Ryle

Nie mogę się powstrzymać od stwierdzenia, że dziewiętnastowiecznemu Kościołowi wyznawców rozmycie i niejasność w kwestiach doktrynalnych od wewnątrz zagrażają w równym stopniu co od zewnątrz sceptycy i niewierzący. Rzesze chrześcijan wyznających swą wiarę wydają się dziś całkowicie niezdolne do rozróżnienia rzeczy, które różnią się w swojej istocie. Jak ludzie dotknięci ślepotą kolorów nie potrafią oni odróżnić fałszu od prawdy, zdrowej nauki od niezdrowej i zniekształconej. Jeśli tylko jakiś kaznodzieja jest wystarczająco bystry, elokwentny, i poważny, wydają się myśleć, że wszystko z nim w porządku, jakkolwiek osobliwych i niespójnych poglądów by nie głosił. Najwidoczniej brak im zmysłu duchowego i nie umieją dostrzec błędu. Papizm czy protestantyzm, wiara w przebłaganie czy jej odrzucenie, wiara w osobę Ducha Świętego czy też pogląd przeciwny, wiara czy niewiara w karę przyszłą, Kościół Wysoki, Kościół Niski czy Kościół Szeroki, trynitaryzm, arianizm czy unitaryzm – nic nie wydaje im się niestosowne ani niewłaściwe. Łykają wszystko, nawet to, czego nie są w stanie strawić!

Zafascynowani rzekomą swobodą i wyrozumiałością zdają się sądzić, że każdy ma rację i nikt się nie myli, że każdy duchowny głosi zdrową naukę, a nikt nie głosi niezdrowej, że każdy będzie zbawiony, nikt zaś nie zostanie potępiony. Ich religia składa się z negacji, a jedynym pozytywnym sądem w ich poglądach jest niechęć do wszelkiej klarowności i wyrazistości przekonań, które uznają za skrajności. Sądzą, że wszelkie skrajne, wyraźne i pozytywne poglądy są nieprzyzwoite i głęboko błędne!

Ludzie ci niejako żyją we mgle, poruszając się w niej po omacku. Nie widzą niczego jasno i nie wiedzą, w co wierzą. Nie chcą odpowiedzieć się po żadnej stronie we wszystkich ważnych sporach dotyczących Ewangelii i wydają się zadowalać statusem honorowego członka wszystkich szkół myśli

Za nic nie chcą powiedzieć, co uważają za prawdę w takich kwestiach, jak usprawiedliwienie, odrodzenie, uświęcenie, Wieczerza Pańska, chrzest, wiara, nawrócenie, natchnienie czy stan przyszły. Nęka ich chorobliwy lęk przed POLEMIKĄ i wynikająca z ignorancji niechęć do STRONNICZOŚCI; w istocie jednak nie są w stanie zdefiniować, co rozumieją przez te terminy. Jedyną rzeczą, jaka daje się stwierdzić na ich temat, jest ich zamiłowanie do powagi, inteligencji i wyrozumiałości.  Nie wierzą, by ktoś, kto jest bystry, inteligentny, poważny i wyrozumiały, mógł kiedykolwiek się mylić! Żyją więc w nieustannym zawieszeniu; nazbyt często też swe niezdecydowanie zabierają ze sobą do groby, nie znajdując w swej religii pocieszenia i obawiam się, że często także i nadziei. 

Ten pozbawiony kośćca i nerwu, oślizły stan duszy nietrudno jest wyjaśnić. Przede wszystkim, serce człowieka w kwestiach religii pogrążone jest w naturalnym mroku – brak mu intuicyjnego zmysłu prawdy i rzeczywiście POTRZEBUJE ono pouczenia i oświecenia. Poza tym, naturalne serce większości ludzi nienawidzi wysiłku w sprawach religii i odczuwa głęboką niechęć do cierpliwych, bolesnych dociekań. Przede wszystkim zaś naturalne serce na ogół składnia się ku pochwałom, unika konfrontacji i uwielbia, gdy inni uważają je za wyrozumiałe i tolerancyjne. Wynikiem tego stanu rzeczy jest swoisty powszechny ,,agnostycyzm” religijny odpowiadający bardzo wielu ludziom, zwłaszcza młodym. znajdują oni upodobanie w odrzucaniu wszelkich kwestii spornych jako bzdurnych i nonsensownych, a jeśli zarzucić im brak zdecydowania, odpowiedzą: ,,Nie pretenduję do rozumienia sporu; nie zamierzam analizować spornych kwestii. Śmiem twierdzić, że w dłuższej perspektywie i tak wychodzi na to samo”. Któż z nas nie wie, jak wielu jest takich ludzi wokół?

Błagam teraz wszystkich czytelników, by wystrzegali się tego niezdecydowania w sprawach religii. Jest to zaraza, która przychodzi w ciemności, i dżuma, która pustoszy w południe [Ps 91:6]. Takie zawieszenie to leniwy, próżny stan duszy, który niewątpliwie oszczędza ludziom kłopotu myślenia i dociekania; postawa ta nie znajduje jednak potwierdzenia ani w Biblii, ani w artykułach wiary, ani w Modlitewniku Kościoła Anglii. Dla dobra własnej duszy zdecyduj sięzatem, w co wierzysz, i odważ się mieć pozytywny i wyraźny pogląd na to, co jest prawdą, a co błędem. Nigdy, nigdy nie bój się wyrażać zdecydowanych opinii w kwestiach doktryny; niech żaden lęk przed ludźmi, żadna chorobliwa obawa przed tym, że zostaniesz uznany za osobę stronniczą, ograniczoną i skłonną do sporów, nie skłoni cię do zadowolenia się w bezkrwistym, pozbawionym kośćca, smaku i koloru, letnim niedogmatycznym chrześcijaństwem.

Zważcie na moje słowa. Jeśli chcecie w tych czasach zachować się właściwie, musicie odrzucić niezdecydowanie i stać się wyznawcami religii wyraźnej, jasno określonej i doktrynalnej. Jeśli wierzycie w niewiele, to ci, którym staracie się przekazać wiarę, nie będą wierzyć w nic. Gdziekolwiek chrześcijaństwo odnosiło zwycięstwa, zwyciężało za sprawą wyraźnej doktryny i teologii, głosząc ludziom stanowczo zastępczą śmierć Chrystusa, ukazują im jego zastępczą ofiarę na krzyżu i jego cenną krew; ucząc ich o usprawiedliwieniu przez wiarę i nakłaniając do wiary w ukrzyżowanego Zbawiciela; głosząc zniszczenie przez grzech, odkupienie przez Chrystusa i odrodzenie przez Ducha; wywyższając miedzianego węża, mówiąc ludziom, czego mają się spodziewać i jak mają żyć – wierzyć, żałować za grzechy, nawracać się i pokutować. To właśnie, i tylko to jest nauka, którą Bóg przez osiemnaście wieków nagradzał sukcesem i którą nagradza także dzisiaj, zarówno w kraju, jak i poza jego granicami.

Niech bystrzy orędownicy szerokiej i niedogmatycznej teologii, głosiciele Ewangelii powagi, rzetelności i chłodnej moralności – niech, mówię, pokażą nam dziś jakąkolwiek angielską wioskę lub parafię, miasto, miasteczko lub powait, który został zewangelizowany bez ,,dogmatu”, według ich zasad. Nie zdołają znaleźć tkiego przykładu i nigdy go nie znajdą. Chrześcijaństwo bez wyraźnej doktryny jest bezsilne. Niektórym umysłom może wydać się piękne, lecz jest bezpłodne i jałowe. Nie da się zaprzeczyć faktom. Dobro czynione na ziemi może być stosunkowo niewielkie. Zło może się plenić, a ignorancja i niecierpliwość mogą szemrać i wołać, że chrześcijaństwo poniosło klęskę. Lecz, wierzcie mi, jeśli chcemy ,,czynić dobro” i wstrząsnąć światem, to musimy walczyć starym dobrym orężem apostolskim, trzymając się ,,dogmatu”. Bez dogmatu nie ma owoców! Bez pozytywnej nauki ewangelicznej nie ma ewangelizacji!

Rozważcie raz jeszcze moje słowa. Ci, którzy najwięcej zrobili dla chrześcijaństwa w Anglii i najgłębiej naznaczyli swoją epokę i pokolenie, byli zawsze ludźmi o najbardziej określonych i wyraźnych poglądach doktrynalnych. To właśnie śmiali i zdecydowani wyznawcy, mówiący bez ogródek, tacy jak Capel Molyneux czy nasz wielki stary obrońca i orędownik protestantyzmu Hugh McNeile, wywarli największe wrażenie, kształtując poglądy swych współczesnych i ,,wywracając świat do góry nogami”. To ,,dogmat” czasów apostolskich opróżnił świątynie pogańskie, szokując Grecję i Rzym. To ,,dogmat” obudził świat chrześcijański z drzemki w czasach reformacji, pozbawiająć papieża jednej trzeciej jego poddanych. To ,,dogmat” sto lat temu ożywił Kościół Anglii w czasach Whitefielda. Wesleya, Venna i Romaine’a, rozpalając na nowo umierające chrześcijaństwo. To ,,dogmat” daje dziśmoc każdej skutecznej misji, czy to w kraju, czy za granicą. To doktryna – jasna doktryna, przenikliwa i donośna – jak szofary z rogu baraniego, które zbudzyły mury Jerycha, obala dziś sprzeciw diabła i grzechu. Trzymajmy się wyraźnych poglądów doktrynalnych, cokolwiek nie mówiliby dziś niektórzy, a zachowamy się właściwie, czynią dobro sobie, innym, Kościołowi Anglii i sprawie Chrystusa na świecie. 


Dodaj komentarz