie wyjaśnił mi posłuszeństwa w takich kategoriach. Nie było ławek kościelnych i poruszającej muzyki w tle, która zdolna byłaby porwać mnie z miejsca. Nie było kaznodziei z bezprzewodowym mikrofonem, wykrzykującego wersety z Pisma, a lewą ręką zachęcającego grzesznika do przyjścia przed ołtarz. Nie stałam na dywanie prowadzącym wprost do ołtarza, na którym mogłabym złożyć moje grzechy. Moje grzechy – a było ich wiele – pewnie i tak nie zmieściłyby się na zwykłym ołtarzu. Byłam tylko ja, mój pokój i Bóg. 

Nie więcej niż dwadzieścia cztery godziny wcześniej ja i moja dziewczyna złożyłyśmy swój ciężar tam, gdzie ukryte były nasze serca. Nie znałam schronienia, w którym czułabym się bezpieczniej. Jej oczy, niczym witraże, wpuszczały do środka światło. Rozpromieniała moje dni. Była odpowiedzią na modlitwę, której Bóg zabronił mi wypowiadać. Kochałam ją, ale zdaniem Boga nasza miłość nie różniła się od śmierci. Dlaczego Bóg chciał mnie oddzielić od miłości, pomyślałam znowu, czy On sam nie jest miłością? Czy to nie On powinien ją najlepiej rozumieć? Zwłaszcza że pozwala wszystkim Swoim stworzeniom poczuć się trochę jak On za każdym razem, gdy jej doświadczają?

Z drugiej strony jednak, jeśli On był miłością, jej ucieleśnieniem odartym z wszelkiej niedoskonałości, jeśli był pełnią miłości, w którą diabeł nie może się wmieszać – wówczas każda inna miłość musiała okazać się miłostką, i to tylko w najlepszym wypadku. Czy to możliwe, że Bóg nie chciał dopuścić, abym przez resztę życia wierzyła, że „miłostki” to jest to? Być może On, wypełniony miłością po brzegi, wylewał ją na mnie, rozprawiając się z moim życiem? I może to właśnie ta miłość dana z łaski – miłość niezasłużona – skłaniała Go, aby pomóc mi dostrzec, że żadna osoba, miejsce czy rzecz, które kochałam bardziej od Niego samego, nie są w stanie dotrzymać obietnicy i kochać mnie na wieki? Moje serce też nie zostało stworzone tak, aby do nich należeć. Zrobiłyby ze mną to, co czyni grzech – na wieki oddzieliłyby mnie od Boga, czyli od prawdziwej miłości. To byłby mój koniec.

Przyszli do Boga przekonani, że jedynie cząstka tego, kim są, potrzebuje zbawienia

Pozwalając swojej seksualności panować nad sobą, wydawałam na siebie wyrok śmierci. Podobnie było z pozostałymi rzeczami. Wcześniej nigdy nie posądziłabym się o wyniosłość. Typowi bywalcy kościołów z zadartymi nosami, w długich spódnicach, puszący się tak, jakby urodzili się zbawieni, uświęceni i napełnieni Duchem Świętym – to oni wydawali mi się podpadać pod tę kategorię, nie ja. To oni zdawali się zapominać, że ich łachmany są brudne, nawet jeśli mają czyste ubrania. Doznali amnezji, zapomnieli, że Boga nie da się przekupić dobrymi uczynkami czy pobożną miną. Niebo otwiera swoje podwoje jedynie przed tymi, którzy przychodzą w towarzystwie Jezusa. Oni jednak wprosili się tam sami i jeszcze nazwali to sprawiedliwością. 

Tymczasem ja – zupełnie nieświadomie – wyrosłam na tym samym zaczynie. Gdybym tylko mogła być heteroseksualna, gdybym mogła odłożyć na bok mój homoseksualizm, myślałam sobie, wtedy Bóg zaakceptowałby mnie i nazwał Swoją. Żyłam w złudnym przekonaniu, że tylko jeden aspekt mojego życia zasługuje na sąd, bo z całą resztą mogę śmiało ruszać do nieba. Że reszta moich wad „nie jest wcale taka zła”. Że to tylko zmagania, nad którymi ja potrzebuję nieco popracować, ale niekoniecznie wyznać je jako grzechy i się od nich odwrócić.

Całkiem możliwe, że tego rodzaju pycha stoi za tym, iż zbawienie omija tak wiele mężczyzn i kobiet odczuwających pociąg do osób tej samej płci. Opowiadają o tym, jak prosili Boga o pomoc w tej kwestii. Prosili Go, by zmienił ich w heteroseksualistów, ale On, jak twierdzą, odmówił im tego cudu. Ponieważ Bóg nie zamienił ich homoseksualnych pragnień na pragnienia heteroseksualne, nie mieli wyjścia – mogli jedynie podążać za swym sercem.

Błąd tego rozumowania jest następujący: przyszli do Boga przekonani, że jedynie cząstka tego, kim są, potrzebuje zbawienia, i całkowicie zlekceważyli konieczność przyznania, że cała reszta również potrzebuje pojednania z Bogiem. To zupełnie tak, jakby przyszli do Niego, dając Mu jedynie część swojego serca – jakby On nie miał prawa wziąć go w całości albo jakby spełnienie w tych dziedzinach, do których On nie otrzymał dostępu, można było osiągnąć bez Niego.

Działo się tu coś świętego

Szczegółowe badanie własnego serca, przeprowadzone w całości przez Ducha Świętego, pozwoliło mi zobaczyć coś, czego nie widziałam nigdy wcześniej: potrzebowałam uwolnienia nie tylko od homoseksualizmu, ale od wszelkiego grzechu. Potrzebowałam Boga. W każdej dziedzinie życia. Ale przecież wciąż nie znałam Go zbyt dobrze. Nie wiedziałam, czy – jeśli ja odkryję przed Nim swoje serce, jeśli opróżnię je z wszelkiego rodzaju zabezpieczeń i miłości, której nigdy nie znałam – On okaże się na tyle wielki, aby móc je całe na nowo wypełnić. Wiedziałam, że jeśli je wypełni, to samym Sobą – jest przecież Bogiem zbyt zazdrosnym, aby uczynić inaczej. Czy jednak On sam – to wszystko, czym On jest – wystarczy? To, co On nazywał bożkami, mnie dawało radość. Czy mogę w Nim odnaleźć większą? A może On nie tyle da mi radość, co będzie moją radością?

Wciąż leżałam na łóżku w tej samej pozycji. Działo się tu coś świętego, właśnie teraz. Bóg, który sprawił, że światłość rozbłysła w ciemności, wykonywał teraz podobne dzieło we mnie. Dzieło przełamania i pokonania ślepoty, której od urodzenia kurczowo się trzymałam. Jezus zaczynał mieć sens. Czyli – On jest Bogiem. Ten Jezus, o którym słuchałam na szkółce niedzielnej, chodził po wodzie. Ulepił człowieka z prochu ziemi i użył błota do ściągnięcia zasłony z niewidzących oczu. Anioły oddawały Mu chwałę. Szatan nie był w stanie Go pokonać. Istniał od zawsze. W żadnym momencie Swego istnienia nie potrzebował drugiej osoby, aby stać się bardziej Sobą. Nie było niczego w niebie i na ziemi, co mogłoby się z Nim równać. Wszelkie dobro pochodziło od Niego.

Będąc w Nim, dobrym i świętym, i miłosiernym, i zazdrosnym, i mądrym, i doskonałym, i miłującym, i niepojętym, i trójjedynym, i niezwykłym, i wspaniałym, i pięknym, i potężnym, i do szaleństwa cudownym, jakże kiedykolwiek mogłabym szczycić się czymś stworzonym, skoro powstało z tej samej substancji, która tworzyła i mnie? 

Jak mogłabym żyć dla czegoś, co samo zostało stworzone, tak jakbym nie wiedziała, że kiedyś powróci tam, skąd przyszło, gdy tymczasem On, Bóg w Chrystusie, zstąpił z nieba właśnie dla mnie? Kto podał miłosierdziu mój adres? Kto powiedział, jak wejść do mojego pokoju? Czy nie wiedziało, że mieszka tu grzeszny człowiek? Czy fetor bożków nie powinien był powstrzymać miłosierdzia, gdy szło korytarzem? Wówczas przypomniał mi się jedyny werset Biblii, który znałam na pamięć.,,Tak bowiem Bóg umiłował świat, że dał swego jednorodzonego Syna, aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3:16, dop. red.).

Ta sama Biblia, która mnie potępiała, zawierała obietnice, które mogły mnie uratować

Musiałam tylko w to uwierzyć. „W to” – czyli w to, co Biblia mówiła o Nim: o Bogu. Jezus, wisząc wysoko z szeroko rozłożonymi ramionami, myślał o tych, którzy są winni. Skoro o tym mowa – On umarł zamiast mnie, umarł za mój grzech. W obnażonym ciele, ze wzrokiem skierowanym ku przyszłej radości, stał się barankiem zabitym przez gniew Boga. Można by się spodziewać, że Jego Ojciec lepiej kojarzy fakty. Czyż nie wiedział, że gniew należał się mnie? Gniew nosił przecież nawet moje imię! Ale Ojciec wiedział. Jego sprawiedliwość nie pozwoliła Mu o tym zapomnieć. Chciał, abym poznała Jego miłość i pamiętała o niej – i tak się stało. 

Wzywasz mnie do zadania, które przekracza moje możliwości, ale wiem o Tobie wystarczająco dużo, żeby zdawać sobie sprawę z tego, że mi pomożesz – powiedziałam do Boga, mojego nowego przyjaciela. Nie wiedziałam, że przyznanie się do tego, iż sama nie jestem w stanie Go zadowolić, oraz odwrócenie się plecami do grzechów, w których ramiona dotąd się rzucałam, były pokutą. Nie rozumiałam też, że moja decyzja uwierzenia w to, że On może być dla mnie kimś, kim nie będzie w stanie być nikt inny, była wiarą. A jednak była. Nie pytając mnie o pozwolenie, dobry Bóg przybył mi na ratunek.

Treść wpisu zaczerpnięta została z książki Byłam lesbijką. Gay Girl, Good God – Jackie Hill Perry








Podwójna predestynacja?

,,Straszne zrządzenie”

Gdy tylko poruszamy temat predestynacji czy wybrania, natychmiast rodzi się pytanie: czy predestynacja jest pojedyncza, czy podwójna? Zazwyczaj za tym pytaniem kryje się dość kiepsko zawoalowana wątpliwość odnośnie do infra- i supralapsarianizmu. Jako że jest to kwestia nieco owiana tajemnicą, nie będziemy się nią tu zajmować. Głębszym problemem jest pytanie o związek między odrzuceniem a wybraniem. Potępienie to rewers wybrania – jego ciemna strona, rodząca wiele obaw. To właśnie doktryna odrzucenia (reprobacji) zasłużyła sobie na miano ,,strasznego zrządzenia”. Czym innym jest głosić łaskawe Boże przeznaczenie do wybrania, czymś zupełnie innym – odwieczny Boży dekret o potępieniu pewnych nieszczęśników. 

Pojedyncza predestynacja?

Część zwolenników predestynacji opowiada się za pojedynczą predestynacją. Utrzymują oni, że choć niektórzy ludzie zostali przeznaczeni do wybrania, nikt nie został przeznaczony do potępienia czy odrzucenia. Bóg wybiera tych, których nieodwołalnie zbawi, całej reszcie natomiast daje szansę na zbawienie. Upewnia się co do tego, że przy Jego szczególnej pomocy – niektórzy ludzie zostaną na pewno zbawieni, natomiast całej reszcie ludzkości pozostawia otwartą drogę do zbawienia. Pozytywnie odpowiadając na Ewangelię, mogą oni niejako stać się wybrani. 

Stanowisko to opiera się raczej na sentymentach niż na logice czy egzegezie. Rzuca się tu w oczy następująca oczywistość: jeśli niektórzy są wybrani, a niektórzy nie, wówczas predestynacja ma dwie strony. Nie wystarczy mówić o Jakubie, należy również przyjrzeć się Ezawowi. Predestynacja (przeznaczenie) – o ile nie jest powszechna, czy to w postaci powszechnego wybrania, czy powszechnego potępienia – musi być w pewnym sensie podwójna. 

Doktryna równej sprawczości

Biorąc pod uwagę, że Biblia naucza zarówno o wybraniu, jak i o partykularyzmie, nie da się uniknąć tematu podwójnej predestynacji. Pytanie zatem nie brzmi, czy, ale w jaki sposób predestynacja jest podwójna. W tej sprawie wykształciły się różne stanowiska. Jedno z nich jest tak przerażające, że wielu wzdraga się na samą myśl o podwójnej predestynacji.

Ów straszny pogląd zwiemy równą sprawczością, a zbudowany jest on w symetrycznej wizji predestynacji. Dostrzega on symetrię między dziełem Boga w wybraniu oraz w odrzuceniu; dąży do idealnej równowagi między nimi. Bóg ingeruje w życie wybranych, wzbudzając wiarę w ich sercach, i dokładnie tak samo ingeruje w serca odrzuconych, budząc w nich niewiarę. Wnioskuje się o tym z tych fragmentów Biblii, w których mowa jest o Bogu zatwardzającym serca ludzkie.

,,Antykalwinizm”

Klasyczna teologia reformowana odrzuca doktrynę równej sprawczości, którą niektórzy nazywają doktryną ,,hiperkalwinizmu”. Ja sam wolę nazywać ją ,,subkalwinizmem” albo – jeszcze precyzyjniej – ,,antykalwinizmem”. Choć kalwinizm bez wątpienia trzyma się swego rodzaju podwójnej predestynacji, nie przyjmuje doktryny równej sprawczości.

Stanowisko reformowane czyni istotne rozróżnienie między Bożym dekretem pozytywnym i negatywnym. Bóg zrządza wybranie niektórych (dekret pozytywny) i zrządza odrzucenie innych (dekret negatywny). Różnica między dekretem pozytywnym a negatywnym nie dotyczy wyniku (choć wyniku (choć wynik w rzeczy samej jest pozytywny lub negatywny), ale sposobu, w jaki Bóg realizuje Swe zrządzenia w dziejach świata.

Dekret pozytywny mówi o aktywnej interwencji Boga w życie wybranych, celem wzbudzenia w nich wiary. Dekret negatywny nawiązuje nie do kształtowania w sercach odrzuconych niewiary, ale do pominięcia ich i odmówienia im odradzającej łaski.

Kalwin komentuje to następująco:

Jeśli naprawdę nie wstydzimy się Ewangelii, koniecznie musimy uznać to, co tak otwarcie ona głosi: że Bóg, w Swym odwiecznym upodobaniu (niemającym innej przyczyny niż Jego własny zamysł), wybrał tych, których Sobie upodobał, do zbawienia, odrzucając całą resztę; oraz że tych, których obdarzył tymże błogosławieństwem darmowego usynowienia, tych też oświeca Duchem Świętym, podczas gdy pozostałych, z własnej woli trwających w niewierze, pozostawia bez światła wiary w całkowitej ciemności.

W rozumieniu Kalwina i innych reformatorów Bóg pomija odrzuconych, pozostawiając ich samych sobie. Nie przymusza ich do grzechu, nie pomnaża zła gnieżdżącego się w ich sercach. Pozostawia ich samych sobie – ich własnym wyborom i pragnieniom, w których zawsze decydują się oni odrzucić Ewangelię. 

W jaki sposób Bóg zbawia…?

Pamiętam, jak na pytanie o predestynację rektor pewnego prezbiteriańskiego seminarium teologicznego odpowiedział: ,,Nie wierzę w predestynację, ponieważ nie wierzę, aby Bóg na siłę wprowadzał wyrywających się i szarpiących ludzi do Swojego królestwa, jednocześnie odmawiając dostępu tym, którzy szczerze pragną się w nim znaleźć”. Zaskoczyła mnie ta wypowiedź, nie tylko dlatego że rekto ten publicznie wyparł się wiary w predestynację, tym samym rażąco naruszając przysięgę złożoną podczas ordynacji w Kościele prezbiteriańskim, lecz także dlatego, że ujawniła ona istotny bląd w rozumieniu doktryny, z którą powinien był być dobrze zaznajomiony.

Teologia reformowana nie uczy, że Bóg wprowadza do królestwa wybranych, którzy ,,wyrywają się i szarpią, wbrew ich woli”. Naucza, że Bóg działa w sercach wybranych tak, aby z chęcią i radością przyszli do Chrystusa. Przychodzą do Chrystusa, ponieważ tego chcą. Chcą tego, ponieważ Bóg wlał w ich serca pragnienie Chrystusa. Podobnie i potępieni – szczerze nie chcą przyjąć Chrystusa. Nie noszą w sobie żadnego pragnienia Chrystusa i uciekają przed Nim. 

Tabela ukazuje różnice pomiędzy kalwinizmem ortodoksyjnym i tak zwanym hiperkalwizmem. Jej układ pozwala dostrzec pozytywno-negatywny schemat kalwinizmu, w myśl którego Bóg aktywnie działa w życiu i w sercu wybranych, jednocześnie pomijając potępionych (pozostawiając ich w ich naturalnym stanie.) Należy pamiętać, że zrządzając wybranie, Bóg bierze pod uwagę całą ludzkość w stanie upadłości. Decyduje się odkupić pewnych ludzi spośród upadłych, a reszę – pozostawić w stanie upadku. Wkracza w życie wybranych, powstrzymując się od tego w życiu odrzuconych. Jedna grupa otrzymuje miłosierdzie, druga – sprawiedliwość.

…A w jaki potępia?

Pojęcie ,,sprawiedliwość” obejmuje wszystko, co wiąże się z prawością. Pojęcie ,,nie-sprawiedliwość” obejmuje z kolei wszystko, czego nie obejmuje pojęcie sprawiedliwości: czyli nie-sprawiedliwość, która narusza sprawiedliwość i jest złem; oraz miłosierdzie, które nie narusza sprawiedliwośći i nie jest złem. Bóg okazuje Swoje miłosierdzie (nie-sprawiedliwość) niektórym, a resztę pozostawia w rękach Swojej sprawiedliwości. Nikt nie zostaje potraktowany niesprawiedliwie. Nikt nie może oskarżyć Boga o niesprawiedliwość.

Gdy czytamy słowa św. Pawła o Bogu, który umiłował Jakuba i znienawidził Ezawa (Rz 9:13), nie należy owej Bożej ,,nienawiści” równać z ludzką nienawiścią. Boża nienawiść jest święte (zob. Ps 139:22). Boża nienawiść nigdy nie jest nikczemna. Wstrzymuje jedynie Bożą przychylność. Bóg w wyjątkowy sposób stoi ,,za” Swoimi wybranymi, okazująć im Swoją miłość. Odwraca natomiast Swoją twarz od ludzi nikczemnych, którzy nie są odbiorcami Jego szczególnej łaski. Ci, którym okazuje On Swą ,,pełną zadowolenia miłość”, otrzymują od Niego miłosierdzie. Ci, którym okazuje ,,nienawiść”, otrzymują od Niego sprawiedliwość. Nikt nie zostaje potraktowany niesprawiedliwie. 

Jaki z tego wniosek?

Taki, że wybranie, o którym czytamy w Biblii, jest bezwarunkowe. Żadne nieprzewidziane zachowanie wybranych nie przyczyni się do uznania ich za wybranych i stanie się podstawą ich wybrania. Warunki zbawienia czy usprawiedliwienia w rzeczy samej spełnia sam wierzący, ale tylko dlatego, że Bóg w Swojej łasce spełnia te warunki w jego imieniu. Kalwin podsumowuje to następująco:

,,Choć są one nie do obalenia, wielu polemizuje jednak z wyłożonymi przez nas stanowiskami, a w szczególności – z danym darmo wybraniem wierzących. Polemizują, ponieważ mają w zwyczaju wyobrażać sobie, że Bóg czyni między ludźmi różnicę na podstawie ich zasług, które uprzednio przewiduje, i usynawia tych jedynie, tórzy – zgodnie z uprzednią Jego wiedzą – nie okażą się niegodni Jego łaski. Skazuje zaś na zagładę tych, których dyspozycję uznaje za podatną na nikczemność i niegodziwość. Polemiści owi, zaciągając zasłonę przedwiedzy nie tylko czynią wybranie niezrozumiałym, ale i pozornie nadają mu zupełnie inne pochodzenie.”

Treść zaczerpnięta z książki Teologia Reformowana