Miesiąc: kwiecień 2026

Znaczenie Zmartwychwstania – Kevin DeYoung

Wydarzenia, które miały miejsce…

Nie ma w historii ludzkości wydarzenia ważniejszego niż zmartwychwstanie Syna Bożego. Niech nie umknął naszej uwadze te dwa słowa: historia ludzkości. Chrześcijaństwo to religia historyczna. Głosimy i wierzymy w konkretne wydarzenia, które rzeczywiście miały miejsce – co jest jasne i zrozumiałe dla każdego, może poza szaleńcami oraz badaczami Nowego Testamentu. Wielkanocy nie świętujemy, dlatego że Jezus wciąż żyje dzięki nauce, którą głosił, ani dlatego że ożywa w każdym ze swych naśladowców. Wielkanoc to święto mającego boską naturę Galillejczyka, którego serce na nowo zaczęło tłoczyć krew, płuca – pobierać powietrze, a synapsy w mózgu – przenosić informacje. 

,,Cóż takiego w trzy dni zmieniło grupę w duchowych zdobywców świata?” – zapytał kiedyś J. Grescham Machen. – ,,Nie było to wspomnienie życia Jezusa. Nie była to inspiracja płynąca z dawnej znajomości z Nim. Było to przesłanie: On zmartwychwstał. Tylko to świadectwo dało żyjącego Zbawiciela uczniom i może dać Go także nam dzisiaj”.  Jeśli historyczny Jezus to nie ten sam, który umarł za nasze grzechy, został pogrzebany i powstał z martwych do życia, wówczas jest nieudacznikiem i oszustem i nie należy Mu się nasza cześć. 

Istotny problem

Pisanie historii na nowo przeszkadza nielicznym, tymczasem prawdziwym problemem większości wiernych jest ignorancja w kwestii implikacji zmartwychwstania. Większość z nas potrafi zaśpiewać triumfalnie Christ The Lord Is Risen (Chrystus Pan zmartwychwstał) bez konieczności przymykania uszu na to, co śpiewamy, i tłumaczenia sobie tekstu za pomocą matafor, co jeszcze nie znaczy, że próbujemy zgłębić, z jakiej przyczyny jest to dla nas dobra nowina. Zazwyczaj zadowalamy się faktem, że Jezus żyje – bo przecież jak najbardziej na miejscu jest to, żeby ,,porządny człowiek” nie tkwił w grobie. 

Za ignorancję tę odpowiadają, po części, kaznodzieje, którzy za punkt honoru wzięli sobie obronę zmartwychwstania przed atakami sceptyków i krytykantów, przez co przestali właściwie rozbudzać w wiernych radość z dobrodziejstw, jakie otrzymaliśmy dzięki naszemu niegdyś martwemu, a dziś żyjącemu Panu. W odpowiedzi na pytanie 45 znajdziemy trzy zwięzłe przyczyny, dla których zmartwychwstanie Syna Bożego to dla wierzącego dobra nowina.

Sam krzyż nie wystarczy?

Po pierwsze, powstając z martwych, Jezus Chrystus zatriumfował nad śmiercią, dzięki czemu możemy mieć udział w prawości, którą zdobył dla nas przez śmierć. Pierwszy List do Koryntian 15 mówi wprost, że jeśli Jezus nie został wskrzeszony ,,daremna jest nasza wiara” i ,,nadal jesteście w waszych grzechach” (w. 17). Dlaczego sam krzyż nie wystarczy do przebaczenia grzechów? Dlaczego konieczne jest zmartwychwstanie? Ponieważ to ono jest zwycięstwem – nad grzechem, śmiercią i Szatanem. Powstanie Jezusa z martwych świadczy nie tylko o tym, że jest On Synem Bożym (Rz 1:4), ale i o tym, że Bóg przyjął złożoną przez Niego ofiarę. Gdyby nie został wskrzeszony, wiedzielibyśmy, że dzieło zbawcze jeszcze się nie dokonało. 

I na odwrót – Jego wskrzeszenie oznacza zaspokojenie wymagań Bożej sprawiedliwości. Kara została wymierzona, zasługa Chrystusa okazała się godna, dług spłacony, śmierć pokonana, a grzech przebłagany. 

Jak działa karne zastępstwo?

Wyobraźmy sobie rodzinę, która ma sześcioro synów. Pewnego dnia pięciu z nich wymyka się cichaczem z pokoju, jedzie rowerami do najbliższego sklepu, kradnie trochę sztucznych ogni i – po powrocie do domu – odpala je na podwórku. Jako urwisy i narwańcy nie zastanawiają się nad tym, że rodzice przecież są w domu. Dlatego nie mija chwila, a matka i ojciec wybiegają na zewnątrz, a chłopcy – cóż, są w tarapatach.

I właśnie wtedy ich najstarszy brat, który odrabiał w swoim pokoju zadanie z matematyki, staje w ich obronie i prosi, aby rodzice ukarali nie ich, a jego – mimo że nie brał udziału w wybrykach. Mama z tatą każą mu iść do pokoju, zaznaczając, że choć to jego pięciu braci – a nie on – ponosi w tej sytuacji winę, to on zapłaci za ich występek i wysłuży im przebaczenie, pozostając w ramach kary w swoim pokoju. 

Przez cały ten czas, gdy brat siedzi zamknięty w czterech ścianach, pięciu braci niekoniecznie ma poczucie, że już zostali oczyszczeni z winy za swoje wykroczenie. Wiedzą, że dopóki nie otworzą się drzwi i dopóki ich starszy brat nie wyjdzie z pokoju, wymierzanie kary trwa, i przez cały ten czas nie mają pewności, że ta cała zamiana miejsc w ogóle zadziała. Ale w chwili, w której starszy brat odzyskuje ,,wolność”, mogą już odetchnąć z ulgą, wiedząc, że kara została wymierzona, a rodzice uznali sprawę za zamkniętą. Pusty pokój to świadectwo zaspokojenia wymagań rodzicielskiej sprawiedliwości. 

Zmartwychwstanie to znak, że śmierć Jezusa była wystarczająca – aby przebłagać za nasz grzech, aby pojednać nas z Bogiem, aby przedstawić nas jako świętych przed Bogiem. Chrystus zwyciężył, pokonując grzech, śmierć i Szatana – tę właśnie nowinę głosi pusty grób. Zmartwychwstanie to znak, że Chrystus okazał się prawy w oczach Ojca, a my dzięki wierze otrzymaliśmy udział w Jego prawości.

Zmartwychwstanie do nowego życia

Po drugie, mocą Chrystusa my także zmartwychwstaliśmy do nowego życia. Nadzieja nowego życia nie jest wizją odległej przyszłości, a teraźniejszością. Dziesiątki razy pada w Nowym Testamencie określenie ,,w Chrystusie”. Jest to odwołanie do pełnego chwały zjednoczenia wierzących z Chrystusem przez wiarę. Umarliśmy wraz z Nim i wraz z Nim powstaliśmy do nowego życia (Rz 6:5-11; Ef 2:5). Najlepsze wciąż jednak przed nami. 

Poręczenie przyszłej chwały

Trzecim dobrodziejstwem ze zmartwychwstania Chrystusa jest to, że stanowi ono poręczenie naszego przyszłego powstania w chwale. Jego wskrzeszenie było pierwszym plonem żniw zmartwychwstania, które wciąż jest przed nami (1 Kor 15:23). Netrudno sobie wyobrazić kobiety – podobne do tych, które, biegnąc, niosły apostołom nowinę o pustym grobie i otym, że Jezus nie pozostał w objęciach śmierci – wracające z pola z dobrą wiadomością ,,Właśnie zebrałyśmy pierwsze kolby dojrzałej kukurydzy! Już wkrótce żniwa.” Święta Wielkanocne potwierdzają, że otrzymamy nowe ciała. Nikt dokładnie nie wie, w jaki sposób Bóg zbierze z ziemi i z wody cząsteczki, które niegdyś tworzyły nasze ciało. Pewne jest to, że scali nas na nowo – tak, że pozostaniemy sobą, ale w nowszym i lepszym wydaniu. Dlatego też ,,jako Zbawcy wyczekujemy Pana Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone w podobne do swego chwalebnego ciała” (Flp 3:20-21). 

Fragment pochodzi z książki Niemalże zapomniana Dobra Nowina.


Rola cudów – Jan Kalwin

Cuda a Ewangelia

Naszym prześladowcom brak rozumu, kiedy domagają się od nas cudów. Przecież nie tworzymy nowej Ewangelii, lecz powołujemy się na tę, której prawdę potwierdziły wszystkie cuda uczynione przez Jezusa Chrystusa i Jego apostołów. Można by rzec, że w odróżnieniu od nas oni opierają swą doktrynę na cudach zdarzających się wciąż, aż po dziś dzień.

Powołują się jednak na cuda tak niepoważne lub fałszywe, że mogą one tylko zasiać zwątpienie i zachwiać umysłami, które bez nich miałyby dobrze. Ale nawet gdyby cuda te były tak godne podziwu, jak tylko można sobie wyobrazić, to i tak nie powinni oni przeciwiać się Bożej prawdziwe, gdyż imię Boga musi być zawsze i wszędzie uświęcone, bądź to przez cuda, bądź przez naturalny porządek rzeczy. 

Ich żądanie mogłoby mieć większą wartość, gdyby samo Pismo nie wskazywało nam, jaka jest uprawniona rola cudów. Powiada bowiem św. Marek, że Pan Bóg współdziałał z apostołami i ,,potwierdzał ich słowa znakami, które im towarzyszyły” (Mk 16:20). Podobnie mówi św. Łukasz, że Pan nasz chciał w ten sposób dawać świadectwo słowu swojej łaski (Dz 14:3). Do tego samego odwołuje się też autor Listu do Hebrajczyków, pisząc, iż zbawienie zapowiedziane w Ewangelii Bóg uwierzytelnił ,,przez znaki, cuda i różnorakie moce oraz przez udzielanie Ducha Świętego według swojej woli” (Hbr 2:4). 

Skoro słyszymy, że cuda to pieczęci potwierdzające Ewangelię, jakże możemy ich używać do burzenia jej autorytetu? Jeśli słyszymy, że służą potwierdzaniu prawdy, jakże mogą służyć umacnianiu kłamstwa? Jednakże trzeba, jak poleca ewangelista, aby doktryna poprzedzająca cuda była badana w pierwszym rzędzie: jeśli jest uznana, może być potwierdzona cudami. Otóż doktryna może być uznana za prawdziwą, jeśli, jak powiada Chrystus, służy chwale nie ludzi, lecz Boga (J 7:18; 8:50). Skoro sam Chrystus twierdzi, że tak ma być, źle jest używać cudów w innym celu niż sławienie imienia Bożego.

Fałszywe cuda

Musimy przy tym pamiętać, że i Szatan ma swoje cuda, które choć dają tylko złudzenie potęgi, łatwo mogą omamić dusze proste i nieoświecone. Magicy i czarodzieje zawsze zyskiwali rozgłos za pomocą cudów: bałwochwalstwo pogan karmiło się zdumiewającymi cudami, które jednak nie wystarczają, by przekonać nas do magicznych praktyk bałwochwalców. 

Również donatyści wykorzystywali w podobny sposób naiwność ludu, dokonując rozmaitych cudów. Udzielamy więc teraz naszym przeciwnikom takiej samej odpowiedzi, jaką św. Augustyn dał donatystom: nasz Pan dostatecznie zabezpieczył nas przed takimi cudotwórcami, przepowiadając, że powstaną ,,fałszywi Chrystusowie i fałszywi prorocy i będą czynić wielkie znaki i cuda, żeby zwieść, o ile można, nawet wybranych” (Mt 24:24).

A św. Paweł przestrzega: ,,Niegodziwiec przyjdzie za sprawą Szatana, z całą mocą, wśród znaków i fałszywych cudów” (2 Tes 2:9). Powiadają Oni: ale nasze cuda nie są dziełem żadnych bożków ani magików, ani fałszywych proroków, lecz świętych. Tak, jak gdybyśmy nie wiedzieli, że na tym właśnie polega przebiegłość Szatana, by przybierać postać anioła światłości (2 Kor 11:14).

Przykład bałwochwalstwa Egipcjan

Niegdyś Egipcjanie zrobili boga z Jeremiasza, który został u nich pogrzebany, składali mu ofiary i hołdy, podobnie jak innym swoim bogom. Czyż nie było to wykorzystanie świętego proroka Pana Boga dla ich bałwochwalstwa? A przecież, uzdrowieni od wężowego jadu, myśleli, że to nagroda za oddawanie czci jego grobowi.

I cóż powiemy, jeśli nie to, że Bóg był i zawsze będzie sprawiedliwy w swoich sądach, gdyż właśnie dlatego ,,zsyła im silne otumanienie, tak że wierzą kłamstwu, aby zostali osądzeni wszyscy, którzy nie uwierzyli prawdzie, ale upodobali sobie niesprawiedliwość” (2 Tes 2:11-12). 

Cudów nam przeto nie brakuje, i to całkiem pewnych, a nie takich, które są przedmiotem kpin; te zaś, którymi chełpią się nasi przeciwnicy są jeno czystymi iluzjami Szatana, mamiącymi lud i zniechęcającymi go do oddawania czci Bogu.

Czy Bóg jest tyranem? Doktryna odrzucenia – Jan Kalwin

Okrutny tyran czy sprawiedliwy sędzia?

To, co powiedzieliśmy, wystarczy ludziom skromnym i bogobojnym, pamiętającym, że są tylko ludźmi. Ale ponieważ dookoła mamy śmiertelników, którzy wciąż ujadają i plują bluźnierstwami, musimy im wszystkim odpowiedzieć. Ci głupi ludzie gardłują przeciwko Bogu, jak gdyby stawiali go w stan oskarżenia. 

Pytają przede wszystkim, dlaczego Pan Bóg gniewa się na tych, których stworzył, chociaż Go do tego niczym nie sprowokowali. Niszczyć bowiem i doprowadzać do zguby wedle własnego upodobania przystoi raczej okrutnemu tyranowi aniżeli sprawiedliwemu sędziemu. Wydaje im się, że ludzie mają dobry powód, by uskarżać się na Boga, jeśli kieruje się On tylko własną chęcią, skazując ich na wieczną śmierć, na którą sami nie zasłużyli. 

Jeżeli takie myśli kiedykolwiek przyjdą do głowy wierzącym, znajdą dobry sposób na ich odrzucenie, jeśli tylko wezmą pod uwagę, jak wielkim zuchwalstwem jest samo pytanie o powody Bożej woli, która wszak jest i być powinna przyczyną wszystkiego, co się dzieje. Bo gdyby istniał jakikolwiek powód, to musiałby on poprzedzać i warunkować wolę Boga, a rzecz to niewyobrażalna. Wola Boża jest przecież najwyższą regułą sprawiedliwości, gdyż wszystko, czego Bóg pragnie, musi być uznane za sprawiedliwe dlatego, że On tak chce.

A zatem na pytanie, dlaczego Bóg tak postąpił, odpowiedź brzmi: ponieważ tak chciał. Gdyby iść dalej i pytać, dlaczego tak chciał, byłaby to próba wzniesienia się ponad Bożą wolę, co jest niemożliwe. Niechże więc ludzie opanują pustą ciekawość i nie szukają czegoś, co nie istnieje, bo nie znajdą tego, co jest. 

Oto zbawienna rada dla rozważających z szacunkiem boskie tajemnice. A z niegodziwcami, którzy otwarcie sprzeniewierzają się Bogu, On sobie poradzi sam. Boży wyrok zmusi ich bez naszej pomocy, by we własnym sumieniu dostrzegli swą niewątpliwą winę. Nie znaczy to, że mówiąc w ten sposób, aprobujemy teologiczne wymysły papistów na temat wszechmocy Boga. Mówią bowiem rzeczy bezbożne, które są nam nienawistne. Nie wyobrażamy sobie Boga bez żadnego prawa, ponieważ jest prawem sam dla siebie. 

W istocie, jak mówi Platon, ludziom skłonnym do złych pragnień prawo jest potrzebne. Natomiast Boża wola bez skazy jest najwyższą regułą doskonałości, jest Prawem wszystkich praw. Twierdzimy, że Pan Bóg nie musi się nam spowiadać z niczego, co robi, my zaś nie jesteśmy w stanie tego ocenić własnym rozumem. Dlatego niech przed pokusą liczenia na więcej, niż wypada, chroni nas przestroga psalmisty: ,,Zło uczyniłem na twoich oczach, abyś okazał się sprawiedliwy w swoich słowach i czysty w swoim sądzie” (Ps 51:4).

Tarcza Słowa

Pan Bóg swoich wrogów pokonuje w milczeniu. Ale nam daje do ręki broń w postaci Słowa, abyśmy odpierali ich ataki i bronili Jego świętego Imienia. Toteż jeśli ktoś nas zaatakuje, pytając, czemu Bóg niektórych przeznaczył na potępienie, choć na to nie zasłużyli, bo ich jeszcze nie było, odpowiemy pytaniem: czy Bóg jest cokolwiek winien człowiekowi, żeby miał go oceniać ludzką miarą? Skoro wszyscy jesteśmy skażeni grzechem. Bóg musi nas nienawidzić, lecz nie dlatego że jest okrutnym tyranem, ale dlatego że jest sprawiedliwy. Jeżeli zatem wszyscy ludzie zasługują z natury na wieczne potępienie, to powiedzcie mi, proszę: jakim prawem będąsię uskarżać ci przeznaczeni przez Boga na śmierć?

Choćby wszystkie dzieci Adama chciały podjąć spór ze Stwórcą, oskarżając Jego wieczną opatrzność o przeznaczenie ich jeszcze przed urodzeniem na wieczną zagładę, cóż Mu przeciwstawią, kiedy każe im zrobić rachunek sumienia? Jeśli należą do zepsutej masy, to nic dziwnego, że czeka ich potępienie. Niechże więc nie oskarżają Boga o niesprawiedliwość, kiedy Jego wiecznym wyrokiem są skazani na potępienie, ku któremu wiedzie ich własna natura, co zresztą sami muszą czuć mimo woli. 

Z tego widać, jak bardzo przewrotna jest ta skłonność do buntu, kiedy świadomie odrzucają coś, co trzeba zaakceptować: że przyczyna potępienia leży w nich i dlatego w żaden sposób nie mogą się sami rozgrzeszyć. Mógłbym jeszcze sto razy powtarzać, że ich potępienie jest dziełem Boga i sami nie oczyszczą się z winy, ciągle stającej im przed oczami i ciążącej na sumieniu.

,,Człowieku! Kimże ty jesteś…”

Wysuną zaraz następną obiekcję: czy ludzie byli predestynowani Bożym postanowieniem do tego zepsucia, które uważamy za przyczynę ich zguby? Bo jeśli tak, to ich zguba stanowi udział w nieszczęściu, w którym z woli Boga pogrążył się Adam i pociągnął za sobą całe swoje potomstwo. Ale czy w takim razie Bóg nie byłby niesprawiedliwy, drwiąc tak okrutnie ze swoich stworzeń? 

Odpowiadając im, przyznaję, że wszystkie dzieci Adama popadły w to nieszczęście z woli Boga i nadal w nim tkwią. Jak mówiłem na początku, trzeba zawsze powracać do tego, czego pragnie Bóg, z przyczyny ukrytej w Nim samym. Ale to nie znaczy, że można oskarżać Boga! Unikniemy tego, słuchając św. Pawła:

 ,,Człowieku! Kimże ty jesteś, że prowadzisz spór z Bogiem? Czy naczynie gliniane może powiedzieć do tego, kto je ulepił: Dlaczego mnie takim uczyniłeś? Czy garncarz nie ma władzy nad gliną, żeby z tej bryły zrobić jedno naczynie do użytku zaszczytnego, a drugie do niezaszczytnego?” (Rz 9:20-21)

Nasi przeciwnicy zaprzeczą, że bronimy w ten sposób Bożej sprawiedliwości. Powiedzą, że to wybieg stosowany przez tych, którym brak skutecznych argumentów, polegający na prostym stwierdzeniu, że nic się nie oprze mocy Boga, który robi co zechce. 

Uważam, że to całkiem co innego. Czy istnieje jakiś pewniejszy i solidniejszy sposób nakłonienia nas do refleksji nad tym, kim jest Bóg? Czy Ten, kto jest Sędzią całej ziemi, może postąpić niesprawiedliwie? Skoro w Jego naturze leży sprawiedliwość, On ją kocha w sposób naturalny, zaś wszelkiej nieprawości nienawidzi.

Dlatego apostoł nie szukał żadnych wybiegów, jak ktoś w sytuacji bez wyjścia. Dał tylko do zrozumienia, że Boża sprawiedliwość stoi zbyt wysoko, aby można ją było przeanalizować ludzką miarą lub pojąć słabym ludzkim intelektem. Apostoł w istocie przyznaje, że wyroki Boga mają głębię zdolną pochłonąć rozum każdego człowieka, który chciałby je przeniknąć. Ale czy nie jest czymś niedorzecznym stawianie Bożym wyrokom warunku, że jeśli nie możemy ich zrozumieć, to wolno nam je krytykować? 

Jest na ten temat godna uwagi sentencja Salomona, którą niewielu ludzi rozumie: ,,Wielki Bóg stworzył wszystko i odpłaca głupiemu, odpłaca również przestępcom” (Prz 26:10). Przebija przez nią podziw dla wielkości Boga i zdziwienie, że postanowił ukarać głupców i przestępców, choć sam ich wykluczył z udziału w Jego Duchu. Ludźmi istotnie kieruje jakieś niepohamowane pragnienie wtłoczenie w ciasny umysł tego, co niepojęte i nieskończone.

Święty Paweł nadaje imię wybranych aniołom, którzy zachowali swą nieskazitelność (1Tm 5:21). Lecz o ile ich wytrwałość wynikała z Bożego upodobania, o tyle diabelski bunt dowodzi Bożego przyzwolenia. Tu nie można dostrzec innej przyczyny niż potępienie, ukryte w tajemnym postanowieniu Boga.

,,Boże sądy są jak wielka przepaść”

Niechby teraz jakiś manichejczyk, uczeń Celestiusza czy inny heretyk próbował uwłaczać Bożej opatrzności, a odpowiem mu wraz ze św. Pawłem, że wcale nie trzeba jej bronić, ponieważ znacznie przerasta ona nasz intelekt. Przecież byłby to absurd! Czy wyobrażają sobie, że moc Boga jest tak niewielka, iż musi się ograniczać tylko do tego, co nasz rozum będzie w stanie pojąć? Myślę tak samo jak św. Augustyn, że Bóg stworzył niektórych z przeznaczeniem na wieczne potępienie, a zrobił to, ponieważ tak chciał. Dlaczego tak chciał? Nie do nas należy szukanie odpowiedzi, bo nie potrafimy jej zrozumieć. Nie przystoi także debata o tym, czy wola Boga jest sprawiedliwa, czy też nie. Wypowiadając się bowiem na ten temat, dotykamy niepodważalnej reguły sprawiedliwości. Jakże można dopuszczać myśl o nieprawości tam, gdzie sprawiedliwość widać jak na dłoni?

Nie wstydźmy się więc zamykać ust niegodziwcom, na sposób św. Pawła, ilekroć ośmielą się ujadać. A kimże wy jesteście, nędznicy, którzy oskarżacie Boga tylko dlatego, że nie dostosował wielkości swoich dzieł do waszej ignorancji? Czyżby to, co czyni, było niegodziwe, bo jest przed wami ukryte? Powinniście znać z doświadczenia niezmierną głębię Jego wyroków. Przecież wiecie, że Boże sądy są jak wielka przepaść (Ps 36:6). Więc pomyślcie o swojej małości i zastanówcie się, czy możecie zrozumieć to, co Bóg postanowił w sobie. Co wam da pogrążanie się z pustej ciekawości w tej otchłani, o której sam rozum mówi, że doprowadzi was do zguby? Dlaczego to, co napisano o niepojętej mądrości i o straszliwej mocy Boga w Księdze Hioba i u wszystkich proroków, nie napawa was dostatecznym przerażeniem? 

Jeśli wasze umysły jeszcze się buntują i stawiają pytania, przyjmijcie rady św. Augustyna: Człowieku, oczekujesz ode mnie odpowiedzi? Lecz ja także jestem człowiekiem, więc lepiej posłuchajmy obaj tego, który mówi: 

O człowieku! Kim jesteś? Ignorancja z wiarą jest lepsza, niż zuchwała wiedza. Szukając zasług, znajdziesz karę. O wielka tajemnico! Piotr się wyparł Jezusa Chrystusa, a zbój w Niego wierzy. O wielkości! Szukasz przyczyny? Mnie zadziwia wielkość. Argumentuj do woli, ja będę podziwiał. Dyskutuj, a ja będę wierzył. Widzę wielkość, ale nie docieram do głębi. Paweł odnalazł spokój w podziwie. Mówi, że niezbadane są wyroki Boże, a ty chcesz za nimi podążać! (Rz 11:33)

Dalszy dyskurs nie zda się na nic, bo i tak nie powstrzyma ich zapału. Pan Bóg zresztą nie potrzebuje innej obrony niż ta, którą sam ustanowił przez swego Ducha, przemawiającego ustami św. Pawła. A w dodatku grozi nam, że nie mówiąc po Bożemu, oduczymy się mówić jak należy.