Usiłowano na ogół przygotowywać ludzi na godne przyjęcie tego sakramentu, ale w rezultacie ciemiężono tylko nieszczęsne sumienia i nie uczono wcale tego, co trzeba. Powiadano, że odpowiednio przyjmują ów sakrament ludzie znajdujący się w stanie łaski, a tym stanem laski miałoby być oczyszczenie ze wszystkich grzechów.
Ale wówczas wszyscy ludzie kiedykolwiek żyjący na ziemi byliby z tego sakramentu wykluczeni! Jeśli w sobie mielibyśmy szukać tej godności, to już po nas. Tam znajdziemy tylko zamęt, ruinę i rozpacz Szukając na to lekarstwa, papiści wymyślili sposób, jak zdobyć godność: trzeba zrobić dogłębny rachunek sumienia, a potem oczyścić się poprzez żal za grzechy, spowiedź i pokutę. Omówiliśmy już wcześniej, jak przebiega takie oczyszczanie. W nawiązaniu do tego powiem tylko, że te środki są dalece niewystarczające na potrzeby naszego sumienia, przerażonego i załamanego popełnianym grzechem. Jeśli bowiem Pan Jezus nie dopuszcza do uczestnictwa w komunii świętej nikogo, kto nie jest prawy i niewinny, to nie wystarczy powierzchowne zapewnienie, żeby człowiek był przekonany o własnej prawości, o jakiej słyszy, że Bóg jej wymaga. Skąd będziemy mieli pewność, że uczyniwszy wszystko, co w naszej mocy, sprostaliśmy Bożemu wymaganiu? Przypuśćmy nawet, że będziemy to wiedzieli, ale kto się ośmieli twierdzić, że zrobił absolutnie wszystko, co możliwe? Nie mając żadnej pewności co do nas samych, nie moglibyśmy nigdy otrzymać sakramentu komunii z powodu tej dramatycznej przestrogi: Kto bowiem je i pije niegodnie, sąd własny je i pije.
Na czym polega godność chrześcijanina
Łatwo teraz ocenić doktrynę panującą w papiestwie i dostrzec, kto jest jej autorem. W okrutny sposób pozbawia ona biednych grzeszników, już i tak ledwo dyszących, pociechy tego sakramentu, który nam oferuje całą słodycz Ewangelii. Szybki diabeł nie potrafiłby skuteczniej działać na zgubę ludzi, oszukując ich i ogłupiające po to, by nie czuli żadnego smaku pożywienia, którym dobry Ojciec niebieski pragnął ich nakarmić. Żeby się nie potknąć i nie polecieć w przepaść, pamiętajmy, że te święte pokarmy są lekiem dla chorych, pociechą dla grzesznych oraz jałmużną dla ubogich, lecz do niczego nie służą zdrowym, prawym i bogatym – gdyby się tacy znaleźli. W tych pokarmach bowiem otrzymujemy Jezusa Chrystusa jako pożywienie i rozumiemy, że bez Niego upadniemy i stoczymy się w nicość tak, jak ciało upada bez jedzenia. Otrzymujemy Go, żeby żyć, i łatwo pojąć, że bez Niego jesteśmy wewnętrznie martwi. Dlatego jedyna i prawdziwa godność, z jaką możemy stanąć przed Bogiem, to powierzyć Mu naszą nikczemność, aby On w swoim miłosierdziu uczynił nas godnymi siebie. Odrzucając siebie, w Nim znajdziemy pociechę; oskarżając siebie, od Niego dostaniemy usprawiedliwienie i On nas martwych w sobie ożywi. Co więcej, musimy tego pragnąć i dążyć do tego związku, który On nam w komunii świętej rekomenduje. Jeśli rozważymy to wszystko starannie, nigdy nie zachwieje nami, a w każdym razie nie pokona nas wątpliwość, czy niemający w sobie nic dobrego, skażeni grzechem i na wpół martwi, możemy godnie przyjmować ciało Pańskie. Pomyślimy raczej, że jako nędzarze przychodzimy do szczodrego jałmużnika, jako chorzy zwracamy się do lekarza, jako grzesznicy stajemy przed sprawiedliwym sędzią i jako martwi nieszczęśnicy stajemy wobec Tego, który ożywia.
Prawdziwa godność
Godność, jakiej Bóg wymaga, zasadza się po pierwsze na wierze, która wszystko przypisuje Chrystusowi i oddaje Mu się bez reszty. A po drugie na miłości, którą wystarczy pokazać Bogu, choćby ułomną, skoro innej nie możemy ofiarować, a On ją powiększy i udoskonali. Niektórzy uważają tak jak my, że godność zasadza się na wierze i miłości, lecz popełniają zarazem duży błąd w definiowaniu tej godności. Żądają bowiem wiary bez skazy i miłości równie wielkiej jak uczucie, którym nas darzy Jezus Chrystus. W ten sposób odpychają ludzi od komunii świętej nie mniej niż inni, wyżej wymienieni. Gdyby przyjąć ich sposób myślenia, nikt nie mógłby do komunii przystąpić z godnością, ponieważ wszystkich co do jednego należałoby uznać za winnych niedoskonałości. Okazują w ten sposób wielką lekkomyślność, żeby nie rzec głupotę, domagając się perfekcji jako warunku przyjęcia tego sakramentu, bo perfekcja uczyniłaby go zbędnym! Przecież. komunia święta nie została ustanowiona dla doskonałych, tylko dla słabych i chorych, żeby ich podnosić na duchu, umacniać oraz ćwiczyć w wierze i miłości.
Treść artykułu pochodzi z nadchodzącego ostatniego tomu „Podstaw Religii Chrześcijańskiej” Jana Kalwina. Poprzednie tomy można znaleźć tutaj.
