Kategoria: Aktualności

14 Grudnia

Upoważniony Zbawca

Lecz gdy nadeszła pełnia czasu, Bóg posłał swego Syna, zrodzonego z kobiety, zrodzonego pod prawem; Aby wykupił tych. którzy byli pod prawem, abyśmy dostąpili usynowienia (Ga 4:4-5)

Jednym z najlepszych sposobów uzyskania próbki wierzeń danej kultury jest rozmowa z uczniami.

Pewnego razu dziecko dorastające W Wielkiej Brytanii zostało zapytane, kim jest Jezus. Odpowiedziało: ,,Był tym, który zabierał bogatym i dawał biednym”! (najwyraźniej pomylił Jezusa i Jego uczniów z Robin Hoodem i jego wesoła kompanią!). Inne dziecko, na pytanie ,,Kim są chrześcijanie?” odpowiedziało:  ,,Czy to nie są ludzie którzy uprawiają własne warzywa?”.

O tej porze roku wiele osób, które przez pozostałe jedenaście miesięcy nie myślały o Bogu, zaczyna rozmyślać o przyczynie narodzin Jezusa.

Niezliczeni przyjaciele, koledzy i krewni prawdopodobnie powiedzieliby że Jezus jest w najlepszym razie czymś w rodzaju tajemnicy. Odpowiedzi te są orzeźwiającym przypomnieniem, że przesłanie chrześcijaństwa nie jest tak oczywiste dla naszych sąsiadów, jak nam by się mogło wydawać. Jeśli mamy przekazać innym, kim jest Jezus, musi to najpierw być jasne dla naszych umysłów i serc.

Jezus wyróżnia się spośród innych postaci religijnych i historycznych

Ponieważ tylko On ma kwalifikacje, aby być Zbawicielem świata. Jego przyjście nie było uważane przez apostoła Pawła za przypadkową interwencję; to było boskie spotkanie. Kiedy św. Paweł pisał: ,,Bóg zesłał swego Syna”, sugerował, że zmienił się Jego stan istnienia. Życie Jezusa nie zaczęło się, kiedy, ,,narodził się z kobiety” jako dziecko w Betlejem; On był, zanim zaczął się czas (J 1:1-3). Nie przestając być tym, kim był – mianowicie Bogiem – stał się tym, czym dotąd nie był – mianowicie człowiekiem ,,zrodzonym pod prawem”, winnym Ojcu pełne i doskonale posłuszeństwo – które tylko tylko On On sam potrafi okazać poprzez wieki. 

Jeśli Bóg chce zbawić, to Zbawiciel musi być Bogiem.

Jeśli człowiek musi ponieść karę, ponieważ z zgrzeszył, to Zbawiciel musi być człowiekiem. Jeśli człowiek, który ponosi karę Za grzech, sam musi być bezgrzeszny, to kto oprócz Jezusa Chrystusa spełnia te warunki? Jezus miał wyjątkowe kwalifikacje do wypełnienia Bożego planu zbawienia.

Nie było innego wystarczająco dobrego, 

by zapłacić za grzech.

Tylko On mógł otworzyć bramę 

niebios i wpuścić nas!

Kim jest Jezus?

Jest Bogiem Synem, urodzonym jako człowiek. Jest doskonałym stróżem Prawa, który umarł, aby uwolnić tych, którzy Prawa nie przestrzegali. Kim w takim razie jest chrześcijanin? To ktoś, kto został uwolniony od kary za grzech i przyjęty do rodziny Bożej. Jest to przesłanie, które powinniśmy sobie codziennie głosić i codziennie modlić się o możliwość podzielenia się z kimś innym. Jest to bowiem najbardziej zaskakujące i najwspanialsze przesłanie w całej historii.

Fragment pochodzi ze zbioru rozważań „Prawda dla życia”

Kto jest godny sakramentu komunii? – Jan Kalwin

Usiłowano na ogół przygotowywać ludzi na godne przyjęcie tego sakramentu, ale w rezultacie ciemiężono tylko nieszczęsne sumienia i nie uczono wcale tego, co trzeba. Powiadano, że odpowiednio przyjmują ów sakrament ludzie znajdujący się w stanie łaski, a tym stanem laski miałoby być oczyszczenie ze wszystkich grzechów.

Ale wówczas wszyscy ludzie kiedykolwiek żyjący na ziemi byliby z tego sakramentu wykluczeni! Jeśli w sobie mielibyśmy szukać tej godności, to już po nas. Tam znajdziemy tylko zamęt, ruinę i rozpacz Szukając na to lekarstwa, papiści wymyślili sposób, jak zdobyć godność: trzeba zrobić dogłębny rachunek sumienia, a potem oczyścić się poprzez żal za grzechy, spowiedź i pokutę. Omówiliśmy już wcześniej, jak przebiega takie oczyszczanie. W nawiązaniu do tego powiem tylko, że te środki są dalece niewystarczające na potrzeby naszego sumienia, przerażonego i załamanego popełnianym grzechem. Jeśli bowiem Pan Jezus nie dopuszcza do uczestnictwa w komunii świętej nikogo, kto nie jest prawy i niewinny, to nie wystarczy powierzchowne zapewnienie, żeby człowiek był przekonany o własnej prawości, o jakiej słyszy, że Bóg jej wymaga. Skąd będziemy mieli pewność, że uczyniwszy wszystko, co w naszej mocy, sprostaliśmy Bożemu wymaganiu? Przypuśćmy nawet, że będziemy to wiedzieli, ale kto się ośmieli twierdzić, że zrobił absolutnie wszystko, co możliwe? Nie mając żadnej pewności co do nas samych, nie moglibyśmy nigdy otrzymać sakramentu komunii z powodu tej dramatycznej przestrogi: Kto bowiem je i pije niegodnie, sąd własny je i pije.

Na czym polega godność chrześcijanina

Łatwo teraz ocenić doktrynę panującą w papiestwie i dostrzec, kto jest jej autorem. W okrutny sposób pozbawia ona biednych grzeszników, już i tak ledwo dyszących, pociechy tego sakramentu, który nam oferuje całą słodycz Ewangelii. Szybki diabeł nie potrafiłby skuteczniej działać na zgubę ludzi, oszukując ich i ogłupiające po to, by nie czuli żadnego smaku pożywienia, którym dobry Ojciec niebieski pragnął ich nakarmić. Żeby się nie potknąć i nie polecieć w przepaść, pamiętajmy, że te święte pokarmy są lekiem dla chorych, pociechą dla grzesznych oraz jałmużną dla ubogich, lecz do niczego nie służą zdrowym, prawym i bogatym – gdyby się tacy znaleźli. W tych pokarmach bowiem otrzymujemy Jezusa Chrystusa jako pożywienie i rozumiemy, że bez Niego upadniemy i stoczymy się w nicość tak, jak ciało upada bez jedzenia. Otrzymujemy Go, żeby żyć, i łatwo pojąć, że bez Niego jesteśmy wewnętrznie martwi. Dlatego jedyna i prawdziwa godność, z jaką możemy stanąć przed Bogiem, to powierzyć Mu naszą nikczemność, aby On w swoim miłosierdziu uczynił nas godnymi siebie. Odrzucając siebie, w Nim znajdziemy pociechę; oskarżając siebie, od Niego dostaniemy usprawiedliwienie i On nas martwych w sobie ożywi. Co więcej, musimy tego pragnąć i dążyć do tego związku, który On nam w komunii świętej rekomenduje. Jeśli rozważymy to wszystko starannie, nigdy nie zachwieje nami, a w każdym razie nie pokona nas wątpliwość, czy niemający w sobie nic dobrego, skażeni grzechem i na wpół martwi, możemy godnie przyjmować ciało Pańskie. Pomyślimy raczej, że jako nędzarze przychodzimy do szczodrego jałmużnika, jako chorzy zwracamy się do lekarza, jako grzesznicy stajemy przed sprawiedliwym sędzią i jako martwi nieszczęśnicy stajemy wobec Tego, który ożywia.

Prawdziwa godność

Godność, jakiej Bóg wymaga, zasadza się po pierwsze na wierze, która wszystko przypisuje Chrystusowi i oddaje Mu się bez reszty. A po drugie na miłości, którą wystarczy pokazać Bogu, choćby ułomną, skoro innej nie możemy ofiarować, a On ją powiększy i udoskonali. Niektórzy uważają tak jak my, że godność zasadza się na wierze i miłości, lecz popełniają zarazem duży błąd w definiowaniu tej godności. Żądają bowiem wiary bez skazy i miłości równie wielkiej jak uczucie, którym nas darzy Jezus Chrystus. W ten sposób odpychają ludzi od komunii świętej nie mniej niż inni, wyżej wymienieni. Gdyby przyjąć ich sposób myślenia, nikt nie mógłby do komunii przystąpić z godnością, ponieważ wszystkich co do jednego należałoby uznać za winnych niedoskonałości. Okazują w ten sposób wielką lekkomyślność, żeby nie rzec głupotę, domagając się perfekcji jako warunku przyjęcia tego sakramentu, bo perfekcja uczyniłaby go zbędnym! Przecież. komunia święta nie została ustanowiona dla doskonałych, tylko dla słabych i chorych, żeby ich podnosić na duchu, umacniać oraz ćwiczyć w wierze i miłości.

Treść artykułu pochodzi z nadchodzącego ostatniego tomu „Podstaw Religii Chrześcijańskiej” Jana Kalwina. Poprzednie tomy można znaleźć tutaj.

Piotrkowskie wyznanie wiary (1555)

Wstęp (J.T. Dennison, jr)

Kiedy reformacja dotarła do Polski, wpłynęła na każdy z jej regionów: Prusy Królewskie (Prusy Polskie); Prusy Książęce (niemieckojęzyczne księstwo, w którym panował luteranizm, poprzez konwersję Albrechta Hohenzollerna [1490–1568] w 1525 r.); Wielkopolskę; Małopolskę; i Litwę (która była związana z Polską od 1385 r.). Przez Prusy Królewskie nad Bałtykiem kupcy i handlarze importowali książki i broszury Lutra do głównych miast, tj. Gdańska, Torunia, Elbląga, i nie tylko.

Król Zygmunt I Stary (1467–1548) obłożył dzieła Lutra zakazem wwozu do Rzeczpospolitej w 1520 r. pod karą konfiskaty majątku. Już w 1523 r. każdemu, kto by rozpowszechniał tę „zarazę” groziła kara śmierci. Królewskie dekrety były jednak chybione w czasie – ewangelicyzm wkradał się do Polski, a w 1522 r. w Gdańsku działał nawet zbór protestancki. Kiedy w 1525 r. miasto to zniosło rzymskokatolicką mszę, Zygmunt pomaszerował na miasto i dokonał egzekucji ewangelickich prowodyrów (1526 r.). Krew protestantów tylko podsycała rozprzestrzenianie się protestanckiej „zarazy”, a do 1555 r. połowa Prus Królewskich była luterańska.

Jakub z Iłży młodszy był prawdopodobnie pierwszym rodowitym Polakiem, który przyjął ewangelicką wiarę reformacji. Członek wydziału w Krakowie, wolał opuścić Polskę w 1534 roku, niż wyrzec się swojej ewangelickiej wiary. Do 1546 r. idee reformacji przeniknęły do Polski dzięki reputacji i wpływom reformatorów helweckich. Felix Cruciger (zm. 1563) był gorącym orędownikiem teologii genewskiej. W tym samym roku Jan Mączyński odwiedził Heinricha Bullingera (1504–1575) w Zurychu. W 1549 r. Kalwin otrzymał pierwszą oficjalną wiadomość z Polski. W odpowiedzi zadedykował swój Komentarz na List do Hebrajczyków królowi Zygmuntowi II Augustowi (1520–1572). W następnym roku Franciszek Stankar (1501–1574) opuścił Padwę we Włoszech i udał się do Pińczowa (Małopolska). Osiadł w majątku ewangelickiego szlachcica Mikołaja Oleśnickiego (zm. 1566/1567). Razem zorganizowali pierwszy Kościół reformowany w Polsce (1550). Stankar ostatecznie odstąpił od reformowanej sprawy, zwracając się ku tryteizmowi – jednej z odmian polskiej (antytrynitarnej) plagi. Został ekskomunikowany przez reformowany synod w Pińczowie w sierpniu 1559 roku.

W 1550 r. w Słomnikach, w okolicach Krakowa, grupa kalwińskich duchownych zorganizowała pierwszy synod Kościoła reformowanego w Polsce. 1 maja 1555 r. Synod w Pińczowie otrzymał list od Franciszka Lismanina (1504–1566), w którym wyznał on swoje nawrócenie z katolicyzmu – częściowo po przeczytaniu Podstaw religii chrześcijańskiej Jana Kalwina (co ciekawe, w latach 1550–1553 czytał on to dzieło królowi Zygmuntowi II po kolacji). Cruciger zaprosił Lismanina do powrotu do Polski i udziału w reformowanej sprawie. Ten ostatecznie został superintendentem Kościoła reformowanego wraz z Crucigerem. W roku 1558 do polski przybył Giorgio Biandrata (1516–1588), którego Kalwin postrzegał jako antytrynitarza.

W sierpniu 1554 r. Stanisław Lutomirski (1518–1588), pastor ewangelicki w Koninie i Tuszynie, opracował własne wyznanie wiary (Confessio, to iest wyznanie wiary, które jednak zostało opublikowane dopiero w 1556 r.), na podstawie Augsburskiego wyznania wiary (1530). Synod w Piotrkowie, który odbył się w dniach od 3 maja do 15 czerwca 1555 r., opracował deklarację złożoną z dwudziestu czterech artykułów zaczerpniętych z wyznania Lutomirskiego. Po synodzie król Zygmunt II wysłał petycję do papieża z prośbą o zwołanie synodu narodowego w celu zreformowania Kościoła rzymskokatolickiego. Kalwini odpowiedzieli na synodzie w Koźminku (24 sierpnia – 2 września 1555 r.), łącząc się z Braćmi Czeskimi (którzy przybyli do Polski w 1548 r.), próbując wzmocnić pan-protestanckie nadzieje na uniknięcie odrodzenia i konsolidacji rzymskiego katolicyzmu. Jednak ta pan-protestancka idea miała rozbić się o mielizny niepodlegających negocjacjom teologicznych odrębności, fenomenalnego wzrostu i sukcesu polskiego antytrynitaryzmu oraz energicznej reformacji katolickiej (kontrreformacji), w której prym wiedli jezuici.

Właściwe wyznanie pojawia się na s. 276-285, gdzie towarzyszy mu „Refutacja” każdego z punktów. Finkel sugeruje, że Maran Kromer, sekretarz królewski, był autorem „Refutacji”. Refutatio jest rzymskokatolicką refleksją na temat rzekomych uchybień wyznania wiary z Piotrkowa, i została dołączona do artykułów wyznania, jako przykład polemiki z tamtego okresu.

Tłumaczenie pochodzi z tekstu wydrukowanego w:

  • Ludwik Finkel, Konfessya podana przez posłów na sejmie piotrkowskim w r. 1555, „Kwartalnik Historyczny” 10 (1896), s. 257-285.

WYZNANIE WIARY

Wyznanie wiary, które panowie posłowie przedstawili, miłosierny królu, jest wprawdzie krótkie, ale, naszym zdaniem, nie tak jasne, jak powinna być veritatis oratio, ani zgodne ze zwyczajami i postacią całego chrześcijaństwa, które od ponad tysiąca lat szerzy się wśród wszystkich narodów, a u nas w Polsce od prawie sześciuset lat; ani z podaniem czy tradycjami apostolskimi, ani wreszcie ze Słowem Bożym. Skrywa w sobie wiele rzeczy, z których różni heretycy, zarówno starzy, jak i nowi, tacy jak ebionici, walentynianie, arianie, macedonianie, sabelianie, kapernaici lub sakramentarze, nowochrzczeńcy, osiandryci i inni, mogą znaleźć dowody na swoje błędy. Nie wierzymy jednak, aby nasi bracia, polscy rycerze, mieli cokolwiek wspólnego z tymi, podobnie jak polska szlachta, która nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, co zostało dla niej napisane lub skopiowane. Dlatego na razie odkładamy na bok wykazywanie i obalanie tego rodzaju błędów. Odpowiemy tylko w skrócie na błędne kwestie, które to wyznanie jasno i wyraźnie zawiera, aby ci, którzy je słyszeli lub czytali i zostali wprowadzeni w błąd, oraz ci, którzy je przedstawili, zostali z błędu wyprowadzeni, co też przynależy do naszego urzędu duszpasterskiego ze Słowa Bożego i z obecnego porządku całego chrześcijaństwa [wynika] (Tt 1).

Wyznanie panów posłów

[Sekcja I]

I. Wszyscy zostaliśmy poczęci i zrodzeni w grzechu, a wszystkie nasze naturalne zmysły są ciemnością, tak że już nawet o Bogu nie mówiąc, ale i siebie samych nie znamy. Dlatego dał nam Pan Bóg Dziesięć Przykazań swoich, aby oczy nasze zostały otwarte, ślepota nasza została odkryta oraz by grzech i nasza ślepota zostały odkryte i ukazane (Ps 51).

II. Bóg Ojciec posłał do nas swego jedynego Syna, aby był naszym lekarzem, nauczycielem, zbawicielem i odkupicielem oraz naszym zadośćuczynieniem (J 1; 9; Rz 3; Ga 3; Mt 12; 1 Kor 1).

III. Odkąd istnieje świat, Boga nie widział nigdy żaden człowiek, ani też swym cielesnym umysłem nie może w niego uwierzyć. Jednak Pan Chrystus przyszedł, aby dać nam go poznać, jak i jego wolę (J 1).

IV. Tak więc Chrystus Pan jest światłością tego świata. Kto trzyma się tego światła, a od jego Słowa nie odstępuje w żadną stronę, ten nie chodzi w ciemności, ale ma światło życia wiecznego.

[Sekcja II]

Sam Pan nieba i ziemi nakazał nam słuchać tego samego niebiańskiego nauczyciela i mistrza, i nikogo innego. Skoro On jest Synem Bożym to kłamać nie może. Wszyscy zaś ludzie, którzy nie kierują się tylko jego nauką, choćby byli nawet największymi władcami tego świata, są kłamcami (Mt 17; Ps 116).

[Sekcja III]

V. Ten oznajmił nam wszystko, co jest konieczne dla zbawienia duszy. Poza tym Chrystusem żadna rzecz, żadne stworzenie, nie może nas uwolnić od wiecznego gniewu Bożego. Wszyscy prorocy świadczą o tym, że wszyscy ludzie, którzy w niego wierzą, mają otrzymać odpuszczenie wszystkich swoich grzechów, w jego imieniu (J 4; 1 Tes 1; Dz 10).

[Sekcja IV]

VI. Tak, byśmy nie mogli przez nasze dobre uczynki oraz wypełnianie Prawa Bożego zostać uwolnieni od niego, lecz stają się wolni ci, co w niego wierzą. I nie ma żadnego innego imienia danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni, jak tylko przez to jedno (Dz [4]; 13).

[Sekcja V]

VII. Tak więc, gdy przypisują ludzkie zbawienie komukolwiek lub czemukolwiek, i oddają mu chwałę, która należna jest samemu Chrystusowi, to jest to bluźnierstwo wobec cierpienia Syna Bożego [J 3].

[Sekcja VI]

VIII. Ten Chrystus przypisuje zasługę swej niewinnej męki tym, którzy wierzą jego słowu przez Ewangelię (która ma być zwiastowana każdemu człowiekowi w jego własnym języku) [oraz] sakramenty, mianowicie przez chrzest oraz podawanie i używanie ciała jego najświętszego, za nas wydanego, jak i krwi jego najświętszej, przelanej dla odkupienia naszych grzechów.

IX. W tych sakramentach, pieczętowany jest dla nas testament Pana. Kto odważy się zmieniać cokolwiek w tym testamencie, ten jest przeklęty.

X. Nie znajdziemy również innych sakramentów, niż te, które są związane słowem Chrystusa Pana.

[Sekcja VII]

Ludzkie zrządzenia, które wykraczają poza przykazania i Słowo Boże, są bałwochwalstwem, szczególnie, gdy stawia się je w miejscu Boga (Wj 30; Pwt 12).

[Sekcja VIII]

XI. Wiemy również z nauczania naszego jedynego niebiańskiego Mistrza, że mamy modlić się tylko do Boga Ojca i do nikogo innego, ponieważ tylko On jako Bóg widzi nasze serca, czego nie może uczynić żadne stworzenie. W Starym Testamencie mamy również nakaz, że każdy, kto modli się do kogoś innego niż Bóg, ma ponieść śmierć.

XII. Do tego Boga nie mamy żadnego innego dostępu, innego pojednawcy i pośrednika, jak tylko Chrystusa Pana (Mt 4:6; 23; 1 Krl 8; Jr 17; Wj 22).

[Sekcja IX]

Wiemy również, że Bóg nie związał się swoim słowem z żadnym posągiem ani obrazem.

[Sekcja X]

XIII. Sakramenty, czy inaczej świętości, chrztu i Wieczerzy Pańskiej przynoszą nam wierzącym w Chrystusie odpuszczenie grzechów.

XIV. Poza tymi sakramentami chrześcijanie nie znają innych, które byłyby im równe. Inne porządki Boże, takie jak małżeństwo, urzędy kapłańskie, confirmatio, czyli zamocowanie wiary, nie przynoszą nam odpuszczenia grzechów, a zatem nie uważamy ich za tak samo wartościowych, jak wyżej wspomnianych sakramentów, choć ich nie potępiamy, a wręcz przy nich trwamy (św. Augustyn, Epistola 88; Ambroży z Mediolanu, O sakramentach; Bernard z Clairvaux, Sermone de coena domini).

[Sekcja XI]

XV. Za zmarłych chrześcijan, którzy opuścili już ten świat, nie ośmielamy się składać żadnych pieniężnych ofiar, jak i czynić jakichkolwiek obrzędów. Jeśli bowiem wierzyli w Chrystusa Pana, i przyjęli go przez Jego Słowo, to są [już] zbawieni. Jeśli zaś nie wierzyli, to są potępieni. Msze, modlitwy za zmarłych i inne wymyślone obrzędy już nic im nie mogą pomóc.

XVI. Słowo Boże tak o tym świadczy: „Kto wierzy w Syna Bożego, nie będzie sądzony; kto zaś nie wierzy, już został osądzony na wieczne potępienie” [J 3:18].

Kto ma Syna Bożego przez wiarę, ma żywot wieczny, kto zaś nie ma Syna Bożego (choćby wszystkie katedry i klasztory modliły się za niego, nie pomogą mu wcale swoimi mszami), nie ma żywota [por. 1 J 5:12]. „Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony” [Mk 16:16] (1 Tes. 4).

XVII. Apostoł Paweł zabrania nam niepokoić się o tych, którzy śpią.

XVIII. Dopóki jesteśmy w obecnym wieku, możemy wspierać siebie nawzajem, czy to przez modlitwę, czy przez poradę. Kiedy stawimy się jednak przed trybunałem Chrystusowym, to ani Hiob, ani Daniel, ani my sami nie będziemy w stanie modlić się o kogokolwiek, a każdy poniesie własne brzemię (Hieronim ze Strydonu, Kwestie hebrajskie w Księdze Rodzaju, 13.12).

XIX. Tutaj życie albo się traci, albo się je ma; tutaj zbawienie wieczne zostaje zapewnione przez wieczny kult Boga oraz jego owoc. Gdy przyjdzie stąd odejść, brak już wtedy miejsca na pokutę oraz na skutki zadośćuczynienia (św. Cyprian, Ad Demetrianum).

XX. Brak innego miejsca na poprawę obyczajów niż to życie, gdyż po tym życiu każdy będzie miał to, o co zabiegał w tym życiu dla siebie (św. Augustyn, Przeciw Pelagiuszowi; vide eundem: Kazanie 60, De tempore).

XXI. Wiara powszechna, na mocy boskiego autorytetu, wyznaje, że pierwszym miejscem jest królestwo niebieskie; zobacz gdy powiedziałem, że osoba nieochrzczona jest wykluczona.

XXII. Drugim [jest] Gehenna, gdzie każdy odstępca lub obcy wierze Chrystusa doświadcza kary.

XXIII. Trzeciego w żadnym stopniu nie znamy, co więcej nie znajdujemy tego, że ono jest w Piśmie Świętym.

[Sekcja XII]

XXIV. Naszego wyznania wiary, wziętego ze Słowa Bożego, trzymamy się mocno, jak i nakazów i nauczania Słowa Bożego.

[Sekcja XIII]

Zaś o ludzkich zrządzeniach Bóg tak się wypowiada: „Na próżno Mnie chwalą takimi naukami i rozkazaniami” [Mt 15:9]. Podobnie: „Każda latorośl, której nie zasadził Ojciec mój niebieski itd.” [Mt 15:13] (Mt. 19).

*************

Niemiecka wersja dwudziestu czterech artykułów została wydrukowana w: Theodor Wotschke, Stanislaus Lutomirski. Ein Beitrag zur polinischen Reformationsgeschichte, „Archiv für Reformationsgeschichte” 3 (1908), s. 105-171, zwłaszcza strony 142-147. Wotschke zaznaczył, że swoją wersję opracował na podstawie dokumentów znajdujących się w Archiwum państwowym w Królewcu (dział Herzogliches Briefarchiv); Archiv der Brüdergemeinde w Herrenhut (Lissaer Brieffoliant X), art. VIII i XVI; oraz Bibliotece Raczyńskich w Poznaniu (art. XV). Odnalazł również niemiecki i łaciński rękopis wyznania wiary w Stadtbibliothek Zürich (Simmlersche Briefsammlung, t. 84, nr. 190-191). Zamieszczamy go dla celów porównawczych.

Piotrkowskie wyznanie wiary (1555)

Wspólnie uzgodnione wyznanie ich wiary chrześcijańskiej

I. Wszyscy zostaliśmy poczęci i zrodzeni w grzechu, a wszystkie nasze naturalne zmysły są ciemne i ślepe, tak że nie znamy ani Boga, ani nawet samych siebie. Z tego powodu dał nam Pan Bóg Dziesięć świętych Przykazań swoich, aby oczy nasze zostały otwarte, ślepota nasza została odkryta oraz by grzech i nasza ślepota zostały odkryte i ukazane (Ps 51; J 1; 9; Rz 3; Ga 3).

II. Bóg Ojciec posłał swego jednorodzonego Syna na ten świat, aby był naszym nauczycielem, zbawicielem i odkupicielem oraz by dokonał przebłagania za nasze grzechy (Mt 17; J 2; 1 Kor 1).

III. Boga nie widział nigdy żaden człowiek, ani też swym cielesnym umysłem nie może w niego uwierzyć. Jednak Pan Chrystus przyszedł, aby dać nam siebie poznać, jak i jego wolę (J 1).

IV. Chrystus Pan jest światłością tego świata. Kto trzyma się tego światła, a od jego Słowa nie odstępuje w żadną stronę, ten nie będzie chodził w ciemności, ale ma światło życia wiecznego. Bóg nakazał nam słuchać wyłącznie Chrystusa, Pana nieba i ziemi, a nie żadnego innego, gdyż tylko On jest Synem Bożym który nie może kłamać. Ten, który nie podporządkowuje się jego nauce, choćby był najpotężniejszym władcą na tym świecie, mimo tego jest kłamcą (Mt 17; Ps 116).

V. On objawił nam wszystko, co jest konieczne dla naszego zbawienia. Żadna rzecz, żadne stworzenie nie może nas uwolnić od wiecznego Bożego gniewu. Tylko o Chrystusie świadczą wszyscy prorocy, że ci, którzy wierzą w Niego, otrzymają odpuszczenie wszystkich swoich grzechów (J 4; 1 Tes 1; Dz 10).

VI. On sam uwolnił nas od gniewu Bożego i uwolnił nas od niego raz na zawsze, jeśli w Niego wierzymy. Nie bylibyśmy w stanie wypełnić przykazania Bożego naszymi uczynkami i próbą zadośćuczynienia (Dz 13).

VII. Tak więc nie ma żadnego innego imienia danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni, jak tylko przez Chrystusa. Ten, który przypisuje nasze zbawienie czemukolwiek innemu, i oddaje temu chwałę, która należna jest samemu Chrystusowi, taki jest oszczercą i bluźniercą przeciwko cierpieniom naszego Pana (Dz 4).

VIII. Człowieka, który wierzy jego świętemu Słowu, Pan Chrystus obdarza zasługą swej gorzkiej męki i śmierci, poprzez Ewangelię (która ma być zwiastowana każdemu w jego własnym języku) oraz poprzez święte ustanowienie. Przyciąga nas On ku sobie przez chrzest i przyjmowanie jego świętego ciała, za nas wydanego, jak i krwi jego najświętszej, przelanej dla przyniesienia nam odkupienia z naszych grzechów (Mt 28; Ga 1).

IX. Zostajemy zapieczętowani w tym świętym ustanowieniu i testamencie Pana. Ten, który ośmiela się zmieniać cokolwiek w tym testamencie, ten jest przeklęty i potępiony (Mk 7; 1 Kor 11).

X. Z tego powodu nie powinniśmy w żaden sposób szukać innego testamentu, jak tylko sakramentu, który ustanowiony jest na Słowie Bożym. Gdyby bowiem ktoś zmieniał takie przykazanie i Słowo Boże lub mieszał z nim ludzkie zrządzenia, byłoby to bałwochwalstwem, szczególnie wtedy, gdy ktoś ustanawia je i zachowuje w miejsce Słowa Bożego (Wj 3; Pwt 12; Mt 23).

XI. Abyśmy mieli pewność i uczyli się z nauki jedynego niebiańskiego nauczyciela, naszego Pana, powinniśmy czcić i wzywać jedynego Boga Ojca i nikogo innego. Ponieważ tylko On, jako wszechmogący Bóg, widzi nasze serca, czego nie może uczynić żadne stworzenie. Co więcej, w Starym Testamencie mamy również nakaz Boży, że ten, kto by czcił innego boga niż Boga żywego, powinien ponieść śmierć (Wj 22).

XII. Do tego Boga nie mamy żadnego innego dostępu, innego pośrednika i orędownika przed wiecznym i wszechmogącym Bogiem, jak tylko Chrystusa Jezusa, naszego Pana, i jesteśmy pewni, że Bóg nie dopuszcza by był związany z jakimkolwiek miejscem czy obrazem (1 Tm 2; 1 J 2).

XIII. Co więcej, sakramenty chrztu i Wieczerzy Pańskiej przynoszą wierzącym przez Chrystusa odpuszczenie grzechów przez Chrystusa, a poza sakramentami nie ma różnicy między chrześcijanami a innymi [lub: ponad te sakramenty, chrześcijanie innych nie potrzebują] (św. Augustyn, Epistola 88; Ambroży z Mediolanu, O sakramentach; Bernard z Clairvaux, Sermone de coena domini).

XIV. Wszystkie inne ceremonie, takie jak małżeństwo oraz duchowy i eklezjalny obrzęd confrimatio, który ma na celu potwierdzenie wiary, nie przynoszą nam odpuszczenia grzechów, a zatem nie zachowujemy ich jako sakramentów. Nie oznacza to, że nie są one cenne, ale wręcz przeciwnie, powinno się je zachowywać i praktykować z odpowiednim szacunkiem i troską.

XV. Jednak jeśli chodzi o zmarłych, którzy opuścili już ten świat, my, chrześcijanie, nie odprawiamy nabożeństwa ani ofiary mszy. Jeśli bowiem uwierzyli w Chrystusa przez Jego święte Słowo, są [już] zbawieni, ale jeśli nie uwierzyli, to są potępieni. Msze, namaszczenia, inne wymyślone obrzędy i gadanina nie pomogą zmarłym.

XVI. Prawdziwe Słowo Boże świadczy, iż ten, który wierzy w Syna Bożego, nie będzie potępiony; kto zaś nie wierzy, już został potępiony na wieczne zniszczenie [por. J 3:18]. Ten, który ma Syna Bożego przez wiarę, ma żywot wieczny, kto zaś nie ma Syna Bożego i nie wierzy w niego, choćby nawet wszyscy kanonicy, zakonnicy, mnisi, kapłani i inni modlili się za niego o odprawiali msze, nie pomogą mu wcale, gdyż nie ma prawdziwego żywota [por. 1 J 5:12]. Chrystus przecież powiedział: „Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony” [Mk 16:16] (J 3; Mk 16).

XVII. Apostoł Paweł stanowczo zabronił nam niepokoić się o tych, którzy zasnęli (1 Tes 4).

XVIII. Umiłowany Hieronim wyraźnie powiedział, że mimo możliwości wspierania siebie nawzajem, czy to przez modlitwę, czy przez dobrą radę, to gdy stawimy się przed surowym sądem Bożym, to ani my, ani nawet Noe, Hiob, czy Daniel nie będą w stanie prosić o kogokolwiek, a raczej każdy poniesie własny ciężar i brzemię (Hieronim ze Strydonu, Kwestie hebrajskie w Księdze Rodzaju, 13.12).

XIX. Jak ktoś otrzymuje życie, lub je traci, tak i my doświadczymy wiecznego zbawienia, nagrody i pochwały ze strony Boga, gdy odejdziemy, gdyż potem nie ma miejsca na pokutę oraz na próbę zadośćuczynienia (św. Cyprian, Ad Demetrianum).

XX. Brak innej okazji na poprawę niż w tym życiu, gdyż po tym życiu każdy będzie miał to, o co się starał i co sobie w tym życiu dla siebie przygotował (św. Augustyn, Przeciw Pelagiuszowi; vide eundem: Kazanie 60, De tempore).

XXI. Wiara chrześcijańska, na mocy niebiańskiego autorytetu, wyznaje, że pierwszym miejscem jest królestwo Boże; a więc ten, kto nie zostanie ochrzczony, zostanie wykluczony (św. Augustyn, Przeciw Pelagiuszowi, 5).

XXII. Co więcej, wyznaje również, że istnieje piekło, w którym odstępcy i ci, którzy nie wierzą w Chrystusa, otrzymują karę.

XXIII. Trzeciej alternatywy nie znam, i nie znajduje jej w Pismach Świętych.

XXIV. Naszej wiary, wziętej ze Słowa Bożego, trzymamy się mocno, i podążamy za Jego boską oceną, gdyż to Bóg powiedział o ludzkich zarządzeniach: „Na próżno mnie chwalą takimi naukami i rozkazaniami ludzkimi” (Mt 15:9). I raz jeszcze: „Każda roślina, której nie zasadził Ojciec mój niebieski, wykorzeniona będzie” (Mt 15:13).

Opracowanie: Wydawnictwo MW, © 2025

Czy Bóg jest narcyzem?

treść artykułu pochodzi z książki Pragnienie Boga

,,Najważniejszym celem Boga jest uwielbienie Boga i radowanie się Nim na wieki.”.

Przekonaliśmy się już, że Bóg ma całkowitą, suwerenną władzę nad światem, a więc może zrobić wszystko, co zechce. Nie jest sfrustrowanym, tylko dogłębnie szczęśliwym Bogiem, cieszącym się wszystkimi swoimi dziełami (Ps 104:31), widzianymi z perspektywy całej historii zbawienia.

Teraz przyjrzymy się temu, w jaki sposób Jego niewzruszone szczęście ma swoje źródło w Nim samym. Wiemy już, że Bóg ma suwerenną władzę, by robić to, co zechce – jednak co konkretnie? Dlaczego przyglądanie się mozaice historii zbawienia cieszy Jego serce? Czy to nie bałwochwalstwo, jeśli Bóg rozkoszuje się czymś innym niż samym sobą?

Musimy więc zapytać: co czyni Boga szczęśliwym? Co w historii zbawienia przepełnia Jego serce radością? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zbadać, do czego dąży we wszystkim, co czyni. Jeśli odkryjemy, do jakiej jednej rzeczy Bóg zmierza w każdym swoim dziele, dowiemy się, co cieszy Go najbardziej; co jest dla Niego najważniejsze.

Bóg cieszy się swoją chwałą

Kluczowe momenty historii zbawienia, obejmujące stworzenie świata, powołanie Abrahama, wyjście z Egiptu, nadanie prawa, życie, służbę i śmierć Jezusa oraz życie chrześcijańskie, pokazują ostateczny cel Boga we wszystkim, co czyni. Najlepszą książką na ten temat jest The End for Wich God Created the World [Cel, dla którego Bóg stworzył świat – przyp. tłum.] autorstwa Jonathana Edwardsa. Jeśli poniższy wywód sprawi na tobie wrażenie niezgodnego z Biblią, zachęcam cię do prześledzenia zawartej w niej argumentacji na jego poparcie.

Mój wniosek jest taki, że dla Boga najważniejsza jest Jego chwała. Wszystko, co czyni, ma na celu jej podtrzymanie i objawienie. Stwierdzenie, że dla Boga najważniejsza jest Jego chwała, oznacza, że przypisuje On jej większą wartość, niż czemukolwiek innemu. Cieszy się nade wszystko swoją chwałą.

Niełatwo zdefiniować chwałę. Jest ona trochę jak piękno. Jak zdefiniowałbyś piękno? Niektóre rzeczy lepiej jest pokazać, niż starać się zamknąć w słowach – ale spróbuję. Chwała Boża to piękno Jego wielorakiej doskonałości, będącej jej widzialnym przejawem, albo do nieskończonej moralnej doskonałości Jego charakteru. W obu przypadkach oznacza rzeczywistość o nieskończonej wielkości i wartości. Oto, jak próbował opisać ją C.S. Lewis:

Przyroda nie nauczyła mnie nigdy istnienia Boga pełnego chwały i nieskończonego majestatu. Do tego musiałem dojść innymi drogami. Ale przyroda nadała znaczenie słowu ,,majestat” i doprawdy dotąd nie wiem, w jakiej innej dziedzinie mógłbym tego znaczenia szukać. ,,Bojaźń” Boża oznaczałaby prawdopodobnie dla mnie tylko najprymitywniejszy wysiłek zachowania ostrożności, gdybym nie był widział złowrogich rozpadlin i turni nie do zdobycia.

Ostatecznym celem Boga jest podtrzymanie i objawienie swojej nieskończonej i zachwycającej wielkości oraz wartości, czyli swojej chwały. W tym, co czyni, ma też wiele innych zamysłów, ale żaden nie dorównuje temu jednemu. Są one mu podległe. Największą pasją Boga jest wywyższenie wartości swojej chwały. W tym celu dąży do jej objawienia, sprzeciwiania się tym, którzy ją lekceważą, i bronienia jej przed wszelką pogardą.

Wyraźnie widzimy, że najbardziej zależy Mu właśnie na Jego chwale. Nieskończenie ją kocha – a inaczej mówiąc, nieskończenie kocha samego siebie lub jest dla siebie najważniejszy. Wystarczy chwilę się zastanowić, aby stwierdzić, że jest to niepodważalny fakt. Bóg byłby niesprawiedliwy (tak samo jak my), gdyby było coś, co ceni bardziej, niż to, co rzeczywiście jest najcenniejsze. Jednak to On jest najcenniejszy. Gdyby wartość Jego własnej chwały nie była dla Niego źródłem nieskończonego szczęścia, byłby niesprawiedliwy, ponieważ właściwym jest radowanie się daną osobą proporcjonalnie do doskonałości jej chwały.

Czy Bogu chodzi o nas czy o samego siebie?

Rodzi się jednak pytanie: jeśli Bóg jest tak bardzo pochłonięty własną chwałą, to jak może być Bogiem miłości? Jeśli wszystko, co czyni, czyni dla siebie, to czy możemy żywić jakąkolwiek nadzieję, że zrobi coś dla nas? Czy apostoł nie twierdzi, że ,,[miłość] nie szuka swego” (1 Kor 13:5)?

Zaczynamy widzieć, że kwestia szczęścia Boga jest rozstrzygająca dla być albo nie być chrześcijańskiego hedonizmu. Jeśli Bóg jest skoncentrowany na Sobie w taki sposób, że nie kocha swoich stworzeń, filozofia ta upada. Chrześcijański hedonizm bazuje na Jego otwartych ramionach – na Bożej gotowości, by przyjąć, zbawić i obdarzyć zadowoleniem każde serce szukające w Nim swojej radości.

Jeśli jednak Bogu chodzi wyłącznie o siebie i jest poza naszym zasięgiem, to na próżno próbujemy w Nim odnaleźć szczęście.

Czy Bogu chodzi o nas czy o samego siebie? Odpowiadając na to pytanie, odkryjemy mocny fundament chrześcijańskiego hedonizmu.

Czy nakaz, by go chwalić, wynika z pychy czy z miłości?

Biblia jest pełna wezwać do chwalenia Boga. Nakazuje, byśmy Go uwielbiali, ponieważ jest to ostatecznym celem wszystkiego, co robi – ,,aby był uwielbiony w swoich świętych i podziwiany […] przez wszystkich wierzących” (2 Tes 1:10). Pierwszy rozdział Listu św. Pawła do Efezjan wspomina o tym trzykrotnie: ,,Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów […] ku chwale majestatu swej łaski” (w. 4-6; BT V); zostaliśmy przeznaczeni i wybrani, ,,abyśmy istnieli dla uwielbienia Jego chwały” (2. 12); Duch Święty ,,jest zadatkiem naszego dziedzictwa, aż nastąpi odkupienie nabytej własności, dla uwielbienia jego chwały” (w. 14).

Wszystkie sposoby, a które Bóg objawił swoją chwałę w stworzeniu i odkupieniu znajduje kulminację w uwielbieniu nabytego przez Niego ludu. Bóg rządzi światem w chwale właśnie po to, aby się Nim zachwycano – podziwano Go, wywyższano i chwalono. Szczytem Jego szczęścia jest radość, którą odczuwa, gdy słyszy echa swojej doskonałości w uwielbieniu Jego świętych. Raz po raz odkrywam jednak, że ludzie opacznie rozumieją tę prawdę. Obrażają się, słysząc, że dla Boga najważniejszy jest On sam, albo że robi wszystko dla własnej chwały czy wywyższa się i chce, aby Go uwielbiano. Dlaczego? Istnieją co najmniej dwa powody. Pierwszy jest taki, że po prostu nie lubimy ludzi, którzy tac są. Drugi wynika z biblijnego nakazu, żebyśmy sami tak sięnie zachowywali. Przyjrzyjmy się tym zastrzeżenion i zobaczymy, czy mogą mieć zastosowanie do Boga.

Czy Bóg gra pod publiczkę?

ie lubimy ludzi, którzy wydają się zadufani we własnej inteligencji, sile, umiejętnościach, wyglądzie czy pieniądzach. Naukowców, którzy próbują popisywać się swojąspecjalistyczną wiedzą i cytować własne najnowsze publikacje. Przedsiębiorców opowiadających nam o tym, jak sprytnie zainwestowali swoje pieniądze i obserwowali rynek, żeby w odpowiednim momencie wyjść z gry. Denerwuje nas, kiedy dzieci się wywyższają (,,Moje jest większe!”, ,,Moje jest szybsze!”, ,,Moje jest ładniejsze!”). O ile tylko do nich należymy, z dezaprobatą patrzymy na ludzi, którzy nie ubierają się prosto i funkcjonalnie, tylko tak, aby zwrócić na siebie uwagę najnowszym stylem.

Dlaczego nam się to nie podoba? Myślę, że zasadniczym powodem jest to, że tacy ludzie nie są autentyczni. Grają pod publiczkę. Nie karmią się radością czerpaną z osiągania tego, co cenią samo w sobie. Żywią się komplementami innych. Jednym okiem patrzą na to, co robią, a drugim na widownię. Po prostu nie podziwiamy takich osób. Nasze uznanie budzą ludzie, którzy czują się na tyle bezpieczni i pewni siebie, że nie muszą komepensować swoich słabości i niedostatków próbami pozyskania pochwał od innych. 

Ma więc sens, że każe nauczanie umieszczające Boga w tej kategorii będzie dla chrześcijan nie do przyjęcia. W oczach wielu osób tak właśnie brzmi twierdzenie, że Bóg chce okazywać swoją chwałę i być uwielbiany przez ludzi. Jednak czy powinno tak być?

Jedno jest pewne: Bóg nie jest słaby i nie ma braków: ,,Z Niego bowiem, przez niego i w nim jest wszystko” (Rz 11:36). ,,Nie jest czczony rękoma ludzkimi tak, jakby czegoś potrzebował, ponieważ sam daje wszystkich życie i oddech, i wszystko” (Dz 17:25).

Wszystko, co istnieje, Jemu zawdzięcza swoje istnienie i nikt nie może dać Mu niczego, co z Niego nie wypływa. Dlatego też Boże dążenie do szukania własnej chwały i bycia uwielbianym przez ludzi nie może wynikać z potrzeby kompensowania słabości czy niedostatków. Na pierwszy rzut oka może to wyglądać, jakby grał pod publiczkę, ale tak nie jest – podobieństwo jest powierzchowne i należy je wyjaśnić.

,,Miłość nie szuka swego” – chyba że w radości innych

 Drugim powodem, dla którego ludzie nie przyjmują nauczania, że Bóg wywyższa własną chwałę i chce być uwielbiany przez swój lud, jest to, że Biblia nakazuje nam, abyśmy tak nie robili. Na przykład Pismo Święte stwierdza, że miłość ,,nie szuka swego” (1 Kor 13:5). Jak Bóg może być kochający, a jednocześnie całkowicie oddany ,,szukaniu swego” uwielbienia, chwały i radości? Jak Bogu może chodzić o nas, skoro jest tak kompletnie zaabsorbowany sobą? 

Moja odpowiedź brzmi: ponieważ Bóg jest wyjątkowym, chwalebnym, całkowicie samowystarczalnym Bytem, musi koncentrować się na sobie, jeśli ma się koncentrować na nas. Zasady pokory dotyczące stworzenia nie mogą w ten sam sposób stosować się do jego Stwórcy.

Gdyby Bóg odwrócił się od siebie jako Źródła nieskończonej radości, przestałby być Bogiem Zaprzeczyłby nieskończonej wartości swojej chwały. Dałby przez to do zrozumienia, że jest coś bardziej wartościowego poza Nim samym. Popełniłby bałwochwalstwo.

Nic by nam to nie dało. Gdzie mielibyśmy się udać, gdyby nasz Bóg stał się neisprawiedliwy? Gdzie we wszechświecie mielibyśmy znaleźć pewną Skałę, gdyby Boże serce przestało najwyżej cenić to, co najcenniejsze? Gdzie mielibyśmy kierować uwielbienie, gdyby Bóg wyparł się swojej nieskończonej wartości i piękna?

Nie – nie zmienimy Bożego samouwielbienia w miłość, żądając, aby Bóg przestał być Bogiem. Musimy zrozumieć, że Bóg jest miłością właśnie dlatego, że niestrudzenie dąż do tego, aby serca Jego ludu wielbiły Jego imię.

Zachwyt jest niekompletny, dopóki nie zostanie wyrażony

Zastanówmy się: co w świetle Bożej nieskończonej mocy, mądrości i piękna oznaczałaby Jego miłość do człowieka? 

Inaczej można ująć to następująco: co Bóg mógłby nam dać dla naszej radości, żeby okazać swoją największą miłość? Jest tylko jedna odpowiedź: siebie! Jeśli odetnie się od naszych myśli i towarzystwa, to cokolwiek innego by nam dał, nie jest kochający.

Jesteśmy na skraju odkrycia, które zmieniło moje życie. Co robimy, kiedy ktoś daje albo pokazuje nam coś pięknego lub wspaniałego? Chwalimy to! Chwalimy malutkie dzieci: „Jaka śliczna główeczka! Te włoski! Te rączki! Czy nie są doskonałe?”. Chwalimy ukochaną osobę po długiej rozłące: „Twoje oczy są jak bezchmurne niebo! Twoje włosy są jak ciemny jedwab!”. Chwalimy gol w 89. minucie, dający nam wejście do mundialu. Chwalimy barwy jesieni na stokach gór.

Jednak moje wielkie odkrycie pochodzi z lektury „Słów na temat pochwały” w Rozważaniach o Psalmach C.S. Lewisa. Zapisane przez niego refleksje – zrodzone ze zmagań z myślą, że Bóg nie tylko chce naszego uwielbienia, ale je nakazuje – są warte ponownego, pełniejszego przyjrzenia się:

Jednakże najbardziej oczywisty fakt na temat pochwał – niezależnie od tego, czy dotyczą Boga, czy nie – umykał mi w sposób zastanawiąjący. Myślałem o chwaleniu jako o komplementach, wyrażaniu aprobaty lub oddawaniu czci. Nigdy nie zauważyłem całej tej radości, która spontanicznie przemienia się w pochwały, chyba że (a często pomimo że) nieśmiałość lub strach przed znudzeniem innych celowo jest do niej wprowadzana, by ją kontrolować. Cały świat rozbrzmiewa pochwałami – kochankowie chwalą swoje uko chane, czytelnicy swojego ulubionego poetę, miłośnicy spacerów chwalą piękne okolice, gracze chwalą swoją ulubioną grę – pochwały pogody, win, potraw, aktorów, motorów, koni, szkół, krajów, postaci historycznych, dzieci, kwiatów, gór, rzadkich znaczków, rzadkich chrząszczy, a czasem nawet polityków lub naukowców. Nie zauważałem tego, że naj bardziej pokorne, a jednocześnie najbardziej zrównoważone i zdolne umysły wygłaszają najwięcej pochwał, zaś dziwacy, ludzie nie dopasowani i malkontenci – najmniej. […] Nie zauważałem też, że gdy ludzie spontanicznie chwalą to, co sobie cenią, również i nas zachęcają do przyłączenia się do owych pochwał: „Czyż ona nie jest cudowna? Czy to nie było wspaniałe?”. Gdy psalmiści nakazują wszystkim chwalić Boga, robią to samo, co wszyscy ludzie, mówiący o tym, co jest dla nich ważne. Cała, bardziej ogólna trudność dotycząca chwalenia Boga, z którą się bory kałem, polegała na absurdalnym odmawianiu nam wobec największej Wartości tego, co uwielbiamy robić, od czego zaiste nie możemy się powstrzymać, gdy chodzi o cokolwiek, co ma dla nas wartość. Myślę, że lubimy chwalić to, co jest dla nas przyjemne, ponieważ pochwała nie tylko wyraża, lecz także dopełnia radość; jest jej całkowitym spełnieniem. Jest czymś innym niż prawienie sobie komplementów to, że kochankowie bezustannie mówią sobie nawzajem, jacy są piękni; zachwyt jest niekompletny, dopóki nie zostanie wyrażony

Oto rozwiązanie!

Chwalimy to, co jest dla nas przyjemne, bo radość jest niepełna, dopóki nie zostanie wyrażona w pochwale. Gdyby nie było nam wolno mówić o tym, co cenimy, wysławiać tego, co kochamy, i chwalić tego, co podziwiamy, nasza radość byłaby niepełna. Jeśli więc Bóg kocha nas na tyle, żeby umożliwić nam pełnię radości, musi nie tylko dać nam siebie; musi też zdobyć dla siebie uwielbienie naszych serc – nie dlatego, żeby potrzebował go jako kompensacji dla jakiejś słabości czy defektu, tylko dlatego, że nas kocha i chce dla nas pełni radości, którą znaleźć można tylko w poznawaniu i chwaleniu Go – najwspanialszego ze wszystkich Bytów. Jeśli naprawdę Mu o nas chodzi, musi być zaabsorbowany sobą! 

Bóg jest jedynym Bytem w całym wszechświecie, dla którego poszukiwanie własnej chwały jest ostatecznym aktem miłości. Dla Niego samowywyższenie jest największą cnotą. Kiedy robi wszystko „dla uwielbienia swojej chwały”, podtrzymuje i oferuje nam jedyną rzecz na świecie, która może zaspokoić nasze pragnienia. Bogu chodzi o nas! A podstawą tej miłości jest to, że Jemu zawsze chodziło, chodzi i będzie chodziło o samego siebie.

Odpust?

Jeśli zapytamy kogoś spoza Kościoła, z czym kojarzy mu się Marcin Luter, najczęściej padnie odpowiedź: „z odpustami”. I rzeczywiście – choć zasadniczy spór reformacji szybko przeniósł się na grunt dogmatyki, doktryny i filozofii, to właśnie kwestia odpustów była tym zapalnikiem, od którego zaczęła się lawina. Sprzedaż odpustów okazała się tą jedną chwiejną cegiełką w średniowiecznej budowli teologii zbawienia. Gdy została poruszona – cała konstrukcja runęła. Zapraszamy do lektury fragmentu książki Dziedzictwo Lutra, poświęconego właśnie temu zagadnieniu!

1. Odpust w Kościele katolickim

Oficjalnie Kościół rzymskokatolicki zawsze starannie strzegł teologii i sformułowań związanych z udzielaniem odpustów. Dokładnie odpustem nazywamy „darowanie przed Bogiem kary doczesnej za grzechy, zgładzone już co do winy”. W rezultacie odpust skraca, a nawet całkiem niweluje czas, jaki dusza powinna spędzić w czyśćcu. Nic dziwnego, że jedynym biblijnym odniesieniem w ponad dwustronicowym omówieniu odpustów w Katechizmie Kościoła katolickiego jest ogólna zachęta do odrzucenia w sobie starego człowieka i stania się nowym. Nawet biorąc pod uwagę ich niebiblijną naturę oraz uzasadnienie, Johann Tetzel z pewnością przekraczał wyznaczone granice

2. Odpusty jako wierzchołek góry lodowej

Odpusty były jednak wierzchołkiem góry lodowej późnośredniowiecznej teologii i praktyki rzymskokatolickiej. Mimo to jeśli chodzi o Lutra stały się one kroplą, która przelała czarę (chociaż musiał być zaskoczony ostatecznymi konsekwencjami swojej reakcji). Finansowe golenie jego trzody, nie wspominając o zagrożeniu duchowym, jakie stwarzały odpusty, skłoniło trzydziestotrzyletniego mnicha/uczonego/pastora do przybicia dziewięćdziesięciu pięciu tez do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze.

3. Cel tezy i znaczenie doktryny

Oczywiście pierwotnie tezy miały zapoczątkować akademicką debatę. Napisano je przecież po łacinie. Rzeczą, która natychmiast rzuca się w oczy, gdy je czytamy, jest to, że Luter dostrzegł – w stopniu daleko wykraczającym poza wgląd jego reformacyjnych poprzedników – że podstawowym problemem Kościoła nie był jedynie stan, w którym się znalazł, ale nade wszystko doktryna. Uważał, że to ona kształtuje zarówno życie, jak i praktykę.

4. Luter o doktrynie i życiu chrześcijańskim

Napisał o tym znacznie później (choć z odrobiną właściwej mu przesady):


„Doktryna i życie muszą być rozróżnione. Zło jest obecne w naszym życiu, tak jak i wśród papistów, ale nie walczymy o życie i nie potępiamy papistów z tego powodu. Wycliffe i Hus nie wiedzieli o tym i zaatakowali [papiestwo] za jego życie. Nie karcę siebie, aby stać się dobrym, lecz walczę o Słowo i o to, aby nasi przeciwnicy nauczali go z zachowaniem jego czystości. Tę doktrynę należy krytykować – to nigdy wcześniej się nie zdarzyło. To jest moje powołanie. Inni krytykowali tylko życie, ale zaatakowanie doktryny jest uderzeniem w najwrażliwsze miejsce.”

5. Demontaż sakramentalnego systemu

Dlatego właśnie tezy Lutra zapoczątkowały proces demontowania przezeń całego późnośredniowiecznego sakramentalnego systemu zbawienia.

6. Dalsze działania Lutra

Przez niemal całe dziesięciolecie Luter nie ustawał w realizacji tego celu. 31 października 1517 roku był mniej więcej w połowie swojej pielgrzymki. Od poszukiwania Ewangelii, która zapewniłaby mu zbawienie, do otwartego i zdecydowanego zaatakowania w 1520 roku teologii Kościoła w O niewoli babilońskiej Kościoła i O wolności chrześcijanina. W styczniu 1523 roku otwarcie stwierdził, że jeśli Maria, matka naszego Pana, może mylić się co do Jezusa, to Kościół również.

7. Pierwsza teza i krytyka późnośredniowiecznego porządku zbawienia

Przesłankę świadczącą o dążeniu do zburzenia średniowiecznego systemu odnajdujemy w pierwszej z dziewięćdziesięciu pięciu tez Lutra:
„Gdy Pan i Mistrz nasz Jezus Chrystus powiada: «Pokutujcie», to chce, aby całe życie wiernych było nieustanną pokutą”.
Luter, wiedząc o błędnym przetłumaczeniu w Wulgacie greckiego czasownika metanoeo („nawrócić się”) na łacińskie poenitentiam agite („czyńcie pokutę”), podważył tu cały późnośredniowieczny ordo salutis (porządek zbawienia). Jedynie pamiętając o tym, możemy w pełni uświadomić sobie sposób pojmowania przez Lutra biblijnego nauczania o stawaniu się chrześcijaninem i życiu chrześcijanina jedynie przez łaskę, jedynie przez wiarę, jedynie w Chrystusie.

Treść artykułu pochodzi z książki Dziedzictwo Lutra

O obawie, że Bóg być może nie wybrał do zbawienia naszych przyszłych dzieci

Powody rezygnacji z posiadania dzieci wykraczają poza kwestie osobistej wygody, dotykają bowiem także kwestii teologicznych. Istnieje szansa, że nasze przyszłe dzieci nie należą do wybranych i są skazane na wieczne potępienie. Czy takie ryzyko nie jest wystarczającym argumentem przemawiającym za nieposiadaniem potomstwa przez chrześcijańskie pary?  Nie, to ryzyko nie jest tak wysokie, a to z przynajmniej pięciu powodów.

1. Boże wezwanie do posłuszeństwa nie opiera się na ignorancji wobec tej kwestii

Dając nam to polecenie Bóg wiedział dobrze, że nastąpi upadek przez grzech. “Wiedział, że upadek ten przyniesie przemijanie, cierpienie, nędzę, dramaty w relacjach, i katastrofy. Nic go nie zaskoczyło”. Nie zmieniło to jednak Jego nakazu, podobnie nie zmienia go kwestia wybrania. „Bóg ustanowił doktrynę wybrania i nakazał nam mieć dzieci”. Dał to polecenie w pełnej świadomości upadku i wybrania.

2. Możemy Mu zaufać.

Bóg jest nieskończenie mądry i dobry. ,,Wie, co robi. Ma swoje dobre powody, dla których jednej osobie okazuje miłosierdzie, a inna odchodzi z tego świata w buncie i niewierze. Musimy być bardzo ostrożni w naszym sposobie myślenia, aby nie uznać dróg Bożych za głupie, niemądre lub okrutne”.

3. Powołanie do rodzicielstwa jest ważne i wielkie oraz święte

Nawet jeśli niesie za sobą ból i niepewność. „Całe to ryzyko i smutek, które się z nim wiążą, są częścią tego wielkiego, świętego, cennego i godnego uznania powołania i Bożych zamysłów”.

4. Boży plan objawienia swej chwały i radości w wybranych pozostaje niepełny.

Powrót Chrystusa na ziemię opóźnia się już od dwóch tysięcy lat, tak by ,,wszyscy wierni mogli pokutować, zostać zbawieni i doświadczyć wiecznej radości w obecności Bożej” (zob. 2 P 3:8-9). Dzisiaj wybrani wciąż przychodzą na świat i ich liczba musi się wypełnić. Bóg wyznacza właściwy czas, wiedząc, że „tysiące, a nawet miliony ludzi urodzi się w czasie opóźniania powrotu Chrystusa – tych, którzy nie uwierzą, ale zginą na wieki”.

5. Powtórne przyjście Chrystusa jest opóźniane ze względu na radość wybranych.

Fakt, że wielu ludzi zbuntuje się i odrzuci Jego miłość, nie sprawi jednak, że Bóg postanowi pozbawić wybranych ich wiecznej radości. Taką perspektywę powinni mieć rodzice względem swoich dzieci. ,,Będziemy się modlić, starać się, cierpieć, płakać, a może nawet umrzemy, by Chrystus mógł ukształtować się w naszych dzieciach. Ale nie pozwolimy na to, by ewentualna nędza duchowa niektórych z nich powstrzymała nas przed dążeniem do wiecznej radości w nadziei, która przyświeca wszystkim wybranym”.

Tekst artykułu pochodzi z książki Nieocenzurowany przewodnik po związkach, małżeństwie i rodzicielstwie

Witamy! W dziwnym wspaniałym świecie…

Nic tak, jakbyśmy oczekiwali

Wielu z nas nieobce są książki i filmy opowiadające o bohaterach uwięzionych w świecie, w którym nic nie dzieje się tak, jak by tego oczekiwali. Być może Alicja w Krainie Czarów i Po drugiej stronie lustra Lewisa Carrolla mogą być klasycznymi przykładami takich sytuacji w literaturze dziecięcej. Podobny schemat pojawia się jednak w wielu innych utworach. Od Procesu Franza Kafki po filmy Matrix – dystopijny zamęt zaskarbił sobie poczesne miejsce w naszej kulturze. Zjawisko to jednak nie ogranicza się już tylko do fikcji.

Fikcja?

Dla wielu ludzi zachodni świat, w którym obecnie żyjemy, ma w sobie coś głęboko dezorientującego, a często także niepokojącego. To, co dawniej uważano za oczywistą i bezsporną cnotę, stało się w ostatnich latach przedmiotem zaciętej krytyki. W niektórych przypadkach jest uważane raczej za wadę, To, co jeszcze wczoraj prawie wszyscy uznawali za niekwestionowaną ortodoksję – jak choćby to, że małżeństwo to związek jednego mężczyzny z jedną kobietą – obecnie uchodzi za herezję, której bronią jedynie niebezpieczni ekstremiści i szaleńcy. Problemy nie ograniczają do tylko świata zewnętrznego. Często najostrzej i najboleśniej przejawiają się w rodzinach.

Dziwny, tragiczny świat

Rodzice wpajający tradycyjne poglądy na rodzinę i płeć spotykają się z niezrozumieniem ze strony dzieci, które przyswoiły sobie zupełnie inne zapatrywania, wzięte z otaczającej je kultury. To, co rodzic uważa za płynącą z miłości reakcję na sytuację dziecka, zmagającego się z pociągiem do tej samej płci lub z dysforią płciową może być uznane przez nie za przejaw nienawiści i bigoterii. To samo dotyczy relacji w Kościele i w szerszych kręgach społecznych. Przepaść pokoleniowa daje dziś o sobie znać nie tylko w modzie i w muzyce, lecz także w postawach i przekonaniach dotyczących pewnych najbardziej podstawowych aspektów ludzkiej egzystencji. Wynika z tego zamęt, a czasem nawet łamie się serce gdyż do najbardziej brutalnych starć w wojnie kulturowej dochodzi podczas rodzinnych posiłków i spotkań. Witamy w tym dziwnym wspaniałym świecie. Może się on wam nie podobać.  Ale żyjecie W nim, dlatego powinniście próbować go zrozumieć.

Czy na pewno wszystko jest stałe?

Oczywiście cała ta płynność i niestabilność kulturowa jest glęboko dezorientująca, zwłaszcza dla osób ze starszego pokolenia, ale też i dla młodych, gdyż przepaść pomiędzy poglądami ich rówieśników i rodziców dziś wydawać się większa niż kiedykolwiek. Może samokrytyczni przedstawiciele starszego pokolenia mogą nawet zacząć się zastanawiać, czy poglądy, które wyznawali od dzieciństwa, są rzeczywiście słuszne i czy nie są one raczej wynikiem wychowania. Czy pokolenia zupełnie normalnych ludzi nie sądziły kiedyś, że niewolnictwo jest dopuszczalne? Przecież społeczeństwo uważało kiedyś kary śmierci nawet za stosunkowo niewielkie przestępstwa za odpowiednią i sprawiedliwą. Czy nie oznacza to, że tradycyjne poglądy na płeć, małżeństwo i płeć kulturową również mogły być głęboko niewłaściwe, a może po prostu zestarzały się i nie pasują już do naszego nowoczesnego, zglobalizowanego, technologicznego społeczeństwa? Takie pytania są uzasadnione, zważywszy na błędy przeszłości odnoszące się do ważnych kwestii moralnych. 

Punkt wyjścia z kłopotu

Podjęcie tego rodzaju dyskusji stanowi oczywiście nie lada wyzwanie. Część konfuzji bierze się stąd, że wiele obszarów naszego życia i świata wydaje się dziś płynnych. Mamy wrażenie, że coraz mniej jest stałego lądu, po którym moglibyśmy stąpać, a żeglując, nie znajdujemy stałych punktów odniesienia, umożliwiających nawigację w chaosie, który zdaje się nas otaczać. Jestem jednak przekonany, że jest coś, co pomaga nam połączyć w całość zmiany, których jesteśmy świadkami, i uczynić je jeśli nie zupełnie zrozumiałymi, to przynajmniej mniej przypadkowymi, niż skłonni bylibyśmy sądzić. Jest to pojęcie jaźni. Pojęcie to odsyła do trzech innych pojęć ważnych dla mojej narracji: do indywidualizmu ekspresyjnego, rewolucji seksualnej i do społecznego imaginarium. Zanim więc rozpoczniemy naszą właściwą opowieść, musimy zdefiniować, co dokładnie będę rozumiał przez te terminy. 

Czym jest jaźń?

Termin ,jaźń” wymaga wyjaśnienia. Najczęściej słowa tego używamy zdroworozsądkowo, odnosząc ideę bycia sobą do naszej fundamentalnej świadomości siebie jako konkretnych osób. Wiem, że ja to Carl Trueman, Anglik mieszkający w Ameryce, a nie Jeff Bezos, który jest twórcą Amazona, czy Donald Trump, który był prezydentem Stanów Zjednoczonych. Ja i oni to różne osoby, różne jaźnie, ponieważ jesteśmy różnymi, samoświadomymi bytami: mamy różne ciała, umysły i różne historie życia. Używając w tej książce terminu ,jaźń”, nie odnoszę się do tego zdroworozsądkowego rozumienia, lecz raczej do głębszego pojęcia tego, czym jest ,,prawdziwe ja”, jak kształtuje ono mój pogląd na życie i na czym polega spełnienie czy szczęście tego ,,prawdziwego ja”. 

Po nitce pytań do kłębka

Być może najlepiej wyjaśnię to, posługując się seria pytań.

1. Czy np. powinienem siebie rozumieć przede wszystkim w kategoriach moich zobowiązań wobec innych i zależności od nich?

2. Czy edukacja polega na wpajaniu mi wymagań i oczekiwań szerokich kręgów kulturowych i na kształtowaniu mnie tak, bym służył szeroko pojętej wspólnocie?

4. Czy dorastanie jest procesem, w którym uczę się panowania nad uczuciami, działania zgodnie z ograniczeniami – poświęcania moich pragnień dla pragnień społeczności, która mnie otacza?

5. Czy też raczej mam pojmować siebie jako jednostkę zrodzoną do wolności, zdolną do tworzenia własnej tożsamości?

6. Czy edukacja polega na nauce wyrażania na zewnątrz tego, co czuje wewnątrz?

7. Czy dorastanie jest procesem nieprzyswajania sobie ograniczeń, lecz uczenia się, jak korzystać ze sposobności, które pozwalają mi działać? 

Jak odpowiada na te pytania współczesna jaźń?

Sądzę, że dzisiejsza normatywna jaźń – typowy sposób w jaki każdy z nas pojmuje swoją tożsamość – to jaźń, która odpowiada twierdząco na trzy ostatnie pytania.  Współczesna jaźń zakłada autorytet wewnętrznych odczuć i uważa, że autentyczność oznacza zdolność do społecznego ich wyrażania. Jaźń współczesna przyjmuje zatem, że ogół społeczeństwa uznaje i afirmuje takie właśnie zachowanie. Taką jaźń określa postawa, którą nazywa się indywidualizmem ekspresyjnym.

Czym jest indywidualizm ekspresyjny?

Termin ,,indywidualizm ekspresyjny” sformułował amerykański socjolog Robert Bellah, który definiuje go następująco:

Indywidualizm ekspresyjny utrzymuje, że każdy posiada ,,rdzeń” emocjonalny i intuicyjny, który stanowi o jego indywidualności, i poszukuje środków wyrazu.

 Również kanadyjski filozof Charles Taylor uznaje ten ekspresyjny indywidualizm za normatywne współczesne rozumienie bycia sobą na Zachodzie. Pojęcie to wiąże on zwłaszcza z tym, co określa mianem ,,kultury autentyczności”, którą opisuje tak:

[Z kulturą autentyczności mamy do czynienia tam, gdzie] każdy z nas na swój własny sposób realizuje swoje człowieczeństwo; [w kulturze tej] należy odnaleźć ów sposób i żyć nim, nie poddając się nakazowi zgodności z modelem narzuconym nam z zewnątrz, przez społeczeństwo lub poprzednie pokolenie bądź też autorytet religijny lub moralny.

 Krótko mówiąc, ze współczesną jaźnią mamy do czynienia tam, gdzie autentyczność osiąga się, podejmując działania zewnętrzne zgodnie z czyimiś wewnętrznymi odczuciami. 

,,Niech każdy żyje tak, jak zechce!”

Rozumienie to jest obecnie głęboko zakorzenione we współczesnej kulturze i tłumaczy szereg interesujących zjawisk. Na przykład rosnąca wrażliwość społeczna na krytykę czyjegoś stylu życia i wyborów życiowych odzwierciedla światopogląd, według którego każdy jest wolny i może robić ze swoim życiem, co mu się podoba; każda próba wyrażenia dezaprobaty jest zatem atakiem nie tylko na konkretne zachowania konkretnych ludzi, lecz także na prawo krytykowanych do bycia tym, czym życzą sobie być. Można wręcz powiedzieć, że samo pojęcie ,,osobistego wyboru stylu życia ” jest symptomem społeczeństwa, w którym indywidualizm ekspresyjny jest normatywnym sposobem myślenia o jaźni i jej miejscu w świecie. 

Prawdziwe oblicze problemu

Warto w tym miejscu zauważyć, iż bynajmniej nie twierdzę, że indywidualizm ekspresyjny jest czymś bezwzględnie złym. Ludzie rzeczywiście mają życie wewnętrzne. Doznajemy uczuć. Jesteśmy stworzeniami emocjonalnymi. Ci, którzy do pewnego stopnia nie uzewnętrzniają swoich emocji, często wydają nam się mniej ludzcy, zimni i obojętni. W książce tej nie chcę twierdzić że indywidualizm ekspresyjny nie ma pewnych dobrych stron, które są godne polecenia. Niepokoi mnie jednak to, że tryumf tej postawy, która stała się obowiązującą normą jaźni, doprowadził do powstania jednego z najdziwniejszych, i dla wielu najbardziej zatrważających aspektów współczesnego świata, w którym żyjemy. 

Indywidualizm ekspresyjny a LGBTQ+

Wielu z nas szczególną obawą napawają radykalne zmiany społecznych norm seksualnych, które dokonały się na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci; jeszcze większe powody do obaw daje ruch transpłciowy. Sądzę jednak, iż wspomniane tu elementy tego, co nazywamy rewolucją seksualną, są w rzeczywistości symptomami bardziej ogólnego zwrotu ku indywidualizmowi ekspresyjnemu, który dokonał się na Zachodzie. Częścią tego ogólniejszego, specyficznego dla Zachodu trendu do akcentowania wewnętrznego życia psychicznego, który kształtuje nas wszystkich, jest pierwszeństwo, jakie ruch LGBTQ+ przyznaje pragnieniu seksualnemu i wewnętrznym odczuciom związanym z osobistą tożsamością. W książce tej formułuję twierdzenie, że indywidualizm ekspresyjny jest swego rodzaju szerszym kontekstem czy horyzontem zjawisk, które powszechnie określa się mianem rewolucji seksualnej. 

Czym jest rewolucja seksualna?

Słysząc o rewolucji seksualnej, wielu z nas skłonnych jest myśleć o przemianach, jakie dokonały się w moralności seksualnej począwszy od lat 6o. XX w. Często przyjmujemy przy tym, że zmiany te wiązały się z ekspansją szeregu akceptowanych społecznie seksualnych zachowań. Taka interpretacja bez wątpienia ujmuje jakiś aspekt tego, co rozumiem przez ten termin. Na przykład żyjemy w czasach, gdy homoseksualizm nie wiąże się już ze społecznym piętnem, nie mówiąc już o sankcjach karnych grożących kiedyś homoseksualistom. Powszechnie akceptowany jest też seks pozamałżeński, wolny od wszelkich osobistych zobowiązań. Świat naszych zachowań seksualnych Po prostu nie jest już tym samym światem, w jakim żyli nasi przodkowie epoce wiktoriańskiej.

Rzeczywisty wymiar rewolucji seksualnej

Byłoby jednak błędem postrzeganie rewolucji seksualnej wyłącznie W kategoriach poluzowania moralnych restrykcji, umożliwiającego całą gamę seksualnych zachowań. Tym, co wyróżnia współczesną rewolucję seksualną, jest sposób, w jaki znormalizowała ona takie zjawiska, jak homoseksualizm i rozwiązłość, doprowadzając wręcz do ich celebracji. Rewolucji seksualnej nie stanowi fakt, że np. ludzie współcześni uprawiają seks gejowski lub oglądają filmy i zdjęcia pornograficzne, podczas gdy poprzednie pokolenia tego nie robiły. Jej specyficzny rys polega na tym, że seks gejowski i korzystanie pornografii nie wywołuje już wstydu i nie pociąga za sobą społecznego piętna, z którym wcześniej wiązały się tego rodzaju praktyki. Co więcej, są one dziś uważane za normalną część głównego nurtu kultury. Innymi słowy, rewolucja seksualna nie jest po prostu zwykłym wzmożeniem rutynowych transgresji, czynów łamiących tradycyjne zakazy i kodeksy seksualne; nie polega nawet na niewielkim poszerzeniu granic zachowań społecznie akceptowalnych, Nic podobnego – jest ona raczej całkowitym odrzuceniem samej idei takich zakazów i kodeksów. 

Jednak nie koniec na tym…

W niektórych dziedzinach, takich jak homoseksualizm i transpłciowość, rewolucja seksualna wzmogła żądanie pozytywnego odrzucenia tradycyjnej moralności seksualnej do tego stopnia, że wyznawanie tradycyjnych poglądów lub trzymanie się ich zaczęło być postrzegane jako śmieszne, a nawet jako przejaw poważnego upośledzenia umysłowego czy moralnego. By to zrozumieć, musimy zacząć postrzegać rewolucję seksualną jako szczególnie ostry przejaw indywidualizmu ekspresyjnego. Jeśli wewnętrzna tożsamość jednostki definiowana jest przez pragnienie seksualne, to musi ona działać zgodnie z tym pragnieniem by móc być autentyczną osobą.

Rozwód seksu i moralności

Oczywiście w społeczeństwie zachodnim wciąż obowiązują kodeksy odnoszące się do życia płciowego i wciąż zakazuje ono pewnych zachowań. Przykładowo pedofilia wciąż jest prawnie zabroniona w Stanach Zjednoczonych – ale granice te w coraz większym stopniu wyznacza nie tyle charakter samych aktów. Wyznacza je raczej to, czy uczestniczące w nich strony wyrażają na nie zgodę. Zauważmy raz jeszcze, czego właściwie dokonała rewolucja seksualna. Doprowadziła ona nas do punktu, w którym same akty seksualne straciły wszelkie moralne znaczenie. O etycznej kwalifikacji decyduje wyłącznie to, czy ich uczestnicy zgadzają się na nie. 

Dlaczego tak właśnie myślimy?

Istotnym punktem odniesienia rozważań zawartych w niniejszej książce jest narracja historyczna, która wiąże się z poglądami szeregu intelektualistów od Jana Jakuba Rousseau i Mary Wollstonecraft po Germaine Greer i Yuvala Levina. Jeśli jednak moja teza jest słuszna – to znaczy jeśli kluczem do zrozumienia naszej tożsamości w XXI w. jest indywidualizm ekspresyjny – to jest jedno oczywiste pytanie, jakie się tu nasuwa.

Jak doszło do tego, że tak niewiele osób słyszało dziś autorach, których poglądy omawiam? 

Jest tak dlatego, że myśliciele ci nie doprowadzili do powstania nowoczesnej jaźni ani nie wywołali rewolucji seksualnej wprost, nie ,,spowodowali” tych zjawisk tak, jak piłka, która, uderzając w okno, może spowodować stłuczenie szyby. Działało tu wiele innych czynników. Wybrałem tych autorów po części dlatego, że mieli znaczny wpływ na elity. Rousseau wywarł głęboki wpływ na współczesną teorię edukacji. Nietzsche, poprzez prace takich twórców, jak Michel Foucault, wpłynął na badania humanistyczne. Ale też wybrałem ich, ponieważ dostarczają nam szczególnie jasnych i pomocnych przykładów ludzi, którzy uprawiali świadomą refleksję nad zmianami zachodzącymi w naszym sposobie myślenia. Pozwalają nam lepiej zrozumieć konsekwencje pewnych założeń i intuicji, które mogliśmy bezrefleksyjnie przejąć od otoczenia. W żadnym wypadku jednak historia intelektualna, którą tu szkicuje, nie dostarcza pełnego przyczynowego wyjaśnienia procesu powstawania współczesnej jaźni. Jak już mówiłem, niewielu spośród nas – o ile są tacy – czytało ich dzieła.

Jeśli zatem ludzie nie czytają Rousseau  jemu podobnych, to dlaczego tak wiele ich idei kształtuje nasz sposób postrzegania świata?

Odpowiedź brzmi: dlatego, że w swych refleksjach ujmują oni ważne aspekty tego, co Charles Taylor nazwał ,,imaginarium społecznym”. Jest to osobliwy termin – to, co wyobrażone, traktuje się w nim jak rzecz. Utrwalił się jednak W literaturze i z punktu widzenia moich rozważań jest użyteczny, gdyż wyraża pewne ważne pojęcie.

Taylor definiuje imaginarium społeczne następująco:

Definicja imaginarium społecznego

Mówię o ,,imaginarium”, (I) ponieważ mówię o tym, w jaki sposób zwykli ludzie ,,wyobrażają sobie” swoje otoczenie społeczne, a wyobrażenie to zwykle nie wyraża się w kategoriach teoretycznych; jego nośnikami są obrazy, historie, legendy itd. Jest też jednak i tak, że (II) teoria pozostaje często w posiadaniu niewielkiej mniejszości, podczas gdy interesujące w imaginarium społecznym jest to, iż jest ono udziałem dużych grup ludzi, jeśli nie całego społeczeństwa. Co prowadzi nas do trzeciego rozróżnienia: (III) imaginarium społeczne to pewien wspólny sposób pojmowania świata, który umożliwia wspólne praktyki i dostarcza powszechnego poczucia zasadności działań. 

Objaśnienie definicji

Taylor wskazuje tu na fakt, że ludzie nie myślą zazwyczaj o sobie i świecie, w którym żyją, w ścisłych kategoriach, poddanych samoświadomej refleksji. Raczej wyobrażamy go sobie w pewien sposób – fizycznie, ale też i moralnie. I tak np. gdy podczas przerwy w pisaniu wstaje od biurka i idę do kuchni napić się herbaty, nie zastanawiam się nad fizyką ciał stałych i gazów. Tak się składa, że wiem na ten temat bardzo niewiele. Mimo to jednak, wychodząc z gabinetu, zmierzam do drzwi, nie próbując przejść przez ścianę. Jest to działanie intuicyjne. Podobnie jest w dziedzinie moralności, gdzie wiele moich reakcji na zdarzenia w otaczającym mnie świecie ma charakter instynktowny. Jeśli widzę, że kogoś napadnięto, spieszę mu z pomocą sam lub dzwonię po pomoc. Nie muszę rozważać arystotelesowskich albo kantowskich argumentów etycznych. Po prostu reaguje odruchowo, ponieważ intuicyjnie wiem, że zdarzyło się coś złego i powinienem zareagować w określony sposób.

Intuicja ponad intelekt

Zwracając naszą uwagę na imaginarium społeczne, Taylor chce zatem powiedzieć, że myśląc o świecie, nie odwołujemy się przede wszystkim do racjonalnych argumentów, opartych na pierwszych zasadach. Postępujemy w sposób o wiele bardziej intuicyjny. To zaś oznacza, że historia współczesnej jaźni nie jest po prostu historią wielkich idei, głoszonych przez światłych myślicieli. Jest to historia naszych intuicji i wyobrażeń o świecie, w którym żyjemy. To zaś oznacza konieczność odniesienia się do czegoś, co zdecydowanie wykracza poza książki i argumenty. 

Korzeń rewolucji seksualnej

Wróćmy do rewolucji seksualnej. Była ona czymś więcej niż tylko skutkiem działań grupy radykalnych studentów, którzy w latach 6o. XX w. odkryli prace Wilhelma Reicha. Na to, dlaczego społeczeństwo tak a nie inaczej myśli o seksie, składa się cały szereg czynników. Pigułka antykoncepcyjna umożliwiła tanie i łatwe oddzielenie seksu od prokreacji. Krótko mówiąc, sprawiła, że traktowanie seksu jako rozrywki stato się o wiele bardziej możliwe niż przedtem. (…) obraz jest jasny: złożony zespół czynników, od filozofii przez technologię po kulturę masową, ukształtował sposób, w jaki intuicyjnie myślimy o seksie. Co więcej, wpłynęły one też na nasz ogólny sposób postrzegania świata i miejsca, które nam w nim przypada. Dlatego właśnie tak pomocne okazuje się myślenie o naszej sytuacji w kategoriach imaginarium społecznego. Najprościej mówiąc, pojęcie to pomaga nam widzieć siebie takimi, jakimi jesteśmy, nie zaś jako istoty kształtowane przez bezcielesne idee. Nie tyle myślimy o świecie, co intuicyjnie się doń odnosimy.

Nasza współodpowiedzialność

Dramatyczne zmiany i płynność, której dziś jesteśmy świadkami i której doświadczamy w dzisiejszym społeczeństwie, wiążą się z powstaniem normy kulturowej, narzucającej normatywność ekspresyjnej jaźni indywidualnej. Jest tak zwłaszcza w tych jej przejawach, które uznawane są za idiomy rewolucji seksualnej. Fakt, że powody tego zjawiska są tak głęboko zakorzenione we wszystkich aspektach naszej kultury, oznacza, że wszyscy do pewnego stopnia jesteśmy współodpowiedzialni Za to, co się wokół nas dzieje. Mówiąc wprost, wszyscy mniej lub bardziej uczestniczymy W tym samym społecznym imaginarium.

Rozwiane nadzieje

Oczywiście znaczenie imaginarium społecznego zwraca naszą uwage na fakt, że jesli nasz swiat nie ma jednej prostej, pojedynczej przyczyny, to i nasze problemy nie doczekają się jednego prostego, pojedynczego rozwiązania. Nowoczesna jaźń jest owocem działania Złożonego splotu czynników kulturowych. Może to zasmucić ludzi żywiących nadzieję, że wybór jednego właściwego polityka czy mianowanie jednego właściwego sędziego Sądu Najwyższego położy kres całemu zlu tego świata. Oznacza to jednak, że możemy zacząć myśleć bardziej konstruktywnie o tym, jak zmagać się z problemami, które się w naszym życiu pojawiają.

Co dalej?

Z taką właśnie nadzieją pisałem tę książkę. Nie proponuję w niej łatwych odpowiedzi, lecz mam nadzieję, że dostarczy ona ram pojęciowych, dzięki którym czytelnik będzie mógł lepiej zrozumieć kształtujące nas wszystkich nowoczesne zachodnie imaginarium społeczne – albo przynajmniej lepiej je sobie uświadomić. Nie lamentuje ani nie polemizuję. Obie te postawy są oczywiście zasadne, ale mój cel jest bardziej opisowy; chce wyjaśniać, nie oceniać. By zareagować na nasze czasy, musimy je najpierw zrozumieć. Oto zadanie, które przed sobą stawiam. To powiedziawszy, rozpocznijmy opowieść o nowoczesnej jaźni…

Carl Trueman – Dziwny wspaniały świat.

Więcej tutaj!

23 Maja

Chcę widzieć

Zaczął wołać: Jezusie, Synu Dawida, zmiłuj się nade mną! I wielu nakazywało mu milczeć. Lecz on tym głośniej wołał: Synu Dawida, zmiłuj się nade mną! Wtedy Jezus zatrzymał się i kazał go zawołać

(Mk 10:47-49)

Niewidoczny…

Niewidomy człowiek wiedział, że wokół gromadzi się tłum, ponieważ zbliża się Pascha. Panowała atmosfera wielkiego wyczekiwania. Większość ludzi w tłumie nie miała czasu na zatrzymanie się – a już na pewno nie przy jednym z wszechobecnych żebraków kręcących się u bram miasta. Każdy dobrze wiedział, że przesiadują oni na obrzeżach Jerycha. Wiele osób z tłumu prawdopodobnie widziało tego ślepca, Bartymeusza, tak często, że już go nawet nie zauważali.

…i odrzucony

Tłum był mocno zafrapowany Jezusem, że Bartymeusz prawdopodobnie tylko mu przeszkadzał. Reakcja ludzi na jego wołanie o miłosierdzie, mianowicie zgromienie go i próba uciszenia, sugeruje, że według nich ten żyjący na marginesie społeczeństwa człowiek nie mógł wnieść żadnego użytecznego wkładu w to, co robił Jezus. Starając się go uciszyć, stali się jednak przeszkodą w misji Jezusa, która rzekomo była też ich misją, i przeszkodą dla sprawy, na której, jak twierdzili, im zależało.

Słowa łaski

Ten niewidomy żebrak interesował się jednak Jezusem, więc nadal wołał do Niego. Relacja św. Marka pokazuje doskonałe współczucie Chrystusa za pomocą prostego zdania: ,,Jezus zatrzymał się” – to są słowa łaski. Czy możecie sobie wyobrazić, jak zareagował tłum, gdy Jezus powiedział do ludzi, którzy upominali tego człowieka: „Zawołajcie go”? To z pewnością wprawiło ich w zasłużone zakłopotanie!

A co z nami?


Być może są w twoim życiu ludzie, za których trudno jest ci się modlić. Może są tacy, których po prostu chcesz zganić lub zignorować. Może nie chcesz radzić sobie z niedogodnościami. Zaproszenie kogoś po prostu do Kościoła, spędzenie z nim czasu, spożycie posiłku i angażowanie się w jego życie może wydawać się uciążliwe. Powstaje zamieszanie, a ty musisz poświęcić swój czas i włożyć w to wysiłek. Wolisz, aby tacy ludzie usłyszeli Ewangelię od kogoś innego. Tak łatwo jest wpaść w ten sposób myślenia, tak naprawdę tego nie zauważając. Kiedy w taki sposób czynimy, stajemy się jak wspomniany tłum: barierą dla ludzi, którzy spotykają swojego Zbawiciela. Jezus mówi do nas: Nie karćcie ich. Wezwijcie ich. Właśnie po to przychodzę.

Ważne ostrzeżenie

Niech Bóg nam wybaczy, kiedy my, podobnie jak tłum, oburzamy się, kiedy osoby potrzebujące miłosierdzia Bożego przeszkadzają nam w realizacji planów. Jedynie Chrystus dokonuje dzieła otwierania ślepych oczu, ale powierzył nam odpowiedzialność i przywilej głoszenia tych słów: ,,Bądź dobrej myśli… on cię woła”.  

Fragment pochodzi ze zbioru rozważań „Prawda dla życia”

Odbiorcy chrztu 

Zrozumiawszy naturę chrztu, chcemy rzecz jasna wiedzieć, powinien ów sakrament otrzymywać. Czy ma być on wyłącznie udziałem dojrzałych osób, które osobiście wyznały Chrystusa? Jest to częsta odpowiedź; spora część Kościołów biblijnie wierzących tak właśnie twierdzi.

Może się też wydawać, że pogląd ten znajduje poparcie w Biblii. Napotykamy wszak w Nowym Testamencie wiele osób, które najpierw przyjmują wiarę, a potem zostają ochrzczone. Jednak nowotestamentalny chrzest nie jest wyłącznie udziałem już wierzących. Przyjmują go takie cale rodziny i domostwa. Nie powinno nas to dziwić; Bóg zawsze postępował ze swoim ludem w ten sposób. Poniższe sześć argumentów przemawia za tym, że chrzest ma być udziałem wierzących oraz ich dzieci: 

Korzenie w Starym Testamencie

1. W Starym Testamencie Bóg zawarł przez obrzezanie przymierze z Abrahamem i jego dziećmi. Abraham wierzył, zanim przyjął obrzezanie (Rz 4:9-11), ale jego dzieci były obrzezane, zanim uwierzyły (Rdz 17:10-13).  

2. Obietnice składane przez Boga w starym przymierzu dotyczyły zarówno wierzących, jak ich dzieci. ,,Co do mnie zaś, to moje przymierze z nim, jest takie, mówi Pan: Mój duch, który spoczywa na tobie, i moje słowo, które włożyłem w twoje usta, nie zejdą z ust twojego potomstwa ani z ust twoich wnuków mówi Pan odtąd aż na wieki” (Iz 59:21).

Jak się okazuje, w nowym przymierzu znajdujemy podobne formuły: ,,Upamiętajcie się i niechaj się każdy z was da ochrzcić w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a otrzymacie dar Ducha Świętego. Obietnica ta bowiem odnosi się dc was i do dzieci waszych oraz do wszystkich, którzy są z dala, ilu ich Pan, Bóg nasz, powoła” (Dz 2:38-39). Drugi z cytowanych fragmentów nie tylko wykazuje ciągłość, a wręcz rozszerza jego zasięg o pogan (,,wszystkich, którzy są z dala”). Oczywiście prawdą jest, że w Nowym Testamencie wiara na ogół poprzedzała chrzest. W końcu miał on zazwyczaj miejsce w warunkach misyjnych, których celem było włączenie pogan do wspólnoty przymierza. Zasada wciąż jednak pozostaje w mocy: obietnice przymierza należą do wiernych oraz ich dzieci. 

Rola dzieci w Przymierzu

3. Biblia przedstawia dzieci jako członków wspólnoty przymierza. Małe dzieci były obecne na zgromadzeniach przymierza (Pwt 29:10-13; 2 Krn 20:13; J1 2:16). Jezus traktował dzieci (nawet niemowlęta) jako członków swojego ludu (Łk 18:15-16), Św. Paweł zaś twierdził, że dzieci mające tylko jednego wierzącego rodzica są poświęcone dla Boga (1 Kor 7:14). Co więcej, w swoich listach do Efezjan i Kolosan apostoł zwraca się do dzieci jak do członków Kościoła na równi z ich rodzicami. Nie oznacza to, że wszystkie są automatycznie zbawione; należą jednak do ludu Bożego, więc winny otrzymać znak i pieczęć przynależności.  

4. W świetle powyższego nie powinno nas dziwić, że cale rodziny były chrzczone (Dz 10:47-48; 16:14-15, 30-33; 18:8: 1 Kor 1:16). Co było podstawą tych chrztów? Odpowiedź brzmi: wiara głowy rodziny. Jak wiara Abrahama przywiodła cały jego dom do obrzezania, tak wiara tych konwertytów doprowadziła do chrztu ich domowników. Prawdą jest, że teksty te nie wymieniają z osobna dzieci, ale nie w tym rzecz. Wielu z ochrzczonych w ten sposób domowników było z całą pewnością zdolnych do samodzielnej wiary. Jest to jednak rzecz wtórna wobec zauważonej kontynuacji starotestamentalnej formuły przymierza. Sam fakt, że mowa jest o domownikach, przemawia za ciągłością, nie za jej brakiem.  

5. Nowe przymierze jest bardziej inkluzywne niż stare. W nowym przymierzu niewierzący małżonkowie są uświęcani przez wierzących (1 Kor 7:14). Kobiety są chrzczone tak samo jak mężczyźni (Ga 3:27-28). Skoro tak, to niedorzecznością jest wykluczać tych, którzy już w starym przymierzu otrzymywali znak przynależności, a byli to wierzący wraz z ich dziećmi.  

6. Odmowa obrzezania swoich dzieci stanowiła złamanie przymierza. W Starym Testamencie oznaczało to śmierć takich rodziców (Rdz 17:13-14), Mojżesz sam prawie zginął, gdyż nie obrzezał swojego syna (Wj 4:24-26). Była to wprawdzie wyjątkowa kara, ale ilustruje nam powagę należytego udzielania sakramentu jego pełnoprawnym odbiorcom. 

Treść artykułu pochodzi z książki Prezbitopia.

Tajemnice Bożej Opatrzności – Psalm 136

Rządy Boże realizują się za sprawą przymierzy. Przymierza są ważnymi ogniwami i środkiem wypełniania historii zbawczej. Bóg podejmuje w historii zbawczej określone działania, żeby raz na zawsze wypełnić przymierza. Stanowią one Jego „opatrzność”.

Definicja słownikowa opatrzności mówi, że jest to,,zasada rządząca światem naturalnym”. Inaczej też „wola lub łaska Boża, rządząca wszystkimi rzeczami w świecie”. Po hebrajsku opatrzność nosi nazwę л (ra’â), co znaczy ,,upatrzyć z góry” (Rdz 22:8). Po grecku brzmi лрóvoa (pronoia), co stanowi połączenie słów лрó (pro, „przed”) i voέw (noeo, „myśleć”). Słowo to oznacza dosłownie „przewidywanie”, ale stopniowo zaczęło oznaczać także „opatrzność”.

Opatrzność jest to ciągłe wypełnianie przez Boga władzy nad wszystkimi rzeczami w celu osiągnięcia ich wyznaczonego końca dopełnienia wszystkich rzeczy zgodnie z Bożym planem. Innymi słowy, opatrzność jest konkretną aktywnością Boga, podejmowaną przez Niego, aby osiągnąć cel odkupienia. Oznacza ona czynne i suwerenne interweniowanie Boga we wszystko, co dzieje się na tym świecie, do momentu wypełnienia się Jego planu zbawienia grzeszników.

Ps 136 zaczyna się od opisu stworzenia wszechświata porównywalnego do tego z Księgi Rodzaju, po czym przypomina o wybawieniu ludu wybranego, dokonującym się przez wydarzenia wyjścia z Egiptu i podboju Kanaanu pod wodzą Jozuego. Psalm wspomina nawet o działaniu łaski Bożej w ocaleniu jednostki z poniżenia. Ponadto psalmista wstawia refren dziękczynny: „Bo Jego łaskawość trwa na wieki” we wszystkich dwudziestu sześciu wersetach psalmu. Szczególne znaczenie ma przy tym fakt, iż psalmista wychwala łaskę Bożą w podziale na trzy sekcje tematyczne, dotyczące wszechświata (Ps 136:1-9), historii (Ps 136:10-22) i życia indywidualnego człowieka (Ps 136:23-26).

Wieczna łaskawość Boga rządząca całym wszechświatem

Autor Ps 136 doświadczył Bożej łaskawości wypełniającej wszechświat. Łaskawość mówi o miłości i miłosierdziu Boga dla grzesznika. Słowo to wskazuje na pełne dobroci i serdeczności serce” kogoś posiadającego wyższy status wobec kogoś innego, kto ma status niższy (Rdz 19:19; Rz 11:22). Ps 136 mówi o Bogu w słowach: „Bóg nad bogami” (w. 2), „Pan nad panami” (w. 3), „On sam dokonuje wielkich cudów” (w. 4),,,On mądrze stworzył niebiosa” (w. 5), ,,On Opatrzność i wieczna łaskawość Boga umocnił ziemię nad wodami” (w. 6), „On stworzył […] słońce, aby dniem władało” oraz „księżyc i gwiazdy, by władały nocą” (w. 7, 8, 9). Również dzisiaj słońce, księżyc i gwiazdy wędrują po orbitach w doskonałym ustawieniu zgodnie z wolą Bożą. Doskonała harmonia całego stworzonego porządku jest wyrazem odwiecznej mądrości, mocy i łaskawości Boga wobec rodzaju ludzkiego.

Cały wszechświat i wszystko, co w nim jest, zostało w ciągu sześciu dni stworzone przez Boga z niczego (ex nihilo) Słowem Jego potęgi. Spoglądając przez wiarę na porządek stworzony, musimy sobie uświadomić, że stworzenie utraciło swoją prawdę, dobroć i piękno z powodu występku i Upadku ludzkości (Rdz 3:17; Rz 8:22). W nieskończonej różnorodności istniejącej w naturze musimy umieć dostrzec, że całe stworzenie jest nieodwołalnym ,,znakiem łaskawości” Boga wobec ludzkości (Rz 1:20; Ps 19:1-4). Pełna łaskawości wola Boga, który miłuje wszystkich ludzi, uwidacznia się wyraźnie w całym porządku stworzonym (Rz 1:20). Musimy umieć dostrzec w stworzeniu istnienie Boga, Jego chwałę, moc, miłość, mądrość, prawdę i odkupienie ludzkości; podobnie jak w przypadku stworzenia, dziękczynienie i uwielbienie nie mogą opuścić naszych warg nawet na moment (Ef 5:19; Kol 3:16). „Wysławiajcie Pana, bo jest dobry, bo Jego łaska trwa na wieki” (Ps 136:1).

Wieczna łaskawość Boga władająca historią ludzkości

Wszechświat jest niepojęcie ogromny. W istocie rzeczy połączenie każdego przypadku zamanifestowania się w nim Bożej łaskawości z pojedynczym człowiekiem może być zbyt trudne. Za to Jego łaskawość ujawniająca się w ludzkiej historii zdolna jest obudzić tym obfitsze dziękczynienie. Psalm 136:10-22 wspomina, że Bóg »poraził pierworodnych w Egipcie” (w. 10), wyprowadził stamtąd Izraela […] mocną ręką i podniesionym ramieniem” (w. 11-12),,,swój lud przeprowadził przez pustynię” (w. 16), pobił wielkich królów” (w. 17),,, uśmiercił potężnych królów”, mianowicie,,Sychona, króla Amorytów” i „Oga, króla Baszanu” (w. 18, 19, 20),,,dał ich ziemię na własność” (w. 21),

,,na własność Izraelowi, swojemu słudze” (w. 22). Jest to opis historyczny, który odnosi się nie tylko do Izraelitów. Wskazuje on na wspaniałe i litościwe dzieło Boga, które było

przewidziane przed wiekami, aby zesłać Potomstwo niewiasty (Rdz 3:15) dla odkupienia całej ludzkości żyjącej pod brzemieniem grzechu. Historia świata nie biegnie bezsensownie wszystko jedno jakim torem. Nawet teraz posuwa się ona z mocą ku swemu wyznaczonemu celowi, napędzana żarliwą miłością Boga i płomiennym pragnieniem dopełnienia zbawienia Jego wybranych (2 Krl 19:31; Iz 9:6; 37:32). „Wysławiajcie Pana, bo jest dobry, bo Jego łaska trwa na wieki”.

Wieczna łaskawość Boga rządząca życiem jednostek

Wielki Bóg, który rządzi całym wszechświatem i historią, włada także życiem każdego człowieka. Jak wyrazić słowami wszystkie łaski, które otrzymaliśmy jako indywidualne osoby w ciągu całego życia odpowiednio do Bożej opatrzności? W Ps 136 psalmista zachęca nas do dziękczynienia Bogu, który pamiętał o nas, gdy byliśmy poniżeni” (w. 23), ,,wybawił nas od naszych wrogów” (w. 24) i ,,daje pokarm każdemu stworzeniu” (w. 25). Przynajmniej podtrzymujemy ciało, spożywając pokarm, więc nie możemy mówić, iż wieczna łaskawość Boga nie ma znaczenia. My, którzy przyszliśmy na ten świat z łona matki, wiedziemy życie całkowicie odziani, w wygodzie i zdrowiu.

Czy może się to dziać w jakimkolwiek inny sposób niż dzięki Bożemu miłosierdziu i łasce? Nawet gdybyśmy zapomnieli o błogosławieństwach cielesnych, jakimi możemy się cieszyć, to fakt, iż otrzymaliśmy błogosławieństwo odkupienia przez Jezusa Chrystusa, jest wystarczającym powodem, żeby wielbić naszego Boga przez całą wieczność. Prorok Habakuk uświadomił to sobie dzięki wierze. Wyznał: „A ja mimo to będę się radował w Panu, będę się weselić w Bogu, moim zbawcy” (Ha 3:18). ,,Wysławiajcie Pana, bo jest dobry, bo Jego łaska trwa na wieki”. Nasz Bóg jest Bogiem całego wszechświata; jest większy od wszystkich (J 10:29).

Gdy myślimy o funkcjonowaniu ogromnego wszechświata, o biegu historii ludzkości i przebiegu życia każdego z nas, co możemy wyznać? Człowiek jest bezsilną istotą, która nie jest w stanie niczego stworzyć, władać tym ani sterować. Czy nie negujemy mimo to istnienia wielkiego i najwyższego Boga i nie ignorujemy Jego opatrzności? Pokój nawet na moment nie może zagościć w złym, gdyż jest on pyszny i pozbawiony wdzięczności (Iz 48:22; 57:21). Jego życie jest pełne narzekania, niezadowolenia, bezowocnego trudu i bólu. Prawdziwy święty musi rozpoznawać odwiecznie niezmienną opatrzność i łaskawość Boga, która napełnia wszechświat, historię i nasze życie. A to pociągnie nas do nieustannego dziękczynienia naszemu Panu i uwielbiania Go.

Czytaj więcej:

Treść artykułu została wzięta z książki Przenikliwa i tajemnicza opatrzność Boża

Co ze stworzeniem wskutek przypadku? – R.C. Sproul

W epoce oświecenia niektórzy francuscy sceptycy twierdzili, że hipoteza Boga nie jest już konieczna, bo wiemy, że świat powstał spontanicznie”. To spontaniczne powstanie świata było poglądem bardzo popularnym we wczesnym okresie rewolucji naukowej, zanim dokonano postępów w zakresie naukowej metody eksperymentu i obserwacji. Niespodziewane pojawienie się pleśni lub kijanek w kałuży tłumaczono spontanicznym powstaniem. Oznaczać to miało, że coś powstaje z niczego; mamy tu więc do czynienia z innym wyrażeniem przekonania o samostworzeniu. Ostrożniejsi naukowcy, korzystający z metody eksperymentu, obalili te teorie. Badania za pomocą mikroskopu ujawniły, że zaistnienie bakterii i kijanek ma swoje przyczyny. W skrócie: pogląd o spontanicznym powstaniu podupadł i był odrzucany przez naukowców.

Samopowstanie?

Współczesne koncepcje samostworzenia wyrażane są w sposób bardziej wysublimowany. Dziś ludzie mówią o powstaniu wszechświata, korzystając z kategorii ruchu kwantowego, kombinacji przestrzeni, czasu i przypadku. W popularnym ujęciu oznacza to ,,przypadkowe powstanie”. Choć wykorzystuje się nowy język, koncepcje te wyrażają przekonanie o samostworzeniu.

Dlaczego takie przekonanie jest błędne? Co musiałoby się stać, by coś powstało samo? Co oczywiste, by coś mogło się stworzyć, musiałoby najpierw istnieć. By dać początek swemu istnieniu, musiałoby istnieć… zanim zaczęło istnieć. Czy to nie przyprawia o ból głowy?

By coś mogło stworzyć się samo, to musiałoby w tym samym czasie i w ramach tej relacji zarówno istnieć, jak i nie istnieć. To z kolei przeczyłoby podstawowemu prawu nauki: zasadzie niesprzeczności. Twierdzić, że coś równocześnie istnieje i nie istnieje, oznacza zaprezentowanie zdania pozbawionego sensu. Koncept samostworzenia jest ekstremalnie irracjonalny.

Przypadek?

Co jednak ze stworzeniem wskutek przypadku? By zrozumieć problemy związane z tą koncepcją, musimy wiedzieć, czym jest przypadek. Słownik Webstera definiuje przypadek jako „coś, co dzieje się wskutek działania nieznanych lub niedostrzeżonych sił”. Przypadek opisuje relację matematyczną istniejącą między czynnikami. By dać przykład, zastanówmy się nad kwestią rzutu monetą. Mówimy, że szanse są pół na pół (i tak jest, o ile na przykład orzeł albo reszka nie są cięższe oraz moneta nie zatrzyma się na krawędzi). Załóżmy, że rzuciliśmy monetą i jest orzeł. Czy sprawił to przypadek? Oczywiście, że nie. Prawdopodobieństwo mówi nam o możliwościach dostrzeganych w świetle zmiennych. Zazwyczaj nie kontrolujemy tych aspektów, które wchodzą w grę w trakcie rzutu monetą. Kiedy ktoś rzuca monetą, to zazwyczaj nie wiemy, czy leżała w dłoni orłem czy reszką ku górze; nie wiemy też, w jaki sposób była trzymana, jakie ciśnienie panowało w trakcie rzutu, ile było obrotów monety. Gdybyśmy mieli pewność dotyczącą tych czynników, to obstawilibyśmy wynik w stosunku 2 do 1.

Prawdobodobieństwo

Jaki jest cel tej analogii? Po prostu, prawdopodobieństwo nie ma mocy sprawczej. Nie posiada jej, bo realnie nie istnieje. To matematyczna abstrakcja, a jako taka nie jest w stanie niczego zdziałać. Mówienie, że świat powstał wskutek przypadku, jest stwierdzeniem, że powstał z niczego albo że stworzył się sam. Można to nazywać spontanicznym przypadkiem, ale „to, co zowiem różą, pod inną nazwą równie by pachniało”.

Niektórzy uczeni wykorzystywali określenie „powstanie wskutek przypadku” na sposób bardziej ścisły. To znaczy, kierowali się definicją ze słownika Webstera, stwierdzając, że „nie wiemy, jak powstał wszechświat. Jest prawdopodobne, że tak albo inaczej. Po nie wiemy”. Nie twierdzili przez to, że przyczyną sprawczą prostu był przypadek. Jakie są szanse na to, że wszechświat powstał mocą przypadku? Żadne!

Jeśli powstanie wskutek przypadku oznacza samopowstanie, co jest sprzeczne z logiką, to czy oznacza to, że świat nie mógł tak powstać? Czy rzeczywistość musi być logiczna? Czy teoria kwantowa i tzw. zasada nieoznaczoności Heisenberga nie wskazują na to, że tak właśnie było? Stajemy tu wobec problemu językowego związanego z subtelnym, choć poważnym nadużyciem słów.

Jako że w określonych warunkach eksperymentalnych ruch cząstek atomowych zdaje się nieprzewidywalny lub losowy, został on określony jako niezdeterminowany. Co to oznacza? Niezdeterminowany to „nieokreślony, niewyraźny lub nieprecyzyjny, niejasny”. Nie oznacza to braku określenia, tylko to, że nie wiemy, dlaczego cząstki zachowują się tak, jak się zachowują. Nie oznacza to też, że ruch tych cząstek spowodowany jest przez nic lub przez przypadek. Stwierdzenie, że ruch ten wywołany został przez nic, byłoby naukowym nonsensem, stwierdzeniem irracjonalnym.

Odrzucenie pojęcia Boga na korzyść samostworzenia jest intelektualnym samobójstwem. To może być koncepcja posiadająca pewną popularność, ale nie wytrzymuje podstawowej krytyki. Jeśli więc nie sposób powołać się na samostworzenie jako wyjaśnienie istnienia, musimy przyznać, że istnieje coś wiecznego.

Treść artykułu została wzięta z książki Powody by wierzyć?

Książki na pustynię…

Środa Popielcowa, 5 marca 2025 roku, rozpoczęła okres Wielkiego Postu. W niektórych tradycjach protestanckich ten czas nazywany bywa okresem Pasyjnym. Jest to czas, w którym Kościół szczególnie koncentruje się na przygotowaniu serc na Święta Wielkanocne. Jest to okres, w którym na nowo przeżywamy trzy dni męki Chrystusa. 

Nie powinno nas dziwić, że czas, w którym dokonało się odkupienie ludzkości, jest wspominany z tak wielką dokładnością, przejęciem i czcią. 

Jako wydawnictwo postawiliśmy sobie za cel wspieranie wzrostu głębokiej pobożności, opartej na solidnej doktrynie prawdy Ewangelii. Pragniemy, aby nasi czytelnicy w czasie Wielkiego Postu nie ograniczali się jedynie do przestrzegania postanowień czy zewnętrznych form religijnych. Zazwyczaj formy takie nie prowadzą do prawdziwej przemiany. Naszym celem jest, aby ten czas skłonił pobożnych chrześcijan do głębokiego zastanowienia się nad prawdą o naszym grzechu. Do ciągłego nawracania się do Boga oraz docenienia wielkiego daru pojednania, jaki otrzymaliśmy w Jezusie Chrystusie. Tylko wtedy możemy doświadczyć prawdziwej przemiany życia przez Jego krzyż i wreszcie, przez zmartwychwstanie. 

W tym kontekście, na pustynię Wielkiego Postu, odsyłamy naszych czytelników do następujących pozycji. Pomogą one przygotować ich serca na nadchodzącą pamiątkę Triduum Paschalnego. 

Ludu mój, ludu… 

W czasie Wielkiego Postu wiele osób podejmuje różnego rodzaju wyrzeczenia i postanowienia. Może to być ograniczenie czasu spędzanego w internecie, zwiększenie czasu przeznaczanego na modlitwę, rozważania czy inne praktyki duchowe. Zdecydowanie nie chcemy umniejszać wartości takich postanowień, jednak często brakuje im właściwego fundamentu. 

Aby jakiekolwiek postanowienie – czy to dotyczące walki z grzechem, czy mające na celu umocnienie naszej wiary – mogło skutecznie ożywić i podtrzymać nasze życie duchowe, musi być zakorzenione w krzyżu Jezusa. Dzieło Chrystusa jest jak lustro. Możemy w nim zobaczyć siebie samych – nasze słabości, grzechy i braki, które oddzielały nas od Boga. To, jak i za co umarł Chrystus, pozwala nam zrozumieć, jak żyć życiem, które dla nas kupił. Nie zrozumiemy prawdziwego chrześcijańskiego życia, dopóki nie pojmiemy głębi krzyża. 

Wnioskując, zanim podejmiemy jakiekolwiek postanowienie czy wyrzeczenie, warto najpierw postanowić, by skupić swoje myśli i serce na rozważaniu krzyża. Niech każda duchowa dyscyplina będzie budowana na jego fundamencie. 

I tu z pomocą przychodzi znakomita pozycja Johna Pipera, Dlaczego Jezus umarł?

W tej książce autor dokonuje czegoś, czego potrzebuje każdy chrześcijański czytelnik. Podejmuje ona temat w sposób głęboki i precyzyjny, ale zarazem zwięzły. Książka, licząca zaledwie 156 stron, składa się z 50 krótkich rozdziałów. W każdym z nich autor rozważa znaczenie kluczowych fragmentów Pisma mówiących o wartości i znaczeniu śmierci Jezusa na krzyżu. Zawiera rozważania na temat miłości, przebaczenia grzechów, usprawiedliwienia, usunięcia potępienia, zniesienia prawa ceremonialnego, pojednania z Bogiem, zniszczenia wrogości między ludźmi i wielu innych niezwykle głębokich i precyzyjnych myśli, które raz na zawsze zmieniają naszą perspektywę! 

Prostujcie wasze ścieżki 

Jan wołał, aby przygotować naród Izraela na nadejście Mesjasza. Prostowanie ścieżek jednak nie jest czymś, co powinniśmy czynić tylko w trakcie okresów i świąt, które sami wyznaczamy, by przypomnieć sobie o pewnych sprawach. Nasze ścieżki prostować powinniśmy nieustannie, przygotowując nasze serca na powrót Chrystusa. Czas Wielkiego Postu powinien być dla nas szczególnym przypomnieniem o tej konieczności. Łatwo gubimy ją w natłoku codziennego wyścigu i rozproszeń współczesnego świata. 

Ścieżka, która prowadzi nas na spotkanie z Chrystusem, zasiadającym po prawicy Ojca, jest wąska. Jak łatwo zapominamy o tym, jak wielu chrześcijan na całym świecie ginie, zapominając o tej przestrodze! 

Wstrząsająca książka Paula Washera liczy zaledwie 52 strony. Jest przerobionym na książkę tekstem jednego z jego najsłynniejszych kazań, skierowanych do młodych ludzi. Adresatami tej książki są przede wszystkim chrześcijanie, którzy „romansują” ze światem, pragnąc jednocześnie być członkami Kościoła. Jednak to nie znaczy, że lektura ta jest przeznaczona tylko dla tych, którzy nieświadomie kroczą „na śliskich miejscach” (Ps 73). To, co można z niej wyciągnąć, to nie tylko przestroga. 

Nawet ugruntowani i szczerzy chrześcijanie, czytając tę książkę, mogą zostać poruszeni surową pasją wspaniałego kaznodziei. Zostać mogą zachęceni do trwania na wąskiej ścieżce wiary. A wreszcie zbudować ufność w opiekę Ojca nad nimi i na nowo poczuć goryczkę radości, która zmieszana jest z trudami nawróconego życia. 

Dolina Widzenia 

Jeśli mówimy o wielkopostnych praktykach duchowych. Oczywiście, nie twierdzimy, że istnieje tylko jeden moment w roku, w którym powinniśmy poświęcać się modlitwie i medytacji. Jednak skoro mamy czas, który w wyjątkowy sposób przypomina nam o tej konieczności, serdecznie zachęcamy do głębokiej refleksji i modlitwy. 

W tradycji protestanckiej to właśnie purytanie byli grupą najbardziej znaną z duchowej głębi. Ze ścisłej dyscypliny oraz niezwykłej gorliwości w życiu wiary. Ich wpływ nie tylko ukształtował teologię reformowaną, ale także przyczynił się do rozwoju szeroko pojętego ruchu ewangelicznego. Dlatego warto sięgnąć po klasyczny zbiór purytańskich modlitw i rozważań – Dolina Widzenia

To niezwykłe dzieło, oprawione w elegancką okładkę, zawiera bogactwo głębokich modlitw na każdą porę, każdy temat i każdy stan serca. Znajdziesz tu modlitwy podzielone na działy, takie jak: Ojciec, Syn i Duch Święty, Odkupienie i pojednanie, Potrzeby i akty oddania, Święte pragnienia i dążenia, Przystęp do Boga, Dary Łaski, Służba Boża i posługa duchowna, Pożegnanie oraz Modlitwy na kolejne dni tygodnia

To książka, która może towarzyszyć Ci przez całe życie. Może inspirować cię do głębszej pobożności, konfrontując płytkość naszej duchowości i prowadząc do większej bliskości z Bogiem. 

Zwieńczenie: Wezwanie do Radości 

Na zakończenie naszego zestawienia mamy propozycję, która może wydawać się nietypowa. Po książkach skłaniających do głębokiej refleksji nad krzyżem, nad trudami życia chrześcijańskiego i zachęcających do duchowej dyscypliny, chcemy zwrócić się ku… radości! 

Wbrew temu, co wielu może sądzić, istotą i celem chrześcijaństwa nie jest nieustanne smucenie się, rozpamiętywanie swojej grzeszności i niedoskonałości. Wszystko, co Jezus uczynił na krzyżu – a co stanowi centrum Wielkiego Postu i Świąt Wielkanocnych – dokonało się po to, byśmy, choć niegodni i słabi, mogli zostać przyprowadzeni do Boga Ojca jako wolne, radosne dzieci Boże. 

Jeśli skupimy się wyłącznie na krzyżu, na wąskiej ścieżce i religijnej dyscyplinie, dostrzeżemy w sobie jedynie własną słabość i ułomność. Cóż więc może być bardziej budujące niż poznanie losów wielkich przywódców Kościoła? Lecz nie jako mitycznych bohaterów, lecz jako ludzi słabych i grzesznych, których Bóg użył dla swojej chwały pomimo ich niedoskonałości!

Zachęcamy więc do sięgnięcia po książkę Johna Pipera Suwerenna Radość. W ten sposób zakończysz ten czas lekturą przypominającą, że najwyższym celem Boga w zbawieniu jest dzielenie się radością samego siebie z wierzącymi. A to właśnie niezależnie od ich słabości i pomimo ich ułomności! 

Na zakończenie… 

Każdy święty może być bohaterem wiary. Największym bohaterem jest zaś ten, kto wie, jak bardzo zależny jest od Boga. Jest nim ten kto niczego nie czyni sam, poza uniżeniem się i wyznawaniem Mu swojej potrzeby. 

Mamy nadzieję, że książki, które dla Was przygotowaliśmy, pomogą Wam odkryć nowe zakątki tej ścieżki, którą Bóg wyznaczył dla swoich wybranych. Drogi, która prowadzi do raju wraz z innymi odkupionymi przez Chrystusa duszami. Życzymy Wam owocnego czasu pasyjnego. Życzymy głębokiego poznania ukrzyżowanego Chrystusa i mocy, która jest w Nim – a która doskonali się w naszej słabości. 

Na dziś wystarczy 

5 LUTEGO 

Dawaj nam każdego dnia naszego powszedniego chleba

(Łk 11:3)

Bóg który zaopatrywał swój lud

Śledząc dzieje ludzkości, możemy powiedzieć, że chleb jest symbolem codziennego pożywienia. Inne produkty spożywcze niewątpliwie urozmaicają nasze życie, ale myśląc o chlebie, większość z nas ma w głowie zaspokojenie jednej z najbardziej podstawowych potrzeb życiowych.  

Takie myślenie jest zgodne z wyjątkowym zaopatrzeniem od Boga dla Jego ludu. W Starym Testamencie doświadczenie wędrówki Izraelitów po pustyni wymagało od nich całkowitej zależności od Boga w zaspokajaniu ich codziennych potrzeb. Jednym z najbardziej namacalnych sposobów, w jaki się tego nauczyli, było dostarczanie przez Boga manny z nieba. 

Bóg wyraźnie powiedział swojemu ludowi, że codziennie będzie dostarczać mannę w ilości, która starczy tylko na jeden dzień. Nie wolno im było zostawiać nic na rano (Wj 16:19). Jego celem było dostarczanie jednodniowej porcji chleba, aby nauczyć swój lud ufności w Jego zaopatrzenie. Niestety, niektórzy z Izraelitów wątpili, że zrobi to, co obiecał i nie byli Mu posłuszni. Dlatego schowali trochę manny na następny dzień (bowiem wątpienie w Boże obietnice zawsze prowadzi do nieposłuszeństwa wobec Bożych nakazów). Kiedy obudzili się rano, znaleźli śmierdzącą, jedzoną przez robaki masę resztek manny (w. 20). Bóg uczył ich, aby polegali na Nim w kwestii zaopatrzenia. Mieli się tego uczyć przez długi czas. 

Bóg który zaopatruje swój lud

Gdy weźmiemy pod uwagę ten starotestamentalny przykład i przy pomnimy sobie słowa: “Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, zdamy sobie sprawę, że w tym wersie Modlitwy Pańskiej Jezus podkreśla ponadczasową prawdę: w każdej epoce Bóg uczy swój lud polegać nie tylko na dobrach, które wyzwalają w nas pragnienie posiadania ich coraz więcej, co na ich Dawcy, który zaspokaja każdą potrzebę. 

Bóg pragnie, abyśmy się obudzili i odkryli na nowo, że codziennie nas wspiera. To dlatego polecił Izraelitom, aby zachowali niewielką ilość manny dla potomnych, mówiąc: „Napełnij nim omer na dla waszych przyszłych pokoleń, aby widziały ten chleb, którym was karmiłem na pustyni” (Wj 16:32). Postępując zgodnie z tą instrukcją, jedno pokolenie mogło mówić kolejnemu o rzeczywistości i cudowności Jego ciągłego, powszedniego zaopatrzenia.

Ojciec, którego poznajesz przez Jezusa, troszczy się o twoje osobiste, praktyczne i materialne potrzeby. Być może dziś rano, po obudzeniu, dręczył cię niepokój z powodu bieżących problemów lub nadchodzących wydarzeń w twoim życiu. Pamiętaj, że Bóg się o ciebie troszczy i możesz się do Niego zwrócić, darząc Go zaufaniem i prosząc Go, aby dał ci wszystko, czego dziś potrzebujesz. Możesz mieć pewność, że On da ci dokładnie to, co jest ci potrzebne dziś, a potem jutro, i tak dalej. Możesz wszystkie troski przerzucić na Niego, ponieważ On troszczy się o ciebie i zaspokaja twoje potrzeby (1 P 5:7). 

Fragment pochodzi ze zbioru rozważań „Prawda dla życia”

Suwerenna radość i słabi święci

Celem opatrzności w dziejach jest cześć oddawana Bogu przez Jego lud. Niezliczone opowieści o łasce i prawdzie muszą być wspominane ku uszlachetnieniu wiary oraz podtrzymaniu nadziei i prowadzenia przez miłość. „Wszystko bowiem, co przedtem napisano, ku naszej nauce napisano, abyśmy przez cierpliwość i pociechę z Pism mieli nadzieję” (Rz 15:4). Ci, którzy pielęgnują swoją nadzieję przez rozważania historii łaski, będą przeżywać swoje życie na chwałę Bożą. To jest właśnie głównym tematem tej książki. Jest to książka o trzech sławnych, ułomnych ojcach Kościoła chrześcijańskiego. Przede wszystkim jest to książka o łasce, nie tylko ze względu na Bożą wierność, triumfującą nad ułomnością człowieka, lecz także dlatego, że to właśnie łaska stanowiła o życiu i dokonaniach tych ludzi. Święty Augustyn (364–430), Marcin Luter (1483–1546) oraz Jan Kalwin (1509–1564) dzielili doświadczenie rzeczywistości wszechmocnej Bożej łaski. 

Odkrycie przez św. Augustyna „suwerennej radości”  

R.C. Sproul twierdzi, że dzisiejszy Kościół w dużej mierze znajduje się w pelagiańskiej niewoli. Być może receptą na wyleczenie się z niej jest dla Kościoła, a zwłaszcza dla miłośników Bożej suwerenności, odzyskanie zdrowej dawki augustiańskiej doktryny „suwerennej radości”. Chrześcijańska myśl i kaznodziejstwo w naszych czasach (włączając w to myśl reformowaną i kaznodziejstwo reformowane) w przeważającej mierze nie docierają do źródła tego, w jaki sposób łaska faktycznie triumfuje – mianowicie poprzez radość – i dlatego to chrześcijaństwo jest tylko w połowie augustiańskie, w połowie biblijne i w połowie piękne. Takie jest rozumienie łaski przez św. Augustyna.  Łaska daje nam suwerenną radość czerpaną z Boga, która zwycięża radość czerpaną z grzechu. Innymi słowy, Bóg działa tak głęboko w ludzkim sercu, aby przekształcić źródła radości, tak abyśmy kochali Boga bardziej niż seks czy cokolwiek innego.

W umyśle św. Augustyna miłość do Boga nigdy nie sprowadza się do uczynków posłuszeństwa czy aktów siły woli. Nigdy nie popełnia błędu, cytując Ewangelię wg św. Jana 14:15 („Jeśli mnie miłujecie, przykazań moich przestrzegać będziecie”; BW) i twierdząc, że miłość jest tym samym, co przestrzeganie przykazań Chrystusa, podczas gdy tekst mówi, że przestrzeganie przykazań Chrystusa wynika z miłości do Niego. Jeśli mnie miłujecie, to będziecie mi posłuszni. (…) Następstwa doświadczenia św. Augustyna i jego teologii suwerennej radości są niezwykle istotne nie tylko dla kaznodziejstwa, lecz także dla ewangelizacji. To, co przydarzyło się św. Augustynowi, może przydarzyć się innym, ponieważ każde ludzkie serce jest takie samo. (…) Jeśli prawdą jest, jak mówi R.C. Sproul, że dzisiaj „nie uwolniliśmy się od pelagiańskiej niewoli Kościoła” – niewoli, z którą św. Augustyn walczył przez tak wiele lat w imię suwerennej radości – to powinniśmy modlić się, głosić, pisać, nauczać i pracować ze wszystkich sił. 

Luter i jego studium. 

Cierpienie było wplecione w życie Lutra. (…) Na zewnątrz wydawał się dla wielu kimś niezniszczalnym. Ci jednak, którzy byli bliżej niego, widzieli jego tentatio (…) To były te próby, o których mówił, że uczyniły go teologiem. Doświadczenia te towarzyszyły mu w dużej części podczas jego pracy egzegetycznej i podczas tworzenia greckiego leksykonu. Powinno to nas skłonić, abyśmy dwa razy zastanowili się, zanim zaczniemy narzekać na towarzyszące naszej służbie próby. Jakże często kusi mnie myśl, że presja, konflikty i frustracje są zwyczajnie przeszkodą w studiowaniu i rozumieniu. Luter (jak i Ps 119:71) uczą nas patrzeć na to wszystko w inny sposób. Ta dodająca ci stresu wizyta, która przerwała twoje studium, może być właśnie tą soczewką, dzięki której tekst otworzy się przed tobą jak nigdy dotąd. Tentatio – pokuszenie, cierń w ciele – jest niezamierzonym diabelskim wkładem w nasze stawanie się dobrymi teologami. Zwycięstwo w tych próbach nie zależy od nas.

Jesteśmy całkowicie zależni od wolnej Bożej łaski wzmacniającej nas i odnawiającej naszą wiarę. Luter wyznał, że w jego poczuciu opuszczenia i udręki wiara przekraczała jego siły. Dlatego musimy wołać tylko do Boga. (…) Luter i św. Augustyn byli zgodni w tej centralnej dla reformacji kwestii. Sercem teologii Lutra była całkowita zależność od wolnej i wszechmocnej łaski Boga uwalniającej bezsilną wolę człowieka z jej niewoli. Sercem teologii Lutra była całkowita zależność od wolnej i wszechmocnej Bożej łaski, ratującej bezsilnego człowieka z więzów jego własnej woli.

Służba ukształtowana przez boski majestat Słowa 

Kalwin wiedział, czego chce. Chciał mieć radość w zakresie literackiej wolności i promować reformowaną wiarę jako literat. Sądził, że nadaje się do tego, że jest do tego stworzony. Jednakże Bóg miał wobec niego inne plany, podobnie jak to było w przypadku św. Augustyna czy Lutra, a także w przypadku wielu z nas, którzyśmy nie planowali tego, co się w naszym życiu wydarzyło. (…) Zamierzał udać się do Strasburga i tam tworzyć swoje dzieła w spokoju. Po jakimś czasie napisał do przyjaciela: „Doświadczenie mnie nauczyło, że nie jesteśmy w stanie zobaczyć daleko tego, co jest przed nami. Kiedy obiecałem sobie łatwe i niczym niezmącone życie, to czego najmniej się spodziewałem, miałem pod ręką”.

Wojna pomiędzy Karolem V a Franciszkiem I spowodowała ruchy wojsk i zablokowanie drogi do Strasburga, w związku z czym Kalwin musiał jechać objazdem przez Genewę. Myśląc retrospektywnie, ktoś mógłby zastanawiać się nad cudem opatrzności Bożej, która ustawiła wojska tak, aby postawić swoich pastorów tam, gdzie trzeba.

Jan Kalwin w Genewie

Dowiedziawszy się, że Kalwin przebywa tej nocy w Genewie, Wilhelm Farel, gorliwy przywódca reformacji w tym mieście, zrobił wszystko, by go znaleźć. Spotkanie to zmieniło bieg historii i dotyczy to nie tylko Genewy, lecz także świata. (…) Kierunek jego życia został nieodwołanie zmieniony. Nie tylko pod względem geograficznym, lecz także przez powołanie. Już nigdy więcej Kalwin nie będzie mógł mówić o „spokoju swoich studiów”. Od teraz każda strona z czterdziestu ośmiu tomów dzieł, traktatów, kazań i komentarzy, jakie napisał, zostanie wykuta na kowadle pastorskiej odpowiedzialności. Będąc w Genewie, podjął się odpowiedzialności najpierw jako wykładowca Pisma Świętego. Potem w ciągu czterech miesięcy został pastorem Kościoła pod wezwaniem św. Piotra – jednej z trzech parafii w dziesięciotysięcznym mieście.

(…) Był on, jak nazywa go Wolfgang Musculus, „ciągle napiętym łukiem”. Z jednej strony próbował dbać o swoje zdrowie, z drugiej sobie szkodził. Colladon mówi, że „nie dbał on specjalnie o swoje zdrowie przez wiele lat, zadowalając się jednym posiłkiem na dzień i nigdy nie podjadając pomiędzy dwoma”. Powodem, dla którego tak czynił, było przekonanie, że słaby żołądek i pojawiające się bóle migrenowe mogą zostać kontrolowane, do czego doszedł na drodze eksperymentalnej, dzięki stałej wstrzemięźliwości. Z drugiej strony nie dbał o zdrowie, pracując dniem i nocą bez przerwy. Jego determinację można wyczytać z listu wysłanego do Falais’go w 1546 roku: „Poza kazaniami i wykładami w minionym miesiącu zrobiłem niewiele – z tego powodu czuję się zawstydzony i bezużyteczny”. Chodzi tu tylko o dwadzieścia kazań i dwanaście wykładów w tym miesiącu!

Majestat Boga wyniesiony na kazalnicę

Co się stało, że Jan Kalwin tak wielce spoczywał pod majestatem Boga? I jak to wpłynęło na jego służbę i życie? Odpowiedzieliśmy na pierwsze pytanie, stwierdzając, że Kalwin doświadczył nadnaturalnego, wewnętrznego świadectwa ze strony Ducha, który przez Pismo zaświadczył o majestacie Boga. Dlatego też wszystko, co było związane z jego myśleniem, pisaniem i służbą, miało swój cel, a było nim ukazanie majestatu i chwały Boga. (…) Wszystko było wyjaśnianiem, wykładem Pisma. Brało się to z oglądania majestatu Boga w Piśmie. Pismo stanowiło centrum, bo bez wątpienia było Słowem Boga, a tym, co je uwiarygodniało, był majestat i chwała Boga.

Kaznodziejstwo Kalwina było takie samo od początku aż do końca: wytrwale przechodził przez każdą księgę biblijną. Nie odszedł od tego rodzaju podejścia do głoszenia przez prawie dwadzieścia pięć lat swojej służby w Kościele św. Piotra w Genewie – z wyjątkiem kilku świąt i specjalnych okazji. „W niedzielę zawsze brał się za Nowy Testament, robiąc czasem wyjątek dla kilku psalmów w niedzielne popołudnia. W tygodniu […] zawsze był Stary Testament”.

(…) Oto dlaczego kaznodziejstwo pozostaje czynnością centralną w życiu zboru nawet pięćset lat po pojawieniu się prasy drukarskiej, potem radia, telewizji, kaset, CD i komputerów. Słowo Boże wciąż mówi o majestacie Boga i jego chwale. To główna rzecz, gdy chodzi o służbę. I chociaż chwała i majestat Boga mogą dać się rozpoznać w cichym i szeptanym głosie wypowiadanym przy łóżku umierającej świętej osoby, to i tak jest w tym coś, co domaga się pełnego radości wyjaśnienia. To dlatego kaznodziejstwo nigdy nie umrze. Radykalna i przenikająca wszystko koncentracja na Bogu zawsze będzie wzbudzać w wierzących głód słuchania. Jeśli Bóg jest „JESTEM, KTÓRY JESTEM” – wielkim, absolutnym, suwerennym, tajemniczym i pełnym majestatu i chwały Bogiem, jakiego Kalwin dostrzegł w Piśmie. 

Suwerenna radość a Augustyn

Niewielu dostrzegało lub odwzorowywało to tak, jak czynił to św. Augustyn. Zadanie świętości to zadanie spełnienia w Bogu, a spełnienie w Bogu jest Bożym darem suwerennej radości. Jest ona suwerenna, ponieważ w swojej pełni triumfuje nad wszystkimi przeciwnikami, walczącymi o nasze serce. Długi czas trwania przez św. Augustyna w niewoli grzechu służy tylko temu, aby moc jego wyzwolenia była jeszcze bardziej przekonująca. Była to niewola „błahych rozrywek”, która mogła zostać wypędzona tylko przez wyższą – suwerenną – przyjemność. Nikt z większą siłą niż św. Augustyn nie nauczał, że serce jest uczynione dla Boga i że nic innego nie wyprze grzesznych zalotników jak tylko szczęście poznania naszego prawdziwego Oblubieńca. „Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie. I niespokojne jest serce nasze, dopóki w Tobie nie spocznie”.

Wielu wraz ze św. Augustynem sądziło, że „szczęśliwy jest ten, kto posiadł Pana”. Ale nie tak wielu sądziło, że to szczęście jest suwerenną radością, która uświęca duszę przez zazdrość niszczącą bożki. To jest to, czego musimy się nauczyć. Walka o świętość – walka o nasze uświęcenie – jest bitwą toczoną na płaszczyźnie tego, co kochamy, o co się troszczymy, co cenimy i z czego czerpiemy rozkosz.  

Suwerenna radość a Luter

Moc spełnienia w suwerennej radości nie wyłania się ze ślepej duszy. „Lecz my wszyscy, którzy z odsłoniętą twarzą patrzymy na chwałę Pana, jakby w zwierciadle, zostajemy przemienieni w ten sam obraz, z chwały w chwałę” (2 Kor 3:18). Ale gdzie możemy wpatrywać się w tę chwałę Pana? Nowy Testament odpowiada na to pytanie: „[…] światłość chwalebnej ewangelii Chrystusa, który jest obrazem Boga […], aby zajaśniało w nas poznanie chwały Bożej w obliczu Jezusa Chrystusa” (2 Kor 4:4, 6). Zwróćmy uwagę na słowa „ewangelii” oraz „poznanie”. Wpatrujemy się w chwałę Chrystusa w „ewangelii”. Wpatrujemy się w chwałę Boga poprzez „poznanie”. Chwała Pana, w którą wpatrywanie się jest prawdziwą „suwerenną radością”, widzialna jest w Ewangelii, poznaniu, przesłaniu, w Słowie. Och, jak Luter wybijał tę prawdę z nieubłaganą siłą przeciwko marzycielom, z ich dodatkowymi objawieniami, oraz przeciwko katolikom… 

Suwerenna radość a Kalwin

Gdy Jan Kalwin ujrzał majestat Boga w Jego Słowie, został ujęty do niewoli, aby je głosić. Dla Kalwina głoszenie prawdy było wiernym, regularnym wykładaniem Słowa Bożego w pasji ku chwale Chrystusa. Było to nie tylko wykładanie, lecz także wywyższenie. Wyciągnięcie na pierwszy plan objawionych w spisanym Słowie majestatu Bożego i chwały Chrystusa dało początek głoszeniu,którego istotą był jego wykład. To właśnie nazywam głoszeniem. Wielkie oddanie Kalwina, jako jednegoz największych teologów, jacy kiedykolwiek żyli, głoszeniu Słowa przez całe życie jest dla nas wszystkich – ludzi świeckich i kaznodziejów – wezwaniem do radowania się z głoszenia Słowa. Niech więc Kościoły rozbrzmiewają takim ekspozycyjnym głoszeniem! Niech wierni pokochają słuchanie tego wspaniałego, nasyconego przez Boga dźwięku.

Artykuł został przygotowany przy wykorzystaniu treści książki ,,Suwerenna Radość” [Już wkrótce dostępna w sklepie!].

Gratka dla miłośników reformacji!

Październik to miesiąc, który kojarzy się nie tylko z jesienną aurą, ale także z ważnymi wydarzeniami w historii Kościoła – to czas, w którym obchodzimy Miesiąc Reformacji.  Po ponad 500 latach od ogłoszenia 95 tez Lutra, Miesiąc Reformacji jest okazją do refleksji nad dziedzictwem religijnym, kulturowym i społecznym, które wpłynęło na kształt współczesnej Europy. W tym czasie warto sięgnąć po kilka pozycji związanych z tym tematem.  

Cień Lutra, słońce luteranizmu…

Zapewne każdy z was doskonale zna Marcina Lutra, więc nie ma potrzeby przywoływać tu jego życiorysu na starcie; wrócimy do niego za moment. Inaczej sprawy się mają z Filipem Melanchtonem! Choć dla wielu nie jest tak znany jak Luter, to jednak wciąż odegrał on kluczową rolę w historii reformacji i można śmiało pokusić się o stwierdzenie, że jest on jednym z jej ojców i architektów. Bliski współpracownik i przyjaciel powszechnie znanego autora 95 tez, filolog, humanista i teolog, autor Augsburskiego Wyznania Wiary (1530), które stało się fundamentalnym dokumentem wyznaniowym luteranizmu. Ponadto, Melanchton był również znany ze swojego otwartego podejścia w samym sercu burzy religijnych sporów. W przeciwieństwie do Lutra, który często używał ostrzejszego języka wobec przeciwników, Melanchton starał się budować mosty między różnymi frakcjami religijnymi. Uważał, że istnieje możliwość pokojowego zreformowania Kościoła katolickiego i dążył do jedności chrześcijan, przez co bywał (i wciąż bywa) tak krytykowany jak i doceniany.  

Jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o tej jakże znaczącej postaci w świecie protestantyzmu zachęcamy do lektury książki „Poznaj Melanchtona”. Nie jest to opasłe akademickie tomiszcze, a raczej krótkie opracowanie jego życia dla laików – pozycja idealna, aby u podstaw zapoznać się z enigmą reformacji. Sam Luter mówił o nim: „Opinia i autorytet tego jednego człowieka znaczą dla mnie więcej niż wiele tysięcy marnych Ecków. Choć sam jestem magistrem sztuk wyzwolonych, filozofii i teologii, przystrojonym niemal wszystkimi tytułami Ecka, nie wahałbym się poddać swego autorytetu Melanchtonowi, gdyby się ze mną nie zgadzał”, dlatego też niech będzie to ostateczna zachęta aby spędzić z tą postacią nieco jesiennego czasu z książką!

Pierwszy patriarcha reformacji

W Miesiącu Reformacji nie można jednak pominąć samego Lutra, do którego zgodnie z obietnicą na moment wracamy! Wydawać by się mogło, że każdy z nas wie już o nim bardzo dużo, jeśli nie wszystko. Czy aby na pewno? Spuścizna tego wielkiego reformatora jest naprawdę ogromna i zróżnicowana. Książka „Dziedzictwo Lutra” jest świetną próbą podsumowania jego życia, myśli oraz dzieła. Lektura pod redakcją R.C Sproula i S.J. Nicholasa to zbiór artykułów utrzymanych w popularnonaukowym tonie, które są fantastyczną propozycją dla tych którym nie wystarczy wikipedia, a jednocześnie nie chcą zagłębiać się w akademickie biografie.

Konkurs!

Obie zaprezentowane pozycje są znakomitą propozycją dla wszystkich spragnionych solidnej, acz przystępnej dawki wiedzy o ojcach ruchu reformacyjnego. Dlatego też przygotowaliśmy konkurs, w którym obie pozycje są do wygrania! Po więcej informacji kliknij o tutaj!

„Dlaczego chrześcijanie mają taką obsesję na punkcie krwi?”.

Takie pytanie zadał mi znajomy, który nie jest chrześcijaninem. Z początku nie byłem pewien, o czym on mówi. Ale gdy się nad tym zastanowiłem, zrozumiałem, że chrześcijanie naprawdę dużo mówią o krwi. Pomyślmy chociażby o tekstach z hymnów kościelnych: „Co oczyszcza z grzechów mnie? Twoja krew, Baranku Boży”, „O głowo, coś zraniona, zhańbiona, zlana krwią”, „Twoja krew oczyszcza mnie”, (czy najbardziej chyba znaczący) „Wolność mam w Jezusa krwi”. Czasami myślę, że za mało czasu poświęcamy na rozmyślanie o roli krwi w naszym zbawieniu. Przecież czyjeś życie musiało zostać odebrane zamiast naszego. To znaczy, że nasz grzech to poważna sprawa – poważniejsza niż myślimy – i wymaga porażającej ceny. W następnej części Hbr 9, gdy nasz autor kontynuuje swoje porównanie Starego i Nowego Przymierza, mamy możliwość zatrzymać się i pomyśleć. Pokazuje nam zarówno powagę grzechu, jak i głębię Bożej miłości. Pokazuje, dlaczego ofiara Chrystusa była konieczna i czego dokonała.  

Wieczne dziedzictwo  

„[Jezus] jest pośrednikiem Nowego Testamentu, ażeby […] ci, którzy zostali powołani, otrzymali obietnicę wiecznego dzie- dzictwa” (w. 15). Autor używa tutaj określenia „dziedzictwo” bardzo celowo, ponieważ zamierza dokonać analogii związanej testamentem. W naszym tłumaczeniu tego nie widać, ale „wola” i „testament” to w grece to samo słowo. Dlatego nasz autor mówi „gdzie bowiem jest testament” (w. 16). 

 Jezus ma dla ciebie wspaniałe dziedzictwo, ale nie możesz go otrzymać, dopóki On – osoba, która stworzyła testament – nie odejdzie. „Testament przecież nabiera mocy po śmierci” (w. 17). Śmierć jest ścieżką do dziedzictwa. My otrzymujemy obietnicę wiecznego dziedzictwa” przez śmierć poniesioną” (w. 15).  

U swoich podstaw dziedzictwo zdobyte przez Jezusa zawiera przebaczenie grzechów. „Występki popełnione za pierwszego testamentu” nigdy nie mogłyby być oczyszczone ofiarami ze zwierząt, a jedynie śmiercią Jezusa.  

Bez wątpienia to „dziedzictwo” zakłada inne korzyści poza tymi, które wypływają naturalnie z przebaczenia nam. To wiąże się z naszym przyszłym zmartwychwstaniem – powstaniem z martwych i otrzymaniem nowego, zmartwychwstałego ciała. I w tym ciele będziemy cieszyć się nowym niebem i nową ziemią. Jednak najważniejszą częścią dziedzictwa jest sam Jezus. On jest wielką nagrodą. Tym, na co najbardziej czekamy, jest wieczne przebywanie z Jezusem.  

Potrzeba krwi  

Oczywiście śmierć Jezusa nie była pierwszą, w czasie której prze- lano krew. Jak przypomina nam nasz autor: „Dlatego i pierwszy testament nie był zapoczątkowany bez krwi” (w. 18). Innymi słowy, zawsze tak było: Bóg zawsze był święty; grzech był poważną sprawą; ktoś zawsze musiał za zawsze niego zapłacić.  

W czasach Mojżesza, gdy ludzie po raz pierwszy zgodzili się na przymierze, Mojżesz pokropił ich krwią (w. 19-20; zob. Wj 24:7-8). Woda, szkarłatna wełna i gałęzie hizopu (w. 19) również były częścią rytuałów oczyszczenia (Lb 19:1-6).  

Jednak to krew jest najważniejszym symbolem. „I prawie wszystko jest oczyszczane krwią zgodnie z prawem” (w. 22). Krwią spryskiwano ołtarz, wnętrze świątyni, a nawet wnętrze Miejsca Najświętszego, w którym znajdowała się Arka Przymierza (w. 21; np. Kpł 4:4-7; 16:14-16).  

Często nie zdajemy sobie sprawy, jak koszmarnie musiało to wyglądać: krew na podłodze, krew na ołtarzu, krew na dłoniach i szatach kapłana, krew na ludziach. Wysyłało to jednak jasną teologiczną wiadomość: skutek grzechu jest bardzo poważny.  

W Hbr 9:20 autor cytuje Wj 24:8, słowa użyte przez Mojżesza, by zainaugurować Stare Przymierze: „To jest krew przymierza”. Prawie te same słowa były użyte przez Jezusa, gdy dawał On początek Nowemu Przymierzu podczas Wieczerzy Pańskiej: „To bowiem jest moja krew nowego testamentu” (Mt 26:28).  

Gdy wspominamy krzyż, uczestnicząc w Wieczerzy Pańskiej, powinniśmy słyszeć to samo przesłanie, które słyszeli starotestamentalni Izraelici, gdy szli składać ofiary w świątyni. Aby uczestniczyć w przymierzu z Bogiem – żeby zostać oczyszczonym, otrzymać przebaczenie i przystęp do Niego – potrzebujesz krwi.  

Jednak w Nowym Przymierzu jest pewna różnica… 

Przelana krew jest krwią Jezusa, jedyną krwią, która może zmyć grzech. Jezus dokonał istotnej zmiany w słowach Mojżesza: „moja krew”. On kochał cię tak bardzo, że dał za ciebie samego siebie. Ta bezwzględna potrzeba krwi Chrystusa jest podsumowana w Hbr 9:22: „bez przelania krwi nie ma przebaczenia grzechów”. Za tym wersetem kryją się dwie fundamentalne zasady teologii. 

 Pierwsza jest taka, że nasz grzech jest poważniejszą sprawą niż myślimy. Jest kosmiczną rebelią przeciwko prawemu Królowi wszechświata, która zasługuje na karę śmierci. Tak było od początku. W ogrodzie Eden Bóg powiedział Adamowi i Ewie, że jeśli zjedzą owoc z drzewa poznania dobra i zła, na pewno umrą (Rdz 2:17). Śmierć jest i zawsze była karą za grzech.  

Druga zasada jest taka, że Bóg jest świętszy, niż zdajemy sobie z tego sprawę. Często wyobrażamy sobie Boga jako większą wersję nas samych i dlatego to Jego uważamy za problem. Dlaczego po prostu nie zacznie tolerować naszego grzechu? Ale rzeczywistość jest taka: Bóg jest czystą, świętą sprawiedliwością. Bóg jest tak święty, że nie może mieć kontaktu z grzechem; i tak troszczy się o sprawiedliwość, że zwyczajnie nie może zapomnieć o grzechu. 

Nie ma ani jednego grzechu popełnionego na tym świecie, któremu Bóg pozwoliłby ujść bez kary. Bóg albo karze ten grzech w nas, albo w naszym reprezentancie, Chrystusie. Grzech jest potężnym problemem, który wymaga potężnego rozwiązania. Dlatego właśnie Chrystus musiał przyjść. 

Konkluzja

Gdy umniejszamy powagę grzechu lub świętość Boga po to, żeby ludzie poczuli się lepiej, ostatecznie umniejszamy to, co Chrystus dla nas zrobił. Gdyby grzech nie był niczym wielkim lub Bóg nie był święty, wówczas Jezus nie musiałby umrzeć za nas na krzyżu, a Ewangelia nie byłaby już wspaniałą Dobrą Nowiną. Dlatego właśnie Stare Przymierze wiązało się z taką ilością krwi. Dzięki temu ludzie mieli świadomość, jak poważnym problemem jest grzech. 

Artykuł pochodzi z treści książki List do hebrajczyków

Powrót do Ewangelii – Paul Washer

Czy jest jeszcze ktoś kto nie zna Paula Washera? Ten znany misjonarz napisał również wiele ważnych dzisiaj książek. Washer jest znany z bezkompromisowego podejścia do nauczania biblijnego, co sprawia, że jego prace są cenne dla wielu chrześcijan. Książki te kierowane są zwłaszcza do tych, którzy pragną pogłębić swoje rozumienie wiary chrześcijańskiej. Zwłaszcza w czasach wielu błędów i fałszywych nauk. Od jakiegoś czasu na naszej stronie dostępna jest jego seria „Powrót do Ewangelii”. Dlaczego warto sięgnąć po te pozycje? Co w nich jest wyjątkowego? Zaraz opowiemy wam w skrócie o co chodzi w każdej z nich!

WEZWANIE EWANGELII

Paul Washer w swojej książce jasno pokazuje, że wezwanie Ewangelii to nie tylko łaskawe zaproszenie. Jest to między innymi stanowczy nakaz pokuty i wiary. Ewangelia wzywa ludzi do odwrócenia się od grzechu i zwrócenia się ku Bogu w głębokiej wierze przemieniającej życie. Washer zwraca uwagę na konieczność zrozumienia i zaakceptowania Bożych standardów sprawiedliwości, a także na potrzebę całkowitego zaufania Chrystusowi jako jedynemu Zbawicielowi. Autor silnie przeciwstawia prawdziwe zbawcze nawrócenie powszechnemu płytkiemu ,,wyznaniu Pana Jezusa jako swojego Pana i zbawiciela” i wszelkiej religii której nie towarzyszy święta przemiana myślenia i życia.

PEWNOŚĆ ZBAWIENIA

Druga książka tej serii, jak sam tytuł wskazuje skupia się na zbawieniu, a raczej o jego pewności i o tym jak odróżnić prawdziwą pewność zbawienia od fałszywej. Washer tłumaczy czym jest prawdziwa pewność zbawienia i ostrzega przed zagrożeniami związanymi z pustym wyznaniem wiary: zamiast polegać na subiektywnych uczuciach czy doświadczeniach, autor wzywa do badania własnego życia w świetle Pisma Świętego i poszukiwania owoców Ducha jako dowodów prawdziwego nawrócenia.

MOC EWANGELII

Ewangelia nie jest jedynie przesłaniem moralnym. Jest przede wszystkim dynamiczną siłą, która przemienia ludzkie życie. Washer podkreśla, że prawdziwe zrozumienie mocy Ewangelii prowadzi do głębokiej przemiany serca i życia, a także do odrzucenia grzechu i naśladowania Chrystusa z pełnym oddaniem. W książce Moc i przesłanie Ewangelii autor omawia wszystkie te istotne elementy dobrej nowiny Zbawiciela. Zapewnia nam przewodnik, który pomoże w ponownym odkrywaniu Ewangelii w całym jej pięknie, zgorszeniu i zbawczej mocy. Jest to lektura, która inspiruje do odnowienia osobistej relacji z Bogiem i oddania się Jego woli.

Czy pragniesz odkryć biblijną Ewangelię w całej jej mocy? Czy masz dość płytkiego chrześcijaństwa opartego o slogany i ,,soli która utraciła swój smak”? Gorąco zachęcamy do zapoznania się z tą serią!

Książka, wakacje, słońce i plaża czyli podręczne wydania do torby

Lato rozpoczęło się na dobre, a co za tym idzie wakacje i urlopy. W końcu zyskamy nieco więcej wolnego czasu, który może warto poświęcić na wartościową i wciągającą lekturę. Mamy dla was trzy idealne i bardzo aktualne propozycje. Są stosunkowo niewielkich rozmiarów więc można zabrać je ze sobą wszędzie. Idealnie nadadzą się do czytania na plaży czy na leżaku w ogrodzie!

W końcu, nie ma to jak dobra książka i mrożona kawa na plaży!

„Dziwny wspaniały świat” – czyli temat szczególnie dziś ważny

W XXI wieku wokół płci i tożsamości narosło wiele kontrowersji i nie do końca prawdziwych stwierdzeń. Jak odnaleźć się w tej rzeczywistości i jak właściwie ludzkość doszła do obecnego stanu kulturowego? Świetnie opisuje to Carl R. Trueman w swojej pozycji „Dziwny wspaniały świat”. Książka jest napisana w bardzo przystępny i prosty sposób, więc idealnie nada się na wakacyjną lekturę. Autor wnikliwie bada korzenie kulturowe i filozoficzne, które doprowadziły do rewolucji seksualnej i budowy współczesnego dominującego światopoglądu. To nie tylko historyczna analiza, ale także wezwanie do refleksji, jakże potrzebnej w dzisiejszym, niewątpliwie dziwnym choć wątpliwie wspaniałym świecie.

Książka o szczególnych rolach – „Kobiety i mężczyźni w Kościele”

Bóg stworzył człowieka jako mężczyznę i kobietę, a uznanie tej prawdy nigdy nie było ważniejsze niż dziś. Kevin DeYoung w książce „Kobiety i mężczyźni w Kościele” oferuje przystępne i biblijnie ugruntowane wyjaśnienie ról płciowych w chrześcijańskim kontekście. Pisze jasno i zrozumiale, co sprawia, że nawet skomplikowane i kontrowersyjne tematy stają się zrozumiałe dla każdego. Autor objaśnia zaprojektowaną przez Boga komplementarność obu płci, zarówno w życiu, jak i w posłudze kościelnej. Lektura ta przekazuje także czytelne i praktyczne wskazówki, które na pewno przydadzą się wam w codziennym życiu.

P.S. Mamy też pozycję w podobnej tematyce dla najmłodszych! Książka dostępna pod tym linkiem.

„Czy Bóg jest homofobem?”

Ciężko podążać za tym, co mówi sama Biblia, kiedy zewsząd otacza nas medialny przekaz LGBTQ+. Kościół stoi prawdopodobnie wobec jednej z największych kontrowersji dotyczącej obyczajowości i moralności, zwłaszcza gdy na wszystkich sztandarach jest to co najważniejsze – miłość. Ale co na to Pismo Święte? Czy Bóg i jego słowo tak samo przedstawia pojęcie miłości, jak rozumie się je powszechnie? Czy Bóg jest homofobem i zabrania małżeństw między osobami tej samej płci? Sam Allberry, który sam identyfikuje się jako osoba zmagająca się z pociągiem do tej samej płci, dzieli się swoim osobistym doświadczeniem i wiarą. Opowiada, jak radzi sobie z tą kwestią, pozostając wiernym ortodoksyjnej chrześcijańskiej nauce. Ta krótka i przyjemna w odbiorze książka przynosi pozytywne i wyzwalające odpowiedzi. To zdecydowanie obowiązkowa lektura dzisiejszych czasów!

Historia odkupienia a Przymierze 

Przymierze a suwerenność Boga

Biblia zaświadcza o wielkości absolutnej i suwerennej władzy Boga, gdyż jest On większy od wszystkich, oraz o zbawieniu przez Niego ludzkości dzięki odkupieńczemu dziełu naszego Pana Jezusa Chrystusa. Łącznikami i środkami wypełnienia tego dzieła w rzeczywistej historii są przymierza. Cała Biblia jest zresztą zapisem historii odkupieńczej połączonej przymierzami, dlatego można ją nazywać księgą przymierza obiecującą zbawienie. Bóg wyprowadził Izraela z Egiptu, „z żelaznego pieca”, by czynić go swoim ludem i stać się jego Bogiem pod rządami przymierza (Pwt 4:20; 1 Krl 8:51; Jr 11:4).  

Przymierze jest obietnicą, którą Bóg celowo złożył ludzkości, ponieważ ją kocha (Kpł 26:9). Zatem ludzkość może zostać zjednoczona z Bogiem i wejść w osobową relację z Nim z pomocą Jego przymierza. Zasadniczym punktem i celem przymierza zawartego przez Boga z ludzkością jest uczynienie jej swoim własnym ludem. Ludzkość może stać się nim za sprawą przymierza zgodnie z zapewnieniem złożonym przez Boga w Jr 31:33 i Ez 36:28: ,,Ja będę im Bogiem, oni zaś będą Mi ludem” (Rdz 17:7; Wj 6:7; 19:5-6; Kpł 26:11-12; Pwt 29:13; 2 Krl 11:17; 2 Krn 23:16; Ez 37:27; 2 Kor 6:16). Słowo przymierze jest definiowane jako ugoda lub obietnica, zwykle przypieczętowana, zawarta przez dwie lub więcej stron, szczególnie w celu przeprowadzenia jakiegoś działania”. 

Przymierze jest zazwyczaj ratyfikowane wówczas, gdy jest to korzystne dla obu stron. Jednak przymierze Boga stanowi ogłoszenie jednostronnej łaski Boga. Ta obietnica Boża jest niezmienna (Hbr 6:17) i wierna (Rz 3:3; 1 Kor 1:9; 10:13; 2 Kor 1:18; 1 Tes 5:24; 2 Tes 3:3; 2 Tm 2:13; Tt 1:9; 3:8; Hbr 11:11; 1 P 4:19; 1 J 1:9). Kiedy lud Boży będzie zachowywał przymierze, Bóg z pewnością wypełni je i odpowie pełną miłości łaskawością i prawdą (Ps 103:17-18). Ps 25:10 Wszystkie ścieżki Pana to łaska i prawda dla przestrzegających Jego przymierza i nakazów.  

Cechy Przymierza

Jakie są najbardziej charakterystyczne cechy przymierza, które Bóg zawarł z ludzkością? Po pierwsze, jest ono jednostronne i suwerenne. Upadła ludzkość absolutnie nie spełnia warunków do posiadania relacji przymierza z Bogiem (Ps 14:3; Jr 17:9; Rz 3:10). Niemniej jednak Bóg, który jest większy od wszystkich, przybył i jednostronnie ustanowił przymierze, by urzeczywistnić potężne rządy, a mianowicie zbawienie dla swoich wybranych. Za sprawą bezwarunkowej łaski Boże przymierze zostało ofiarowane Adamowi, gdy na skutek upadku znajdował się w stanie zupełnego zepsucia. Taki jest, jak podaje Biblia, powód tego przymierza”, które Bóg ,,nadał” (Joz 7:11), „umocnił” (Kpł 26:9; Pwt 5:2) i ,,dał” (Dz 7:8). Ponieważ przymierze Boga podlega Jego suwerennym rządom, jest obietnicą niezmienną przez całą wieczność i w żadnym razie nie może być zerwane. Po drugie, jest wieczne.  

W Pwt 7:9 stwierdza się, że Bóg ,,dochowuje przymierza […] do tysięcznego pokolenia” (zob. także 1 Krn 16:15). Również psalmista w Ps 105:8 wyznaje: „Zawsze pamięta o swoim przymierzu, o obietnicy dla tysiąca pokoleń”. Wyrażenie tysiąc pokoleń użyte w tych wersetach nie oznacza dosłownej liczby pokoleń, lecz stanowi symbol ,,wieczności”, czyli wyraża wieczność Bożego przymierza. Przymierze, które Bóg zawarł z Abrahamem, miało kontynuację nie tylko w przymierzach Mojżesza i Dawida, lecz także, w znacznie większym stopniu, w przymierzach z czasów następnych pokoleń. Dlatego skuteczność Bożego przymierza trwa nieprzerwanie przez wszystkie pokolenia. Nawet ludzkie przymierza nie mogą być obalone ani nie można do nich dodać warunków po ich ustanowieniu (Ga 3:15). Boże przymierze jest zdecydowanie mocniejsze niż ludzkie i obowiązuje przez całą wieczność. Bóg nie porzucił swojego ludu nawet wtedy, gdy jego członkowie złamali przymierze, i chronił ich, ponieważ było to Jego przymierze (Jr 29:10).  

Ponadto Bóg odnawiał swoje przymierze w każdym pokoleniu. wszystkie opierają się Przymierza te nie wyłączają się wzajemnie na przymierzach, które zostały już ustanowione, i są z nimi powiązane. Zatem we wszystkich przymierzach Bożych istnieje ciągłość i jedność. Bóg musiał odnawiać i przywracać swoje przymierze w każdej epoce, żeby potwierdzić i objawić swoją odkupieńczą wolę zbawienia ludu wybranego. Miało to także mocno przypieczętować relację między Bogiem a Jego ludem.  

Przymierze jako łaska dla ludzkości

Dlatego fakt, że Bóg ustanowił przymierze z ludzkością, wskazuje na Jego niezmienną łaskę i nieskończoną miłość. Z powodu tego przymierza możemy wyczekiwać nadziei nieba, która ostatecznie poprowadzi nas ku zbawieniu. Nasza nadzieja nie słabnie, gdyż Boże przymierze jest nieugięte i nie naruszy go żadne wyzwanie. Nawet przemijanie wieków i upływ czasu nie mogą podważyć wieczności przymierza, a jego wierności nie zdołają unieważnić ani obalić żadne okoliczności (Pwt 4:31; Ga 3:17).  

Zastanówmy się teraz nad przymierzami Bożymi opisywanymi w Biblii. W ogrodzie Eden Bóg powiedział Adamowi: „Tylko z drzewa poznania dobra i zła nie będziesz jadł, bo w dniu, w którym z niego zjesz, umrzesz na pewno” (Rdz 2:17). Według tej obietnicy życie i śmierć Adama zależały od jego aktu (lub uczynku) posłuszeństwa. Dlatego obietnica ta nosi nazwę ,,przymierza uczynków”. Ponieważ przymierze uczynków zostało zawarte przez Boga z pierwszym człowiekiem, Adamem, który reprezentuje całą ludzkość, jest ono znane jako „zwierzchnictwo reprezentacyjne”.  

Jednakże Ewa posłuchała węża i zjadła owoc z drzewa poznania dobra i zła. Ponadto także Adam zjadł owoc, który mu dała. W rezultacie oboje doznali upadku (Rdz 3:1-6). Wskutek swego nieposłuszeństwa Adam i Ewa nie mogli pozostać w miejscu, które zajmowali. W konsekwencji przez grzech jednego człowieka, Adama, na całą ludzkość zstąpiła śmierć, ponieważ „w Adamie wszyscy umierają” (1 Kor 15:22).  

Od momentu upadku Adama Bóg ustanowił przymierze w celu odkupienia ludzkości. Zostało ono zainicjowane złożeniem obietnicy potomstwa niewiasty (Rdz 3:15) i trwało do czasów Noego (Rdz 6:18; 9:8-17). Obowiązywało w czasach Abrahama (Rdz 15; 17), jak również w czasach kolejnych patriarchów (Rdz 26:2-5; 28:10-22). Przymierze nabrało konkretów dzięki pokoleniu wyjścia z Egiptu i następującemu po nim pokoleniu wędrującemu na pustyni (Wj 19:5; 24:1-7; Pwt 29; 30). Później obowiązywało nadal w czasach Dawida (2 Sm 7:12-16), a w końcu zostało wypełnione przez Jezusa Chrystusa (Mt 26:26-28; Mk 14:22-25; Lk 22:19-20; 1 Kor 11:23-25; Hbr 7:22; 8:13). 

Artykuł pochodzi z treści książki Niegasnąca pochodnia przymierza

Czym jest Ewangelia? – Rozważania o Dziejach Apostolskich

Nasz nowy komentarz do Księgi Dziejów Apostolskich to nie tylko cenny przewodnik po tej fascynującej księdze, ale także inspirująca lektura napisana w przystępny sposób. Pozwala lepiej zrozumieć początki chrześcijaństwa i prezentuje praktyczne i użyteczne zastosowania prawd. Nadchodząca premiera tej książki to doskonała okazja, by wzbogacić swoją bibliotekę. Mamy dla was trzy krótkie, ale jakże ważne i wartościowe fragmenty komentarza R.C. Sproula dotyczące przede wszystkim Ewangelii i Kościoła.

Kościół, liczby i wzrastanie…

Сzasem, gdy oceniamy nasze wspólnoty, liczby wywołują w nas wielkie emocje. Przejawiamy tendencję do myślenia, że liczebność Kościoła jest ilościowym wskaźnikiem Bożego błogosławieństwa. Musimy podchodzić do tego z ostrożnością. Najliczniejsze odnotowane w Piśmie nabożeństwo miało miejsce u podnóża góry, w Księdze Wyjścia. To bałwochwalczy, bluźnierczy taniec wokół złotego cielca. Wspólnota Aarona była w tamtej chwili wielka i czyniła to, czym Bóg gardził. Można powiedzieć, że towarzyszyła jej nie ręka Pana, lecz diabła. Bóg był rozgniewany postępowaniem Jego ludu. To postępowanie przyczyniło się do „rozwoju”, ale nie było właściwe. Jeśli ręka Pana towarzyszy dziełu, mamy wszelkie prawo oczekiwać, że będzie ono wzrastać i będzie skuteczne. Musimy jednak uważać, bo sam wzrost nie dowodzi, że towarzyszy mu ręka Pana. Ręka Boża może nam nie towarzyszyć i wzrastać nie będziemy, możemy jednakże wzrastać bez ręki Pana.

Czym właściwie jest Ewangelia?

Jakiś czas temu na zjeździe księgarzy przeprowadzono ankietę. Uczestników, osoby zaangażowane w wydawanie chrześcijańskich książek, poproszono o podanie definicji Ewangelii. Po zestawieniu wyników okazało się, że tylko jedna odpowiedź odzwierciadlała koncepcję Ewangelii prezentowaną przez Nowy Testament. Dziewięćdziesięciu dziewięciu na stu nie miało pojęcia, czym jest Ewangelia. Niektórzy mówili: „Ewangelia jest taka, że Bóg cię kocha i ma dla ciebie wspaniały plan”. To nie jest Ewangelia. Inni mówili: „Ewangelia jest taka, że Jezus może zmienić twoje życie, jeśli zaprosisz Go do swojego serca”. To dobra wiadomość, ale to nie Ewangelia. Jeszcze inni stwierdzili: „Ewangelia polega na tym, że możesz mieć osobistą relację z Jezusem”. To też nie Ewangelia. Każdy już ma osobistą relację z Jezusem. Może to być relacja negatywna, jednak obecnie wszyscy w niej żyją, czy tego chcą, czy nie.

Dzielę się Ewangelią” – czy aby na pewno?

Słyszymy ludzi regularnie mówiących: „Jestem zaangażowany w dzielenie się Ewangelią”, ale jeśli spojrzymy na treść tego, czym oni się dzielą, to wcale nie jest to Ewangelia. Mogę podzielić się z moim sąsiadem, że Jezus zmienił moje życie; jest to wspaniałe świadectwo, ale to nie Ewangelia. Mogę powiedzieć moim przyjaciołom: „Mam dla was dobrą wiadomość: Bóg was kocha”. To również nie Ewangelia. W pojęciu Nowego Testamentu Ewangelia jest rozumiana w kategoriach określonej treści, a ta treść nie jest ani o mnie, ani o tobie. Treść skupia się na osobie i dziele Jezusa – kim On jest i co uczynił – i dodaje, jak przez wiarę możemy otrzymać korzyści z Jego służby.



Zachęcamy wszystkich zainteresowanych teologią, historią wczesnego Kościoła oraz tych, którzy pragną pogłębić swoją wiarę, do sięgnięcia po ten wyjątkowy komentarz. Niech stanie się on przewodnikiem i inspiracją na Waszej duchowej drodze. A premiera już niebawem! Śledźcie zatem nasze social media.

Najwspanialsza historia, czyli Biblia dla dzieci. 

Co pierwsze przychodzi wam na myśl, kiedy słyszycie Biblia dla dzieci? Kilka wyrwanych z kontekstu historii, które oczywiście wciąż pozostają ważne, ale oderwane od szerokiej narracji ? Czy najmłodszym nie należy się wyjaśnienie całokształtu Pisma Świętego?  Zobaczcie, dlaczego propozycja  Kevina DeYounga jest taka wyjątkowa!  

Trudne prawdy w mniej trudnym wydaniu  

Na ogół nie mamy problemu z wytłumaczeniem naszym dzieciom o co chodzi z arką Noego, stworzeniem świata czy narodzinami Chrystusa.  Co jednak powiedzieć, kiedy poruszany zostaje temat cierpienia? Nawet dla nas, dojrzałych chrześcijan, nie jest to proste. Jednak ta Biblia dla dzieci radzi sobie  z tym przekazem znakomicie! Znajdziemy tu historię Hioba, wypędzenie demonów w stado świń z Ewangelii św. Marka czy Objawienie św. Jana. Nie brzmi jak coś, co jest szczególnie przyswajalne dla najmłodszych, prawda? Jednak Kevin DeYoung takie trudne prawdy i opowieści biblijne przekazuje w bardzo przystępny sposób!  

Wyjątkowe ilustracje w wyjątkowych kolorach 

Co dzieci kochają w książkach najbardziej? Oczywiście, że obrazki, a najlepiej te zawierające całą paletę barw. Ilustracje w wykonaniu Dona Clarka, które możecie kojarzyć z naszych innych publikacji, są bardzo inspirujące i niedosłowne. To też świetny trening dla wyobraźni oraz urozmaicenie czasu z lekturą. Żywe barwy, porywająca akcja i niewiarygodna dbałość o szczegóły składają się na genialny efekt. Możecie wraz ze swoimi pociechami trochę dłużej się nad nimi zatrzymać. Na pewno zapadną w pamięć najmłodszym, a przy okazji same biblijne historie będą wydawać się bardziej interesujące! 

Spójna całość, a przede wszystkim modlitwa 

Co jeszcze wyróżnia Biblię dla dzieci DeYouga? Spójność i  przedstawione zgodnie z biblijną chronologią historie to niewątpliwie jej ogromny atut. To przejście od pięcioksięgu, przez księgi historyczne, poetyckie i prorockie, aż do Ewangelii, listów i Objawienia św. Jana! Wasze dzieci od najmłodszych lat mogą zagłębiać się w Słowo Boże, bez przesadnych uproszczeń, lecz z dokładną ekspozycją biblijnych ksiąg wciąż jednak w sposób przystępny dla małego odbiorcy. Dodatkowo pod omówieniem każdego fragmentu znajduje się specjalna, tematyczna krótka modlitwa, która sprawi, iż studiowanie Słowa Bożego z pomocą tej pozycji, stanie się więcej niż małą szkółką – okazją do budowania wspaniałych wspólnych wspomnień z rodzicami, gorliwie przekazującymi żywe prawdy wiary przyszłym wyznającym chrześcijanom! 

Zapraszamy! Biblię znajdziecie pod tym linkiem!

Małżeństwo tuż-tuż, czyli Zanim powiecie sobie „tak” 

Przygotowujecie się właśnie do ślubu? John Piper w swojej książce przeprowadzi was nie tylko przez proces zaręczyn i planowania wesela, lecz także pomoże wam zadać sobie wszystkie niezbędne pytania, by w przyszłości stworzyć zdrowe i szczęśliwe małżeństwo. Autor rzuca nowe światło na tę instytucję, ukazując jej głębię i piękno. 

Trwałe małżeństwo, czyli znaczenie bycia mężem i żoną 

Zapewne targają wami teraz różne emocje, a może czujecie się nawet zagubieni i przytłoczeni nową rzeczywistością, która ma nadejść już za chwilę. Przed złożeniem sobie przysięgi w obecności Boga, warto zastanowić się nad głębszym znaczeniem tego związku. W końcu małżeństwo to więcej niż tylko umowa między dwiema osobami. To przede wszystkim obraz miłości między Chrystusem, a Jego Kościołem. „Zanim powiecie sobie tak” poprzez analizę fragmentów z Biblii pokazuje znaczenie oraz konsekwencje bycia mężem i żoną. Odsłania również tajemnicę trwałego i pełnego radości małżeństwa, które odzwierciedla Bożą miłość. Zagłębienie się w tej lekturze na pewno was uspokoi i rozwieje wszelkie wątpliwości! 

Wzrastanie w miłości do siebie i Boga  

Książka ta nie zawiera jedynie pustej teorii, ale przede wszystkim praktyczne wskazówki dotyczące budowania silnych fundamentów pod wasze wspólne życie. John Piper dzieli się mądrością i perspektywą, które pomogą wam lepiej zrozumieć wasze role chrześcijańskich małżonków. Dowiecie się, jak wzrastać w miłości i szacunku do siebie nawzajem oraz przeżywać wspólne życie na chwałę Boga. W tej niezbyt obszernej lekturze poruszone zostały kwestie finansów, wychowywania dzieci, modlitwy, spędzania czasu z przyjaciółmi, a nawet samochodu i mieszkania. Wszystkie potencjalne problemy i kości niezgody możecie przedyskutować, zanim powiecie sobie „tak”, a wasze małżeństwo oparte na biblijnych zasadach będzie piękną realizacją Bożego planu. W końcu związek, który będziecie tworzyć powinien przede wszystkim chwalić naszego Pana. 

Trudne tematy, a przede wszystkim komunikacja  

Pozycja okaże się niezwykle pomocna nie tylko dla tych, którzy dopiero rozpoczynają swoją wspólną drogę, ale również dla par szukających swego rodzaju odnowy w istniejącym już związku. John Piper nie unika trudnych tematów i problemów, z którymi zmaga się prędzej czy później każde małżeństwo. Mowa tu, między innymi o walce z egoizmem, wybaczaniu i komunikacji, która często okazuje się cięższa niż nam się wydaje. Autor zachęca czytelników do głębokiej refleksji nad mniej wygodnymi tematami i proponuje praktyczne strategie. Pomogą wam one pokonywać trudności oraz budować więź opartą na miłości i zaufaniu. 

Ta jakże potrzebna każdej młodej parze pozycja czeka na was w naszym sklepie! 

John Piper, Zanim powiecie sobie „tak”

Wybranie tylko w Chrystusie – Jan Kalwin

Przede wszystkim, prosząc Boga o ojcowską wyrozumiałość i życzliwość wobec nas, musimy spoglądać tylko na Chrystusa, w którym Ojciec ma upodobanie (Mt 3:17). Jeśli szukamy zbawienia, życia i nieśmiertelności, nie zwracajmy oczu w żadną inną stronę, bo tylko On jest źródłem życia, przystanią zbawienia i dziedzicem królestwa niebieskiego. Ku czemu bowiem prowadzi wybranie, jeśli nie ku temu, abyśmy jako usynowieni przez Boga otrzymali zbawienie i życie wieczne, dzięki Jego łasce i miłości? Można dociekać i badać na wszystkie strony, ale wniosek będzie zawsze ten sam: że nasz wybór nie ma innego celu. Dlatego napisano, że dziećmi Bożymi nie stali się wybrani sami w sobie, lecz zostali wybrani w Chrystusie (Ef 1:4). A ponieważ Bóg mógł ich obdarzyć miłością tylko w Chrystusie, więc dla otrzymania zaszczytnego dziedzictwa musieli wpierw stać się uczestnikami Chrystusa. 

Jeśli zatem zostaliśmy wybrani w Chrystusie, to pewności tego wyboru nie znajdziemy w sobie ani nawet w Bogu Ojcu wyobrażonym przez Syna.  

Chrystus jest bowiem jak zwierciadło, w którym odbija się nasze wybranie, tam ujrzymy je niezawodnie. W Nim Ojciec niebieski postanowił ucieleśnić wszystkich swoich odwiecznych wybrańców i uznać za swe dzieci wszystkich, którzy stali się Jego członkami, dając nam tym samym oczywiste, niezawodne świadectwo, że zostaliśmy zapisami w księdze życia jako złączeni z Chrystusem. On zaś skutecznie połączył się z nami, zaświadczając w Ewangelii, że otrzymaliśmy Go od Ojca, by stał się nasz, wraz z całym swoim dobrem. Powiedziano, że się weń przyoblekamy i łączymy się z Nim by żyć, ponieważ On żyje. Często powtarza się zdanie, że Ojciec niebieski “nawet własnego Syna nie oszczędził” (Rz 8:32), “aby każdy, kto w niego wierzy, nie zginął” (J 3:16). Powiedziano także, iż kto w Niego Wierzy ,,przeszedł ze śmierci do życia” (J 5:24). W tym sensie Jezus Chrystus Jest “chlebem życia”, a „kto je ten chleb, będzie żył na wieki” (J 6:35, 58). 

On nam zaświadcza, podkreślam, że Ojciec niebieski uzna za swoje dzieci wszystkich, którzy Go przyjmą z prawdziwą wiarą

 A chcąc jeszcze więcej niż być dziećmi i dziedzicami Boga, trzeba by wznieść się ponad Chrystusa! Jak bardzo trzeba być opętanym, żeby sobie stawiać taki cel i szukać poza Chrystusem tego, co już otrzymaliśmy w Nim i tylko w Nim możemy znaleźć? Co więcej: skoro On jest wieczną mądrością, niezmienną prawdą i niezłomnym postanowieniem Ojca, nie trzeba się lękać, że to, co głoszą usta Chrystusa, może odbiegać od woli Ojca, której wypatrujemy. On ją nam właśnie objawia dokładnie taką, jaka była od początku i będzie na zawsze.  

W praktyce wiedza ma się przejawiać także w modlitwach.  

Ale choć wiara w nasz wybór pozwala zwracać się do Boga, zbłądzilibyśmy, sądząc, że możemy formułować prośby w ten sposób: Mój Boże, wysłuchaj mnie, skoro zostałem wybrany. Pan Bóg pragnie, byśmy zadowolili się Jego obietnicami zamiast dociekać, czy będzie nam przychylny, czy nie. Taka rozsądna postawa pozwoli nam się uwolnić z wielu sideł, jeśli będziemy wiedzieli, jak zrobić właściwy użytek z tego, co słusznie napisano, zamiast rozglądać się bezmyślnie na wszystkie strony. 

Chrystus nas wzywa i potwierdza wybranie  

Naszą pewność ugruntowuje także fakt, że wybranie wiąże się powołaniem. Powiedziano bowiem, że Chrystus otacza opieką i ochrania tych, których oświecił wiedzą o sobie i włączył do wspólnoty Kościoła. Powiedziano jeszcze, że ich wszystkich powierzył Mu Ojciec, aby ich strzegł i doprowadził do życia wiecznego (J 6:37, 39). Czego chcieć więcej? Pan Jezus głośno oznajmia, że Ojciec oddał Mu w opiekę wszystkich, których pragnął ocalić (J 17:6, 12). Jeżeli chcemy się przekonać, czy Pan Bóg troszczy się o nasze zbawienie, wystarczy popatrzeć, co polecił Chrystusowi, ustanawiając Go jedynym strażnikiem swoich wybrańców. A jeśli nadal pytamy, czy aby na pewno Chrystus wziął nas w opiekę, On rozwiewa tę wątpliwość, przedstawiając się jako Pasterz, który zalicza nas do swoich owiec, o ile słuchamy Jego głosu (J 10:3, 16). Przyjmujmy zatem Chrystusa, wychodzącego nam naprzeciw życzliwie, bo On z całą pewnością włączy nas do swego stada i zachowa w swojej owczarni. 

Artykuł pochodzi z treści książki „Podstawy Religii Chrześcijańskiej (Tom 2)”

,,Widzę Jezusa’’, czyli odkrywanie cieni Zbawiciela dla najmłodszych!

Dla starszych chrześcijan niemal oczywiste jest stawianie Chrystusa w centrum. Doświadczony czytelnik Biblii bez trudu odnajduje Zbawiciela skrytego za każdą historią zapisaną w Starym Testamencie. Jak jednak przekazać to naszym dzieciom i w przystępny sposób wskazać im drogę do odkrywania chrystocentrycznej fabuły całej Biblii? Pozycja „Widzę Jezusa” okazuje się być w tym niezwykle pomocna, a przy tym ciekawa dla najmłodszych! 

Ratunek z niewoli egipskiej, czyli Mojżesz cieniem Chrystusa  

Mojżesz to jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci Starego Testamentu. Przewodnik Izraela podczas jego wyjścia z niewoli egipskiej, pośrednik Starego Przymierza zawartego na Synaju i przemawiający za ludem twarzą w twarz wobec Boga. Postać Mojżesza stanowi jeden z tzw. typów Chrystusa, a zatem zapowiedź i cień nadchodzącego Zbawiciela. To właśnie Zbawiciel wyprowadzi swój lud z niewoli grzechu i będzie pośrednikiem Nowego Przymierza w Jego krwi oraz w doskonały sposób będzie reprezentował Swój lud przed Bogiem Ojcem. 

Dla nas, dorosłych i dojrzałych chrześcijan jest to proste i oczywiste, prawda? Problem pojawia się wtedy, kiedy trzeba wytłumaczyć to naszym pociechom. Z pomocą przychodzi nam Nancy Guthrie i przepięknie zilustrowana książka dla dzieci „Widzę Jezusa”. Zobaczcie sami: 

„W cieniu Mojżesza widzę Jezusa, naszego Wybawiciela. Jezus opuścił chwałę swojego domu w niebie, aby cierpieć z nami i uratować nas z niewoli grzechu.”  

Wartościowy czas z dzieckiem i zgłębianie tajemnic wiary  

W książeczce N. Guthrie znajdziecie wiele innych biblijnych opowieści przedstawionych w taki właśnie sposób przystępny dla kilkulatków. Chrystus zapowiedziany w Adamie, Noem, Dawidzie czy wcześniej wspomnianym już Mojżeszu. To wszystko jest znakomicie wyłożone w tej świetnej i nie za długiej lekturze. 

Pozycja ta daje spore pole do rozmowy i fascynującej katechezy, a więc do wartościowego spędzania czasu z dzieckiem. Historyjki są proste i krótkie. To wy jako rodzice w ciekawy sposób stworzycie przestrzeń do pogłębiania świadomej wiary dla najmłodszych. Dobrze jest czytać każdą opowieść osobno i zachęcać dzieci do zadawania pytań. W taki sposób najmłodsi na pewno zapamiętają i zrozumieją samo sedno Starego Testamentu, nie czując się przy tym ani trochę przytłoczeni i znudzeni!  

To i jeszcze więcej dla najmłodszych…

„Widzę Jezusa” to nie jedyna propozycja, która w przystępny i kolorowy sposób odsłania chrześcijańskim dzieciom całą głębię Bożego objawienia. Tę książeczkę i wiele innych znajdziecie na naszej stronie w zakładce „Książki dla dzieci”! 

(więcej…)

Wybór modlitw purytanów. Arthur Bennett

SZCZĘŚCIE 

O PANIE, 

Pomóż mi nigdy nie spodziewać się żadnego szczęścia od świata, lecz oczekiwać go wyłącznie od Ciebie. Nie daj mi sądzić, że będę bardziej szczęśliwy, żyjąc dla siebie, gdyż mogę być szczęśliwy tylko wówczas, gdy skieruję je ku Tobie i jeśli będę pragnąć żyć w tym świecie wyłącznie po to, by czynić i znosić cierpliwie to, co mi przeznaczyłeś. Naucz mnie, że jeśli nie będę żył życiem, które jest Ci miłe, nie będę żył życiem, które mnie zadowoli. Pomóż mi pragnąć ducha i usposobienia aniołów, którzy chętnie zstępują na ten niższy świat, by pełnić Twą wolę, choć ich pragnienia kierują się ku niebu i w najmniejszym stopniu nie przywiązują się do rzeczy ziemskich; wówczas nabędę usposobienia, które mieć powinienem. Pomóż mi nie dążyć do życia dla Ciebie własnymi siłami, ale zawsze szukać Twej pomocy i polegać na niej. Naucz mnie, że nie ma większej prawdy niż ta, że sam z siebie nic nie jestem w stanie uczynić. Panie, to jest życie, którym nie zdoła żyć żaden człowiek nienawrócony, a jednak jest to cel, ku któremu zmierza każda pobożna dusza; Spraw zatem, bym troszczył się o poświęcenie Tobie samego siebie i wszystkiego, co posiadam. Uczyń mnie bardziej owocnym i bardziej duchowym, gdyż moim codziennym utrapieniem i ciężarem jest jałowość. Jakże cenny jest czas i jak bolesnym jest widzieć, jak przemija, gdy tak niewiele uczyniłem dla dobrego celu! Potrzebuję Twojej pomocy: Oby moja dusza rozważnie zależała od Ciebie we wszystkim, co dotyczy uświęcenia i wszelkiego dokonywania Twego dzieła dla mnie, dla świata i dla Twego Królestwa. 

HYMN KALWARII 

OJCZE NIEBIESKI, 

Ty doprowadziłeś mnie z pieśnią do krzyża, gdzie ciskam wszystkie moje brzemiona i widzę, jak znikają, gdzie moje góry win zostają zrównane, zmienione w równiny, gdzie moje grzechy znikają, choć są największe ze wszystkich i liczniejsze niż ziarnka piasku; Jest bowiem moc we krwi Kalwarii, moc gładzenia grzechów, choćby były niezliczone, nawet tych popełnionych przez chóry niebieskie. Ty dałeś mi górskie źródło, które zmywa wszystko do czysta; ja zaś przychodzę jako grzesznik do jego wód, kąpiąc się bez przeszkód w jego krystalicznych strumieniach. W krzyżu jest darmowe przebaczenie dla ubogich i łagodnych, i obfite błogosławieństwo, które trwa na wieki; Krew Baranka jest jak wielka rzeka nieskończonej łaski, których pełnia nigdy się nie umniejsza i niezliczone rzesze spragnionych mogą z niej pić do woli. O Panie, Twe łaskawe miłosierdzie będzie żyć na wieki, gdyż zostało wybłagane na górze krwi; Pośród świata bólu wszędzie jest przedmiotem uwielbienia, rozbrzmiewa o Nim pieśń na ziemi i hymn na wyżynach nieba, Jego miłość i cnota nie znają końca. Tęsknię do świata w górze, gdzie niezliczone zastępy śpiewają wielką pieśń, gdyż moja dusza nigdy nie była stworzona do miłowania prochu ziemi. Choć tu mój stan duchowy jest wątły i mizerny, pójdę, śpiewając hymn Kalwarii. Obym zawsze wiedział, że czyste serce pełne dobroci jest piękniejsze niż lilia, że tylko czyste serce może śpiewać nocą i dniem, że takie będzie moje serce, gdy będę trwać na Kalwarii. 

BÓG MOIM OPARCIEM  

OJCZE, 

Gdy gniewasz się na mnie za me przewiny, próbuję Cię przebłagać, powstrzymując się od kolejnych grzechów; Naucz mnie jednak, że nie jestem w stanie uczynić zadość Twemu prawu, że ten wysiłek to poleganie na mojej sprawiedliwości, że tylko sprawiedliwość Chrystusa, gotowa, już dokonana, nadaje się do tego celu; że karzesz mnie za grzechy nie po to, bym próbował się poprawić, lecz jedynie po to, bym był bardziej pokorny, skruszony i oddzielony od grzechu, pojednawszy się i dostąpiwszy usprawiedliwienia w Chrystusie przez wiarę; że moje poczucie wystarczalności i oparcia, którym jest dla mnie, pozwala mi trwać nieporuszenie, że nigdy nie zdołam polegać na własnej wierze, jeśli wierząc, nie będę ufać Ci jako mej jedynej podporze; że jeśli odrzucę wiarę, odrzucę Ciebie, gdyż przez wiarę mam do Ciebie przystęp i dlatego moja wiara jest dla mnie bardzo cenna; że nie sprostam wymogowi czystości, której żądasz, gdyż sądząc, że jestem święty, nie szukam świętości, lub wierząc, że jestem bezsilny, nic już nie robię. Poniż mnie za to, że nie jestem tak święty, jak być powinienem, lub tak święty, jak mógłbym być przez Chrystusa, ponieważ Ty jesteś wszystkim, a posiadać Ciebie, to wszystko posiadać. Lecz czynić stworzenie czymś, to stawiać je pomiędzy Tobą a mną, abym nie mógł kroczyć w pokorze i w świętości. Panie, wybacz mi to! 

WYBRANIE 

Święta Trójco, 

Wysławiam Cię, żeś wybrała mnie do zbawienia przez przedwiedzę Boga Ojca, przez uświęcenie Ducha, ku posłuszeństwu i pokropieniu krwią Jezusa; Wielbię rany Twej miłości, która zstępuje z nieba, zdumiewam się najwyższym przywilejem prawdziwie wierzącego, na którego całe niebo zstępuje, by w nim zamieszkać, gdy on trwa w Bogu, a Bóg w nim; Wierzę w to, pomóż mi doświadczyć tego w pełni. Ucz mnie nieustannie, że prawość Chrystusa czyni zadość sprawiedliwości i objawia Twoją miłość; Pomóż mi spożytkować to z wiarą; niech się to stanie fundamentem mego pokoju, Twej łaskawości i przychylności, bym mógł zawsze żyć blisko krzyża. To nie odczuwanie Ducha dowodzi, że jestem zbawiony, ale prawda tego, co Chrystus uczynił dla mnie w sposób doskonały; Cała świętość w Nim przez wiarę staje się moją, jakbym to ja ją wysłużył; Dlatego widzę zastosowanie Jego sprawiedliwości do zadośćuczynienia sprawiedliwości Bożej i do mego usprawiedliwienia. To nie wewnętrzne poczucie czyni moją śmierć Chrystusa, gdyż mogłaby to być ułuda niewsparta prawdą Słowa, lecz Jego śmierć postrzegana przez moją wiarę i w niej zaświadczona Słowem i Duchem. Błogosławię Cię za to żywe ćwiczenie wiary, za prawość, która jest moja w Jezusie, za łaskę poddawania mojej woli Tobie; Cieszę się myślą, że wszystko jest w Twoim ręku i jakże bardzo chciałbym, by tam pozostało. Wówczas cała modlitwa staje się dziękczynieniem i mogę jedynie wielbić Cię i kochać. Nie chcę polegać na łasce człowieka, gdyż wiem, że Twoja wybierająca łaska jest nieskończenie lepsza. 

ROZMOWA Z DUSZĄ O RADOŚCI 

PAMIĘTAJ, DUSZO MOJA, 

Jest twoim obowiązkiem i przywilejem radować się w Bogu; Wymaga On tego od ciebie za wszystkie swe hojne łaski. Raduj się zatem w Dawcy, ciesz się z Jego dobroci, Bądź szczęśliwe w Nim, o moje serce, i w niczym prócz Boga, gdyż w czymkolwiek człowiek pokłada ufność, od tego też oczekuje szczęścia. Ten, który jest podstawą twej wiary, powinien być treścią twej radości. Skąd zatem ociężałość i przygnębienie, skoro zasiano w tobie radość obiecaną przez Ojca, daną przez Syna, wpojoną przez Ducha Świętego, twą dzięki łasce, twoje dziedzictwo w wierze? Czy szukasz radości w sobie samej ze złych pobudek, z pychy i chęci szukania chwały w sobie? Nie posiadasz niczego własnego oprócz grzechu, niczego, czym mogłabyś zjednać przychylność Boga ani skłonić Go, by obdarzył cię łaską. Jeśli o tym zapomnisz, utracisz swą radość. Czy żałujesz, czy przenika cię poczucie nieodstępnej grzeszności? Niech zbożny żal dokonuje dzieła pokuty, gdyż on jest duchem prawdy, któremu Pan błogosławi i który daje najpełniejszą radość; Żal z powodu własnych grzechów otwiera radość w Bogu, Wzgarda wobec siebie sprowadza Boże rozkosze. Czy szukałaś radości w którymś z ziemskich pocieszeń? Nie szukaj szczęścia poniżej Boga, nie zasypiaj w objęciach Dalili. Niech Bóg dla ciebie będzie wszystkim we wszystkim, raduj się, czerpiąc ze źródła, które jest zawsze pełne. 

Artykuł pochodzi z treści książki Dolina Widzenia

Gdy Chrystus na nic się nie przydaje. Timothy Keller

W ostatecznym rozrachunku Galacjanie muszą dokonać wyboru. Czy uznają Chrystusa za swój skarb, w którym znajdują przebaczenie i spełnienie, czy też zwrócą się ku zachowywaniu prawa i ku obrzezaniu? Głoszone przez judaizantów nauczanie było następujące: Jeśli się nie obrzezacie i nie będziecie zachowywać prawa, nie dostąpicie zbawienia (zob. Dz 15:1, 5). Natomiast św. Paweł ripostuje, że Galacjanie nie będą mogli być zbawieni w sytuacji, gdy to nauczanie przyjmą i mu się podporządkują. Wówczas bowiem ,,Chrystus na nic [im] się nie przyda” (Ga 5:2). Również w tym przypadku św. Paweł powtarza twierdzenie poczynione już wcześniej w tym liście (tym razem w rozdziale pierwszym). A zatem znów musimy pamiętać, że tego typu powtórki są w Piśmie celowe: pewne rzeczy musimy usłyszeć, i to kilkukrotnie! Święty Paweł zaś chce, by Galacjanie zapamiętali, że nie można czegokolwiek dodawać do Chrystusa bez odjęcia Jego samego. Chrystus albo będzie dla nich wszystkim, albo do niczego im się nie przyda. Jeśli posłuszeństwo prawu wejdzie w skład ich systemu zbawienia, stanie się ono ich jedynym systemem, a zatem będą zobowiązani wypełnić całe prawo (w. 3) – co, jak już zobaczyliśmy, jest po prostu niemożliwe (3:10-11). Próba osiągnięcia usprawiedliwienia na podstawie prawa jest dążeniem do samozbawienia i oznacza ,,oddzielenie od Chrystusa” (w. 4; BE). Nie możemy trzymać się łaski, jeśli w życiu koncentrujemy się na wypełnianiu uczynków (w. 4). Krótko mówiąc, werset 1 przypomina o naszej subiektywnej wolności w Chrystusie: o tym, że nasze posłuszeństwo Bogu nie wypływa już z pobudek będących dla nas obciążeniem i zniewoleniem. Wersety 2-4 przypominają o naszej obiektywnej wolności w Chrystusie: o tym, że zostaliśmy uwolnieni od obowiązku zachowywania całego prawa w imię dostąpienia usprawiedliwienia przed Bogiem. Święty Paweł wskazuje, że Ewangelia wyzwala nas zarówno z poczucia winy, jak i z niewoli grzechu; zarówno od potępienia związanego z grzechem, jak i od motywacji do popełniania grzechów. Czy werset 4 oznacza, że prawdziwi chrześcijanie mogą utracić swe zbawienie i odpaść od łaski? Mogłoby się tak wydawać. Ale jak zobaczymy już za chwilę (w. 5-6), chrześcijanie opierają całe swe życie na pewności co do obecnego i przyszłego bycia akceptowanymi przez Boga. Nie da się być pewnym własnego zbawienia, uważając, że musimy zasłużyć sobie na nie (czy choćby je podtrzymać) własnymi staraniami. Jeśli stale ,,zbawiamy” samych siebie dzięki dobremu życiu, jak możemy mieć pewność, że jesteśmy wystarczająco porządni, by zachować Bożą przychylność? Jednak w Biblii często czytamy, że chrześcijanie mogą mieć świadomość tego, iż są już bezpieczni i zbawieni (zob. np. 1 J 2:3). Innymi słowy na zbawienie nie zarabiamy” sobie własnym postępowaniem i nie możemy tym postępowaniem „zarobić” na jego utratę. Święty Jan w następujący sposób opisuje ludzi, którzy trwale odwracają się od wiary: „nie byli [oni] z nas. Gdyby bowiem byli z nas, zostaliby z nami” (1 J 2:19). Apostołowi chodzi o to, że prawdziwi chrześcijanie uzyskują zbawienie na podstawie łaski i potwierdzają swą przynależność do chrześcijaństwa poprzez stałe pokładanie ufności w łasce! Na tej samej zasadzie ci, którzy odpadają od łaski, w rzeczywistości nigdy na niej nie polegali. Dlatego właśnie św. Paweł może powiedzieć w Ga 5:10: ,,mam co do was przekonanie w Panu, że nie będziecie innego zdania”- żywi on przekonanie, że Galacjanie naprawdę są chrześcijanami, a zatem swą pozytywną reakcją na jego przestrogi pokażą, iż z całego serca wierzą Ewangelii. Jednak chrześcijanie i tak muszą wysłuchać ostrzeżeń zawartych w wersetach 2-4. Święty Paweł stwierdza: Nie liczą się wasze zapewnienia, że dokonaliście nawrócenia, ani wasze opowieści o tym, jak bardzo waszym zdaniem Chrystus przemienił wasze życie. Jeśli uznajecie, że wasze zbawienie w jakikolwiek sposób zależy od waszego postępowania, to odrzucacie zbawienie na podstawie samej wiary w samego Chrystusa (choć jestem przekonany, że tak nie czynicie) i nie możecie być przez Niego zbawieni. Apostoł wskazuje, że jest to prawdziwy sprawdzian tego,
czy dana osoba jest chrześcijaninem, czy też nie.

Nadzieja na to, co już posiadamy

Święty Paweł zachęca Galacjan, by zamiast dążyć do samodzielnego osiągnięcia sprawiedliwości (które to starania skazane na porażkę), po prostu ,,oczekiwali nadziei sprawiedliwości” (w. 5). Biblijne słowo elpida, tłumaczone jako „nadzieja”, ma o wiele silniejszą wymowę niż w naszym języku. W Piśmie Świętym „mieć nadzieję” nie oznacza ,,liczyć na”, jak w zdaniu: Czy jutro będzie słonecznie? – Mam nadzieję (ale nie mam co do tego żadnej pewności). W Biblii pojęcie „nadzieja” odnosi się do posiadania mocnej pewności odnośnie do czegoś (zob. Hbr 11:1). Stanowi to poważny problem dla czytelników współczesnych przekładów. Słowo oznaczające w grece ,,całkowitą pewność” w naszym języku znaczy „odrobina pewności”. A zatem łatwo nam opacznie zrozumieć wiele fragmentów! Na to, jaki jest prawdziwy sens pojęcia „nadzieja”, wskazuje werset 5 omawianego rozdziału, w którym św. Paweł stwierdza, że po prostu ,,oczekujemy” na sprawiedliwość. Nie staramy się o nią ani do niej nie dążymy. Wiemy, że ona nastanie i że się zbliża. Tak więc możemy jej oczekiwać z przejęciem, nie zaś z niepokojem. Czym dokładnie jest to, czego się spodziewamy? Sprawiedliwość jest czymś więcej niż dobroć. Polega ona na byciu całkowicie ,,w porządku” i pozostawaniu we właściwej relacji z Bogiem. Święty Paweł wskazuje, że już teraz możemy żyć ze świadomością, iż w przyszłości z pewnością czeka nas bycie uwielbionymi i przyjętymi w Boże objęcia, bowiem wiemy, że skoro jesteśmy ,,synami, to i dziedzicami Bożymi” (4:7). Nikt inny – ani ludzie całkowicie zeświecczeni, ani wyznawcy jakiejkolwiek innej religii – nie może postrzegać swej przyszłości w taki właśnie sposób! Osoby niereligijne nie mają pojęcia, co będzie się z nimi działo za milion lat, zaś te religijne, ale pozbawione Ewangelii, muszą żywić niepokój co do swego przyszłego losu, nie mogąc podchodzić do niego ze spokojem ani oczekiwać go z radością. Pewność co do tego, że naszą przyszłość spędzimy z Bogiem, stanowi owoc Ewangelii. Wspominając o przyszłości, św. Paweł kieruje naszą wyobraźnię ku temu, na czym będzie polegać nasz promieniejący, chwalebny, piękny i doskonały stan. W innym miejscu apostoł stwierdza, że Jezus przyszedł na świat, by przedstawić nas sobie jako „chwalebnych, niemających skazy ani zmarszczki […], lecz […] świętych i nienagannych” (Ef 5:27). Wiemy, że tacy na pewno będziemy, a zatem w istocie jest to prawdą już teraz. Mamy żyć ze świadomością, że jesteśmy – i zawsze będziemy absolutnie piękni w oczach Bożych. Ujmując to inaczej: jesteśmy obecnie przez Boga kochani i traktowani tak samo, jak będzie to wówczas, gdy już doświadczymy doskonałej chwalebności w niebie. Święty Paweł mówi, że dzięki wierze i dziełu Ducha możemy (i faktycznie będziemy) z gorliwością oczekiwać tej sprawiedliwości i obiecanej chwały. Tak więc czekanie nie polega po prostu na intelektualnym uznaniu, że coś nas czeka w przyszłości. Użyty w oryginale język jest zbyt wymowny, a spodziewane skutki są zbyt doniosłe, by chodziło tutaj o zaledwie
taką postawę.

Apostoł odnosi się tu do duchowej dyscypliny. Polega ona na pielęgnowaniu w sobie określonego nastawienia serca: żarliwego, pełnego pasji zachwytu tym, co otrzymaliśmy w Chrystusie. Wiąże się z tym refleksja i rozmyślanie nad naszym usprawiedliwieniem, usynowieniem i przyszłym uwielbieniem, a następnie dopasowywanie do tego naszego postępowania. Musimy na tyle często kierować swą uwagę ku temu, kim jesteśmy i co posiadamy w Chrystusie, by nasze serca ulegały poruszeniu, a nasze zachowanie zgadzało się z tą niewidzialną rzeczywistością.
To właśnie dzieje się w osobach pokładających wiarę w Synu,
w których swego dzieła dokonuje Duch.

Artykuł pochodzi z treści książki List do Galacjan

Wystawiony na widok publiczny. Paul Washer

We fragmencie z Listu do Rzymian 3,25 czytamy, że Bóg ustanowił Swojego Syna przebłaganiem. Słowo ustanowił pochodzi od greckiego słowa protíthemai, które oznacza wystawić coś na widok publiczny. Na krzyżu Bóg dosłownie ,,umieścił Swojego Syna na afiszu”. Dokładnie w tym momencie historii umieścił Go na drzewie, w miejscu, które było skrzyżowaniem religijnego centrum wszechświata, aby wszyscy mogli Go ujrzeć. 

Chociaż nie jest to wyraźnie określone w Piśmie Świętym, nie byłoby błędem założyć, że Bóg mógłby schować grzech w szafie lub że Chrystus mógł umrzeć w mniej eksponowany sposób. Fakt, że został otwarcie ukazany światu, jest dowodem na to, że Bóg zamierzał, aby Jego cierpienie i śmierć były narzędziami lub środkami objawienia. Przez krzyż Bóg zdecydował się objawić ludziom i aniołom pewne prawdy o sobie, które nie mogły być objawione w żaden inny sposób. To jest wielowiekowe świadectwo Kościoła, że krzyż Jezusa Chrystusa jest największym objawieniem Boga i samej rzeczywistości. Krzyż jest tym wielkim i ostatecznym słowem od Boga do człowieka, które wyjaśnia wszystko, co musi być wyjaśnione, i odpowiada na nasze odwieczne pytania dotyczące celu i działania Boga wśród ludzi. 

Nawet próba ogólnego podsumowania tego wszystkiego, co objawia krzyż Chrystusa, wybiega poza zakres tego rozdziału. Pożyczając od apostoła Jana, możemy powiedzieć, że jeśli wszystko, co objawia krzyż, miałoby być szczegółowo zapisane, nawet cały świat nie pomieściłby ksiąg, które trzeba byłoby napisać. Dlatego też musimy ograniczyć się do tego fragmentu i uważnie iść tropem myśli apostoła Pawła. Będąc pod bezpośrednim i nieomylnym prowadzeniem Ducha Świętego, apostoł omija wszystkie inne niezliczone i drogocenne klejnoty objawione przez krzyż i wskazuje nam na jedną z największych prawd Ewangelii: Bóg wystawił na widok publiczny Swego Syna, aby zademonstrować, że jest sprawiedliwym Bogiem. 

Początkowo prawda ta może nie wydawać się tak niezwykła ani zaskakująca dla tych, którzy badali Pismo Święte. Od początku do końca Biblia świadczy, że Bóg jest sprawiedliwy, że wszystkie Jego dzieła są doskonałe i że wszystkie Jego drogi są sprawiedliwe. Dlaczego zatem Bóg musi publicznie ukazać ludziom i aniołom, że jest sprawiedliwy? Cóż takiego uczynił, że podał w wątpliwość Swoją własną sprawiedliwość, tak że teraz musi wyjaśniać swoje drogi i oczyścić Swoje imię? Apostoł Paweł wyjaśnia, że konieczne jest, aby Bóg raz na zawsze udowodnił Swoją sprawiedliwość i zademonstrował Swoją prawość: ,,przez odpuszczenie, w swojej cierpliwości, przedtem popełnionych grzechów”. Innymi słowy, Bóg dostrzegł, że musi objawić Swoją sprawiedliwość ludziom i aniołom, ponieważ przez całą historię ludzkości wstrzymywał Swój sąd nad grzesznikami i wybaczał niegodziwym. Chociaż jest to dobra wiadomość dla grzesznika, stanowi największy problem teologiczny i etyczny w Piśmie Świętym: Jak Bóg może być sprawiedliwy, jednocześnie wstrzymując Swój sąd i oferując przebaczenie tym, którzy powinni być potępieni? Jak Bóg może być sprawiedliwy, a jednak usprawiedliwić bezbożników? 

BOSKI DYLEMAT 

Słownik Webstera definiuje słowo ,,dylemat” jako ,,sytuację wymagającą wyboru pomiędzy dwoma równie niezadowalającymi opcjami” lub problem, dla którego pozornie nie da się znaleźć zadowalającego rozwiązania”. W Piśmie Świętym największy ze wszystkich dylematów pojawia się przed nami niemal na każdej stronie: jak sprawiedliwy Bóg może przebaczyć niegodziwym? 

W poprzednim rozdziale mocno się napracowaliśmy, aby udowodnić, że Bóg usprawiedliwia za darmo nawet najbardziej niegodziwych ludzi, którzy okażą wiarę i nawrócą się do Niego. Ta prawda jest największą radością Kościoła i tematem naszych najwspanialszych i ulubionych hymnów. Radujemy się wraz z królem Dawidem: „Błogosławiony ten, komu przebaczono występek, komu grzech zakryto”. Ale problem pozostaje; jak Bóg może być sprawiedliwy, a mimo to przebaczać niegodziwym? Czy sędzia świata nie powinien postępować, jak należy? Czy sprawiedliwy Bóg może być obojętny na grzech i zamiatać go pod dywan, tak jakby nigdy się nie wydarzył? Czy święty Bóg może zaprosić do relacji ze sobą grzeszników i pozostać świętym?  

W Księdze Przysłów znajdujemy myśl, która zdaje się negować możliwość, że Bóg wybacza albo usprawiedliwia grzeszników. Czytamy: „Kto usprawiedliwia niegodziwego i kto potępia sprawiedliwego, obaj budzą odrazę w PANU”. Zgodnie z tym fragmentem każdy, kto usprawiedliwia grzeszników, budzi odrazę w Panu. Słowo ,,odraza” pochodzi od hebrajskiego słowa tow’ebah, które oznacza coś, co jest obrzydliwe, ohydne lub odpychające. Jest to jedno z najmocniejszych słów w hebrajskiej Biblii! Przekazuje prawdę, że Bóg brzydzi się każdym, a szczególnie osobą mającą jakiś autorytet lub na przykład sędzią, który uniewinnia winną osobę. To jest jednak samo sedno przesłania Ewangelii! Bóg zrobił to samo w historii. On usprawiedliwił niegodziwych, przebaczył ich bezprawne uczynki i zakrył ich grzechy.  

Jak zatem On nadal może być sprawiedliwy? Poniższa ilustracja może pomóc w dokładniejszym wyjaśnieniu problemu: przypuśćmy, że pewnego wieczoru mężczyzna wrócił do domu i znalazł na podłodze swojego salonu zamordowaną całą swoją rodzinę, a zabójca wciąż stoi nad ofiarami z krwią na rękach. Przypuśćmy, że ten człowiek złapał napastnika i przekazał go władzom wraz z wszystkimi dowodami przeciwko niemu. 

Przypuśćmy, że w dniu skazania mordercy sędzia wygłasza następujące oświadczenie: ,,Jestem bardzo kochającym sędzią, pełnym współczucia i miłosierdzia. W związku z tym, w obliczu sprawiedliwości, ogłaszam, że jesteś niewinny, i że nie zostajesz skazany na żadną należną ci karę zgodnie z przepisami prawa”.  

Jaka byłaby odpowiedź krewnego ofiar, gdyby usłyszał taki wyrok? Czy zgodziłby się, że sprawiedliwości stało się zadość? Nic z tych rzeczy! Byłby zbulwersowany usprawiedliwieniem tego nikczemnego człowieka przez sędziego i wezwałby do jego natychmiastowego usunięcia. Napisałby do swojego przedstawiciela w Kongresie USA, wykupiłby pierwszą stronę w lokalnej gazecie i opowiadałby każdemu, kogo by spotkał na swojej drodze, że na ławie sędziowskiej zasiada osobnik, który jest gorszy i bardziej zepsuty niż bandyta, którego uwolnił! Prawdopodobnie wszyscy się zgodzą z jego opinią i w tym tkwi problem: jeśli domagamy się takiej sprawiedliwości od naszych ziemskich sędziów, czy powinniśmy domagać się czegoś innego od Sędziego całego świata? Możemy tutaj przytoczyć myśl, którą znajdujemy w mowie Elihu: ,,Nie, naprawdę Bóg nie czyni przewrotnie, Wszechmocny nie wypacza sądu”. 

PRZEBACZ I ZAPOMNIJ? 

Mimo to można by zapytać: ,,Dlaczego Bóg nie może po prostu przebaczyć ludziom grzechów i skończyć z tym na zawsze? Biblia nakazuje nam, abyśmy bezwarunkowo przebaczali, więc dlaczego Bóg nie miałby zrobić tego samego?”. Na to pytanie można udzielić trzyczęściowej odpowiedzi.  

Po pierwsze, Bóg nie jest taki jak my, ale posiada nieskończenie większą wartość niż całe Jego stworzenie razem wzięte. Dlatego nie tylko jest to dobre, ale przede wszystkim konieczne, aby szukał Swojej chwały, a także jej bronił. Biorąc pod uwagę to, kim On jest, nawet najmniejsza forma buntu stanowi groteskową obrazę dla Jego osoby, przestępstwo najwyższej zdrady godne najsurowszej kary. Gdyby przeszedł obojętnie nad jakąkolwiek obrazą Swojej osoby, oznaczałoby to podwójną niesprawiedliwość. Wyrządziłby niesprawiedliwość Swojej własnej Boskości, odmawiając Sobie chwały, która słusznie Mu się należy. Byłby również niesprawiedliwy wobec Swojego stworzenia, pozwalając na to, aby zaprzeczyło samej przyczynie swojego istnienia (tj. oddawania chwały Bogu) i oddało się próżności. Jeśli jest to zbyt trudne do zaakceptowania dla współczesnego człowieka, to tylko dlatego, że współczesny człowiek ma bardzo niskie mniemanie o Bogu. 

Po drugie, Bóg nie może po prostu przebaczyć człowiekowi grzechu i skończyć z nim raz na zawsze, ponieważ w Jego charakterze nie ma żadnej sprzeczności. Nie może po prostu zaprzeczyć Swojej sprawiedliwości, aby objawić Swoją miłość poprzez przebaczenie zła. On musi być zarówno sprawiedliwy, jak i miłujący, a jedno nie może się odbyć kosztem drugiego. Wielu ewangelizatorów w dobrej wierze błędnie ogłaszało zgubionym tłumom, że zamiast okazać sprawiedliwość grzesznikom Bóg zdecydował się ich kochać. Logiczny wniosek, jaki z tego płynie, jest taki, że Boża miłość jest niesprawiedliwa, albo że On może zaniechać sprawiedliwości w imię miłości. Takie stwierdzenie zdradza nieznajomość tego, czym jest Ewangelia i jakie są cechy Boga. Cud Ewangelii nie polega na tym, że Bóg wolał miłość od sprawiedliwości, ale że był w stanie pozostać sprawiedliwym, równocześnie wybaczając z miłości.  

Po trzecie, Bóg jest Sędzią całej ziemi. Jego zadaniem jest egzekwowanie i przywracanie sprawiedliwości oraz karanie zła. Tak samo jak ziemski sędzia nie powinien uniewinniać przestępcy, który znalazł się przed nim w sądzie, tak samo niebieski Sędzia nie powinien uniewinniać niegodziwców. Często narzekamy, że nasz system sprawiedliwości jest zdeprawowany, i krzywimy się, gdy słyszymy, że skazani przestępcy wypuszczani są na wolność. Czy powinniśmy oczekiwać, że Bóg będzie mniej sprawiedliwy niż nasi ziemscy sędziowie? Dobrze uzasadniona prawda mówi, że bez egzekwowania sprawiedliwości wszystkie państwa, narody i kultury skazane są na anarchię i samozniszczenie. Gdyby Bóg zignorował Swoją sprawiedliwość, uniewinniał bez zadośćuczynienia sprawiedliwości i nie wydałby żadnego wyroku na zło, stworzenie nie byłoby w stanie tego znieść. 

PRZEJEDNANIE 

Po wykazaniu bezwzględnej konieczności okazania sprawiedliwości przez Boga i wydania przez Niego wyroku na niegodziwych pozostaje pytanie: ,,Jak Bóg może być sprawiedliwy i w dalszym ciągu usprawiedliwić bezbożników?”. Odpowiedź znajdziemy w jednym z najwspanialszych słów zawartych w Piśmie Świętym – przejednaniu”. Słowo to pochodzi z łacińskiego słowa propicio, które oznacza „miłosierdzie”. w Nowym Testamencie jest ono tłumaczone z greckiego słowa hilastérion, które odnosi się do rzeczy, która dokonuje przejednania, przebłagania lub ułagodzenia. 

Jedyne inne miejsce w Nowym Testamencie, w którym występuje słowo hilastérion, znajduje się w Liście do Hebrajczyków, gdzie odnosi się do przebłagalni, która znajdowała się na wierzchu Arki Przymierza. Cherubiny zacieniały skrzydłami przebłagalnię, która wykonana była ze złota. W czasach Starego Testamentu Boża obecność znajdowała się w obłoku ponad przebłagalnią w Miejscu Najświętszym i to tam Bóg obiecał spotkać się ze Swoim ludem i dać im Swoje przykazania. Co najważniejsze, to właśnie miejsce ponad i przed przebłagalnią raz w roku w Dniu Pojednania arcykapłan siedem razy skrapiał krwią byka. To właśnie z tej przebłagalni Bóg ogłaszał wybaczenie Swojemu ludowi i oświadczał, że został z nim pojednany poprzez śmierć składanej ofiary. Dlatego właśnie przykrycie Arki było nazywane przebłagalnią, ponieważ to w tym miejscu dokonywało się odkupienie grzechu, co umożliwiało okazanie miłosierdzia. W naszym fragmencie słowo „przejednanie” odnosi się konkretnie do ofiary Jezusa Chrystusa na krzyżu Kalwarii. Pokazuje, że śmierć Jezusa. Wymazała nasz grzech, zadośćuczyniła sprawiedliwości Boga i uśmierzyła Jego gniew. Ponieważ Jezus Chrystus raz za na zawsze zapłacił za grzechy Swego ludu, Bóg może słusznie rozciągnąć miłosierdzie na winnych i być zarówno ,,sprawiedliwym i usprawiedliwiającym” dla każdego, kto wierzy w Jego Syna. Według Biblii człowiek zgrzeszył, a zapłatą za grzech jest śmierć. Bóg zaś jest sprawiedliwy i nie może uniewinnić winnych, dopóki wymogi prawa nie zostaną zaspokojone. Gdy nadeszła pełnia czasu, Syn Boży stał się człowiekiem i chodził po świecie, będąc doskonale posłusznym prawu Bożemu. Pod koniec Swojego życia, zgodnie z wolą Ojca, został ukrzyżowany przez niegodziwych ludzi. Na krzyżu zajął miejsce Swojego winnego ludu, a jego grzechy zostały przypisane na Jego rzecz. Jako na Tego, który poniósł grzech, spadło na Niego Boże przekleństwo, został porzucony przez Boga i zmiażdżony pod ciężarem gniewu Bożego. Jego śmierć była zapłatą za dług zaciągnięty przez grzech, zadośćuczyniła wymogom Bożej sprawiedliwości i uśmierzyła Boski gniew. W ten sposób Bóg rozwiązał ten wielki dylemat. Sprawiedliwie ukarał grzechy Swego ludu w śmierci Swego jedynego Syna i dlatego może dobrowolnie usprawiedliwić wszystkich, którzy w Nim pokładają nadzieję. Na zbadanie tej wielkiej prawdy poświęcimy kilka następnych rozdziałów. 

Artykuł pochodzi z treści książki Moc i Przesłanie Ewangelii:

Dlaczego niektóre fragmenty Biblii uważane są za gorszące? R.C. Sproul

Poza kwestiami mitologiczności, wewnętrznych sprzeczności, przeczenia nauce i historycznych nieścisłości ludzie odrzucają Biblię także i dlatego że jej treść postrzegana jest jako gorsząca. Szczególnym przedmiotem takiej krytyki są obrazy Bożego gniewu. Stary Testament krytykowany jest jako przedstawiający Boga bezlitosnego i samowolnego w swych wyrokach. Często powtarzane jest następujące zdanie: „Kochający Bóg Nowego Testamentu nie stanowi dla mnie problemu, to gniewnego Boga Starego Testamentu odrzucam”. W przypadku takich postaw wobec Starego Testamentu odnajdujemy poważne niezrozumienie gniewu Boga. Nie sposób odnaleźć przykładów Boga wydającego uznaniowe, zmienne wyroki. Jego gniew nie jest wymierzony przeciwko niewinnym, nigdy też nie jest pozbawiony uzasadnienia. Jego przyczyną jest zawsze grzech i bunt człowieka. Czymś ironicznym jest to, że Nowy i Stary Testament są sobie przeciwstawiane. Tę ironię dostrzec możemy jedynie u stóp krzyża. To właśnie krzyż Nowego Testamentu ujawnia najbardziej tajemniczy i najgwałtowniejszy akt Bożego gniewu, jaki tylko odnaleźć możemy w Piśmie Świętym. Sprawiedliwy doświadcza cierpienia, które sam dobrowolnie przyjmuje, wskutek przypisania mu grzechów całej ludzkości. Bez tego aktu gniewu nie ma łaski. Ale to właśnie dzięki aktowi gniewu ofiarowano nam łaskę. Nowy Testament nie rozróżnia Boga Jezusa i Boga Abrahama. Jezus zwraca się do Boga Starego Testamentu: to Bóg, któremu służy i którego objawia. Stary Testament, mimo manifestacji Bożego gniewu, pozostaje historią Bożej łaski i buntu ludzkości cierpliwie znoszonego przez Boga. W Nowym Testamencie istnieje pozbawiony precedensu gniew Boga, a w Starym Testamencie istnieje olbrzymie miłosierdzie. Taka fałszywa dychotomia, przeciwstawiająca Stary Testament Nowemu, jest rzeczą obcą samym autorom biblijnym. Gdy analizujemy prawodawstwo Izraelitów, to czyż nie dostrzegamy etyki prawnej, która jest w swej istocie okrutna? Czyż lista 35 przestępstw karanych śmiercią nie jest wyrazem barbarzyństwa? Czyż kary Starego Testamentu nie wyrażają czegoś, co uznalibyśmy za okrutne i osobliwe? Prawodawstwo Starego Testamentu wydaje się nam nieludzkie w perspektywie obecnych standardów społecznych. Żyjemy w epoce, w której poważne grzechy nie są poważnie traktowane. Żyjemy w czasach, w których świętość Boga i świętość ludzkiego życia zostały niestety zniekształcone. Jeśli zestawiamy prawo Starego Testamentu z obrazem stworzenia, to nie dostrzegamy Bożego okrucieństwa, lecz miłosierdzie. W stworzeniu wszelki grzech przeciwko Bogu jest karany karą główną. Poprzez najmniejszy akt buntu dopuszczamy się kosmicznej zdrady. Efektem każdego grzechu przeciwko przenajświętszemu Bogu może być, w sposób sprawiedliwy, śmierć. Dlatego też prawo starotestamentalne z jego znaczącą liczbą przestępstw ujawnia nie Boga okrutnego i gniewnego, lecz Boga świętego, kochającego i cierpliwego. To właśnie w tym przypadku odkrywamy wyjątkową okazję do nadprzyrodzonego pouczenia. Zgłębiając te fragmenty Pisma, które nas urażają, mamy okazję odkryć wyznawane przez nas wartości i przekonania, które nie odpowiadają Bożej mądrości. Jeśli Biblia nas uraza, być może wina nie leży po stronie Boga, tylko po naszej, obnażając nasze zepsucie i zniekształcone rozeznanie wartości. Zastanawiam się, co by się stało, gdybyśmy na jakiś czas zrezygnowali z krytykowania Biblii, pozwalając, by to Biblia krytykowała nas! 

Treść artykułu pochodzi z książki Powody by wierzyć

Gniew – sposób na morderstwo. Kevin DeYoung

Szóste przykazanie stało się przyczynkiem do rozmowy o sercu, gdyż w Kazaniu na górze Jezus daje wyraźnie do zrozumienia, że przykazanie to zabrania nie tylko morderstwa (Mt 5:21-22). Uczy nas ono, że Bóg nienawidzi tego, co jest korzeniem morderstwa: zazdrości, gniewu, pragnienia zemsty oraz każdej myśli, słowa, spojrzenia i czynu, które w jakikolwiek sposób ubliżałyby czy uwłaczały drugiemu człowiekowi. Co więcej, „Bóg […] chce zarazem, abyśmy kochali naszego bliźniego jak siebie samego i okazywali mu cierpliwość, pokój, łagodność, miłosierdzie i życzliwość oraz, o ile to w naszej mocy, zapobiegali złu, które mogłoby go spotkać, a także, byśmy dobrze czynili nawet naszym nieprzyjaciołom” (pytanie 107). Właśnie to sprawia, że tak trudno nie złamać tego przykazania. Nigdy nie przeprowadziłem aborcji i nigdy, nawet nieumyślnie, nie zabiłem człowieka (Bóg gotów jest nam przebaczyć i takie występki), ale zaledwie wczoraj zmagałem się z gniewem niemającym nic wspólnego ze słusznością. Skrzywiłem się, bo samochód przede mną jechał dużo poniżej dozwolonej prędkości i huknąłem na moje dzieci, kiedy skakały po łóżkach zamiast do nich wskakiwać. Nie wymyśliłem tych przykładów na poczekaniu. Naprawdę często wpadam w gniew, i to nieświęty, co w ogóle mnie nie bawi, bo taki gniew to grzech. Gniew to jeden z tych grzechów, na które zbyt łatwo przymykamy oko, mówiąc, że to przecież nic takiego. Owszem, gniew nie zawsze tożsamy jest z grzechem (przypomnijmy sobie zachowanie Jezusa w świątyni). Można się gniewać i nie grzeszyć (Ef 4:26). Tyle że – jeśli jesteśmy z sobą szczerzy – większość kotłującej się w nas złości do wspomnianej kategorii nie należy. Gniew, który jest grzechem, to ten skierowany ku niewłaściwej osobie, wypływający z niewłaściwych pobudek i zazwyczaj nieproporcjonalny do wywołującej go zniewagi. Niestety, taki najczęściej jest nasz gniew. Wyżywamy się na ludziach, wpadamy w złość z mało szlachetnych przyczyn i wybuchamy z powodu błahych zranień czy drobnych niedogodności. Jesteśmy opryskliwi dla kasjerów, niemili dla pracowników telefonicznej obsługi klienta, chowamy urazy wobec małżonków, plujemy jadem, gdy przegrywa ulubiona drużyna sportowa, i życzymy naszym wrogom najgorszego, karmiąc się myślami o słodkiej zemście na tych, którzy nas skrzywdzili.
Mamy problem z gniewem. Nie chodzi o to, że wpadamy we frustrację, że ktoś nas wyprowadza z równowagi, wpędza w złość czy doprowadza do szewskiej pasji. Jesteśmy pełni gniewu. Gniew, bez względu na to, co go wzbudza, wypływa z gniewnego serca – a tego nie wolno zignorować, gdyż staje się on szansą dla diabła (Ef 4:27). Nienawiść niczym się nie różni od morderstwa, a „żaden morderca nie ma życia wiecznego zostającego w sobie” (1 J 3:15). Spory, kłótnie i ataki gniewu są uczynkami ciała, a ci, którzy takie rzeczy czynią, królestwa Bożego nie odziedziczą” (Ga 5:19-21). Popieram gorliwość i prawe oburzenie. Chcę, aby ludzie nienawidzili niesprawiedliwości i mieli w pogardzie fałsz. To, czego nie chcę, to Kościół pełen złośliwych, gniewnych ludzi. Mamy miłować naszych nieprzyjaciół i modlić się za tych, którzy nas prześladują. Jeśli miłujemy tych, którzy nas miłują, jaką mamy nagrodę? ,,Czyż i celnicy tego nie czynią?” (Mt 5:46; por. w. 44). Jeśli nie miłujemy naszych bliźnich – także tych, których teologia jest błędna i którzy doprowadzają nas do szału – to nie zostaliśmy przemienieni przez Ducha Jezusa i nie powinniśmy się wypowiadać na temat morderstw czy grzechów innych, gdyż nie zrozumieliśmy treści szóstego przykazania.

Artykuł pochodzi z treści książki Niemalże zapomniana dobra nowina

Boże rządy w historii odkupienia 

Historia ludzkości jest historią odkupienia, która odsłania się zgodnie z Bożym planem. Jest to historia, którą Bóg Ojciec zaplanował, którą Jezus Syn wypełnił, a której Duch Święty dopełnił.  

Co to są rządy Boże?  

W języku greckim rządy określane są słowem oikovouia (oikonomia). Zostało ono trzykrotnie użyte w Liście do Efezjan (Ef 1:9-10;3:2, 9). Można je także przetłumaczyć jako ,,obowiązek szafarza” (1 Kor 9:17), ,,postanowienie Boga” (Kol 1:25) czy „tajemnicę swojej woli” (Ef 1:9-10). W podobny sposób używane jest też słowo oikovouoç (oikonomos), tłumaczone jako „zarządca” (Łk 16:2-4;Ga 4:2). Podobnie jak zarządca zarządza domem, tak Pan wszechświata rządzi niebem i ziemią, żeby zbawić swój naród wybrany przez Jezusa Chrystusa i swój Kościół według rządów Bożych (Ef 1:20-23). Rządy Boże obejmują cały proces zarządzania, przydzielania, układania, planowania, rządzenia i pielęgnowania, dotyczący sfer porządku, ruchu i czasu, jakim podlegają wszystkie rzeczy w świecie (Kol 1:25). Bóg nie opracował jedynie planu i nie powierzył po prostu jego  wypełnienia naturalnemu biegowi historii. On czynnie interweniuje w ciąg określonych zdarzeń ludzkiej historii, tak aby to, co zaplanował od początku czasu, przyniosło owoce. Fakt ten znany jest jako „Boża opatrzność”. Opatrzność Boga oraz Jego boskie rządy są częściami większego obrazu zwanego „historią odkupienia”. W centrum historii odkupienia znajdują się proroctwa mesjańskie i ich wypełnianie. 

Rządy Boże spełniają się zgodnie z wcześniej określoną wolą Boga. 

Zrządzenie Boże odnosi się do ,,odwiecznego planu lub zamiaru Boga, który ustanowił przed stworzeniem, aby uprzednio wyznaczyć wszystkie rzeczy, które się wydarzą” (Ef 1:4-5; 3:11). Nasze zbawienie zostało postanowione jeszcze przed stworzeniem (2 Tm 1:9; Tt 1:2). W Mt 25:34 król mówi do znajdujących się po jego prawicy: „Weźcie w posiadanie Królestwo, przygotowane wam od założenia świata”. Bóg zaplanował i uprzednio przygotował zbawienie swego ludu przez Jezusa Chrystusa przed stworzeniem tego świata (J 1:1-4, 18; 17:5, 24; Prz 8:22-23). Z tego powodu Ef 1:9-10 opisuje przyjście Jezusa jako ,,znak wypełnienia się czasów”, wskazując, że Boży plan zbawienia został ostatecznie wypełniony przez Jezusa Chrystusa, Słowo stało się ciałem. Również apostoł Paweł podkreślał, że rządy Boże dokonują się tylko w Chrystusie (Ef 1:3, 4, 7, 9, 10, 12, 15, 20). Jednak ze zdumieniem uświadomił sobie, że idea Izraelitów jako jedynego „ludu wybranego” upadła po przyjściu Jezusa, a Boży plan ocalenia objął swym zasięgiem także pogan. Opisał to jako ,,działanie tajemnicy” (Ef 3:9), ponieważ aż do tamtej chwili było to trzymane w ukryciu. Dzisiaj Bóg nadal interweniuje w historię ludzkości i urzeczywistnia swoją wolę zgodnie ze znakiem “wypełnienia się czasów” i “działaniem tajemnicy”. Boże dzieło odkupienia będzie się dokonywać nieprzerwanie, aż Jego wola i plan całkowicie się dopełnią w ponownym przyjściu Jezusa Chrystusa. 


Artykuł pochodzi z treści książki 

Bóg udoskonala to, w co zaopatruje. Bryan Chapell

Usprawiedliwienie z łaski jest wspaniałe, ale na nim Boży plan się nie kończy. Jezus Chrystus nie tylko ocala nas przed grzechami przeszłości, lecz także zapewnia nam wieczność z Nim. Właśnie dlatego Jezus powiedział, że każdy, kto wierzy w Niego, nie zginie, ale będzie miał życie wieczne (zob. J 3:16). Zbawienie, które oferuje Bóg, nie przypomina ratunku z pazurów tygrysa jednego dnia, aby kolejnego trafić do dżungli. Ewangelia to także Boże sposoby zapewniania nam duchowego bezpieczeństwa na wieki.

 

Zjednoczenie z Chrystusem

 

Bóg nie tylko kocha nas tak mocno jak Jezusa, ale Boża łaska czyni nas Jego dziećmi. „Patrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi. Dlatego świat nas nie zna, bo jego nie zna” (1 J 3:1). Jak jednak ktokolwiek z nas może stać się dzieckiem Boga, skoro narodził się fizycznie jako dziecko swych rodziców? Zostaliśmy usynowieni przez naszego Niebiańskiego Ojca (Ef 1:5-6). Ta odpowiedź ukazuje nam potężne implikacje łaski.

Jak działa ów proces usynowienia? Opisaliśmy już jego istotę: chodzi o położenie ufności w Chrystusie co do naszego duchowego życia z Bogiem. Czynimy to, mówiąc, że potrzebujemy tego, by Jezus nas uświęcił, wyznając nasz grzech i to, że nasze myśli, słowa i czyny nie wystarczają, by pojednać nas z Bogiem. Wówczas Bóg, wyłącznie z łaski, usprawiedliwia nas i stajemy się w Jego oczach prawi i umiłowani tak samo jak Jezus.

Nie omówiliśmy jeszcze wszystkich konsekwencji pełnej duchowej zależności. Skoro duchowe życie z Bogiem nie jest wynikiem naszych starań, zatem z ludzkiej perspektywy można nas właściwie uznać za martwych. Może się to wydawać dziwne, ale Ewangelia potwierdza słuszność tego wniosku. Co więcej, ta śmierć otwiera tak naprawdę drzwi do nowego życia w Bożej rodzinie.

Zjednoczeni ze śmiercią Chrystusa.

 

Apostoł Paweł dochodzi do wniosku, że człowiek nie może zrobić nic, co usprawiedliwiłoby go przed świętym Bogiem, po czym dodaje: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany: żyję, ale już nie ja” (Ga 2:20). Może brzmi to strasznie, ale to oczywista konkluzja odnośnie do tego, co to znaczy stanąć przed Bogiem dzięki ofierze Jezusa, a nie własnej świętobliwości. Naszą nadzieją jest nie to, co sami robimy, ale co uczynił Jezus. Nasz duchowy status – nasza tożsamość – jest przesiąknięty tą prawdą.

Zjednoczenie ze śmiercią Chrystusa może brzmieć strasznie, ale jest tak naprawdę czymś dobrym. Jeśli do krzyża została przybita cała prawda o nas, oznacza to, że nasze grzechy, wady i zaniedbania też się tam znalazły. Ponieważ na krzyż trafiło wszystko, co mogło nas duchowo oddzielić od Boga, On może nas przyciągnąć blisko Siebie. Co nam jednak przyjdzie z takiej intymności, skoro jesteśmy duchowo martwi? Św. Paweł odpowiada na to pytanie, przypominając nam, że nasze duchowe życie – nasza tożsamość przed Bogiem – wypływa teraz z innego źródła.

Zjednoczeni z życiem Chrystusa

Zostajemy złączeni nie tylko ze śmiercią, lecz także z życiem Chrystusa. „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany: żyję, ale już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2:20, podkr. Aut.), pisze św. Paweł. Nie tylko zapewnia on o nowym życiu w Chrystusie, ale porusza też kluczowy aspekt Ewangelii, dotąd przez nas niewspomniany – zmartwychwstanie.

Cierpiąc na krzyżu, Jezus uchylił karę, która została nałożona na ludzkość, gdy pierwszy raz zboczyła ona z Bożych dróg. Bóg ostrzegł Adama, że w przypadku nieposłuszeństwa – umrze (Rdz 2:17). Grzech Adama zerwał intymną więź życia łączącą serce człowieka ze świętym Bogiem. Bóg odpowiedział, wskrzeszając Jezusa z martwych mocą Ducha Świętego, aby wykazać, że ofiara Chrystusa usunęła skutki grzechu pierworodnego (Rz 8:11; 1 Kor 15:15-20).

Życie Jezusa po śmierci dowodzi prawdziwości danej nam przez Boga obietnicy zgładzenia grzechu oraz życia wiecznego. Grzech nie kończy naszej relacji z Bogiem, podobnie jak nie kończy jej kres naszego ziemskiego życia. Gdy zawodzi nasze śmiertelne ciało, nasz duch na zawsze trwa w bliskości z Panem. Nadejdzie też dzień, w którym Bóg wskrzesi nasze ciała – jak to uczynił z Jezusem – abyśmy w ciele i w duchu zostali na nowo złączeni z Jezusem. Ale tą dobrą nowiną zajmiemy się trochę później.

Na ten moment ważne jest, by zdać sobie sprawę, że dzięki powstaniu Jezusa z martwych duch każdego wierzącego już teraz jest złączony z Chrystusem. Choć Chrystus umarł, znowu żyje. Żyje w nas, w duchowym zjednoczeniu z naszym duchem. Nie zapominajmy, że apostoł Paweł mówi: „żyje we mnie Chrystus”. Skoro można nas właściwie uznać za martwych (ponieważ żaden nasz uczynek nie zapewni nam uznania w oczach Boga) i skoro Jezus żyje w nas (ponieważ Jego Duch złączony jest z naszym duchem), tożsamość Jezusa staje się naszą tożsamością. Wszystko, co można powiedzieć o Nim – Jego mądrość, świętość i prawość – zajmuje miejsce naszej głupoty, grzechu i buntu (1 Kor 1:31). Apostoł słusznie raduje się tym, że Chrystus jest naszym życiem (Kol 3:4) oraz że „dla mnie bowiem życie to Chrystus” (Flp 1:21). Dzięki naszemu duchowemu zjednoczeniu z Chrystusem wszystko, co nas hańbi, umarło, a nam przynależy wszystko, co oddaje Mu cześć.

Artykuł pochodzi z treści książki Ewangelia w centrum

Przedstawianie Boga w obrazach jest wykluczone. Jan Kalwin

Pismo bierze pod uwagę ułomność i prymitywizm ludzkiego rozumu, więc wypowiada się wprost, kiedy pragnie odróżnić Boga prawdziwego od bogów zmyślonych. Czyni tak nie po to, żeby pochwalać rozmaite pomysły filozofów, ale żeby podkreślić ich niedorzeczność i pokazać, że wszystkie te spekulacje są pozbawione sensu. Tym sposobem Bóg jest wyróżniony, a wszelkie bóstwa wymyślone na świecie zostają wykluczone i dowiadujemy się, że wszystko, co ludzie wytworzyli w swoich umysłach powinno być unicestwione, ponieważ jedynie Bóg może wystawiać świadectwo o sobie samym.

Ale ponieważ na całym świecie rozpowszechniła się głupia i szkodliwa praktyka obrazowego przedstawiania Boga – w drewnie, w kamieniu, w złocie, srebrze i wszelkich ziemskich materiałach – musimy przyjąć do wiadomości, że ilekroć Bóg jest przedstawiany w ten sposób, tylekroć Jego chwała jest przewrotnie takim bałwochwalstwem pomniejszana. Toteż Bóg, który – jak powiada Prawo – sam jeden jest Panem i tylko Jemu należy oddawać cześć, poucza nas, jaką służbę pochwala, a jaką odrzuca: „Nie będziesz czynił sobie żadnego rzeźbionego posągu ani żadnej podobizny” (Wj 20:4). Aby okiełznać ludzkie zuchwalstwo i zapobiec przedstawianiu Go pod jakąkolwiek widzialną postacią, wylicza krótko różne zabobony od najdawniejszych czasów służące fałszowaniu prawdy.

Wiemy, że Persowie adorowali Słońce i z gwiazd, które ich ślepy rozum widział na niebie, zrobili sobie bogów. W Egipcie bogami były wszelkie ziemskie zwierzęta, a nawet cebula i pory. Grecy uważali się za mądrzejszych i bardziej powściągliwych, adorując Boga pod ludzkimi postaciami. Ale Bóg, potępiając obrazy, nie porównuje ich między sobą jako lepsze czy gorsze, lecz odrzuca wszystkie bez wyjątku podobizny, posągi i inne figury stworzone przez bałwochwalców po to, aby się doń zbliżyć.

Łatwo pojąć powody takiego zakazu. Napisano bowiem: „I PAN przemówił do was spośród ognia. Usłyszeliście dźwięk słów, lecz nie widzieliście żadnej postaci, tylko głos usłyszeliście” (Pwt 4:12) oraz „Strzeżcie więc pilnie swoich dusz, gdyż nie widzieliście żadnej postaci w dniu, w którym PAN przemówił do was na Horebie (…) abyście się nie zepsuli i nie czynili sobie rzeźbionego posągu” (Pwt 4:15-16). W ten sposób Bóg przemawia przeciwko wszelkim figurom i pokazuje, że ci, którzy przedstawiają Go w widzialnej formie, w istocie odwracają się od Niego. Co do proroków, wystarczy jeden, Izajasz, dowodzący mocniej od innych, jak cierpi boski majestat, kiedy bezcielesny Bóg staje się podobny do cielesnej materii, kiedy Bóg niewidzialny otrzymuje widzialną postać i kiedy próbuje się Go upodobnić (Jego, będącego Duchem) do martwego przedmiotu; kiedy On, który wypełnia wszystko swoją nieskończoną istotą, staje się kawałkiem kamienia, drewna czy złota (Iz 40:18 i dalsze; 45,9, 41:7,29, 4:60). A oto, co na ten temat mówi św.Paweł: „Będąc więc z rodu Boga, nie powinniśmy sądzić, że Bóstwo jest podobne do złota, srebra lub kamienia, misternie wyrzeźbionych według wyobrażenia ludzkiego” (Dz 17:29).

Możemy z tego wywnioskować, że wszystkie posągi i obrazy wykute i namalowane dla przedstawienia Boga wcale Mu się nie podobają, gdyż godzą w Jego majestat. I nie należy się dziwić, że Duch Święty przemawia z nieba jasno i wyraźnie, zmuszając biednych bałwochwalców na ziemi do okazania skruchy. Skarga Seneki, przytaczana przez św. Augustyna, wyraża to jasno. Ubolewa on mianowicie, że świętym, nieśmiertelnym i nietykalnym bogom poświęca się byle jakie, bezwartościowe materiały; że nadaje im się postać ludzką bądź zwierzęcą wedle własnej wyobraźni; że wreszcie czyni się ich jednocześnie mężczyzną i kobietą w rozmaitych materiałach, aby na koniec nazywać ich „bogami”.

Artykuł pochodzi z treści książki Podstawy Religii Chrześcijańskiej

Prawdziwa świętość. Paul Washer

Tak wiele mówimy o konieczności bycia radykalnymi chrześcijanami. Radykalni chrześcijanie to nie ludzie, którzy skaczą na koncertach. Radykalni chrześcijanie to nie ci, którzy tylko noszą koszulki z chrześcijańskimi napisami. Radykalnymi chrześcijanami są ludzie, którzy przynoszą owoc Ducha Świętego. To ci, którzy szanują i czczą swoich rodziców, nawet jeśli ci postępują źle. To ludzie, którzy nie ubierają się nieprzyzwoicie, aby obnażać swoje ciała. Jeśli twoje ubranie jest ramą dla twojego oblicza, Bóg znajduje w nim upodobanie. Jeżeli zaś jest ono ramą dla twojego ciała i jest nieprzyzwoite, to Bóg nienawidzi tego, co robisz. Mówię o prawdziwym chrześcijaństwie! Dużo czasu spędziłem w dżunglach. Zamarzałem w Andach. Widziałem, jak ludzie umierają. Widziałem małego chłopca pięciokrotnie postrzelonego w brzuch i porzuconego na chodniku tylko dlatego, że powiedział: Strasznie się boję, ale nie mogę zaprzeć się Jezusa Chrystusa. Proszę, nie zabijajcie mnie, ale ja się Go nie wyrzeknę”. Ten chłopiec umarł w kałuży krwi. A ty uważasz się za radykalnego chrześcijanina, ponieważ przyjechałeś na konferencję! Mówię o prawdziwej świętości. Mówię o prawdziwej pobożności. Czego potrzeba, aby Bóg poruszył się pośród nas? Potrzeba tego, abyśmy wszyscy uświadomili sobie swój grzech; abyśmy padli na twarze i zaczęli płakać, ponieważ oglądamy rzeczy, których Bóg nienawidzi, ubieramy się w sposób, którego Bóg nienawidzi, wyglądamy jak świat i pachniemy jak świat. Potrzeba, abyśmy zaczęli opłakiwać rzeczy, które zasmucają Boga. Musimy płakać nad tym, że brak nam świadomości własnej grzeszności, nad płytką znajomością Jego Słowa. Choć wierzymy, że Pismo Święte jest nieomylnym Słowem Bożym, wszystko czego nauczamy to niebiblijne ilustracje, anegdoty, a także nic nieznaczące fantazyjne historyjki. Niechaj Pan oświeci nas, abyśmy odwrócili się od swoich grzechów, wyrzekli się rzeczy, w których nie ma On upodobania, przylgnęli do Niego, rozsmakowali się w Nim i kochali Go! Modlę się, aby Bóg wzbudził dzisiaj misjonarzy. Nie chcę, abyś miał wszystko to, czego być może inni ci życzą. Twoi rodzice mogą pragnąć, żebyś miał zapewnione bezpieczeństwo, wykupioną polisę ubezpieczeniową i ładny dom. Chcą, byś miał dobre samochody i cieszył się szacunkiem. Ja chcę dla ciebie tego samego, czego pragnę dla mojego syna aby pewnego dnia, podniósłszy duchowy sztandar Jezusa Chrystusa, głosił Słowo Boże i ustawił ten sztandar na wzgórzu, na którym nikt przed nim jeszcze go nie ustawił. Chcę, aby wyznał: „Jezus Chrystus jest Panem”, nawet jeśli będzie go to kosztowało życie. A co, jeśli powie mi to samo, co będąc młodym człowiekiem powiedziałem sam? „Jadę w góry. Jadę do dżungli”. Słysząc to, ludzie mnie przestrzegali: „Nie możesz tam jechać. Zwariowałeś. To jest wojna. Zginiesz”. Jeśli mój syn, gdy dorośnie, spakuje swój plecak i postanowi tam pojechać, będę się za niego modlił i powiem mu: „Ruszaj! Niech Bóg będzie z tobą, mój synu, a jeśli umrzesz, zobaczę cię w chwale i uczczę twoją śmierć”.

Artykuł pochodzi z treści książki Ciasna brama, wąska droga

Współczujący Arcykapłan. John Piper

Chrystus stał się naszym kapłanem przez złożenie ofiary z samego siebie na krzyżu (Hbr 9:26). On jest naszym pośrednikiem między nami a Bogiem. Jego posłuszeństwo i cierpienie były tak doskonałe, że Bóg nie odrzucił tej ofiary. Dlatego, jeśli przychodzimy do Boga przez Niego, Bóg również nas nie odrzuci. Jednak jest jeszcze lepiej. Przed pójściem na krzyż przez trzydzieści lat Chrystus był kuszony tak, jak kuszony jest każdy człowiek. To prawda, że nigdy nie zgrzeszył. Jednak mądrzy ludzie wskazali, że oznacza to, że jego pokusy były silniejsze, a nie słabsze niż nasze. Jeśli ktoś poddaje się pokusie, nigdy nie osiąga ona najpełniejszego najdłuższego ataku. Kapitulujemy, podczas gdy presja wciąż narasta. Jednak Jezus nigdy tego nie zrobił. Wytrzymał więc całą presję do końca i nigdy się nie poddał. Wie, co to znaczy być kuszonym z całą siłą. Całe życie w pokusach, które osiągnęły punkt kulminacyjny w nadzwyczajnych cierpieniach i porzuceniu, dało Jezusowi niezrównaną zdolność współczucia kuszonym i cierpiącym ludziom. Nikt nigdy nie cierpiał więcej, niż On. Nikt nigdy nie zniósł więcej złego traktowania. I nikt nigdy nie zasługiwał na to mniej ani nie miał większego prawa do obrony. Jednak apostoł Piotr powiedział: „Który grzechu nie popełnił, a w jego ustach nie znaleziono podstępu; który, gdy my złorzeczono, nie odpowiadał złorzeczeniem, gdy cierpiał, nie groził, ale powierzył sprawę temu, który sądzi sprawiedliwie” (1P 2:22-23).

Dlatego Biblia mówi, że potrafi „współczuć naszym słabościom” (Hbr 4:15). To jest niesamowite. Zmartwychwstały Syn Boży w niebie, po prawicy Boga, mający wszelką władzę nad wszechświatem, czuje to, co my czujemy, gdy przychodzimy do Niego w smutku lub bólu, albo gdy jesteśmy zapędzeni w kozi róg obietnicami grzesznej przyjemności. Dlaczego to jest tak ważne? W Biblii mamy odpowiedź, przez pokazanie zależności między współczuciem Jezusa, a naszą ufnością w modlitwie. Jest napisane, że skoro potrafi „współczuć naszym słabościom (…) [to powinniśmy przystąpić] z ufnością do tronu łaski, abyśmy dostąpili miłosierdzia i znaleźli łaskę ku pomocy w stosownej chwili” (Hbr 4:15-16). Najwyraźniej chodzi o coś takiego: Możemy czuć się niemile widziani w obecności Boga, jeśli przyjdziemy do Niego, walcząc z grzechem. Tak bardzo odczuwamy Bożą czystość i doskonałość, że wszystko wokół nas wydaje się nieodpowiednie w Jego obecności. Jednak pamiętamy, że Jezus jest „współczujący”. On nie jest przeciwko nam, ale współczuje nam. Ta świadomość współczucia Chrystusa dodaje nam odwagi. On zna nasz płacz. Posmakował naszej walki. Nakazuje nam przyjść z ufnością, kiedy poczujemy naszą potrzebę. Przypomnijmy więc sobie starą piosenkę Johna Newtona:

Przychodząc przed króla oblicze,

Powinieneś wielkie prości ze sobą przynosić;

Bo Jego łaska i moc są tak liczne,

Że nikt nigdy nie może o zbyt wiele prosić.

Artykuł pochodzi z treści książki Dlaczego Jezus umarł?

Dodaj tu swój tekst nagłówka

Bóg udoskonala to, w co zaopatruje. Bryan Chapell

Usprawiedliwienie z łaski jest wspaniałe, ale na nim Boży plan się nie kończy. Jezus Chrystus nie tylko ocala nas przed grzechami przeszłości, lecz także zapewnia nam wieczność z Nim. Właśnie dlatego Jezus powiedział, że każdy, kto wierzy w Niego, nie zginie, ale będzie miał życie wieczne (zob. J 3:16). Zbawienie, które oferuje Bóg, nie przypomina ratunku z pazurów tygrysa jednego dnia, aby kolejnego trafić do dżungli. Ewangelia to także Boże sposoby zapewniania nam duchowego bezpieczeństwa na wieki.

Zjednoczenie z Chrystusem

Bóg nie tylko kocha nas tak mocno jak Jezusa, ale Boża łaska czyni nas Jego dziećmi. „Patrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec, że zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi. Dlatego świat nas nie zna, bo jego nie zna” (1 J 3:1). Jak jednak ktokolwiek z nas może stać się dzieckiem Boga, skoro narodził się fizycznie jako dziecko swych rodziców? Zostaliśmy usynowieni przez naszego Niebiańskiego Ojca (Ef 1:5-6). Ta odpowiedź ukazuje nam potężne implikacje łaski.

Jak działa ów proces usynowienia? Opisaliśmy już jego istotę: chodzi o położenie ufności w Chrystusie co do naszego duchowego życia z Bogiem. Czynimy to, mówiąc, że potrzebujemy tego, by Jezus nas uświęcił, wyznając nasz grzech i to, że nasze myśli, słowa i czyny nie wystarczają, by pojednać nas z Bogiem. Wówczas Bóg, wyłącznie z łaski, usprawiedliwia nas i stajemy się w Jego oczach prawi i umiłowani tak samo jak Jezus.

Nie omówiliśmy jeszcze wszystkich konsekwencji pełnej duchowej zależności. Skoro duchowe życie z Bogiem nie jest wynikiem naszych starań, zatem z ludzkiej perspektywy można nas właściwie uznać za martwych. Może się to wydawać dziwne, ale Ewangelia potwierdza słuszność tego wniosku. Co więcej, ta śmierć otwiera tak naprawdę drzwi do nowego życia w Bożej rodzinie.

Zjednoczeni ze śmiercią Chrystusa

Apostoł Paweł dochodzi do wniosku, że człowiek nie może zrobić nic, co usprawiedliwiłoby go przed świętym Bogiem, po czym dodaje: „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany: żyję, ale już nie ja” (Ga 2:20). Może brzmi to strasznie, ale to oczywista konkluzja odnośnie do tego, co to znaczy stanąć przed Bogiem dzięki ofierze Jezusa, a nie własnej świętobliwości. Naszą nadzieją jest nie to, co sami robimy, ale co uczynił Jezus. Nasz duchowy status – nasza tożsamość – jest przesiąknięty tą prawdą.

Zjednoczenie ze śmiercią Chrystusa może brzmieć strasznie, ale jest tak naprawdę czymś dobrym. Jeśli do krzyża została przybita cała prawda o nas, oznacza to, że nasze grzechy, wady i zaniedbania też się tam znalazły. Ponieważ na krzyż trafiło wszystko, co mogło nas duchowo oddzielić od Boga, On może nas przyciągnąć blisko Siebie. Co nam jednak przyjdzie z takiej intymności, skoro jesteśmy duchowo martwi? Św. Paweł odpowiada na to pytanie, przypominając nam, że nasze duchowe życie – nasza tożsamość przed Bogiem – wypływa teraz z innego źródła.

Zjednoczeni z życiem Chrystusa

Zostajemy złączeni nie tylko ze śmiercią, lecz także z życiem Chrystusa. „Z Chrystusem jestem ukrzyżowany: żyję, ale już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus” (Ga 2:20, podkr. Aut.), pisze św. Paweł. Nie tylko zapewnia on o nowym życiu w Chrystusie, ale porusza też kluczowy aspekt Ewangelii, dotąd przez nas niewspomniany – zmartwychwstanie.

Cierpiąc na krzyżu, Jezus uchylił karę, która została nałożona na ludzkość, gdy pierwszy raz zboczyła ona z Bożych dróg. Bóg ostrzegł Adama, że w przypadku nieposłuszeństwa – umrze (Rdz 2:17). Grzech Adama zerwał intymną więź życia łączącą serce człowieka ze świętym Bogiem. Bóg odpowiedział, wskrzeszając Jezusa z martwych mocą Ducha Świętego, aby wykazać, że ofiara Chrystusa usunęła skutki grzechu pierworodnego (Rz 8:11; 1 Kor 15:15-20).

Życie Jezusa po śmierci dowodzi prawdziwości danej nam przez Boga obietnicy zgładzenia grzechu oraz życia wiecznego. Grzech nie kończy naszej relacji z Bogiem, podobnie jak nie kończy jej kres naszego ziemskiego życia. Gdy zawodzi nasze śmiertelne ciało, nasz duch na zawsze trwa w bliskości z Panem. Nadejdzie też dzień, w którym Bóg wskrzesi nasze ciała – jak to uczynił z Jezusem – abyśmy w ciele i w duchu zostali na nowo złączeni z Jezusem. Ale tą dobrą nowiną zajmiemy się trochę później.

Na ten moment ważne jest, by zdać sobie sprawę, że dzięki powstaniu Jezusa z martwych duch każdego wierzącego już teraz jest złączony z Chrystusem. Choć Chrystus umarł, znowu żyje. Żyje w nas, w duchowym zjednoczeniu z naszym duchem. Nie zapominajmy, że apostoł Paweł mówi: „żyje we mnie Chrystus”. Skoro można nas właściwie uznać za martwych (ponieważ żaden nasz uczynek nie zapewni nam uznania w oczach Boga) i skoro Jezus żyje w nas (ponieważ Jego Duch złączony jest z naszym duchem), tożsamość Jezusa staje się naszą tożsamością. Wszystko, co można powiedzieć o Nim – Jego mądrość, świętość i prawość – zajmuje miejsce naszej głupoty, grzechu i buntu (1 Kor 1:31). Apostoł słusznie raduje się tym, że Chrystus jest naszym życiem (Kol 3:4) oraz że „dla mnie bowiem życie to Chrystus” (Flp 1:21). Dzięki naszemu duchowemu zjednoczeniu z Chrystusem wszystko, co nas hańbi, umarło, a nam przynależy wszystko, co oddaje Mu cześć.

Artykuł pochodzi z treści książki: Ewangelia w Centrum