Miesiąc: luty 2024

Gdy Chrystus na nic się nie przydaje. Timothy Keller

W ostatecznym rozrachunku Galacjanie muszą dokonać wyboru. Czy uznają Chrystusa za swój skarb, w którym znajdują przebaczenie i spełnienie, czy też zwrócą się ku zachowywaniu prawa i ku obrzezaniu? Głoszone przez judaizantów nauczanie było następujące: Jeśli się nie obrzezacie i nie będziecie zachowywać prawa, nie dostąpicie zbawienia (zob. Dz 15:1, 5). Natomiast św. Paweł ripostuje, że Galacjanie nie będą mogli być zbawieni w sytuacji, gdy to nauczanie przyjmą i mu się podporządkują. Wówczas bowiem ,,Chrystus na nic [im] się nie przyda” (Ga 5:2). Również w tym przypadku św. Paweł powtarza twierdzenie poczynione już wcześniej w tym liście (tym razem w rozdziale pierwszym). A zatem znów musimy pamiętać, że tego typu powtórki są w Piśmie celowe: pewne rzeczy musimy usłyszeć, i to kilkukrotnie! Święty Paweł zaś chce, by Galacjanie zapamiętali, że nie można czegokolwiek dodawać do Chrystusa bez odjęcia Jego samego. Chrystus albo będzie dla nich wszystkim, albo do niczego im się nie przyda. Jeśli posłuszeństwo prawu wejdzie w skład ich systemu zbawienia, stanie się ono ich jedynym systemem, a zatem będą zobowiązani wypełnić całe prawo (w. 3) – co, jak już zobaczyliśmy, jest po prostu niemożliwe (3:10-11). Próba osiągnięcia usprawiedliwienia na podstawie prawa jest dążeniem do samozbawienia i oznacza ,,oddzielenie od Chrystusa” (w. 4; BE). Nie możemy trzymać się łaski, jeśli w życiu koncentrujemy się na wypełnianiu uczynków (w. 4). Krótko mówiąc, werset 1 przypomina o naszej subiektywnej wolności w Chrystusie: o tym, że nasze posłuszeństwo Bogu nie wypływa już z pobudek będących dla nas obciążeniem i zniewoleniem. Wersety 2-4 przypominają o naszej obiektywnej wolności w Chrystusie: o tym, że zostaliśmy uwolnieni od obowiązku zachowywania całego prawa w imię dostąpienia usprawiedliwienia przed Bogiem. Święty Paweł wskazuje, że Ewangelia wyzwala nas zarówno z poczucia winy, jak i z niewoli grzechu; zarówno od potępienia związanego z grzechem, jak i od motywacji do popełniania grzechów. Czy werset 4 oznacza, że prawdziwi chrześcijanie mogą utracić swe zbawienie i odpaść od łaski? Mogłoby się tak wydawać. Ale jak zobaczymy już za chwilę (w. 5-6), chrześcijanie opierają całe swe życie na pewności co do obecnego i przyszłego bycia akceptowanymi przez Boga. Nie da się być pewnym własnego zbawienia, uważając, że musimy zasłużyć sobie na nie (czy choćby je podtrzymać) własnymi staraniami. Jeśli stale ,,zbawiamy” samych siebie dzięki dobremu życiu, jak możemy mieć pewność, że jesteśmy wystarczająco porządni, by zachować Bożą przychylność? Jednak w Biblii często czytamy, że chrześcijanie mogą mieć świadomość tego, iż są już bezpieczni i zbawieni (zob. np. 1 J 2:3). Innymi słowy na zbawienie nie zarabiamy” sobie własnym postępowaniem i nie możemy tym postępowaniem „zarobić” na jego utratę. Święty Jan w następujący sposób opisuje ludzi, którzy trwale odwracają się od wiary: „nie byli [oni] z nas. Gdyby bowiem byli z nas, zostaliby z nami” (1 J 2:19). Apostołowi chodzi o to, że prawdziwi chrześcijanie uzyskują zbawienie na podstawie łaski i potwierdzają swą przynależność do chrześcijaństwa poprzez stałe pokładanie ufności w łasce! Na tej samej zasadzie ci, którzy odpadają od łaski, w rzeczywistości nigdy na niej nie polegali. Dlatego właśnie św. Paweł może powiedzieć w Ga 5:10: ,,mam co do was przekonanie w Panu, że nie będziecie innego zdania”- żywi on przekonanie, że Galacjanie naprawdę są chrześcijanami, a zatem swą pozytywną reakcją na jego przestrogi pokażą, iż z całego serca wierzą Ewangelii. Jednak chrześcijanie i tak muszą wysłuchać ostrzeżeń zawartych w wersetach 2-4. Święty Paweł stwierdza: Nie liczą się wasze zapewnienia, że dokonaliście nawrócenia, ani wasze opowieści o tym, jak bardzo waszym zdaniem Chrystus przemienił wasze życie. Jeśli uznajecie, że wasze zbawienie w jakikolwiek sposób zależy od waszego postępowania, to odrzucacie zbawienie na podstawie samej wiary w samego Chrystusa (choć jestem przekonany, że tak nie czynicie) i nie możecie być przez Niego zbawieni. Apostoł wskazuje, że jest to prawdziwy sprawdzian tego,
czy dana osoba jest chrześcijaninem, czy też nie.

Nadzieja na to, co już posiadamy

Święty Paweł zachęca Galacjan, by zamiast dążyć do samodzielnego osiągnięcia sprawiedliwości (które to starania skazane na porażkę), po prostu ,,oczekiwali nadziei sprawiedliwości” (w. 5). Biblijne słowo elpida, tłumaczone jako „nadzieja”, ma o wiele silniejszą wymowę niż w naszym języku. W Piśmie Świętym „mieć nadzieję” nie oznacza ,,liczyć na”, jak w zdaniu: Czy jutro będzie słonecznie? – Mam nadzieję (ale nie mam co do tego żadnej pewności). W Biblii pojęcie „nadzieja” odnosi się do posiadania mocnej pewności odnośnie do czegoś (zob. Hbr 11:1). Stanowi to poważny problem dla czytelników współczesnych przekładów. Słowo oznaczające w grece ,,całkowitą pewność” w naszym języku znaczy „odrobina pewności”. A zatem łatwo nam opacznie zrozumieć wiele fragmentów! Na to, jaki jest prawdziwy sens pojęcia „nadzieja”, wskazuje werset 5 omawianego rozdziału, w którym św. Paweł stwierdza, że po prostu ,,oczekujemy” na sprawiedliwość. Nie staramy się o nią ani do niej nie dążymy. Wiemy, że ona nastanie i że się zbliża. Tak więc możemy jej oczekiwać z przejęciem, nie zaś z niepokojem. Czym dokładnie jest to, czego się spodziewamy? Sprawiedliwość jest czymś więcej niż dobroć. Polega ona na byciu całkowicie ,,w porządku” i pozostawaniu we właściwej relacji z Bogiem. Święty Paweł wskazuje, że już teraz możemy żyć ze świadomością, iż w przyszłości z pewnością czeka nas bycie uwielbionymi i przyjętymi w Boże objęcia, bowiem wiemy, że skoro jesteśmy ,,synami, to i dziedzicami Bożymi” (4:7). Nikt inny – ani ludzie całkowicie zeświecczeni, ani wyznawcy jakiejkolwiek innej religii – nie może postrzegać swej przyszłości w taki właśnie sposób! Osoby niereligijne nie mają pojęcia, co będzie się z nimi działo za milion lat, zaś te religijne, ale pozbawione Ewangelii, muszą żywić niepokój co do swego przyszłego losu, nie mogąc podchodzić do niego ze spokojem ani oczekiwać go z radością. Pewność co do tego, że naszą przyszłość spędzimy z Bogiem, stanowi owoc Ewangelii. Wspominając o przyszłości, św. Paweł kieruje naszą wyobraźnię ku temu, na czym będzie polegać nasz promieniejący, chwalebny, piękny i doskonały stan. W innym miejscu apostoł stwierdza, że Jezus przyszedł na świat, by przedstawić nas sobie jako „chwalebnych, niemających skazy ani zmarszczki […], lecz […] świętych i nienagannych” (Ef 5:27). Wiemy, że tacy na pewno będziemy, a zatem w istocie jest to prawdą już teraz. Mamy żyć ze świadomością, że jesteśmy – i zawsze będziemy absolutnie piękni w oczach Bożych. Ujmując to inaczej: jesteśmy obecnie przez Boga kochani i traktowani tak samo, jak będzie to wówczas, gdy już doświadczymy doskonałej chwalebności w niebie. Święty Paweł mówi, że dzięki wierze i dziełu Ducha możemy (i faktycznie będziemy) z gorliwością oczekiwać tej sprawiedliwości i obiecanej chwały. Tak więc czekanie nie polega po prostu na intelektualnym uznaniu, że coś nas czeka w przyszłości. Użyty w oryginale język jest zbyt wymowny, a spodziewane skutki są zbyt doniosłe, by chodziło tutaj o zaledwie
taką postawę.

Apostoł odnosi się tu do duchowej dyscypliny. Polega ona na pielęgnowaniu w sobie określonego nastawienia serca: żarliwego, pełnego pasji zachwytu tym, co otrzymaliśmy w Chrystusie. Wiąże się z tym refleksja i rozmyślanie nad naszym usprawiedliwieniem, usynowieniem i przyszłym uwielbieniem, a następnie dopasowywanie do tego naszego postępowania. Musimy na tyle często kierować swą uwagę ku temu, kim jesteśmy i co posiadamy w Chrystusie, by nasze serca ulegały poruszeniu, a nasze zachowanie zgadzało się z tą niewidzialną rzeczywistością.
To właśnie dzieje się w osobach pokładających wiarę w Synu,
w których swego dzieła dokonuje Duch.

Wystawiony na widok publiczny. Paul Washer

We fragmencie z Listu do Rzymian 3,25 czytamy, że Bóg ustanowił Swojego Syna przebłaganiem. Słowo ustanowił pochodzi od greckiego słowa protíthemai, które oznacza wystawić coś na widok publiczny. Na krzyżu Bóg dosłownie ,,umieścił Swojego Syna na afiszu”. Dokładnie w tym momencie historii umieścił Go na drzewie, w miejscu, które było skrzyżowaniem religijnego centrum wszechświata, aby wszyscy mogli Go ujrzeć. 

Chociaż nie jest to wyraźnie określone w Piśmie Świętym, nie byłoby błędem założyć, że Bóg mógłby schować grzech w szafie lub że Chrystus mógł umrzeć w mniej eksponowany sposób. Fakt, że został otwarcie ukazany światu, jest dowodem na to, że Bóg zamierzał, aby Jego cierpienie i śmierć były narzędziami lub środkami objawienia. Przez krzyż Bóg zdecydował się objawić ludziom i aniołom pewne prawdy o sobie, które nie mogły być objawione w żaden inny sposób. To jest wielowiekowe świadectwo Kościoła, że krzyż Jezusa Chrystusa jest największym objawieniem Boga i samej rzeczywistości. Krzyż jest tym wielkim i ostatecznym słowem od Boga do człowieka, które wyjaśnia wszystko, co musi być wyjaśnione, i odpowiada na nasze odwieczne pytania dotyczące celu i działania Boga wśród ludzi. 

Nawet próba ogólnego podsumowania tego wszystkiego, co objawia krzyż Chrystusa, wybiega poza zakres tego rozdziału. Pożyczając od apostoła Jana, możemy powiedzieć, że jeśli wszystko, co objawia krzyż, miałoby być szczegółowo zapisane, nawet cały świat nie pomieściłby ksiąg, które trzeba byłoby napisać. Dlatego też musimy ograniczyć się do tego fragmentu i uważnie iść tropem myśli apostoła Pawła. Będąc pod bezpośrednim i nieomylnym prowadzeniem Ducha Świętego, apostoł omija wszystkie inne niezliczone i drogocenne klejnoty objawione przez krzyż i wskazuje nam na jedną z największych prawd Ewangelii: Bóg wystawił na widok publiczny Swego Syna, aby zademonstrować, że jest sprawiedliwym Bogiem. 

Początkowo prawda ta może nie wydawać się tak niezwykła ani zaskakująca dla tych, którzy badali Pismo Święte. Od początku do końca Biblia świadczy, że Bóg jest sprawiedliwy, że wszystkie Jego dzieła są doskonałe i że wszystkie Jego drogi są sprawiedliwe. Dlaczego zatem Bóg musi publicznie ukazać ludziom i aniołom, że jest sprawiedliwy? Cóż takiego uczynił, że podał w wątpliwość Swoją własną sprawiedliwość, tak że teraz musi wyjaśniać swoje drogi i oczyścić Swoje imię? Apostoł Paweł wyjaśnia, że konieczne jest, aby Bóg raz na zawsze udowodnił Swoją sprawiedliwość i zademonstrował Swoją prawość: ,,przez odpuszczenie, w swojej cierpliwości, przedtem popełnionych grzechów”. Innymi słowy, Bóg dostrzegł, że musi objawić Swoją sprawiedliwość ludziom i aniołom, ponieważ przez całą historię ludzkości wstrzymywał Swój sąd nad grzesznikami i wybaczał niegodziwym. Chociaż jest to dobra wiadomość dla grzesznika, stanowi największy problem teologiczny i etyczny w Piśmie Świętym: Jak Bóg może być sprawiedliwy, jednocześnie wstrzymując Swój sąd i oferując przebaczenie tym, którzy powinni być potępieni? Jak Bóg może być sprawiedliwy, a jednak usprawiedliwić bezbożników? 

BOSKI DYLEMAT 

Słownik Webstera definiuje słowo ,,dylemat” jako ,,sytuację wymagającą wyboru pomiędzy dwoma równie niezadowalającymi opcjami” lub problem, dla którego pozornie nie da się znaleźć zadowalającego rozwiązania”. W Piśmie Świętym największy ze wszystkich dylematów pojawia się przed nami niemal na każdej stronie: jak sprawiedliwy Bóg może przebaczyć niegodziwym? 

W poprzednim rozdziale mocno się napracowaliśmy, aby udowodnić, że Bóg usprawiedliwia za darmo nawet najbardziej niegodziwych ludzi, którzy okażą wiarę i nawrócą się do Niego. Ta prawda jest największą radością Kościoła i tematem naszych najwspanialszych i ulubionych hymnów. Radujemy się wraz z królem Dawidem: „Błogosławiony ten, komu przebaczono występek, komu grzech zakryto”. Ale problem pozostaje; jak Bóg może być sprawiedliwy, a mimo to przebaczać niegodziwym? Czy sędzia świata nie powinien postępować, jak należy? Czy sprawiedliwy Bóg może być obojętny na grzech i zamiatać go pod dywan, tak jakby nigdy się nie wydarzył? Czy święty Bóg może zaprosić do relacji ze sobą grzeszników i pozostać świętym?  

W Księdze Przysłów znajdujemy myśl, która zdaje się negować możliwość, że Bóg wybacza albo usprawiedliwia grzeszników. Czytamy: „Kto usprawiedliwia niegodziwego i kto potępia sprawiedliwego, obaj budzą odrazę w PANU”. Zgodnie z tym fragmentem każdy, kto usprawiedliwia grzeszników, budzi odrazę w Panu. Słowo ,,odraza” pochodzi od hebrajskiego słowa tow’ebah, które oznacza coś, co jest obrzydliwe, ohydne lub odpychające. Jest to jedno z najmocniejszych słów w hebrajskiej Biblii! Przekazuje prawdę, że Bóg brzydzi się każdym, a szczególnie osobą mającą jakiś autorytet lub na przykład sędzią, który uniewinnia winną osobę. To jest jednak samo sedno przesłania Ewangelii! Bóg zrobił to samo w historii. On usprawiedliwił niegodziwych, przebaczył ich bezprawne uczynki i zakrył ich grzechy.  

Jak zatem On nadal może być sprawiedliwy? Poniższa ilustracja może pomóc w dokładniejszym wyjaśnieniu problemu: przypuśćmy, że pewnego wieczoru mężczyzna wrócił do domu i znalazł na podłodze swojego salonu zamordowaną całą swoją rodzinę, a zabójca wciąż stoi nad ofiarami z krwią na rękach. Przypuśćmy, że ten człowiek złapał napastnika i przekazał go władzom wraz z wszystkimi dowodami przeciwko niemu. 

Przypuśćmy, że w dniu skazania mordercy sędzia wygłasza następujące oświadczenie: ,,Jestem bardzo kochającym sędzią, pełnym współczucia i miłosierdzia. W związku z tym, w obliczu sprawiedliwości, ogłaszam, że jesteś niewinny, i że nie zostajesz skazany na żadną należną ci karę zgodnie z przepisami prawa”.  

Jaka byłaby odpowiedź krewnego ofiar, gdyby usłyszał taki wyrok? Czy zgodziłby się, że sprawiedliwości stało się zadość? Nic z tych rzeczy! Byłby zbulwersowany usprawiedliwieniem tego nikczemnego człowieka przez sędziego i wezwałby do jego natychmiastowego usunięcia. Napisałby do swojego przedstawiciela w Kongresie USA, wykupiłby pierwszą stronę w lokalnej gazecie i opowiadałby każdemu, kogo by spotkał na swojej drodze, że na ławie sędziowskiej zasiada osobnik, który jest gorszy i bardziej zepsuty niż bandyta, którego uwolnił! Prawdopodobnie wszyscy się zgodzą z jego opinią i w tym tkwi problem: jeśli domagamy się takiej sprawiedliwości od naszych ziemskich sędziów, czy powinniśmy domagać się czegoś innego od Sędziego całego świata? Możemy tutaj przytoczyć myśl, którą znajdujemy w mowie Elihu: ,,Nie, naprawdę Bóg nie czyni przewrotnie, Wszechmocny nie wypacza sądu”. 

PRZEBACZ I ZAPOMNIJ? 

Mimo to można by zapytać: ,,Dlaczego Bóg nie może po prostu przebaczyć ludziom grzechów i skończyć z tym na zawsze? Biblia nakazuje nam, abyśmy bezwarunkowo przebaczali, więc dlaczego Bóg nie miałby zrobić tego samego?”. Na to pytanie można udzielić trzyczęściowej odpowiedzi.  

Po pierwsze, Bóg nie jest taki jak my, ale posiada nieskończenie większą wartość niż całe Jego stworzenie razem wzięte. Dlatego nie tylko jest to dobre, ale przede wszystkim konieczne, aby szukał Swojej chwały, a także jej bronił. Biorąc pod uwagę to, kim On jest, nawet najmniejsza forma buntu stanowi groteskową obrazę dla Jego osoby, przestępstwo najwyższej zdrady godne najsurowszej kary. Gdyby przeszedł obojętnie nad jakąkolwiek obrazą Swojej osoby, oznaczałoby to podwójną niesprawiedliwość. Wyrządziłby niesprawiedliwość Swojej własnej Boskości, odmawiając Sobie chwały, która słusznie Mu się należy. Byłby również niesprawiedliwy wobec Swojego stworzenia, pozwalając na to, aby zaprzeczyło samej przyczynie swojego istnienia (tj. oddawania chwały Bogu) i oddało się próżności. Jeśli jest to zbyt trudne do zaakceptowania dla współczesnego człowieka, to tylko dlatego, że współczesny człowiek ma bardzo niskie mniemanie o Bogu. 

Po drugie, Bóg nie może po prostu przebaczyć człowiekowi grzechu i skończyć z nim raz na zawsze, ponieważ w Jego charakterze nie ma żadnej sprzeczności. Nie może po prostu zaprzeczyć Swojej sprawiedliwości, aby objawić Swoją miłość poprzez przebaczenie zła. On musi być zarówno sprawiedliwy, jak i miłujący, a jedno nie może się odbyć kosztem drugiego. Wielu ewangelizatorów w dobrej wierze błędnie ogłaszało zgubionym tłumom, że zamiast okazać sprawiedliwość grzesznikom Bóg zdecydował się ich kochać. Logiczny wniosek, jaki z tego płynie, jest taki, że Boża miłość jest niesprawiedliwa, albo że On może zaniechać sprawiedliwości w imię miłości. Takie stwierdzenie zdradza nieznajomość tego, czym jest Ewangelia i jakie są cechy Boga. Cud Ewangelii nie polega na tym, że Bóg wolał miłość od sprawiedliwości, ale że był w stanie pozostać sprawiedliwym, równocześnie wybaczając z miłości.  

Po trzecie, Bóg jest Sędzią całej ziemi. Jego zadaniem jest egzekwowanie i przywracanie sprawiedliwości oraz karanie zła. Tak samo jak ziemski sędzia nie powinien uniewinniać przestępcy, który znalazł się przed nim w sądzie, tak samo niebieski Sędzia nie powinien uniewinniać niegodziwców. Często narzekamy, że nasz system sprawiedliwości jest zdeprawowany, i krzywimy się, gdy słyszymy, że skazani przestępcy wypuszczani są na wolność. Czy powinniśmy oczekiwać, że Bóg będzie mniej sprawiedliwy niż nasi ziemscy sędziowie? Dobrze uzasadniona prawda mówi, że bez egzekwowania sprawiedliwości wszystkie państwa, narody i kultury skazane są na anarchię i samozniszczenie. Gdyby Bóg zignorował Swoją sprawiedliwość, uniewinniał bez zadośćuczynienia sprawiedliwości i nie wydałby żadnego wyroku na zło, stworzenie nie byłoby w stanie tego znieść. 

PRZEJEDNANIE 

Po wykazaniu bezwzględnej konieczności okazania sprawiedliwości przez Boga i wydania przez Niego wyroku na niegodziwych pozostaje pytanie: ,,Jak Bóg może być sprawiedliwy i w dalszym ciągu usprawiedliwić bezbożników?”. Odpowiedź znajdziemy w jednym z najwspanialszych słów zawartych w Piśmie Świętym – przejednaniu”. Słowo to pochodzi z łacińskiego słowa propicio, które oznacza „miłosierdzie”. w Nowym Testamencie jest ono tłumaczone z greckiego słowa hilastérion, które odnosi się do rzeczy, która dokonuje przejednania, przebłagania lub ułagodzenia. 

Jedyne inne miejsce w Nowym Testamencie, w którym występuje słowo hilastérion, znajduje się w Liście do Hebrajczyków, gdzie odnosi się do przebłagalni, która znajdowała się na wierzchu Arki Przymierza. Cherubiny zacieniały skrzydłami przebłagalnię, która wykonana była ze złota. W czasach Starego Testamentu Boża obecność znajdowała się w obłoku ponad przebłagalnią w Miejscu Najświętszym i to tam Bóg obiecał spotkać się ze Swoim ludem i dać im Swoje przykazania. Co najważniejsze, to właśnie miejsce ponad i przed przebłagalnią raz w roku w Dniu Pojednania arcykapłan siedem razy skrapiał krwią byka. To właśnie z tej przebłagalni Bóg ogłaszał wybaczenie Swojemu ludowi i oświadczał, że został z nim pojednany poprzez śmierć składanej ofiary. Dlatego właśnie przykrycie Arki było nazywane przebłagalnią, ponieważ to w tym miejscu dokonywało się odkupienie grzechu, co umożliwiało okazanie miłosierdzia. W naszym fragmencie słowo „przejednanie” odnosi się konkretnie do ofiary Jezusa Chrystusa na krzyżu Kalwarii. Pokazuje, że śmierć Jezusa. Wymazała nasz grzech, zadośćuczyniła sprawiedliwości Boga i uśmierzyła Jego gniew. Ponieważ Jezus Chrystus raz za na zawsze zapłacił za grzechy Swego ludu, Bóg może słusznie rozciągnąć miłosierdzie na winnych i być zarówno ,,sprawiedliwym i usprawiedliwiającym” dla każdego, kto wierzy w Jego Syna. Według Biblii człowiek zgrzeszył, a zapłatą za grzech jest śmierć. Bóg zaś jest sprawiedliwy i nie może uniewinnić winnych, dopóki wymogi prawa nie zostaną zaspokojone. Gdy nadeszła pełnia czasu, Syn Boży stał się człowiekiem i chodził po świecie, będąc doskonale posłusznym prawu Bożemu. Pod koniec Swojego życia, zgodnie z wolą Ojca, został ukrzyżowany przez niegodziwych ludzi. Na krzyżu zajął miejsce Swojego winnego ludu, a jego grzechy zostały przypisane na Jego rzecz. Jako na Tego, który poniósł grzech, spadło na Niego Boże przekleństwo, został porzucony przez Boga i zmiażdżony pod ciężarem gniewu Bożego. Jego śmierć była zapłatą za dług zaciągnięty przez grzech, zadośćuczyniła wymogom Bożej sprawiedliwości i uśmierzyła Boski gniew. W ten sposób Bóg rozwiązał ten wielki dylemat. Sprawiedliwie ukarał grzechy Swego ludu w śmierci Swego jedynego Syna i dlatego może dobrowolnie usprawiedliwić wszystkich, którzy w Nim pokładają nadzieję. Na zbadanie tej wielkiej prawdy poświęcimy kilka następnych rozdziałów. 

Artykuł pochodzi z treści książki Moc i Przesłanie Ewangelii:

Trzeba skupić się na sądzie Bożym dla zdobycia pewności o darmowym usprawiedliwieniu. Jan Kalwin

Ocena ludzkiej prawości należy do Boga 

Pamiętajmy, że nie mówimy o uznaniu człowieka za sprawiedliwego przez jakikolwiek sąd na ziemi, ale przez Sąd Boży w niebie i nie mierzmy ludzką miarą prawości, jakiej potrzeba do sprostania wymaganiom Boga. To zdumiewające, jakim zuchwalstwem potrafią się wykazywać ludzie w tej materii. Wśród nich najzuchwalsi są na ogół ci, którzy domagają się usprawiedliwienia z uczynków, a sami są jawnie źli i grzeszni. Dzieje się tak dlatego, że w ogóle nie myślą o sprawiedliwości Bożej, bo gdyby mieli o niej choćby blade pojęcie, nie odważyliby się tak postępować. Sprawiedliwość spotyka się z bezmyślną pogardą i lekceważeniem wówczas, kiedy nie jest doceniania jej doskonałość, a przecież bez wątpienia jest całkowicie nieskazitelna. Takiej sprawiedliwości nie osiągnął i nigdy nie osiągnie żaden żyjący człowiek. Każdy może sobie dyskutować po szkolarsku o tym, w jaki sposób uczynki usprawiedliwiają człowieka; ale gdy przyjdzie stanąć przed obliczem Boga, wszystko to straci sens, bo rzecz będzie wówczas potraktowana poważnie, a nie lekkomyślnie. I w tę stronę trzeba skierować całą uwagę, jeśli pragniemy skutecznie poznać prawdę o usprawiedliwieniu. Musimy myśleć o tym, podkreślam, jakiej odpowiedzi udzielimy niebieskiemu Sędziemu, kiedy nas wezwie i będzie rozliczał. Musimy Go widzieć na sędziowskim tronie, nie takim, jak nam podsuwa ludzka wyobraźnia, ale takim, jakim przedstawia Go Pismo. Jego światłość przyćmiewa gwiazdy, od Jego mocy znikają góry jak śnieg w promieniach słońca, Jego gniew porusza ziemię. Jego mądrość zdumiewa największych mędrców, a w porównaniu z Jego czystością wszystko wydaje się brudne i splamione. Nawet anioły nie dorównują Jego prawości: On nie wybacza niegodziwemu, a Jego zemsta raz wzniecona sięga do samej głębi ziemi. Kiedy zasiądzie dla osądzenia ludzkich uczynków, któż się ośmieli zbliżyć bez drżenia do Jego tronu? Wszak pyta prorok: ,,Kto z nas może przebywać przy trawiącym ogniu? Kto z nas może przebywać przy wiecznym płomieniu?” I odpowiada: „Ten, kto postępuje w sprawiedliwości i mówi to, co prawe” (Iz 33:14-15). Taka odpowiedź powoduje, że nikt nie ośmieliłby się wystąpić w takiej roli, a jednocześnie napełniają nas trwogą te straszne słowa: ,,PANIE, jeśli będziesz zważał na nieprawości, o Panie, któż się ostoi?” (Ps 130:3). To oczywiste, że zginęlibyśmy wszyscy, jak napisano w innym miejscu: ,,Czy śmiertelny człowiek może być sprawiedliwszy niż Bóg? Czy człowiek może być czystszy niż jego Stwórca? Oto swoim sługom nie ufa i w swoich aniołach dostrzega braki; o ileż bardziej w tych, którzy mieszkają w domach glinianych, których podstawa jest w prochu – łatwiej ich zgnieść niż mola” (Hi 4:17-19). Oraz: „Oto nawet swoim świętym on nie ufa i niebiosa nie są czyste w jego oczach. Tym bardziej obrzydły i nikczemny jest człowiek, który pije nieprawość jak wodę” (Hi 15:15-16). Wyznaję, że w Księdze Hioba jest mowa o prawości większej niż tylko przestrzeganie Prawa. Należy podkreślić tę różnicę. Bo choćby ktoś nawet spełniał wszystkie nakazy Prawa, to i tak nie będzie w stanie sprostać surowym wymaganiom Pana Boga, kiedy kładzie na szali swą tajemną prawość, która wykracza poza ludzkie pojmowanie. Toteż Hiob, chociaż nie czuł się winny, zaniemówił z przerażenia, słysząc, że Bóg w swej doskonałości nie zadowala się wcale świętością aniołów. Dlatego pominę teraz tę prawość, gdyż jest niepojęta. Powiem tylko, że oceniając nasze życie według Prawa Bożego, damy dowód umysłowej tępoty, jeśli zawarte tam przekleństwa nie będą nas napawały trwogą. To oczywiste, że Bóg je tam umieścił, aby nas otrzeźwić. Jak choćby takie ogólne stwierdzenie: „Przeklęty, kto nie trwa w wypełnianiu słów tego prawa” (Pwt 27:26). W tę stronę musimy więc kierować wzrok, by nauczyć się trwogi zamiast próżnego zuchwalstwa. Łatwo jest w istocie dojść do wniosku, że w porównaniu z innymi ludźmi mamy coś, czym inni nie powinni pogardzać. Lecz gdy wznosimy się ku Bogu, przekonanie takie rozwiewa się i znika w jednej chwili. Po prawdzie, nasza dusza wygląda tak samo wobec Boga jak nasze ciało wobec nieba. Kiedy człowiek rozgląda się wokół siebie, wydaje mu się, że ma dobry i mocny wzrok. Ale kiedy zwróci oczy ku słońcu, wówczas oślepia go ten blask i pojmuje, że wzrok ma słaby, nadający się tylko do oglądania rzeczy przyziemnych. Nie dajmy się zwieść niepotrzebnemu zadufaniu! Możemy dorównać innym ludziom lub nawet ich przewyższyć, ale to nic nie znaczy wobec Boga, który ma nas osądzić. A jeśli nasza pycha nie daje się okiełznać takim ostrzeżeniem, przywołajmy słowa Pana Jezusa do faryzeuszy: „Wy sami siebie usprawiedliwiacie przed ludźmi, ale Bóg zna wasze serca. To, co ludzie poważają, obrzydliwością jest w oczach Boga” (Łk 16:15). Jakże możemy się szczycić naszą prawością wobec ludzi, kiedy Pan Bóg ją uważa za obrzydliwą? Wszak słudzy Boży, pouczeni Jego Duchem, czynią wprost przeciwnie. Mówią oczywiście jak Dawid: „PANIE, nie stawiaj przed sądem swojego sługi, bo nikt z żyjących nie będzie usprawiedliwiony przed Tobą” (Ps 143:2). I jak Hiob: ,,Lecz jak człowiek miałby być usprawiedliwiony przed Bogiem? Gdyby chciał się z nim spierać, nie odpowie mu ani raz na tysiąc” (Hi 9:2-3). Widzimy teraz wyraźnie, na czym polega Boża sprawiedliwość, której nie zaspokoją żadne ludzkie uczynki i która zarzuci nam tysiąc zbrodni, a my nie będziemy w stanie oczyścić się choćby z jednej. Święty Paweł, który był ,,wybranym naczyniem” Boga (Dz 9:15), tak to właśnie odczuł w swoim sercu: ,,Niczego w sobie nie dostrzegam, jednak nie jestem przez to usprawiedliwiony, lecz tym, który mnie sądzi, jest Pan” (1 Kor 4:4).  

Sprawiedliwość własną musimy odrzucić 

 Rozważywszy doskonałość Boga, musimy wejrzeć w siebie bez ogródek i odrzucić wszelkie samozadowolenie. Nic dziwnego bowiem, że jesteśmy zaślepieni w tym względzie i nikt się nie ustrzeże tej zgubnej skłonności do samouwielbienia, naturalnie w nas zakorzenionej, jak wskazuje Pismo. „Wszelka droga człowieka jest słuszna w jego oczach, ale PAN waży serca”, powiada Salomon. ,,Wszystkie drogi człowieka są czyste w jego oczach, ale PAN waży duchy” (Prz 21:2; 16:2). Jak to? Czyżby ten błąd nas rozgrzeszał? Wprost przeciwnie: skoro Pan waży serca, to znaczy, że człowiek szczyci się zewnętrznymi pozorami sprawiedliwości, a tymczasem Bóg kładzie na szalę całą niegodziwość i całą nieczystość, jakie kryją się w głębi serc. Jeśli więc schlebianie sobie niczemu nie służy, nie oszukujmy się dobrowolnie na własną zgubę. Dla właściwej oceny nas samych trzeba stawiać ludzkie sumienie przed trybunałem Boga. Oświecenie Boże jest bowiem niezbędne do ujawnienia i pokazania naszej skrywanej przewrotności, która inaczej pozostaje niejasna i ukryta. Jeśli tak zrobimy, pojmiemy znaczenie słów, że daleko człowiekowi do zdobycia usprawiedliwienia przed Bogiem, ponieważ jest tylko obrzydłym i nikczemnym robakiem, który ,,pije nieprawość jak wodę” (Hi 15:16). Albowiem ,,któż może wydobyć czystego z nieczystego? Ani jeden” (Hi 14:4). Doświadczamy tego, co Hiob mówił także o sobie: ,,Jeśli się usprawiedliwię, moje usta mnie potępią. Jeśli powiem, że jestem doskonały, to one wykażą, że jestem przewrotny” (Hi 9:20). Ówczesny lament innego proroka nie odnosił się tylko do jego czasów, ale pozostaje wciąż aktualny: ,,Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy z nas zboczył na swą drogę” (Iz 53:6). Ma tu na myśli wszystkich, którym ma być zakomunikowana łaska odkupienia. Surowa ocena ma pozostawać w mocy tak długo, aż sami sobą wstrząśnięci będziemy w końcu gotowi na przyjęcie łaski Jezusa Chrystusa. Ten, komu się wydaje, że może się cieszyć Jego łaską, nie wyzbywszy się samozadowolenia, myli się srodze. Oczywiście prawdziwe jest bowiem zdanie, że ,,Bóg pysznym się sprzeciwia, a pokornym łaskę daje” (1 P 5:5; Jk 4:6). 

Tylko obiecane nam, darmowe usprawiedliwienie daje radość i pokój sumienia 

Zastanawiając się, w jaki sposób nasze sumienie może znaleźć radość i spokój w obliczu Boga, nie znajdziemy nic innego, jak tylko ofiarowane nam darmo usprawiedliwienie z Bożej łaski. Pamiętajmy o słowach Salomona: ,,Któż może powiedzieć: Oczyściłem swoje serce, jestem czysty od swego grzechu?” (Prz 20:9). Wszak na każdym ciążą wielkie nieczystości. Niechże najdoskonalsi nawet wejrzą w siebie i rozliczą swoje uczynki. Co się wtedy okaże? Czy będą mogli zaznać spokoju i radować się w sercu, że pozostają w zgodzie z Bogiem? Czy może raczej narażą się na okrutne męki, znajdując w sobie wszelkie powody do potępienia przy ocenie wedle uczynków? Kiedy sumienie zwraca się ku Bogu, to musi albo pozostawać w zgodzie z Jego wyrokiem i wtedy zazna spokoju, albo też zmagać się z piekielną trwogą. Na nic przeto nie zda się dysputa o sprawiedliwości, jeżeli ta sprawiedliwość nie będzie miała solidnych podstaw, pozwalających duszy stawić czoła Bożemu wyrokowi. Dopiero kiedy nasza dusza będzie mogła bez trwogi czekać na ten wyrok i go przyjąć, wtedy będzie nam wolno myśleć, że znaleźliśmy sprawiedliwość niezafałszowaną. Dlatego apostoł nie bez powodu nalega na taki sposób myślenia. Oto jego słowa: ,,Jeśli bowiem dziedzicami są ci, którzy są z prawa, to wiara stała się daremna i obietnica obróciła się wniwecz” (Rz 4:14). Święty Paweł wskazuje w pierwszym rzędzie, że wiara zostaje unicestwiona i znika, jeśli usprawiedliwienie ma polegać na zasługach przez uczynki lub na przestrzeganiu Prawa. Wszak nikt nie może się na tym opierać, ponieważ nikt nie ośmieli się złożyć sobie obietnicy, że będzie przestrzegał Prawa w całej rozciągłości, bo nikt nie może mu całkowicie sprostać poprzez swe uczynki. Nie trzeba szukać dalszych dowodów, gdyż każdy może sobie sam zaświadczyć, spoglądając na siebie trzeźwym okiem. Ogarnie go wówczas zmieszanie, a potem rozpacz, kiedy zobaczy, ile ciąży na nim zobowiązań i jak mu daleko do tego, aby je wszystkie spełnić. Oto wiara uciśniona i wygasła! Albowiem wahania, zmienność, targające nami wątpliwości, chwiejność, zawieszenie w próżni i na końcu rozpacz nie mają nic wspólnego z ufnością. Dlatego musimy stale umacniać serce mocnym przekonaniem, aby w nim znajdować niezawodne oparcie. 

Artykułu pochodzi z treści książki Podstawy Religii Chrześcijańskiej. Tom II

Nieświadomość tego, kim jest Bóg. Paul Washer

Od czasu do czasu otrzymuję zaproszenie, aby nauczać na temat atrybutów Boga. Często wówczas odpowiadam: „Cóż, bracie, czy na pewno to przemyślałeś?”. Ktoś mógłby odpowiedzieć: ,,Co masz na myśli, mówiąc: czy to przemyślałem?”.

,,Cóż, chcesz, abym nauczał w twoim Kościele na dość kontrowersyjny temat”. 

„Co masz na myśli, mówiąc, że to kontrowersyjny temat? To Bóg! Jesteśmy chrześcijanami. A to jest Kościół. Co masz na myśli, mówiąc, że to kontrowersyjny temat?”.  

Mówię wówczas: ,,Drogi pastorze, posłuchaj mnie. Gdy zacznę nauczać ludzi na temat Bożej sprawiedliwości, Bożej suwerenności, gniewu Bożego, wyższości Boga, chwały Boga, to może się okazać, że niektórzy z najlepszych członków twojego Kościoła z najdłuższym stażem powstaną i powiedzą coś w rodzaju: „To nie jest mój Bóg. Nigdy bym nie pokochał takiego Boga”. Dlaczego? Ponieważ oni mają boga, którego sam sobie wymyślili, i kochają to, co stworzyli”.  

Posłuchaj, co mówi Słowo Boże:  

„Tak mówi PAN: Niech się nie chlubi mądry swoją mądrością, niech się nie chlubi mocarz swoją siłą i niech się nie chlubi bogaty swoim bogactwem; Ale kto chce się chlubić, niech się chlubi tym, że rozumie i zna mnie, wie, że ja jestem PAN, który okazuje miłosierdzie, sąd i sprawiedliwość na ziemi. To bowiem mi się podoba, mówi PAN” (Jr 9:23-24).  

„To czyniłeś, a ja milczałem; sądziłeś, że jestem do ciebie podobny, ale będę cię napominał i postawię ci to przed oczy. Zrozumcie to teraz wy, którzy zapominacie o Bogu, bym was nie rozszarpał, a nie byłoby nikogo, kto by was ocalił” (Ps 50:21-22).  

Na czym polega problem? Ludzie nie znają Boga. Wielu ludzi słyszy to i myśli: ,,Ech, całe to gadanie o atrybutach Boga i teologii – to wszystko to wieża z kości słoniowej i w ogóle nie ma praktycznego zastosowania”.  

Posłuchaj samego siebie! Czy naprawdę wierzysz, że wiedza o Bogu jest niepraktyczna? Czy wiesz, dlaczego wszystkie chrześcijańskie księgarnie pełne są poradników psychologicznych? Dlatego że ludzie nie znają prawdziwego Boga! W rezultacie muszą otrzymać całe mnóstwo cielesnych narzędzi, które pomagają im w byciu owcami! ,,Ocknijcie się ku sprawiedliwości i nie grzeszcie; niektórzy bowiem nie mają poznania Boga. Mówię to ku waszemu zawstydzeniu” (1 Kor 15:34). Dlaczego nawet wśród ludu Bożego szerzą się wielkie grzechy? To właśnie z powodu nieznajomości Boga! Kiedy po raz ostatni uczestniczyłeś w konferencji na temat atrybutów Boga? Kiedy po raz ostatni twój pastor nauczał przez kilka miesięcy z rzędu na temat tego, kim jest Bóg? Ile nauczania w Kościołach jest dzisiaj poświęcone temu, kim jest Bóg? Łatwo jest iść z prądem, po prostu podążać za tłumem! Ale nagle, pewnego dnia, słyszysz coś takiego i uświadamiasz sobie, że nie jesteś w stanie nawet sobie przypomnieć, kiedy po raz ostatni słyszałeś, jak ktoś naucza na temat atrybutów Boga! Nic dziwnego, że jesteśmy takimi ludźmi, jakimi jesteśmy!  

Poznać Go – o to właśnie w tym wszystkim chodzi! Poznanie Go oznacza życie wieczne! Życie wieczne nie rozpoczyna się w chwili przejścia przez bramy chwały. Życie wieczne rozpoczyna się w chwili nawrócenia. Życie wieczne oznacza poznanie Boga. Czy naprawdę wierzysz w to, że największe wrażenie zrobi na tobie przechadzanie się całą wieczność ulicami ze złota? Jedynym powodem, dla którego nie zwariujesz w wieczności, jest to, że tam jest Ten, który jest nieskończony w swojej chwale, i spędzisz wieczność wieczności, szukając i znajdując Go, ale nie obejmiesz ramionami nawet podnóża Jego góry! Zacznij już teraz! Jest tak wiele różnych rzeczy, których możesz się dowiedzieć i które możesz zrobić, i tak wiele książek, które możesz przeczytać. Zdobądź jakąś dobrą książkę o Bogu; otwórz swoją Biblię i zacznij ją studiować, aby poznać Jego, naprawdę poznać prawdziwego i żywego Boga! Dlatego ośmielę się powiedzieć, że w pewnym sensie lepiej by było, żeby w niektórych tak zwanych Kościołach nawet nie odbywały się niedzielne poranne nabożeństwa. Niedzielny poranek często bywa największą godziną bałwochwalstwa w całym tygodniu, ponieważ ludzie nie uwielbiają jedynego prawdziwego Boga. Całe masy ludzi oddają cześć bogu, którego sami sobie stworzyli, kierując się cielesnością, diabelskimi zamysłami i światową inteligencją. Stworzyli sobie boga na swoje własne podobieństwo – boga, który bardziej przypomina świętego Mikołaja niż Jahwe. Bojaźń Pańska nie zagości wśród nas, jeśli pośród nas nie będzie poznania Pana. 

Treść artykułu pochodzi z książki Dziesięć zarzutów wobec współczesnego Kościoła